środa, 8 lutego 2017

S2 - Rozdział 30

               Zmarszczyłam lekko nos, czując, jak coś uderzyło mnie w ramię. Wcisnęłam twarz mocniej w kark blondyna. Moje ręce ciaśniej owinęły się wokół chłopaka. Naprawdę miałam ochotę wrócić do krainy snów, szczególnie, że było mi tak wygodnie, ciepło i po prostu dobrze.
              Dopiero znany głos sprowadził mnie na ziemię. Powoli otworzyłam oczy, widząc przed sobą chłopca. Robert oparł się łokciami o bok ojca. Ułożył brodę na drobnych dłoniach. Wychylił się do przodu, obdarzając mnie szerokim uśmiechem. Zauważyłam, że Luke podtrzymuje go ręką. On też został wyrwany ze snu.
- Dobry dzień – powiedział Robert ze śmiechem.
- Dobry – wydusiłam, czując całkowity brak energii o tej wczesnej porze.
- Dzisiaj tata wstanie, okej? – odezwał się Luke. – Damy mamie trochę pospać?
- Kej.
- Mówisz poważnie? – powiedziałam, kiedy blondyn wyplątał się z moich kończyn i usiadł na łóżku.
               Robert już przyczepił się do ojca, niczym małpka, wieszając się na jego szyi i ramieniu. Starszy Hemmings uśmiechnął się, kiwając głową. Przechylił się, by zostawić na moim czole czuły i delikatny pocałunek.
- Mówię poważnie. Śpij.
- O tak – odparłam z zadowoleniem, a potem zakopałam się pod pościelą. – Mama ma fajrant.
               Usłyszałam śmiech Luke'a za plecami. Poczułam, jak wstaje z materaca. Robert zaczął o czymś z ożywieniem odpowiadać i po jego słowach wnioskowałam, że mówi o jakieś bajce, którą musiał obejrzeć w telewizji. Niedługo po tym w sypialni zapanowała błoga cisza. Wtuliłam się bardziej w poduszkę, mając nadzieję, że szybko uda mi się zasnąć ponowie. I tak było. Sen przyszedł niemalże natychmiast.

***
              Luke spojrzał z zadowoleniem na Roberta, który okręcił się wokół własnej osi, prezentując koszulkę, którą przed chwilą tata pomógł mu założyć. Następnie podskoczył, wpadając w jego ramiona. Uśmiechnął się szeroko, a potem przycisnął paluszek do ust, przypominając sobie słowa starszego Hemmingsa. Muszą być cicho, aby ich plan się udał.
               Blondyn postawił chłopca. Mały zaśmiał się, kiedy zmierzwił mu włosy na głowie. Wyprostował się, łapiąc za tackę z przygotowanym jedzeniem. Postanowił zrobić Emily niespodziankę. Śniadanie do łóżka było tego częścią.
- Idziemy. Pamiętasz, co masz robić? – zapytał kontrolnie, ruszając w stronę salonu.
- Tak.
- Skup się, dobra? To bardzo ważna sprawa.
- Skupiam się, tato.
- Nie możemy tego zepsuć.
- Nie psuć.
- Wierzę w ciebie, mistrzu.
- Ja w ciebie też.
- I ustalone – rzucił Luke, wchodząc na górę. – Powoli, nie przewróć się.
- Jestem duży.
- Nawet duży może spaść ze schodów.
- Masz długie giry. Też będę mieć takie?
- Możliwe.
- To ja chyba nie chcę.
- Ej, mam zajebiste nogi. Masz dobre geny, więc nie marudź i nie wybrzydzaj.
- Powiedziałeś brzydko.
- Nie mów mamie, okej. To zostanie między nami.
- Kej.
               Hemmings podszedł do drzwi. Robert podreptał za nim. Poprawił tackę w dłoniach, które lekko mu zadrżały. Oparł ją o framugę, by sięgnąć do klamki. Kiedy jego dłoń dotknęła zimnego metalu, spojrzał na chłopca po raz kolejny. Zacisnął usta, czując, jak szybko wali mu serce. W tym momencie cholernie się ze stresował. Przystąpił z nogi na nogę, odwlekając tę chwilę. Myślał nad tym krokiem już od dawna. Po wczorajszej nowinie, nie zamierzał czekać dłużej. Był pewny tego, co chce zrobić. Jednak zdenerwowanie nie ułatwiało zadania.
- Tato?
- Tak?
- Boisz się?
- Nie – skłamał szybko.
- A wyglądasz, jakbyś się bał.
- Tata się niczego nie boi. – Robert spojrzał na niego z niedowierzaniem, a potem parsknął śmiechem. – Naprawdę niczego.
- Boisz się mamy.
- Wcale nie.
- I babci.
- Wcale nie.
- Tato?
- Tak?
- Idziemy?
- Pamiętasz, co masz…
- Tak – przerwał mu chłopiec, kiwając szybko głową. – Wiem, co robić.

***
                Leżałam w łóżku. Obudziłam się kilka minut temu, ale jeszcze trochę chciałam skorzystać z tego, że mogę legalnie polenić. Takiej możliwości nie miałam za często. Matki nie mają urlopów od dzieci – chyba, że te aktualnie przebywają poza domem.
               Przymknęłam ponownie powieki. Starałam się też, choć na chwilę wyłączyć myślenie, ale nie było to możliwe. Mój mózg szybko cofnął mnie do momentu, kiedy dowiedziałam się o tym, że jestem po raz drugi w ciąży. Za wszelką cenę próbowałam nie kreować sobie wyobrażeń na temat tego, jak teraz będzie wyglądało moje życie. Jak bardzo się ono zmieni. Miałam jeszcze trochę czasu, aż zmiana ta będzie konieczna.
               Drgnęłam, gdy drzwi od sypiali otworzyły się. Przekręciłam się na bok, spoglądając na biegnącego w moją stronę chłopca. Robert widząc, że już nie śpię, przywitał mnie wesołym okrzykiem mama. Nie trwało to długo, jak wdrapał się na materac, padając w moje ramiona. Potem w równie szybkim tempie zakopał się pod kołdrą.
- A dzisiaj jest, jakiś dzień dobroci dla mamy czy jak? – zapytałam ze śmiechem, widząc Luke'a niosącego tacę z parującą herbatą i dużym talerzem kanapek. – Śniadanie do łóżka?
- Chyba od czasu do czasu mogę zrobić coś miłego?
- Rób tak częściej.
- Nie, bo się przyzwyczaisz – rzucił, a potem cicho zaśmiał się pod nosem, widząc moją udawaną obrażoną minę.
                 Hemmings postawił tackę na szafce, a następnie podszedł do łóżka. Powoli usiadł, łapiąc kontakt wzrokowy z Robertem, który chwilę temu wygrzebał się spod kołdry. Duże, błękitne oczy skupiły się na nim, a potem przeniosły się na mnie. W tym momencie zaczęłam się zastanawiać, co przeskrobali i który był najbardziej tego winien. Zawsze ich wzajemne podejrzane spojrzenia sprowadzały się do czegoś zniszczonego, popsutego, połamanego lub zbitego.
               Kiedy otworzyłam usta, by w końcu zadać im pytanie, co takiego zrobili, Robert wstał i wyprostował się. Dopiero wtedy dostrzegłam koszulkę, którą miał na sobie. Wtedy zrozumiałam wszystko, włączając w to ich dziwne zachowanie.
- Poślubisz mojego tatę? – przeczytałam, niemo poruszając ustami.
               Momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy, gdy doszedł do mnie sens tego, co czytam. Ja i Luke byliśmy już na takim etapie, że otwarcie planowaliśmy swoją przyszłość. Razem, jako jedność. Nic dziwnego, że wielokrotnie wyobrażałam sobie ten konkretny moment, w którym dochodzi do oświadczyn. Często też rzucaliśmy w swoją stronę nawiązujące do tego żarciki. Mimo wszystko byłam zaskoczona i zszokowana. Obojętnie, ile razy poruszany był ten temat, to jednak ta chwila i tak pojawiła się niespodziewanie. Nigdy nie da się do tego psychicznie przygotować.
- Dlaczego płacze? Tato, dlaczego mama płacze? – wydusił przestraszony Robert, widząc spływające po moich policzkach łzy. – Czemu jest smutna?
- Nie jestem smutna, skarbie – powiedziałam, starając się przezwyciężyć drżący od emocji głos.
               Zaczerpnęłam głośniej powietrza, kiedy Luke uklęknął przy łóżku. W tym momencie zaczęłam być jednym wielki, rozpłakanym i rozczulonym bałaganem. Blondyn sięgnął do kieszeni, wyjmując kwadratowe pudełeczko. Otworzył je, a ja spojrzałam na złoty pierścionek. Luke wiedział, że nie lubię zbyt dużej i bogatej biżuterii, a jego wybór idealnie wpasował się w mój gust. Pierścionek był delikatny, z dwoma serduszkami, które wypełnione były drobnymi brylancikami. Po boku znajdowały się lekkie zdobienia z topazem. Podniosłam głowę, wpatrując się w błękitne tęczówki, które tak cholernie kochałam. Widniało w nich oczekiwanie, niepewność, ale także i nadzieja. Chłopak uśmiechnął się, przysuwając się bliżej.  
- Emi, nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Jesteś tym, co najlepsze. Masz wszystko, czego potrzebuję. Sprawiasz, że jestem szczęśliwy i mam nadzieję, że idzie to też w drugą stronę. – Automatycznie pokiwałam głową, nawet na moment nie odrywając od niego wzroku. – Chcę w końcu stworzyć z tobą prawdziwą rodzinę. Z tobą i naszymi dziećmi. Nie wyobrażam sobie nikogo innego u mojego boku. Kochanie, wyjdziesz za mnie?
- Tak – odpowiedział Robert, kiedy między nami zapadła cisza.
- Tak – powtórzyłam za nim, w końcu zdobywając się na to, by cokolwiek z siebie wydusić.
- Prawie miałem chwilowy zawał, że każesz mi spadać – rzucił Luke z nieukrywaną ulgą.
                 Wyjął z pudełeczka pierścionek. Chciał chwycić mnie za rękę, ale Robert był szybszy. Złapał za moją dłoń, przetrzymując ją. Poklepał mnie po jej wierzchu, kiedy jego ojciec powoli wsuwał mi pierścionek na palec. Miałam wrażenie, że ta scena odbywa się w zwolnionym tempie. Niemalże słyszałam, jak mocno łomocze mi serce. Luke podniósł się i usiadł na materacu. Ujął moją twarz w dłonie i bez wahania pocałował mnie. Zrobił to delikatnie z taką dozą czułości, że zakręciło mi się w głowie. Po chwili spojrzał w moje oczy, a ja dostrzegłam w jego tęczówkach ten znany błysk. Był szczęśliwy i zadowolony tak samo, jak ja.
- Cmokacie się, jak w bajkach – skwitował Robert. – Jak książę i księżniczka.
- To źle? – zapytał Luke, obejmując mnie ramieniem.
- Nie. Mama jest naszą księżniczką.
- Oj, tak. Jest naszą księżniczką – powiedział starszy Hemmings, muskając moją skroń.  – Dobrze się czujesz? – zapytał po chwili, kiedy po moich plecach przebiegł szybki dreszcz, który on wyczuł.
- Staram się nie rozpłakać jeszcze bardziej – wydusiłam, zakrywając twarz rękami. – Nie wychodzi.
- Teraz widzę, że mój pomysł, by przyspieszyć oświadczyny był dobry. Planowałem to zrobić na dzisiejszej kolacji, na którą zabiorę cię wieczorem. – Zerknęłam na niego. – Jednak uznałem, że to trochę oklepane… No i nie mogłem się doczekać… A teraz na kolację zabiorę już nie moją dziewczynę, ale narzeczoną i to pasuje mi się jeszcze bardziej.
- I zdążyłeś kupić z rana pierścionek? – odparłam, spoglądając na swoją dłoń.
- Podoba się?
- Jest cudowny.
- Nie kupiłem go dzisiaj – pociągnął, kręcąc głową. – Miałem go od jakiegoś czasu.
- Co?
- Kupiłem go, jakiś czas temu – powiedział z uśmiechem, obejmując drugą ręką Roberta, który wcisnął mu się na kolana. – Czekałem na odpowiedni moment, by w końcu to zrobić. Po wczorajszej wiadomości uznałem, że dłużej nie chcę tego odwlekać.
- I nic mi nie powiedziałeś? – Luke zerknął na mnie z politowaniem. Prychnęłam pod nosem. Tak, z mojej strony to było głupie pytanie.
- Emi, gdybym ci powiedział to, to wszystko nie miało by sensu.
- W sumie racja.
- Tato, czy mama teraz też będzie Hemmo?
- Będzie. Teraz jest przyszłą panią Hemmings – odpowiedział blondyn, całując mnie po raz kolejny.

                 Wygładziłam granatową, lekko rozkloszowaną na dole, sukienkę. Spojrzałam po raz kolejny w lustro, sprawdzając, czy wszystko do siebie pasuje. Miałam nieco mocniejszy makijaż, a włosy upięte w kok. Na nogach niewysokie szpilki. Do tego musiałam wcisnąć się w rajstopy, co akurat najmniej mi się podobało. Nigdy ich nie lubiłam. Musiałam postawić na klasę i elegancję, szczególnie, że Luke zaznaczył, że będzie to uroczyste wyjście.
- Przepięknie wyglądasz.
                Odwróciłam się, słysząc jego głos. Blondyn uśmiechnął się szeroko, podchodząc do mnie. Stanął za moimi plecami. Miał na sobie czarny garnitur, białą koszulę i krawat, pasujący do całości. Nachylił się, muskając ustami moje odsłonięte ramię. Przyjemny dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Uśmiechnęłam się.
- Pomożesz mi?
                Kiwnął głową. Podałam mu cienki, złoty łańcuszek, który dostałam od niego na urodziny. Do kompletu były kolczyki, które już miałam założone. Zapiął mi go, a ja poprawiam zawieszkę w kształcie znaku nieskończoności. Luke po raz kolejny zostawił czuły pocałunek na moim ramieniu.
- Jesteś piękna.
- Ciesz się, póki możesz. Za jakiś czas nie zmieszczę się już w tę kieckę – odparłam, kręcąc nosem. – I to przez ciebie.
- To już nie będzie ważne.
- Będę większa.
- Tym bardziej mam to gdzieś.
- Będę ci jęczeć, jak bardzo bolą mnie plecy i że puchną mi nogi.
- Wtedy zrobię ci masaż, zaserwuję ciepłą herbatę i podsunę pod nos białą czekoladę.
- Białą?
- Mówiłaś, że jak byłaś w ciąży z Robertem miałaś zawsze ochotę na białą czekoladę.
- Zapamiętałeś to? – odparłam z zaskoczeniem.
- Zapamiętałem – powiedział, obejmując mnie w pasie. Przejechał dłonią po moich brzuchu. – Teraz już mnie nic nie ominie. Ja już się o to postaram. Idziemy? – zapytał, zerkając na mnie.
- Idziemy.
                 Uśmiechnął się, łapiąc mnie za dłoń. Odruchowo spletliśmy ciasno nasze palce, jakbyśmy podświadomie bali się tego, że za chwilę coś może nas nieoczekiwanie rozdzielić. Wyszliśmy z sypialni, a następnie zeszliśmy na dół, gdzie znajdowała się reszta domowników.
- Ale żeście się wystroili! – zawołał Michael, jak tylko weszliśmy do salonu. – Elegancja pełną gębą.
- Ładnie – odezwał się Robert, siedząc na kolanach Ashtona. – Jak nie mama.
- Sugerujesz, drogi synku, że na co dzień nie jestem ładna? – wypaliłam, teatralnie tupiąc nogą.
- Jesteś najładniejszą mamą – poprawił się z uśmiechem. – Moja mama.
- A może moja? – zapytał dla zgrywy Calum.
- Masz swoją.
- A może chcę twoją?
- Jesteś za stary, by moja mama była twoją mamą – skwitował Robert, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- Nie wiem, czy teraz nie powinienem się obrazić. Wyglądam, aż tak staro? – mruknął Hood, zsuwając się niżej po sofie. – Nie jestem, aż tak stary! To Ashton jest stary, nie ja.
- My się nie wcinamy, bo wychodzimy. Ustalcie to między sobą – rzucił Luke, ciągnąc mnie w stronę wyjścia.
- Z uwagi na okazję waszego wyjścia i biorąc pod uwagę, jak może się zakończyć ten wieczór to… Robert, to jest dobry moment by poprosić rodziców o rodzeństwo – rzucił rozbawiony Clifford. – Chcesz mieć brata?
- Chcę! Chcę dzeństwo!
- Musiałeś? – rzucił Luke, świdrując Michaela wzrokiem. Czerwonowłosy parsknął jeszcze głośniejszym śmiechem.
- Skąd wezmą dzeństwo? – zapytał nagle Robert. – Tato, skąd są dzieci?
- Ze sklepu – skwitował Hemmings, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Blondyn zrobił niewinną minę, wzruszając ramionami. – Co miałem powiedzieć? Że rodzice idą do łóżka i się w nim kotłują? – wyszeptał, bym tylko ja mogła go usłyszeć. – Miałem mu teraz zacząć opowiadać o seksie, orgazmach, plemnikach i…
- Starczy – rzuciłam, łapiąc jego usta między dwa palce.  
- Jest sklep z dziećmi? – pociągnął Robert, kiedy Luke przestał mówić.
Jeśli Hemmings myślał, że jednym słowem sklep zakończy temat, to chyba zapomniał, jak dociekliwy może być nasz syn. Chłopak spojrzał na mnie, oczekując pomocy. Wzruszyłam ramionami. Skoro już zaczął, to pozwolę mu skończyć. Reszta też z ciekawością się mu przyglądała, mając na ustach głupkowate uśmieszki. Wiedziałam, że tę historię będą mu jeszcze długo wypominać.
- Kiedy mama i tata chcą mieć dziecko, to idą do specjalnego sklepu z nasionkami. Tam wybierają jedno. Potem mama zjada nasionko, które trafia do jej brzuszka i tam ono rośnie. Po kilku miesiącach wychodzi z brzuszka mały człowiek. Chłopiec lub dziewczynka.
- Moje całe życie na temat powstawania człowieka było kłamstwem – wydusił czerwony ze śmiechu, Calum. – Żyłem w niewiedzy. Dziękuję, Luke, żeś mnie w końcu olśnił.
- Kupicie dzisiaj takie nasionko? Proszę! – wyjęczał Robert, podbiegając do blondyna. – Tylko brata, kej? Nie dziewczynkę brata.
- Nie chcesz siostry?
- Brata.
- A jak trafi się siostra? – odparłam, przyglądając się małemu. Chłopiec zmarszczył nos.
- Może być. Kupicie?
- Kupimy – odparł Luke, zerkając na zegarek. – Musimy już iść. Bądź grzeczny.
- Będę.
- Pilnuj wujków – dodałam, a Robert uśmiechnął się szeroko. Zerknął na nich przez ramię.
- Też będą dżeczni.
- Nie zapomnijcie o nasionku! – zawołał Clifford. – Chcemy jeszcze jednego małego Hemmingsa! Małe Bobo Hemmo.
- Bez obaw. Nie zapomnimy.
- Mały Hemmings! Pamiętajcie!
- Spoko, zakodowałem – rzucił Luke, pomagając mi założyć marynarkę.
- Czemu oni przyjmują te moje docinki z takim spokojem? Wcześniej Em dostałaby furii, a Luke za te zapewnienia od niej po głowie. Co… O mój Boże!
                Podskoczyłam, kiedy Clifford zerwał się z kanapy. Luke uniósł brwi, nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Czerwonowłosy doskoczył do nas, a następnie zamknął naszą dwójkę w szczelnym uścisku. Byłam pewna, że na jego czarnej koszulce odciśnie się odrobina mojego pudru. Miałam tylko nadzieję, że Clifford nie zepsuje mi tą czułością fryzury.
- Mój kochany kretyn i moja kochana Emi.
- Czemu zostałem kretynem? – mruknął zdezorientowany Luke. Chłopaki też spoglądali na nas, nie mogąc zrozumieć zachowania kumpla.
- Tak się cieszę!
- Powie mi ktoś, o co chodzi? – zapytał Calum, podnosząc rękę, czym zwrócił na siebie naszą uwagę. Spojrzałam na Asha, który tylko zamrugał. Po chwili perkusista zrobił wielkie oczy.
- Naprawdę? – wydusił z uśmiechem.
- Czy tylko do cholery ja nie wiem, co się teraz dzieje?! – warknął Hood, nadąsanym tonem. Robert z ciekawością zerkał na każdego po kolei. – Jesteście do kitu!
- Ja też nie rozumiem, o co im chodzi i to jest, w jakiś sposób przerażające – odparłam, kiedy Ashton mnie objął, klepiąc jednocześnie po plecach.
- Dajcie spokój, nie musicie już więcej udawać – pociągnął Michael, patrząc to na mnie, to na Luke'a. – Będzie Bobo Hemmings numer dwa, prawda? To dlatego mieliście w tyłku całą rozmowę o dzieciach, bo… To już się stało!
- Będzie kolejny Hemmings? – odezwał się Calum. – Czadowo! – rzucił i podbiegł do nas, łapiąc w locie Roberta, który wyglądał w tym momencie na zagubionego.
- Jak wy… Jak… - wymamrotałam, próbując zrozumieć, jak on na to wpadł. Nic z tego. To było poza moim zasięgiem.
- Tu tajemnice chyba nie utrzymają się zbyt długo – skwitował Luke.
- Czemu nic nie powiedzieliście? – pociągnął Michael.
- Chcieliśmy powiedzieć… Potem.
- Potem? Potem?! No, wiesz?
- Ej, sami się dowiedzieliśmy wczoraj - rzucił blondyn, a potem zacisnął usta.
- Powinienem zostać detektywem. Mam nosa! – skwitował zadowolony Clifford.
- Dobra, koniec. Chcę zabrać w końcu moją już narzeczoną na po oświadczynową kolację, na którą zaraz się spóźnimy. Nie chcę, by przepadła nam rezerwacja, więc… Odsunąć się i utorować nam drogę do drzwi – rzucił zniecierpliwiony Luke. Cmoknął jeszcze na odchodnym Roberta i to samo zrobiłam ja, a potem oboje skierowaliśmy się w stronę wyjścia.
- Jaki nerwowy. Może to on jest w ciąży, a nie Emi – rzucił rozbawiony Michael, a potem ryknął śmiechem, widząc oburzone spojrzenie Hemmingsa.
- Bawcie się dobrze! – zawołał za nami Ash.
- Miłej zabawy – pociągnął Calum.
- Zabawy, tato! Zabawy, mamo!


***
Takim oto optymistycznym akcentem kończymy tę historię. Został nam tylko epilog, który prawdopodobnie pojawi się jutro - o ile uda mi się go skończyć (a mam zamiar go skończyć) :D 
Mam nadzieję, że ten ostatni rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam!

#DwaPlusJedenFF

8 komentarzy:

  1. Omgomgomgomgomgomgomgomgomgomgomg
    Tęcza dookoła mnie, ewidentnie xd
    Uwielbiam tooooooooo! *wybacz za jakże składną i sensowną wypowiedź, kochana, ale jestem tak osłodzona przez ten rozdział, że awwwww* ~M

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko genialne cieszyłam się do telefonu jak idiotka. Na końcu sceny sama się śmiałam do telefonu brat z siostra myślą że jestem nie normalna ale warto. Szkoda tylko że to już koniec DPJ będę tęsknić za tym opowiadaniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ten rozdział wywołał u Ciebie uśmiech :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  3. W sumie miałam zjeść czekoladę, chodziła za mną cały dzień. Ale przeczytałam ten rozdział, który był taaaaki slodziutki 😁😁 Świetnie wymyśliłaś te zaręczyny, zawsze coś innego ;) Szkoda, że to już koniec, będzie mi brakowało tego opowiadania :( Dzięki, że je napisałaś 😁
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Czekoladę zjem i tak xD

      Usuń
    2. Cieszę się, że się spodobało :) Niestety i to ff musi się skończyć - a mi samej szybko to zleciało :)
      Pozdrawiam!

      Usuń