niedziela, 29 stycznia 2017

S2 - Rozdział 29

             Tej nocy nie mogłam zasnąć. Nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca ani wybrać w miarę wygodnej pozycji. Moje myśli, co chwilę uciekały w stronę gabinetu, w którym doktor Powell nakreśliła stan mojego zdrowia. Nie płakałam. Po rozmowie z blondynem chciałam się pozbierać i za wszelką cenę nie rozsypać na nowo. A może była to kwestia tego, że nie miałam już nawet siły wylewać kolejnych słonych łez?
            Luke też długo nie mógł zasnąć. On również wiercił się na materacu. Myślę, że oboje wtedy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że ta noc jest dla naszej dwójki męczarnią. W końcu jednak odpłynął, wtulony w moje plecy. Ja na sen musiałam poczekać nieco dłużej.
             Rano oboje byliśmy nieprzytomni i niewyspani. Niestety, nie mogliśmy liczyć na dłuższy odpoczynek. Robert obudził nas przed ósmą, domagając się uwagi, chociaż jednego rodzica. Nie chciałam, by wizja choroby już teraz zakłóciła nasz normalny rytm dnia, więc to ja pierwsza podniosłam się z łóżka, jak to przeważnie się działo. Byłam pewna, że Hemmings wykorzysta ten czas, by wyrwać jeszcze odrobinę snu, ale niedługo po tym i on wyłonił się z sypialni.
              Przez cały poranek, kiedy to byliśmy tylko we troje – chłopaki nadal tkwili w krainie snów – nie poruszaliśmy ciężkiego tematu, jak wisiał nad nami od wczoraj. Staraliśmy się zachowywać normalne, by Robert nie wychwycił nagromadzonych negatywnych emocji i strachu, jaki się w nas pojawił. Robiliśmy wszystko, by ten dzień był taki sam, jak każdy poprzedni.

              Odwróciłam się w momencie, kiedy Luke czule musnął mój policzek ustami. Uśmiechnęłam się lekko, zerkając na niego. Odpowiedział tym samym, podchodząc do zmywarki. Wrzucił do jej środka brudne naczynia, a następnie zamknął drzwiczki.
- Co czytasz?
- W sieci pojawiły się wasze zdjęcia ze wczorajszego spaceru – odparłam, przekręcając telefon w jego stronę. – Znalazłam na Twitterze.
              Blondyn zmarszczył czoło, ponownie przybliżając się. Przejął ode mnie komórkę, a następnie zaczął pospieszenie przesuwać palcem po ekranie, co jakiś czas zatrzymując się na konkretnym wpisie. Prychnął cicho, na co uniosłam brwi nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Nie pisano przecież nic złego czy obraźliwego.
- Co się stało?
- Dlaczego to Calum idealnie wygląda z dzieckiem? – wypalił, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem. – To moje dziecko. To ja powinienem wyglądać z nim idealnie.
- Ty tak na serio?
- Jestem poważny, jak nigdy dotąd.
- Też piszą, że wyglądasz uroczo i…
- Uroczo, ale nie idealnie.
                Zmrużyłam oczy, próbując znaleźć w jego mimice coś, co udowodni mi to, że Hemmings po prostu mnie wkręca. Luke jednak nadal robił niezadowoloną minę, jakby zaraz miał się obrazić na cały świat. Poruszyłam ustami, chcąc coś powiedzieć, ale nie wiedziałam, co konkretnie powinnam z siebie wydusić. W końcu machnęłam ręką, ruszając w stronę salonu, gdzie znajdowała się reszta domowników.
- Co ty masz taką minę? - zapytał ze śmiechem Ash.
               Irwin był dobrym obserwatorem. Odkąd wstał, dokładne śledził każdy ruch mój i Luke'a, jakby próbował utwierdzić się w tym, że dzieje się coś złego. Jednak my milczeliśmy. Żaden z chłopaków nie poznał informacji, jakie wyniosłam z gabinetu. Uznaliśmy, że na razie utniemy temat i powiemy im to, kiedy wszystko będzie pewne, a my będziemy wiedzieć na czym stoimy. Według mnie było to dobre zagranie. Nie chciałam ich niepotrzebnie i za szybko martwić i stresować.
- Luke chyba obraził się na waszych fanów.
- Bo? - odparł Michael, odrywając wzrok od telewizora. Właśnie leciał Clifford – Wielki czerwony pies, czyli jedna z ulubionych bajek małego.
- Bo według nich, to Calum wygląda z dzieckiem idealnie, a nie on.
- Oczywiście, że wyglądam lepiej. Prawda, młody? - rzucił zadowolony Hood, mierzwiąc Robertowi włosy na głowie. Chłopiec zaśmiał się i podskoczył na jego kolanach. – Nasi fani wiedzą, co lepsze i dobre.
- Pierdol się, Hood! – warknął Hemmings, wchodząc do salonu.
- Luke! – odparłam z oburzeniem, że znów przeklina przy Robercie.
- Tata powiedział brzydko – dodał mały, robiąc duże oczy. – Bardzo źle.
- Nie słuchaj – rzucił starszy Hemmings, siadając na krześle przy stole. Przysunął do siebie odpalony wcześniej komputer.
- Mówiłeś, że mam się ciebie słuchać.
- Ten jeden jedyny raz nie słuchaj.
- Bardzo pedagogiczne podejście – skwitowałam, kręcąc głową. – Co ty robisz?
- Chcę przejrzeć te komentarze. Może na jakieś odpowiem?
- Nie bądź tylko du… - Machnęłam palcem na Michaela, który szybko zrobił przepraszającą minę. – Nie bądź… Nie bądź… Brakuje mi słowa.
- Dupkiem? – dokończył za niego chłopiec.
- Robert! – warknęłam. Spojrzałam na Luke'a, który nadął policzki, starając się nie roześmiać. – To nie jest zabawne.
- Oczywiście, że jest… - Zacisnęłam usta. – Nie, nie jest, to… Bardzo brzydko. Robert tak nie wolno – wydusił blondyn, a jego twarz poczerwieniała. – To nieładnie.
- Sam tak mówisz i wuja też.
- Który? – zapytam, unosząc brew.
- Wszyscy. Ty też tak mówisz.
- Wcale nie – odpowiedziałam szybko, opierając ręce na biodrach.
- Ha! Zatkało mamuśkę? - zaśmiał się Michael.  
- Dupek – mruknęłam pod nosem.
- Mama powiedziała brzydko!
- Ha! Mamy cię – rzucił zadowolony Clifford.
- Poddaję się – powiedziałam, padając na wolne krzesło.
               Wszyscy panowie spojrzeli na mnie rozweseleni, a potem parsknęli śmiechem. Nawet Robert, który śmiał się w tym momencie najgłośniej. Byłam na przegranej pozycji. Było pięciu na jedną. To niesprawiedliwe!

               Podniosłam głowę znad kolorowanki. Zerknęłam w stronę chłopaków, którzy dyskutowali przy stole, na temat promocji nowego krążka. Termin tego wydarzenia powoli się zbliżał i było widać, że są tym faktem podekscytowani. Ja również. Nie mogłam doczekać się ich świeżych kawałków. Wiązało się to też z kolejną trasą koncertową, która pomału się planowała i tworzyła. Nie zamierzałam siedzieć w Londynie sama, jak palec, kiedy oni znów wyruszą w tak zwany świat. Wtedy był to czas mojego powrotu do Australii. Mój i Roberta.
              Mały Hemmings lekko uderzył mnie w dłoń, widząc, że stracił moją uwagę na dłużej. Uśmiechnęłam się, całując go w czubek głowy. Podał mi zieloną kredkę, bym dokończyła wypełnianie białej trawy. Nasze wspólne dzieło nabierało coraz to żywszych barw.
- Jaki to kolor? – zapytałam, wskazując na kredkę.
- Ziebony.
- Zielony.
- Tak. Ziebony.
- Zie-lo-ny.
- Pączek.
- Co takiego?
- Puściłem pączka.
- Bączka – poprawiłam go ze śmiechem.
- Nie śmierdzi – skwitował, marszcząc nos. – To źle.
- Czemu?
- Wuja Miki powiedział, że śmierdziołych zdobywają punkty. – Przekręciłam oczami, pozostawiając to bez komentarza. – Wuja mówił, że tata jest pierdzioch.
- A czy wujek Michael mówi ci coś mądrego?
- To jest ważne i mądre! – odezwał się Clifford, który najwyraźniej przysłuchiwał się naszej krótkiej wymianie zdań. – Śmierdzące bąki są wysokie w rankingu bąków!
- Czemu twierdzisz, że śmierdzę? – wtrącił Luke, zezując na kumpla.
- Nie powiedziałem, że śmierdzisz, tylko pierdzisz. Kiśniesz od środka i jesteś z nas pod tym względem najgorszy.
- Czyli tata ma punkty?
- Twój tata kiśnie – skwitował Michael, a Irwin spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Zaraz mu przywalę…
- Jesteś królem bąków! Ej! To dobre hasło na Twittera. – Luke zacisnął usta, a Michael zachichotał cicho. – Myślałeś o zmianie nazwy?
- Robert, co tam jest? – odparł Hemmings, pokazując coś za naszymi plecami.
                  Chłopiec od razu odwrócił się z zaciekawieniem. W tym momencie blondyn przyłożył czerwonowłosemu w tył głowy. Michael zakołysał się na miejscu, a potem prychnął głośniej, odpychając go od siebie.
- Ał! Powaliło cię?!
- Co? Co? Co? Dzie? – mamrotał pod nosem zdezorientowany Robert. – Co tam było?!
- Tylko mi się zdawało, synuś – rzucił ze śmiechem Luke.
                Nagle w pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk znanego mi dzwonka. Odezwała się moja komórka. Poprosiłam, by mały dalej kolorował obrazek, a następnie wstałam z miejsca. Podeszłam do stołu, będąc pod czujnym spojrzeniem starszego Hemmingsa. Zmarszczyłam czoło, widząc, kto próbuje się ze mną skontaktować. Przez chwilę wstrzymałam oddech, zastanawiając się, co stało się tym razem. Nie mogłam jednak przeciągać tego w nieskończoność. Doktor Powell musiała mieć ważny powód, by niepokoić mnie swoimi telefonami. Odebrałam.
- Tak?
- Pani Emily Walker?
- Przy telefonie.
- Tu doktor Powell, musimy pilnie się spotkać.
- Wizytę mam dopiero w…
- Jak najszybciej – przerwała mi.
- Oczywiście.
- Wyrobi się pani w godzinę?
- Za godzinę? – wydusiłam, zerkając porozumiewawczo na blondyna. Ten kiwnął głową. – Tak, będę.

                Znowu się denerwowałam. Moje palce wciąż zaciskały się na torebce, którą trzymałam na kolanach. Znany gabinet ponownie stał się miejscem, w którym odczuwałam strach. Miałam wrażenie, że teraz stresuję się o wiele bardziej, niż poprzednio. Niepokojący telefon wywołał niepewność i obawę. Co stało się tym razem? Co takiego powie mi doktor Powell?
               Kobieta spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem, jakby to miało mi pomóc się uspokoić. Nic z tego. Moje mięśnie były tak napięte, że byłam pewna, że każdy ruch będzie utrudniony. Chciałam wyjść na opanowaną osobę, ale ta postawa raczej nie do końca mi udawała.
              Wstrzymałam oddech, kiedy doktor wyprostowała się na krześle. Poprawiła okulary, które miała na nosie, a następnie przerzuciła kilka zadrukowanych stron. W tym momencie dla mnie zatrzymał się czas. Jakbym siedziała przed tym biurkiem od wieków, czekając na jakiekolwiek jej słowo, które choć trochę zakreśli mi sytuację, jaka się pojawiła.
- Jak się pani czuje, pani Walker? – zapytała kontrolnie. Zrobiłam wielkie oczy. Mamy przerabiać znów to samo? Czemu nie możemy przejść do sedna?
- W porządku – odpowiedziałam automatycznie, nie odrywając od niej wzroku. Uśmiechnęła się, kiwając lekko głową.
- Mam dla pani dobre wieści. Doszło do ogromnej pomyłki…
- Pomyłki?
- Wszystkie wyniki trafiły nie do tej osoby, do której miały. W tym samym dniu była także badana Elizabeth Walker – w skrócie E. Walker. To wyniki tej pani znalazły się w pani teczce.
- Czyli… Czyli… ja…
- Może pani śmiało zapomnieć o tym, o czym mówiłam wcześniej. Dopiero dzisiaj, przeglądając raz jeszcze spisany po raz kolejny wywiad, zauważyłam odstępstwa od pierwszych uzyskanych odpowiedzi. Elizabeth Walker nie przebywała w szpitalu. Jest też bezdzietna. To skłoniło mnie do dokładniejszego przyjrzenia się otrzymanym wynikom. Doszło do… Powiedzmy to wprost, do cholernie nie fajnej pomyłki, za co bardzo panią przepraszam.
- Jestem zdrowa?
- Nie do końca – odparła, marszcząc nos. – Wszystkie objawy, na które się pani skarżyła, a także wyniki badań potwierdzają to, że doszło do pani do tak zwanego zapalenia błony śluzowej żołądka.
- Ale da się to wyleczyć?
- W dziewięćdziesięciu procentach się to udaje. Będzie pani musiała odrobinę zmienić dietę, by wspomóc ten proces. Przepiszę również leki, które pomogą wrócić pani organizmowi do normalnego i bez problemowego funkcjonowania. Jednak jeśli w przyszłości pojawią się podobne symptomy – zsunęła okulary – to radzę nie zwlekać z wizytą u lekarza. Nie chcemy gorszych powikłań, prawda?
- Zdecydowanie ich nie chcę.
- Nie mówiła pani o żadnym krwawieniu z układu pokarmowego, więc obstawiam, że jest to łagodniejsze stadium. Im szybciej się za to weźmiemy, tym szybciej zyska pani spokój.
                Uśmiechnęła się, spoglądając ponownie w zapisane papiery. Wypuściłam cicho powietrze z ust, czując ogromną ulgę. Tyle stresu, nerwów i wylanych łez, tylko po to, by dowiedzieć się, że oni popełnili błąd. Na szczęście mieli w sobie dość odwagi, by na czas się do tego przyznać. Kto wie, co by się działo na następnej wizycie i badaniach. Co działo by się z tamtą kobietą, która wierzyła by w to, że ma tylko niezbyt groźne zapalenie żołądka.
- Piątkowa wizyta jest nadal aktualna, pani Walker – pociągnęła doktor Powell. – Wykonamy jeszcze jedno badanie, które dokładnie określi nam stan, w jakim znajduje się pani żołądek. Jak wcześniej mówiłam, po dotychczasowych wynikach wnioskuję, że jest to pierwsze stadium choroby. Pytania, co do tego etapu?
- Nie… Chociaż… Wczoraj leciała mi krew z nosa. To ważne?
- Jednorazowo czy się powtórzyło?
- Jeden raz.
- Mogło to być spowodowane gwałtownym stresem i osłabieniem organizmu. Gdyby znów się pojawiło, proszę dać znać. W pani stanie musimy brać pod uwagę wszystko.
- W porządku.
- W piątek też wypiszę receptę na leki, które będzie pani przyjmować. Jeśli w ciągu leczenia nie wydarzy się nic złego, zobaczymy się na kontrolnej wizycie. Kamień z serca?
- Oj, tak – powiedziałam z uśmiechem. – Czyli to wszystko?
- Nie wszystko. Chcę poruszyć jeszcze jeden wynik, który wyszedł w naszych badaniach.
- Tak?
- Jest pani w ciąży, pani Walker.
- Co? – wydusiłam, a mój głos w tym momencie zabrzmiał strasznie piskliwie.
- Z początku wykonując USG układu rozrodczego, nie zwróciłam uwagi na ten mały szczegół. Dopiero wyniki moczu i krwi skłoniły mnie do tego, by zobaczyć to jeszcze raz. – Złapała za jedną z kartek, na którym widniały czarnobiałe zdjęcia. – Tutaj – wskazała palcem na kropeczkę. – Już w czwartym lub piątym tygodniu możemy zauważyć pęcherzyk ciążowy. To właśnie on – stuknęła w niego palcem.
- To niemożliwe – odparłam, nie chcąc w to wierzyć.
- Możliwe i mamy na to dowody. Proszę się nie martwić, leczenie zapalenia żołądka nie wpłynie na ciążę. Dostosujemy leki tak, by wam nie zaszkodziły. Chce pani jedno zdjęcie?
                Odruchowo zasłoniłam usta dłonią, kiwając jednocześnie głową. Kobieta uśmiechnęła się szeroko po raz kolejny, a następnie odpięła zdjęcie USG, przesuwając je po biurku w moją stronę. Spojrzałam na nie raz jeszcze, w dalszym ciągu zastanawiając się, jak to było możliwe.
- Wnioskuję, że do zapłodnienia doszło po wypadku.
- Zabezpieczaliśmy się.
- Brała pani tabletki antykoncepcyjne, ale one nie działają od razu.
- Wiem, stosowaliśmy dodatkowo prezerwatywę.
- Które czasami też są zawodne – pociągnęła ciepłym tonem. Zagryzłam wargę. – Kobiety nawet krwawią, do któregoś miesiąca ciąży – w zależności od organizmu - nawet nie wiedząc o swoim stanie. Biorą to za normalną miesiączkę. Ale… Jest pani matką, więc z pewnością nie muszę o tym mówić. Nasze ciała są… Fascynujące. Pozostaje mi tylko pani pogratulować. Widzimy się w piątek.
- Oczywiście. Dziękuję, doktor Powell.
- Udanego dnia.
- Wzajemnie – wydusiłam, wstając z miejsca.
                Uśmiechnęłam się do niej lekko, a następnie skierowałam się w stronę drzwi. W tym momencie nawet nie próbowałam ukryć tego, w jak wielkim szoku byłam. Jadąc tutaj, spodziewałam się najgorszych wieści. Byłam przekonana, że usłyszę coś znacznie gorszego, niż wczoraj. A tu niespodzianka. Bardzo duża niespodzianka.
               Wyszłam na cichy korytarz. Odruchowo wsunęłam zdjęcie do torebki. Podniosłam głowę. Mój wzrok skupił się na kobiecie, która zajmowała jedno z krzeseł, tuż przy ścianie. Na jej twarzy wymalowane było zadowolenie i ekscytacja. Mogła być nieco starsza ode mnie, a przynajmniej na taką mi wyglądała. Jej ciemne oczy spojrzały w moją stronę. Uśmiechnęła się, a ja szybko to odwzajemniłam.
- Pani Elizabeth Walker, pani kolej – zawołał ktoś za moimi plecami.
                Kobieta podniosła się i śmiało ruszyła w stronę gabinetu. Odwróciłam się, kiedy zamknęła za sobą drzwi. Dopiero teraz doszło do mnie to, co być może zaraz usłyszy. Dowie się o pomyłce. Dowie się o chorobie. Oderwałam wzrok od drzwi, chcąc jak najszybciej stąd wyjść. Wiedziałam, że za chwilę Elizabeth straci swój promienny uśmiech. I będzie czuła się, tak samo źle, jak ja wczoraj.

               Kiedy tylko weszłam do domu, usłyszałam szybkie kroki, które kierowały się w moją stronę. Uśmiechnęłam się, gdy na korytarzu pojawił się Robert. Pisnął cicho, a następnie podbiegł do mnie. Ukucnęłam, a on wpadł w moje ramiona, jakby nie widział mnie od kilku miesięcy. Cmoknął mnie szybko w policzek, a potem ruszył w z powrotem do salonu. Ściągnęłam buty i poszłam za nim.
               Jak tylko znalazłam się w pomieszczeniu, błękitne tęczówki zatrzymały się na mojej osobie. Blondyna zacisnął usta, lustrując mnie wzrokiem, jakby oceniał, w jakim stanie dokładnie się znajduję. Rozejrzałam się po pokoju. Do moich uszu doszły głosy pozostałych chłopaków, którzy okupowali kuchnię. Luke nie czekając dłużej, podszedł do mnie.
- Co ci powiedziała? – zapytał cicho.
- Tamte wyniki były pomyłką.
- Co?!
- Do mojej teczki trafiły wyniki innej osoby.
- Czyli nic ci nie jest?
- Mam zapalenie błony śluzowej żołądka.
- Jak bardzo źle jest? – pociągnął ostrożnie, nawet na moment nie odrywając ode mnie wzroku.
- Nie jest źle. To da się wyleczyć.
- Dzięki Bogu – odparł, uśmiechając się szeroko.
                Na jego twarzy pojawił się wyraz prawdziwej ulgi. Kąciki ust podjechały jeszcze wyżej, powodując, że w jego policzkach pojawiły się widoczne dołeczki, które tak uwielbiałam. Objął mnie, a ja odwzajemniłam ten gest. Przejechał dłonią po moich plecach, by na końcu musnąć moje usta swoimi.
              Zagryzłam dolną wargę, spuszczając wzrok. Musiałam mu powiedzieć też o tej drugiej rzeczy, o której się dowiedziałam. Nie chciałam jednak robić tego tak oficjalnie na środku salonu. Nie chciałam, by słyszał to Robert i chłopaki. Jeszcze nie teraz. Najpierw ja i Luke musieliśmy ze sobą porozmawiać. On, jako pierwszy powinien wiedzieć.
- Co się stało? – odezwał się ponownie, przejeżdżając palcami po moim policzku.
- Możemy porozmawiać?
- Stało się coś jeszcze? Coś złego?
- Chodźmy na górę, okej?
- Jasne. – Odwrócił się i spojrzał w stronę kuchni. – Ej, zerkniecie na Roberta?!
- Pewnie! – odpowiedział szybko Calum. – Młody jest z nami!
               Luke kiwnął głową, choć żaden z nich nie mógł tego zobaczyć. Wskazałam na schody. Oboje ruszyliśmy w ich stronę, nie przerywając ciszy, jaka pojawiła się między nami. Moje myśli krążyły wokół tej drugiej wiadomości, którą chciałam mu zaraz oznajmić. Problem był jednak w tym, że za bardzo nie wiedziałam, jak mu to powiedzieć. Nie byłam pewna, czy jesteśmy gotowi na drugie dziecko, choć Luke od dawna paplał o tym, że chce mieć większą rodzinę. Wiedziałam jednak, że słowa to jedno, a rzeczywistość to drugie. Hemmings miał dużo innych zobowiązań, a kolejna pociecha mogła mu skutecznie pokrzyżować plany. Głównie zawodowe.
               Weszliśmy do sypialni. Blondyn od razu zamknął drzwi. Ściągnęłam torebkę, kładąc ją na łóżku. Przez chwilę zawahałam się. Zerknęłam w stronę chłopaka. Luke ponownie skupił wzrok na mnie, czekając na to, co mam mu do powiedzenia. W końcu wzięłam głębszy wdech i otworzyłam torebkę. Powoli wyciągnęłam z niej zdjęcie USG.
- Znowu zaczynam się martwić – odezwał się, kiedy zmarszczyłam nos i podeszłam do niego. – To coś złego? Błagam, powiedz mi to otwarcie – dodał, nerwowo pociągając za dół swojej koszulki.
- Wyniki badań wykazały też to – odparłam, podając mu zdjęcie. Nie wiem czemu, ale w tym momencie miałam ochotę po prostu się rozpłakać. Pozbierałam się jednak w sobie, nie chcąc robić kolejnego dramatu.
- Co… Co to jest?
- Jestem w ciąży.
                 Błękitne oczy chłopaka zrobiły się wielkości spodków. Zamarł i rozchylił wargi, nadal wpatrując się we mnie. Po chwili znów spojrzał na zdjęcie. Wstrzymałam oddech i byłam pewna, że on również to zrobił. Dokładnie śledziłam każdy jego ruch. Przejechał palcem po zdjęciu, zataczając kółko wokół widniejącej na nim kropki. Obawiałam się jego reakcji. Bałam się tego, jak to odbierze. Byłam pewna, że raczej nie przyjmie tej wiadomości zbyt dobrze.
                 On jednak się uśmiechnął. Z początku powoli i delikatnie, jakby stopniowo przetwarzał i analizował tą nową informację. W końcu jego uśmiech stał się większy, a Luke oderwał wzrok od zdjęcia, by znów skupić się na mnie. W jego oczach zauważyłam te znane iskierki, które zawsze się tam pojawiały, gdy był z czegoś naprawdę zadowolony.
- To pewne? Mówisz poważnie?
- Nie tylko zdjęcie to potwierdziło, inne badania też.
- Zostanę tatą po raz drugi?
- Na to wygląda i…
- O cholera, Emi! – odparł, a potem rzucił się w moją stronę.
                 Pospiesznie ujął moją twarz w dłonie i wpił się w usta, odcinając mnie od potrzebnego tlenu. Przez chwilę zakręciło mi się w głowie. Byłam zaskoczona jego tak entuzjastyczną reakcją. Spojrzał w moje ciemne tęczówki, nawet na chwilę nie tracąc szerokiego uśmiechu.
- Nie jesteś… rozczarowany?
- Jezu, Emi – pociągnął, całując czule moje czoło. – W tym momencie jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi!
- Ale… Nie uważasz, że to za szybko i…
- My chyba od samego początku robimy wszystko za szybko – skwitował, wzruszając ramionami. – Mam to gdzieś! Będzie kolejny mały Hemmings!
- Nie żałujesz?
- Skończ te durne pytania. Niczego nie żałuję, jasne? A jak to bliźniaki i… Wyobrażasz to sobie!
- Żadnych bliźniaków!
- Dlaczego? Za jednym razem dwójka na raz.
- Zwariowałeś?! – rzuciłam, uderzając go w ramię. Luke parsknął śmiechem. – Żadnych bliźniaków! Jest jedno. Tylko jedno.
- Tego nie wiesz.
- Będzie jedno – trzymałam się przy swoim, mając nadzieję, że tak właśnie będzie. Z dwójką noworodków i Robertem dostałabym chyba na głowę. – Cały czas się zastanawiam, jak to jest do cholery możliwe.
- Co?
- To, że będziemy mieli kolejne dziecko.
- Wiesz, Emi… Dwójka ludzi się kocha, uprawia seks i stąd się biorą dzieci. Plemnik łączy się z komórką jajową i tak dalej i tak… Nie rób takiej miny, tylko żartowałem – rzucił, nadal śmiejąc się pod nosem. Skrzyżowałam dłonie na klatce piersiowej, mrużąc na niego oczy. – Widocznie coś zawiodło i tyle.
- Jak to do cholery możliwe, skoro uważaliśmy – wypaliłam, machając ręką.
                  Luke zagryzł wargę, skupiając wzrok na zdjęciu. Zmarszczyłam nos, nie odrywając od niego ciemnych oczu. Czyżby on wiedział o czymś, o czym nie wiedziałam ja? Miałam wrażenie, że chłopak odrobinę się zmieszał. Po chwili zacisnął usta i spojrzał na mnie, robiąc niewinną minę. Dzięki temu wiedziałam, że coś przeskrobał.
- Gadaj coś zrobił – warknęłam, wychylając się w jego stronę.
- Najpierw, kochanie, chciałbym byś zrobiła dwa kroki do tyłu – powiedział, nerwowo się uśmiechając. – Jeszcze kawałek. O tak… Teraz mnie nie uderzysz.
- Luke – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Tylko się na mnie nie wkurzaj, okej? Chciałem dobrze i…
- Mów coś zrobił.
- Dobra, dobra, dobra – wymamrotał, drapiąc się z zakłopotaniem po karku. – Nie było to zamierzone i w sumie to był wypadek i…
- Do sedna – mruknęłam, świdrując go wściekłym wzrokiem.
- Musisz wiedzieć, że cię kocham. I wiem, że ty też mnie kochasz, więc… Nie wkurzaj się za długo na mnie, okej?
- Gadaj!
- Pamiętasz, jak kochaliśmy się pierwszy raz po wyjściu ze szpitala? – Kiwnęłam głową, zaciskając dłonie w pięści. – Przypomnij sobie, jak było cudownie i wspaniale. Powolny, niegwałtowny seks z ukochanym, czyli ze mną.
- Luke, bo zaraz ci przywale…
- Dobra, dobra, dobra… Spokojnie.
- Jestem spokojna.
- No… Chyba raczej nie.
- Luke!
- Dobra! Już… Już mówię… Ja… Po prostu ci o tym nie powiedziałem, bo nie chciałem cię denerwować.
- Teraz mnie denerwujesz. Coś zrobił?
- Wtedy użyliśmy prezerwatywy i… No… Ona… Ona pękła.
- Co?!
- Zorientowałem się, gdy już było po wszystkim!
- Dlaczego mi do cholery nie powiedziałeś?!
- Byś się nie wkurzała?
- Kurwa, Luke! Wiesz, że jest coś takiego, jak pigułka po? Gdybyś otworzył jadaczkę, tego… Tego by nie było.
- To nie jest to! – rzucił, machając mi zdjęciem przed nosem. – To moje dziecko, więc je nie obrażaj! A co do pigułki, to… Zapomniałem, że coś takiego jest.
- Ja nie wierzę! Po prostu nie wierzę…
- Jesteś zła? Emi? Ale kochasz mnie, tak? Emi…
- Odsuń się, bo stracę nad sobą kontrolę i uduszę cię na miejscu.
- Nie zrobisz tego. Jestem ojcem twojego dziecka. W sumie – ponownie zamachał zdjęciem – dwójki dzieci. No i kochasz mnie. Ja to wiem.
- Jesteś niemożliwy! – rzuciłam, odpychając od siebie chłopaka. Luke zaśmiał się. – Ciebie to bawi?
- Pomyśl tylko sobie, jak dobre są moje plemniki. Dwa wypadki i od razu dwie nagrody. Dwie cudowne nagrody.
- Wyjdź stąd, bo naprawdę cię ukatrupię na miejscu!
- Emi, wyluzuj. Czasu nie cofniesz i…
- Wypad!
- Ale to też moja sypialnia!
- Idź stad, bo za siebie nie ręczę!
- O matko, jest źle… - zaczął, robiąc krok do tyłu. – Ty już na mnie nie krzyczysz, ty się teraz na mnie wydzierasz. Jest źle…
- Zaraz naprawdę cię uszkodzę!
- Dobra, dobra… Ał! – rzucił, kiedy trzepnęłam go w twarz poduszką. Akurat tylko to miałam pod ręką. – Słodki Jezu!
- Wypad do cholery!
                 Złapałam za kolejną poduszkę i rzuciłam nią w jego kierunku. Luke schylił się, a następnie wyleciał z pokoju, jak oparzony. Doskoczyłam do drzwi, zamykając mu je przed nosem. Oparłam się o nie, mając nadzieję, że nie będzie próbował wejść do środka ponownie. Naprawdę w tej chwili potrzebowałam chwili spokoju na to, by przemyśleć to wszystko.
- Emi, wybaczysz mi? Kochanie? Proszę? Błagam? Ej, no! Takie rzeczy się zdarzają!
- Idź sobie!
- Okej, już sobie idę. Matko… Kobiety – prychnął jeszcze pod nosem.
                Wzięłam głębszy wdech, patrząc na drzwi z niedowierzaniem. Gdyby Hemmings powiedział mi to od razu, tego wszystkiego by nie było. Dlaczego musiał to zataić. Na co liczył? Że jednak nic z tego nie wyjdzie, a jego tajemnica nigdy nie ujrzy światła dziennego? Pokręciłam głową, schylając się po zdjęcie USG, które znalazło się na podłodze. Przyjrzałam się mu raz jeszcze. Czasami Luke był naprawdę nieodpowiedzialny i lekkomyślny. Mimo wszystko kochałam go i wiedziałam, że jest i będzie wspaniałym ojcem.

***
               Spojrzał na drzwi. Mimo całej tej sytuacji nie mógł powstrzymać szerokiego uśmiechu, który pojawił się na jego twarzy. Miał zostać po raz drugi ojcem. I ta myśl wprawiała go w ogromne zadowolenie i radość. Nie przejmował się opiniami innych. Miał gdzieś te wszystkie komentarze i słowa, jakie mogą się pojawić, gdy cała ta historia wyjdzie na jaw. A wiedział, że tak się stanie – prędzej czy później. Nie żałował tego. Niczego nie żałował. Po pojawieniu się Roberta, jego priorytety i cele się zmieniły. Nie był już osobą, która myślała o szaleństwie i zabawie. Chciał stabilizacji. Chciał mieć własną rodzinę, którą powoli małymi krokami budował.
              Drgnął, kiedy usłyszał ciche pociąganie nosem. Odwrócił się, widząc przed sobą chłopca. Robert spojrzał na niego załzawionymi oczami. Po jego policzku spłynęła jedna, mała łza. Zacisnął usta, zakręcając nerwowo paluszek wokół rąbka swojej kolorowej koszulki.
- Mistrzu, co jest?
              Podszedł szybko do synka. Ukucnął przy nim, przeczesując dłonią jego blond włosy. Mały pociągnął nosem po raz kolejny. Luke złapał go za rączkę, a potem lekko pociągnął w swoją stronę, zamykając go szczelnie w ramionach.
- Dlaczego płaczesz, kochanie?
- Mama na ciebie krzyczała.
- To nic takiego. Trochę się zezłościła, ale jej przejdzie.
- Już cię nie kocha? – Hemmings spojrzał na smutną twarz dziecka. Uśmiechnął się, kręcąc głową.
- Mama i tata nadal się bardzo kochają. I kochamy też ciebie. Nic się nie zmieniło.
- Nie zostawisz nas?
- Oczywiście, że nie. Nigdy was nie zostawię.
- Jest na ciebie zła?
- Odrobinę.
- Byłeś niegrzeczny?
- Można tak powiedzieć – odparł Luke i zaśmiał się cicho.
- Długo będzie zła?
- Nie długo.
- Tak?
- Tak. Idziemy do wujków? – Robert pokiwał głową. – Nie będziesz już płakał?
- Nie.
- Jesteś duży chłopak, prawda?
- Tak.
- Synek tatusia?
- Tak – rzucił, obejmując go drobnymi ramionami. 
                Luke ponownie uśmiechnął się szeroko, odwzajemniając gest. Był naprawdę szczęśliwy i zadowolony. Nie zamieniłby tego co miał, na nic innego.

***
               Padłam na poduszki, przykrywając się kołdrą po samą brodę. Zerknęłam w bok, kiedy drzwi od sypialni otworzyły się. Do środka wszedł przygotowany do snu Luke. Uśmiechnął się, podchodząc do łóżka. Usiadł na materacu, a następnie otworzył pierwszą szufladę. Uniosłam z zaciekawieniem brwi, zastanawiając się, co zamierza zrobić.
               Chłopak wyciągnął ukryte w szafce zdjęcie USG. Na razie nic nie powiedzieliśmy chłopakom, czekając na tak zwany odpowiedni moment. Zazwyczaj te odpowiednie momenty nie wypalają, z czego oboje zdawaliśmy sobie sprawę. Nie chcieliśmy trzymać tej wiadomości zbyt długo w sekrecie, bo w końcu jako nasi przyjaciele zasługiwali na prawdę.
                Moje kąciki ust uniosły się, kiedy zauważyłam, jak Luke po raz kolejny przejeżdża po zdjęciu palcem. Byłam pewna, że nadal się uśmiecha. I tak właśnie było, bo gdy tylko się odwrócił od razu to zauważyłam.
- Nadal się na mnie wkurzasz?
- Może trochę.
- Emi – jęknął, chowając zdjęcie. Następnie wsunął się pod kołdrę, by po chwili objąć mnie ramieniem. – Nie wnerwiaj się.
- Cały czas nie mogę uwierzyć w to, co odwaliłeś.
- Myślałem, że robię dobrze.
- Nie wyszło.
- Może nie wyszło do końca tak, jak to planowałem, ale nie żałuję. Teraz wszystko będzie wyglądać inaczej. Nie będziesz sama. Będę obok ciebie.
- Nie będziesz, Luke – powiedziałam, kręcąc głową. Błękitne oczy skupiły się na mojej twarzy. Chłopak zmarszczył nos, zapewne zastanawiając się, o co mi chodzi. – Masz swoją pracę, która… Nie ukrywajmy, ale wymaga od ciebie poświęcenia i czasu.
- Ogarnę to. Dam radę. Coś się poprzekłada, coś pozmienia. Dogadamy się z chłopakami w tej kwestii i…
- Nie chcę, byś rezygnował z tego wszystkiego.
- Nie mówiłem o rezygnacji. Chcę po prostu być z tobą w tych chwilach. Za pierwszym razem nie było to możliwe, ale teraz… Chcę to nadrobić. To będzie dla mnie coś nowego. Nie chcę tego przegapić po raz kolejny. Chłopaki to z pewnością zrozumieją.
- A jak nie?
- Wątpisz w to? – Zacisnęłam usta. – Wyluzuj, skarbie. Poradzimy sobie.
- Tak myślisz?
- Jestem tego pewny. – Nachylił się, zostawiając na mojej skroni czuły, acz krótki pocałunek. – Chcę byś była szczęśliwa. Ty i Robert. I zrobię wszystko, by tak właśnie było.
- Jestem, Luke. Jestem szczęśliwa – odpowiedziałam po chwili ciszy, uśmiechając się. – Mimo całego tego zamieszania i… tego, co się stało, jestem szczęśliwa.
- To znaczy, że nadal mnie kochasz?
- Nigdy nie przestałam. Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham, Emi – wyszeptał, by po chwili złączyć nasze usta.
                 Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który pojawił się na mojej twarzy. Jego słowa sprawiły, że wierzyłam w to, że faktycznie wszystko będzie w porządku, a my poradzimy sobie z tym, co działo się wokół nas. I naprawdę byłam pewna, że teraz będzie inaczej. Będzie inaczej, niż za pierwszym razem, kiedy to z mojej winy go przy mnie zabrakło. Przyszedł czas, by nadrobić zaległości. By odnowić braki w historii. Będzie lepiej i tego chciałam się trzymać.


***
I mamy przedostatni rozdział tej historii. Nie chciałam tu żadnego dramatycznego zakończenia, więc ciężka choroba Em okazała się być zwykłą pomyłką :D No i oczywiście na koniec wcisnęłam im jeszcze jedno dziecko XD 
Do końca został jeszcze jeden rozdział + epilog.
Mam nadzieję, że ta część przypadła Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Dziękuję również za otrzymane komentarze!

Pozdrawiam i do następnego!

#DwaPlusJedenFF


21 komentarzy:

  1. O matko. Normalnie nie moge. Cieszyłam się do telefonu jak idiotka jak to czytałam. Dobrze że Emily nic poważniejszego się nie stało. Matko drugi Hemmings się pojawi Jupi Jej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś dramatyczny koniec mi tu nie pasował, więc postawiłam na coś takiego :D
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  2. O kurde... zaczynam czytać i myślę ona nie może być chora, a później jak te wyniki okazały się pomyłką tak się ucieszyłam że nie nie wiem :D A jak jeszcze dodałaś że Em jest w ciąży to po prostu mnie rozwaliłaś :D
    To jest niesamowite, naprawdę :)
    Pozdrawiam i życzę weny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się spodobało i że odrobinkę udało mi się Cię zaskoczyć :)
      Dziękuję za tak pozytywny komentarz - aż zaczęłam się uśmiechać do ekranu :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Poprawilas mój humor tym rozdziałem za co ogromnie dziękuję 😘😘
    Nie mam weny ostatnio, więc napiszę tylko, że jest super i szkoda, że się już kończy 😊
    Życzę dużo weny i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że się podobało :)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Twoje opowiadania są niesamowite ❤❤❤❤a ten rozdział uwielbiam ❤❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mega się cieszę, że się podoba! :)

      Usuń
  5. Całe szczęście to tylko pomyłka. Uff... No i będzie nowy Hemmings! Brawo Luke!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie mogłam fundnąć tu dramatycznego zakończenia :)

      Usuń
  6. Świetny rozdiał!!! Wręcz cudowny, zresztą jak każdy inny. Super że będzie kolejny bobas!!!��
    Czekam na następny i życę dużo weny!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. No tego to się nie spodziewałam.
    Szczerzyłam się do telefonu jak głupi do sera i moja mama chyba coraz bardziej zaczyna rozważać nad moim zdrowiem psychicznym xd
    Pozdrawiam, życzę weny ~M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Cię zaskoczyć :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  8. Świetny rozdział normanie uśmiechałam sie do telefonu jak czytałam. Super że pojawi sie kolejny Hemmings. Życzę weny i ppzdrawiam 😘😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podobało :)
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  9. Jak ja bym chciała przeczytać oświadczyny Luka przed końcem tego non-fiction :-) jestem ciekawa jak tą sytuację by opisała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile Hemmings w ogóle będzie miał taki zamiar XD

      Usuń
  10. Cudowny rozdział!!! Mam nadzieję na ślub i trzecie dziecko xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że się podobał :)

      Usuń