niedziela, 11 grudnia 2016

S2 - Rozdział 26

              Minął ponad miesiąc odkąd wyszłam ze szpitala. Mimo tego, że z każdym dniem mój stan się polepszał, to jednak dopiero po powrocie do domu poczułam się naprawdę dobrze. Byłam wśród bliskich, z moją małą, pokręconą rodziną, w miejscu, które traktowałam, jak swoje. Nic więcej nie było mi do szczęścia potrzebne. Siniaki i niewielkie rany, jakie na sobie nosiłam, wygoiły się. Krwiak w mózgu, który pojawił się na skutek mocnego uderzenia, również zniknął. Teraz mogło być już tylko lepiej.
              Z uwagi na wypadek, chłopaki musieli mieć przesunięty termin wydania nowej płyty. Menadżer uznał, że Luke'owi przyda się więcej czasu, by po tym wydarzeniu w pełni dojść do siebie. Reszcie również przyda się odrobina wytchnienia. Małymi krokami mieli wracać do pracy. Dzięki temu zyskali więcej wolnego. Jednak nie oznaczało to całkowitego urlopu od muzyki. W domu wciąż rozbrzmiewały dźwięki gitar i ich głosy. Nie miałam nic przeciwko. Uwielbiałam ich słuchać na żywo.

               Zakończyłam rozmowę telefoniczną z mamą. Wsunęłam komórkę do kieszeni, a następnie wstałam z łóżka. Wtedy usłyszałam głośny brzdęk, a potem kolejny i następny. Za pierwszym razem podskoczyłam w miejscu, a na kolejne walenie w garnki zareagowałam głośniejszym jęknięciem. Wiedziałam, że sprawców hałasu znajdę w salonie i byłam przekonana, że jednym z ich jest mój syn.
               Jak tylko wyszłam z sypialni na korytarz, dźwięk był jeszcze bardziej głośniejszy i wyraźniejszy. Miałam wrażenie, że to charakterystyczne dudnienie wbija mi się do głowy, jednocześnie siejąc w moim mózgu totalne spustoszenie. Skrzywiłam się, podchodząc do schodów. Uderzenia w garnki znów się nasiliły, a ja usłyszałam donośny krzyk Michaela.
- Punk rock! Tak jest, młody!
- Co jest kurwa?
               Odwróciłam się. Zaspany Ashton właśnie wychylił się z pokoju. Przetarł jedną ręką oko, a potem obdarzył mnie szerokim ziewnięciem. Chyba właśnie garnkowi muzycy przerwali mu drzemkę. Wymamrotał pod nosem kolejne przekleństwo, robiąc niezadowoloną minę.
- Powaliło go?
- Zaraz się tym zajmę.
- Pozdrów go i urwij mu łeb, za takie pomysły. Pieprzony Clifford – skwitował, chowając się we wnętrzu swojego pokoju.
              Spojrzałam z powrotem na schody. Dudnienie znów się rozniosło po całym domu. Pokręciłam głową, ruszając w dół. Musiałam niestety przerwać im tą, jakże głośną zabawę. Tym bardziej, że nie posłuchali mojej prośby. Mieli być ciszej, aby dać odpocząć Irwinowi, który dzisiaj od rana mierzył się z bólem głowy. Zresztą, sama nie pogardziłabym odrobiną ciszy i spokoju. Nie mogli porysować czy porobić czegoś, co nie podrywałoby na równe nogi pozostałych mieszkańców?
- Punk rock, mama! – zawołał Robert, kiedy stanęłam naprzeciwko nich.
              Rozejrzałam się po salonie. Michael musiał wyciągnąć chyba większość garnków i patelni, jakie były w kuchni. Wszystkie naczynia rozłożone były na podłodze, a oni siedzieli wokół nich, uderzając w nie drewnianymi łyżkami, które służyły za pałeczki. Chłopak spojrzał na mnie, robiąc niewinną minę.
- Starczy – odparłam, podchodząc do Clifforda.
- Dobrze się bawimy.
- Błagam, Mikey. Nie jesteście tu sami.
- Mama się nie umia bawić.
- Jesteście za głośno. Wujek Ashton źle się czuje.
- Ma okres?
- Michael!
- Co to okres?
- Jezu, nie dzisiaj – rzuciłam, kiedy czerwonowłosy parsknął śmiechem. – Pogadamy o tym innym razem.
- Czyli kiedy? – dopytywał malec.
- Jutro – odparłam, bo tylko taka odpowiedź przyszła mi do głowy.
- Zapytaj taty, jak wróci z wujkiem Calumem z zakupów – podpowiedział mu Michael. Zmrużyłam na niego oczy. – No, co?
- Oddaj, proszę – pociągnęłam, urywając temat.
              Wyciągnęłam w jego stronę dłoń. Chłopak pokręcił nosem, niechętnie oddając mi prowizoryczne kuchenne pałeczki. Następnie spojrzałam na Roberta. On bez jęczenia i krzywienia się przekazał mi łyżki.
- Posprzątajcie tu.
- Może jak sprzątniemy, to pokolorujemy obrazki? – zaproponował Michael. – Co ty na to, miniaturo Hemmo?
- Jestem Hemmo – odpowiedział z uśmiechem Robert.
- Jesteś. Pewnie, że jesteś – rzucił, biorąc chłopca i sadzając go sobie na kolanach. Zmierzwił mu włosy, na co blondynek zareagował głośnym śmiechem. – A wuja to najlepsza niania pod słońcem, prawda? Powiedz to, że jestem najlepszy! Jestem lepszy, niż ci frajerzy.
- Frajer?
- Michael! – warknęłam, świdrując go wzrokiem. Oparłam dłonie na biodrach, aby moja poza wyglądała na bardziej poważną i stanowczą.
- Stwierdzam, tylko fakty.
- Frajer – powtórzył Robert. – Kto to frajer?
- To niezbyt ładne określenie. Nie powinno się tak mówić – odparłam, machając palcem.
- Frajer, to taki głupek - pociągnął Michael.
- Ty jesteś głupek – wymamrotałam cicho pod nosem, mając nadzieję, że tego nie usłyszą.
- Czyli jesteś frajer? – zapytał Robert, marszcząc nos.
- Emily! – krzyknął Michael, a następnie zacisnął mocniej usta. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem na widok jego rozzłoszczonej miny.

***
               Wszedł do domu, jako pierwszy. Tuż za nim znajdował się Hood. Obaj byli obładowani siatkami, które nieprzyjemnie wrzynały im się w dłonie. Usłyszał krzyk chłopca, a potem szybkie kroki, kiedy jego syn zaczął pędzić w ich kierunku. Luke odczekał chwilę, by nie zderzyć się z malcem, który wleciał do niewielkiego korytarzyka, w którym stali.
- Tata!
- Co tam, mistrzu? – odparł, przekładając siatki do jednej ręki, by móc zmierzwić synkowi włosy.
- Masz szkololate?
- Czekoladę – poprawił go Luke, nie odrywając wzroku od brzdąca.
- Czeko-czeko-czeko-lada!
- Może coś się znajdzie – odparł, chcąc ruszyć do salonu.
- Dzie? Dzie masz czeko-czeko-czeko-ladę?! – pociągnął Robert, chwytając za jedną z jego siatek. – Tutaj?
- Chodź, to poszukamy razem - odezwał się Calum z uśmiechem. – Może znajdziemy czeko-czeko-czeko-ladowe kulki?
- Masz?
- Może? – powiedział ze śmiechem, udając, że się zastanawia.
- Czeko-czeko-czeko-lada!
- Pomożesz wujkowi? To takie ciężkie statki.
- Tak!
- Okej, to masz jedną. Zaniesiemy wszystko do kuchni – odparł Calum, podając mu małą, lekką reklamówkę.
- Tata, pomagam – rzucił z uśmiechem Robert, a następnie wbiegł do salonu. – Ja pomagam!
- Szkoda, że nie pomaga tak przy sprzątaniu – skwitował Luke, ruszając za synem.
- Przestań się go czepiać – odpowiedział Calum, przekręcając oczami. – Na razie jest mały.
- Nie jest taki mały. Za szybko rośnie. Nie chcę, by rósł. Chcę, by był taki do końca.
- Bo będziesz go trzymał wtedy pod kloszem, niczym matka kwoka. Wyluzuj.
- Jeszcze trochę, a pójdzie do szkoły i pozna kumpli, w wtedy będzie miał ojca w dupie.
- Przechodzisz, jakiś kryzys czy jak? – odparł Hood ze śmiechem.
- W dupie, rozumiesz. To takie niesprawiedliwe.
- A ty masz swojego ojca w dupie?
- Nie.
- Twój syn też cię nie będzie miał w dupie. Po prostu…
- Nie będę mu już dłużej potrzebny – jęknął Luke, zwieszając głowę.
- A temu co? – zapytał Michael, odwracając się w ich stronę. – Stało się coś?
- Tak, Robert dorasta i Luke łapie z tego powodu depresję.
- Poczekaj, aż pozna swoją pierwszą dziewczynę, a potem wyniesie się z domu, by zacząć żyć po swojemu i…
- Nie pomagasz – mruknął Hood, z niezadowoloną miną.
- Taka jest kolej rzeczy i…
- Do dupy - skwitował Luke.
- Du-du-dupa! – krzyknął Robert, wbiegając do salonu. Szybko przemknął między nimi, a następnie pacnął na sofę, śmiejąc się. – Tata powiedział du-du-dupa!
- Luke! – warknęła Emily. Była w kuchni i doskonale słyszała ich wymianę zdań.
- To nie jest złe słowo! – odpowiedział blondyn, marszcząc nos. – Nie powiedział dupa, a du-du-dupa, co sprawia, że jest łagodniejsze i… A gońcie się – warknął, kiedy Calum i Michael zaczęli się śmiać.

***
              Nie czułam się najlepiej. Niedługo po kolacji znów poczułam znany mi już ból. Do tej pory nie wiedziałam, czy to żołądek, okolice podbrzusza czy inne miejsce, bo ból promieniował uniemożliwiając mi jego dokładną lokalizację. Nie bolało jednak tak, jak przed wypadkiem. Był nieco łagodniejszy i lżejszy, co przyjęłam z ulgą. Po wyjściu ze szpitala, był to drugi taki atak, który się pojawił. Byłam przekonana, że już więcej nie będę musiała się z nim mierzyć. Jednak wraz z powrotem do domu, wróciło też i to. A byłam pewna, że nic już mi nie dolega.
               Luke zajął się małym, kąpiąc go i układając do snu. Ja w tym czasie zażyłam tabletki przeciwbólowe, a potem położyłam się do łóżka, licząc na to, że szybko mi przejdzie. Miałam nadzieję, że po pigułkach ból będzie malał, aż w końcu zupełnie zniknie, a ja będę mogła znów normalnie funkcjonować.
               Usłyszałam, jak cicho otwierają się drzwi. Następnie rozległy się powolne kroki, które były coraz bliżej. Materac ugiął się, kiedy blondyn wdrapał się na łóżko. Po chwili poczułam, jak lekko mnie obejmuje. Musnął ustami moje odsłonięte ramię.
- Jak się czujesz?
- Nie jest źle – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. – Kiedyś było gorzej. Zwalało mnie prawie z nóg.
- Pamiętam – powiedział cicho, po raz kolejny zostawiając na mojej skórze delikatny pocałunek.
- Potrzebujesz czegoś?
- Nie, dziękuję. Robert śpi?
- Zasnął w połowie czytanej bajki. Masz od razu mi powiedzieć, jak tylko ci się pogorszy.
- Powiem.
- I proszę idź w końcu do lekarza – wyszeptał, odgarniając z moich policzków pojedyncze kosmyki włosów. – Naprawdę się martwię. To nie jest normalne.
- Pójdę – odpowiedziałam, kiwając lekko głową.
                Luke miał rację. Muszę w końcu udać się na wizytę, aby dowiedzieć się, gdzie leży przyczyna tego pieprzonego bólu, który od czasu do czasu się pojawia. W jakiś sposób byłam już tym trochę zmęczona fizycznie. Ile można się zwijać z bólu? W końcu trzeba sobie, jakoś pomóc. Może nie jest to nic strasznego? Może nie będzie tak źle? A co jeśli było inaczej? Wiem, że nie powinnam myśleć o tym taki sposób, ale gdzieś w środku obawiałam się tego, co bym mogła usłyszeć od lekarza. W końcu nigdy nie wiadomo. Chorób i schorzeń jest tak wiele.
- Idź jutro. Jak zadzwonisz z samego rana, to powinnaś bez problemu umówić się na wizytę. Później może być wszystko pozajmowane.
- Zadzwonię.
- Obiecujesz?
- Obiecuję – powiedziałam, podejmując decyzję. Trzeba było w końcu wziąć się w garść i zadbać o siebie. Szczególnie, gdy ma się na uwadze swoje zdrowie. – Obiecuję, że jutro zgłoszę się do lekarza.

***
               Zszedł po schodach, wchodząc do salonu. Chłopaki podnieśli głowy. Usiadł na kanapie obok Ashtona, nadal czując na sobie ich badawcze spojrzenia. Nie odezwał się ani słowem. Przez moment między nimi panowała cisza, przerwana tylko głosami dochodzącymi z włączonego telewizora. Byli w trakcie oglądania, jakiegoś filmu. Luke nawet nie wiedział, co to dokładnie za produkcja. Jego myśli zaprzątała Emily i to, co znów się z nią działo. Chciał, by była zdrowa. By nic jej nie było. Wiedział, że odetchnie dopiero w momencie, kiedy dowiedzą się czegoś na temat jej stanu.
- Co z Em? – zapytał Calum, przerywając milczenie.
- Bywało gorzej.
- Ale nie jest najlepiej?
- Nie boli ją tak, jak kiedyś.
- Powinna iść do lekarza – odezwał się Ash, stanowczym głosem. – Jeśli sama tam nie pójdzie, to naprawdę zaciągnę ją tam siłą.
- Pomogę ci – odparł Michael.
- Obiecała, że jutro rano umówi się na wizytę.
- Nareszcie – rzucił Irwin. – Jeśli jednak powiedziała to tylko, byś się odczepił, to wcielę swój plan w życie.
- Obiecała mi – powiedział Luke, odwracając się w stronę perkusisty.
- Wiesz, że Em lubi mówić to, co ludzie chcą usłyszeć. Robi rzeczy, by ktoś inny był zadowolony, mając gdzieś siebie. Tak było… Tak było też z wami. Trzeba na nią brać poprawkę. To moja przyjaciółka i nie pozwolę na to, by sama się na swoje własne życzenie katowała – pociągnął Ash, zapadając się bardziej w kanapę. Złapał poduszkę, która leżała obok, a następnie wcisnął ją sobie pod głowę. - Nie można bagatelizować niczego takiego, a ona spycha to na bok, bo jesteśmy my, bo jest Robert, a według jej wyobrażenia, to ona powinna za wszelką cenę dbać o nas, a nie odwrotnie.
- Dbamy o siebie nawzajem – odezwał się Michael. – Tak było i jest.
- Dlatego trzeba wziąć ją w obroty – zarządził Ash. – Jak nie pójdzie sama do lekarza, to ja z chęcią jej pomogę ruszyć tyłek.
- Pomogę ci – powiedział Calum.
- Ja też – rzucił Michael.
- I ja – dodał Luke, kiwając głową.
- Mam jednak nadzieję, że będzie słowna i spełni daną ci obietnicę – pociągnął Irwin.
- Obiecała, więc też mam taką nadzieję. Inaczej się wkurzę.
- Ustawimy ją do pionu – powiedział Clifford i klasnął w dłonie. – Jest nas więcej. Mamy przewagę liczebną.
- Tylko niech nie wykorzystuje wobec nas tego swojego matczynego tonu, bo czuję się wtedy, jak niegrzeczny dzieciak, złapany na gorącym uczynku. Rany… Wtedy tak bardzo przypomina mi moją mamę – mruknął Calum z cichym śmiechem. – A ja byłem grzecznym dzieckiem!
- A to nie ty pomalowałeś psa sąsiadów farbkami, bo uznałeś, że jego biała sierść jest nudna?- zapytał ze śmiechem Ash.
- Ja… To nie było…
- Nie ty biegałeś od domu do domu pukając i dzwoniąc dzwonkami, a potem uciekałeś?
- Zejdź ze mnie – rzucił Hood, patrząc z niezadowoleniem na roześmianego Michaela.
- A to nie ty…
- Skończ, Hemmo…
- Nie ty wysmarowałeś kosmetykami śpiącą siostrę, bo chciałeś by była w końcu ładna?
- Wredne pacany – skwitował Cal, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Utkwił wzrok w telewizorze, pokazując im tym, jak bardzo jest na nich obrażony.
- Wyciąłeś sobie w swetrze dziurę, by bardziej przepuszczał powietrze – dodał Clifford, a potem znów parsknął śmiechem. – Naprawdę byłeś takim grzecznym dzieckiem.
- Nie gadam z wami – rzucił Hood nadal będąc nadąsany. – Nie znam was.
- My znamy ciebie – powiedział Luke, szczerząc się szeroko.
- I dlatego ubolewam nad swoim marnym losem – jęknął, przekręcając oczami, kiedy Michael zarzucił mu dłoń na ramię.
- Uwielbiasz nas.
- Nie znoszę was.
- Uwielbiasz.
- Tak sobie wmawiaj.
- Uwielbiasz – odezwał się ponownie Clifford.
- Może włączymy, jakiś inny film? – zaproponował Calum, mając nadzieję, że chłopaki w końcu się od niego odczepią.
- Pasuje – skwitował Ash. – Komedia? – Wszyscy pokiwali głowami.


***
Mały przeskok w czasie + Em i jej dziwny stan powraca. Może dziewczyna naprawdę pójdzie do lekarza- chyba, że woli by to Ash wcielił swój plan w życie :)
Mieliśmy też Michaela i Roberta w wersji PUNK ROCK XD
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Do końca zostały nam trzy rozdziały plus epilog - kolejne ff się kończy :(

Dziękuję za motywujące mnie do dalszego pisania komentarze :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy się pojawia :)

Pozdrawiam i do następnego!

#DwaPlusJedenFF 


11 komentarzy:

  1. Wow. Czuje że zdrowie Emily szykuje się coś pdejrzanego. Może Robert będzie miał rodzeństwo. Co do rozdziału jest mega świetny. Czekam na kolejny rozdział pisz szybko :-) Szkoda że to opowiadanie niedługo się skończy za fajne jest. Będe tęsknić za tym opowiadaniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że się podobało :) Niestety, to ff też musiało w końcu powoli dobrnąć do końca. Teraz zostanę z samymi "nowymi" :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Czekałam cierpliwie ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Błagam na kolanach, kilka rozdziałów z Robertem aka 16 latek ! Proszę ! Może jednak zdecydujesz się na 3 część ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, niestety nie będzie trzeciej części ani bonusów :(

      Usuń
    2. Chociaż jeden !

      Usuń
    3. Proszę ! :D

      Usuń
    4. Mogę jedynie napisać, że planuje inne ff :) Może ono też Ci się spodoba :)

      Usuń
  4. Obstaw8am ze em wykorkuje albo wszystko sie dobrze skonczy i hemo sie oswiatczy

    OdpowiedzUsuń
  5. Heloł! Yts mi! A to jest Geeeeeenialne. PUNK ROCK! :D ~M

    OdpowiedzUsuń