czwartek, 27 października 2016

S2 - Rozdział 23

               Przeszedł obok stołu. Na chwilę zatrzymał się przy Robercie. Spojrzał na chłopca, który z uśmiechem na ustach, spoglądał na to, jak Calum tworzy na białym papierze kolejną okrągłą buzię. Zaśmiał się głośniej, kiedy perkusista zmierzwił mu blond włosy. Zerknął na niego, a potem znów skupił się na Hoodzie, który podsunął mu pod nos następny kawałek kanapki.
                Od rana chłopiec był dość markotny. Irwin doskonale rozumiał dlaczego. Jego ciągłe pytania o Luke'a i Emily, skutecznie utwierdziły go w tym, że mały po prostu tęskni za rodzicami. Nie miał też zbytnio apetytu. Dopiero później, kiedy Calum pokroił kanapki na małe kosteczki i zajął go zabawą, Robert w końcu cokolwiek zjadł. Ash miał nadzieję, że to tylko jeden taki kryzysowy dzień.
               Spojrzał na  basistę i chłopca raz jeszcze. Hood znów złapał za kolorową kredkę, rysując następne kółko na papierze. Po chwili dodał do tego oczy i usta, wykrzywione w szerokim uśmiechu. Robert zaśmiał się, próbując odwzorować po swojemu rysowaną buzię.
               Ash odwrócił się, ruszając w stronę drzwi. Wyszedł do ogrodu. Oparł się o ścianę, podnosząc głowę. Przez chwilę spoglądał na szare chmury. Na jego ciele pojawiła się gęsia skórka, wywołana mocniejszym i chłodniejszym wiatrem. Wziął głęboki wdech, próbując choć na chwilę uwolnić myśli od tego wszystkiego, co ostatnio się działo. Chciał, choć przez chwilę złapać w sobie stuprocentowy spokój. Wiedział, że w pewien sposób się oszukuje. Dopóki Luke i Em są w szpitalu, on nie przestanie się martwić.
                Nerwowo drgnął, kiedy poczuł na udzie wibrację. Po chwili do jego uszu doszedł znajomy dźwięk. Westchnął pod nosem, wyciągając z kieszeni telefon. Spojrzał na wyświetlacz, unosząc przy tym brwi. Wyczuł to, jak zatrzęsła mu się dłoń, widząc nazwisko osoby dzwoniącej. Jego palec zatrzymał się kilka milimetrów nad ekranem. Zawahał się, nie wiedząc czy to, co zaraz usłyszy będzie dobrą wiadomością czy złą. W duchu modlił się o to, by stanęło na tym pierwszym. Wiedział, że nie może zbyt długo czekać. Odebrał.
- Tak?
- Pan Irwin?
- Tak, słucham?
- Z tej strony doktor McDuff. Chcę pana poinformować, że Luke właśnie się obudził.

***
                Z początku w ogóle nie wiedział, co się dzieje. Jego powieki nadal były ciężkie, a on walczył z tym, by w końcu je otworzyć. Wokół niego panowała cisza, przerywana tylko cichym pikaniem, którego on nie potrafił zlokalizować. W głowie nadal mu szumiało, a w myślach pojawiały się  w kółko te same obrazy. Samochód i krew. Jego mózg przywoływał też dźwięki. Pisk, huk i głośny płacz dziecka, które siedziało na tylnym siedzeniu auta.
                Chciał się odezwać. Chciał poprosić, o jakąkolwiek pomoc, aby w końcu przerwać napływ wspomnień z wypadku. Z jego ust jednak wydobyło się, tylko ciche mruknięcie. Gardło i usta miał wysuszone, jakby nie pił od kilku dni. Każda część jego ciała wydawała się być koszmarnie ciężka.
                Nie wiedział dokładnie, ile to trwało, ale w końcu udało mu się powoli rozchylić powieki. Z początku nie widział nic. Obraz przed oczami był zamazany. Wiedział jednak, że w pomieszczeniu, w którym przebywa jest koszmarnie jasno. A to światło tak mocno go raziło, wywołując lekki ból głowy. Chciał zasłonić oczy, chciał się odwrócić, zrobić cokolwiek, jednak jego ciało nadal go nie słuchało.
                 W końcu usłyszał kroki. Ciche szuranie podeszwy, która uderzała o podłogę. Ktoś był w pokoju razem z nim. Wydał z siebie głośniejsze mruknięcie. To zwróciło uwagę osoby, która stała niedaleko jego łóżka. Słyszał, jak ktoś do niego podchodzi. Po chwili przed jego oczami pojawił się niewyraźny zarys czyjeś twarzy. Twarzy, której on w ogóle nie poznawał.
- Witamy z powrotem, Luke.
                Blondyn spróbował przypomnieć sobie, czy zna podobny głos. Czy może po jego barwie i brzemieniu będzie mógł zidentyfikować niewyraźną osobę. Zmarszczył lekko nos, widząc białe ubranie mężczyzny. Dopiero wtedy zorientował się, w jakim miejscu może przebywać i kim może być nieznajomy, nachylający się tuż nad nim.
                Hemmings poruszył się nerwowo, szybko mrugając. Jego wzrok powoli przyzwyczajał się do jasności panującej w sali. Zaczynał dostrzegać coraz to więcej detali i kolorów. Jego oddech momentalnie przyspieszył, kiedy w jego głowie pojawił się obraz Emily i Roberta. Czy oni również tutaj byli? Czy nic im nie jest?
- Proszę się nie ruszać – powiedział mężczyzna, kładąc mu dłoń na ramieniu.
                Przetrzymał go w pozycji leżącej, uniemożliwiając mu podniesienie się. Dopiero wtedy Luke zdał sobie sprawę z tego, że próbował usiąść, choć nie do końca mu to wychodziło. Nadal jego ciało protestowało i nie chciało współpracować z mózgiem, który rozpaczliwie domagał się zapewnienia, że jego rodzina jest cała i zdrowa.
- Luke, leż spokojnie.
- Ja… Co… Emily…
- Spokojnie, Luke – powtórzył lekarz.
                Chłopak zamrugał po raz kolejny. Jego klatka piersiowa szybko unosiła się i opadała. Pod wpływem emocji i zdenerwowania nie potrafił wrócić na dawny spokojniejszy rytm wdechu i wydechu. Zatrząsł się, kiedy jego ciało przeszył szybki zimny dreszcz.
- Luke?
               Spojrzał na mężczyznę. Jego twarz w końcu stała się wyraźniejsza. Widział ciemne tęczówki, mocno zarysowaną szczękę i szpakowate włosy. Skrzywi się, kiedy doktor bez uprzedzenia zaświecił mu w oczy małą latarką. Poczuł lekki ucisk na dłoni, kiedy palce lekarza owinęły się wokół jego nadgarstka.
- Luke, jesteś z nami?
- Co… z…
- Po pierwsze musisz się uspokoić – odpowiedział doktor, a Luke jęknął pod nosem. Czy nikt nie udzieli mu żadnej informacji? – Daj sobie jeszcze moment, później porozmawiamy.
- Ale…
- Współpracuj z nami, Luke. Chcemy ci pomóc.
- A ja… chcę wiedzieć… co z moją rodziną – powiedział cicho, ignorując ból gardła. – Proszę… Niech…
- Zaraz przyjdzie pielęgniarka. Zmieni ci opatrunki. Da też coś do picia…
- Co z Em?! – warknął głośniej, a potem skrzywił się.
- Leż spokojnie – rzucił doktor, po raz kolejny łapiąc go za ramiona, widząc nieudolną próbę podniesienia się z łóżka. – Nie powinieneś wstawać i…
- Chcę wiedzieć, co z moją rodziną do cholery! – Mimo tego, że jego głos był zachrypnięty, a każde słowo wychodziło z jego gardła z wielkim trudem i tak zdołał podnieść ton.
- Nie zmuszaj mnie do tego, bym podał ci środki uspakajające – zagroził.
                Naparł na jego ciało mocniej, powodując, że Luke znów wylądował na białej pościeli. Choć w tym momencie czuł się totalnie przegrany, to jednak nie poddał się tak łatwo. Nie zamierzał leżeć, nie wiedząc, jak czuje się Emily i Robert. W tym momencie miał gdzieś siebie i swój stan zdrowia. Liczyli się, tylko oni. To oni byli priorytetem. Chciał usłyszeć cokolwiek, by choć trochę się uspokoić. By zminimalizować strach i obawę przed najgorszym. Dlaczego on nic nie chce mu powiedzieć? Czy wydarzyło się coś złego?

***
                Ashton spojrzał na dziewczynę z wdzięcznością. Wiedział, że nie powinien przyprowadzać Roberta do kawiarni, ale w tym momencie nie wiedział, kto jeszcze mógłby się nim zająć. Natalie była osobą, którą chłopiec znał, a ona znała jego. Jedyna przeszkoda polegała na tym, że opieka nad dzieckiem miała się odbyć w godzinach jej pracy. Kiedy tylko dostał telefon od lekarza, zaraz cała trójka zaczęła szybko się szykować, by jak najszybciej dotrzeć do szpitala. Nie chcieli jednak brać ze sobą trzylatka. Nie wiedzieli, w jakim stanie jest Luke. Nie byli pewni, czy Robert powinien go oglądać zaraz po przebudzeniu. Zresztą, szpital nie był zbyt dobrym miejscem dla dziecka.
- Ratujesz nam tyłek – powiedział Michael.
- Na pewno nie będziesz miała przez to problemów? – zapytał po raz kolejny Ash. Natalie uśmiechnęła się.
- Dzisiaj nie ma kierownika. Jesteśmy, tylko we dwie. Ruch jest mały, więc damy sobie radę. Za dwie godziny i tak kończę.
- Gdyby jednak coś się stało… Gdyby twój kierownik się zjawił i… Powiedz, że mu zapłacę.
- Co?
- Powiedz, że zapłacę mu z nawiązką, byleby tylko nie wywalał cię z roboty.
- Ash, wyluzuj – odparła z uśmiechem. – Mój kierownik też ma serce i jest dość wyrozumiały. To wyjątkowa sytuacja. Nie zwolni mnie. Sam niedawno doświadczył tego, że bliska mu osoba wylądowała w szpitalu. Zresztą, wątpię by dzisiaj zrobił nam niespodziewany nalot.
- Odbiorę go od razu.
- W porządku, bez pośpiechu – powiedziała, wyciągając dłoń w stronę chłopca. – Zostaniesz ze mną?
                Robert niepewnie zerknął na dziewczynę. Następnie przeniósł wzrok na swojego wujka. Irwin ukucnął. Odgarnął mu z czoła blond włosy, uśmiechając się przy tym. Widział, że mały waha się, co do pozostania z Natalie. W jego oczach lśniła obawa i pewien dziecięcy strach. Mała rączka zacisnęła się na jego dłoni.
- Szybko wrócimy.
- Nie zostawiacie mnie na zawsze?
- Oczywiście, że nie. Nie zostawimy cię. Musimy tylko pojechać do tatusia do szpitala. Zobaczymy, co u niego i wrócimy. Natalie się tobą zaopiekuje. – Chłopiec spojrzał na dziewczynę po raz kolejny. – Może narysujesz nam, jakieś obrazki, które potem powiesimy na lodówce?
- Kej… Ale wrócisz?
- Oczywiście, że tak.
- Obiecujasz?
- Obiecuję – powiedział z uśmiechem. Nachylił się, całując jego czoło. – Będziesz grzeczny i nie będziesz przeszkadzał?
- Tak.
- W porządku. – Irwin podniósł się i spojrzał na zniecierpliwionych przyjaciół. Calum i Michael chcieli, jak najszybciej znaleźć się w szpitalu. On zresztą też. – Jeszcze raz dziękuję – pociągnął spoglądając na Natalie.
- Idźcie i koniecznie dajcie znać, co z Lukiem i Em. Mam nadzieję, że teraz wszystko powoli będzie wracać do normalności.
- Też mam taką nadzieję.
- Chodź, Robert – dziewczyna złapała za drobną rączkę chłopca. – Mamy tu kolorowanki, które lubisz.

                 Wszedł, jako pierwszy na oddział wewnętrzny. Słyszał za plecami kroki pozostałych. Od razu zauważył wychodzącego z gabinetu lekarza, który zajmował się jego przyjaciółmi. Przyspieszył, idąc w jego kierunku.
                Doktor McDuff podniósł głowę, kiedy Ash zatrzymał się tuż przed nim. Skinął mu głową w geście przywitania. Zaraz otworzył teczkę, szybko przebiegając wzrokiem, po karcie Hemminga. Po chwili zamknął ją, machając na nich ręką. Bez słowa ruszyli pod odpowiednią salę.
- Nadal mamy go pod kontrolą – zaczął, nie dorywając wzroku od Irwina. – Jego stan się zdecydowanie polepszył. Jednak musi się uspokoić. Nerwy wcale mu nie pomogą. Proszę z nim porozmawiać, bo inaczej zastosujemy inne środki.
- Inne środki?
- Jest zdenerwowany przez to, co się stało. Nie słucha poleceń. Wiem, jaka jest sytuacja i doskonale rozumiem stres, w jakim się znajduje. Jednak nadal ma status pacjenta. Jeśli to się nie zmieni, będę zmuszony podać mu coś mocniejszego na uspokojenie.
- Mocniejszego?
- Na razie przyjął środki doustne, choć musieliśmy go to tego niemalże zmusić. Proszę z nim porozmawiać. Może pan będzie miał na niego większy wpływ, niż ja.
- Oczywiście.
                  Lekarz wskazał mu drzwi. Ash kiwnął głową, łapiąc za chłodną klamkę. Nacisnął ją. Kiedy tylko wszedł do pomieszczenia, błękitne oczy blondyna od razu skupiły się na nim. Za nim podążyła reszta. Luke wstrzymał oddech. Irwin dokładnie zlustrował przyjaciela. Nadal był blady, jak ściana. Siedział posłusznie w swoim łóżku, choć jego dłonie nerwowo zaciskały się na białej pościeli.
- Powiedz, że nic jej nie jest – odezwał się od razu, jak tylko perkusista przybliżył się do łóżka. – Błagam cię, Ash, chociaż ty powiedz mi, co się dzieje.
- Lekarz nic ci…
- To podły dupek – warknął Hemmings. – Nie powiedział mi nic oprócz tego, że mam się uspokoić! Kurwa!
- Hemmo, on ma rację – odparł powoli Michael, przybliżając się do niego. - To ci w niczym nie pomaga.
- Chcę tylko wiedzieć – w tym momencie głos mu się załamał, a oczy lekko się zaszkliły. – Chcę tylko wiedzieć, co z Emily i Robertem. Tylko to. Kurwa, odkąd się obudziłem proszę, tylko o tą jedną informację, ale oni mają to w dupie!
- Luke – Calum przysiadł na brzegu jego łóżka. Blondyn zaczął nerwowo i bez kontroli skubać zębami swoją dolną wargę. – Z Robertem jest wszystko w porządku. Był zapięty pasami, kiedy doszło do wypadku. Nic mu nie jest.
- Jest z nami – dodał Michael, klepiąc go po ramieniu. – Zabraliśmy go od razu.
                  Ash dokładnie śledził każdy ruch chłopaka. Widział, jak powoli nabiera powietrza w płuca, a potem, jak cicho wypuszcza je z ust z wyrazem ulgi, wymalowanej na jego twarzy. Nadal jednak dostrzegał to, jak ze zdenerwowania trzęsą mu się dłonie. Nie był zaskoczony. Każdy w takiej sytuacji zachowywałby się podobnie. Niewiedza była najgorszą rzeczą, jaką mogli mu zafundować.
- Co z Emily? – dopytał cicho, skupiając wzrok na swoich palcach. Chłopaki wymienili spojrzenia. On na szczęście tego nie widział. – Widziałem ją, zanim straciłem przytomności i… Jak bardzo jest źle?
- Nie tak, jak było – zaczął ostrożnie Ash. Błękitne oczy pełne smutku znów skoncentrowały się na nim. – Jej stan jest lepszy, niż wcześniej. Ona też w końcu się obudzi i z tego wyjdzie – zapewnił go, sam głęboko wierząc w swoje słowa. Nie chciał i nie wyobrażał sobie tego, by mogło być inaczej.
- Jest tutaj?
- Leżycie na tym samym oddziale i... Co ty robisz? – zapytał, marszcząc czoło, kiedy Luke zaczął niezdarnie przybliżać się do krawędzi łóżka.
- Chcę ją zobaczyć.
- Nie ma mowy – mruknął Michael, łapiąc go za przedramię. – Nie powinieneś wstawać.
- Chcę ją zobaczyć!
- Luke, błagam, nie pogarszaj sytuacji – poprosił Calum, pomagając Cliffordowi, przetrzymać wyrywającego się Hemmingsa.
- A może być gorzej?! – odparł, a w jego oczach znów pojawiły się łzy.
- Ej, uspokój się – powiedział Ash. – Zacznij myśleć racjonalnie.
- To wszystko moja wina – wydusił, zakrywając twarz rękami.
- Jedyna wina spoczywa na kierowcy. Nie zrobiłeś nic złego. Jeśli zaczniesz się o to obwiniać, to osobiście skopie ci tyłek – pociągnął Irwin, nie odrywając od niego ciemnych oczu. – Emily zrobi to samo, jak tylko się obudzi.
                 Luke zacisnął usta. Bez słowa wrócił na swoje dawne miejsce. Nadal jednak nie patrzył na żadnego z nich. Ash tak cholernie pragnął podnieść go, jakoś na duchu. Sprawić, że choć na chwilę się uspokoi. Chciał, by jego przyjaciel z tego wyszedł, ale zamartwianiem się wcale sobie nie pomoże. Chciał przejąć na siebie ten cały jego stres. Wiedział jednak, że nie jest to możliwe. Jedyne, co mu pozostało, to skierować jego myśli na inne, przyjemniejsze tory.
- Robert został z Natalie – zaczął powoli. Luke podniósł głowę. Utkwił w nim wzrok, czekając na to, co powie. – Ma narysować nam obrazki, które powiesimy na lodówce.
- Dzisiaj uczyliśmy się malować uśmiechnięte buźki – dodał Calum, podchwytując poruszony temat. Hemmings wziął głębszy oddech. Kąciki jego ust lekko uniosły się ku górze. – Całkiem nieźle mu idzie.
- Nie rozrabia za bardzo, chociaż rozwalił zabawki i Michael prawie straciłby zęby, kiedy na nie nadepnął – dodał Ash, cicho śmiejąc się.
- Twój syn robi bałagan w tak szybkim tempie, że za nim nie nadążam – powiedział Clifford, widząc, że jego przyjaciel uśmiecha się jeszcze szerzej. – Ale to nie zmienia faktu, że go uwielbiam. A on uwielbia wujka Mikiego i…
- Wcale nie. To ja jestem wujkiem numer jeden – przerwał mu Calum, patrząc na kumpla, jak na wielkiego, paskudnego robala. – Żyj dalej w swoim wyimaginowanym świecie, Clifford. To ja jestem najlepszy…
- Pierdol się, bo…
- To ze mną najlepiej się bawi i…
- Gówno prawda!
- Zabijcie mnie – mruknął Irwin, przekręcając teatralnie oczami.
                 Wiedział, że ta dwójka robi to specjalnie, byleby tylko polepszyć stan psychiczny Hemmingsa. A nie ma nic lepszego, niż głupie przekomarzanie się o to, który z nich jest lepszy. I to podziałało, bo po chwili Luke zaczął się cicho śmiać.

***
              Wyciągnął chłopca z wanny, stawiając go na rozłożonym ręczniku. Robert zmarszczył nos, kiedy zaczął wycierać mu mokre włosy. Calum na chwilę zasłonił mu materiałem oczy, a potem odsłonił go szybko, wydając z siebie znane i popularne: bu. Dziecięcy śmiech rozniósł się po łazience. Opatulił go kolejnym ręcznikiem, rozglądając się jednocześnie za kolorową piżamą.
- Nie ma – powiedział Robert.
- Nie wziąłem jej?
- Nie brałeś.
- Okej, w takim razie, ubierzemy cię w pokoju. – Zawinął go jeszcze szczelniej w puchaty materiał. – Ciekawe, co wujek Ash przygotował na kolację.
- Jajka?
- Może tosty?
- Kulki!
- Chcesz zjeść płatki czekoladowe?
- Tak!
- A jak będzie coś innego?
- Naleśniory?
- Naleśniki – poprawił chłopca, biorąc go na ręce. Małe rączki owinęły się wokół jego szyi.
- Wuja?
- Tak.
- Z kim śpię?
- Nie chcesz spać w swoim pokoju?
- Posie… Nie. Nie cem sam.
- W porządku. Możesz spać ze mną.
- Tak?
- Tak – odparł z uśmiechem, widząc rozpromienioną twarz małego.
- Dziękuja – pociągnął Robert, przytulając się go. – Piłalin też?
- Oczywiście. Nie zostawimy go samego.
- Wuja?
- Tak? – odpowiedział, przechodząc do pokoju chłopca. Od razu zauważył leżącą na kołdrze, kolorową piżamę. Postawił Roberta na materacu.
- Czy tata jest już zdrowy?
- Niedługo będzie.
- I przyjedzie?
- Tak. Wróci do nas – powiedział z pewnością w głosie. Zaczął ubierać małego, który nie odrywał od niego zaciekawionego spojrzenia. – Mama też w końcu wróci.
- I będziemy wszyscy razem?
- Tak, jak wcześniej. 
               Chłopiec uśmiechnął się po raz kolejny. Calum dokładnie przyjrzał się mu, czując, że on sam zaczyna się uśmiechać. I naprawdę chciał wierzyć w te słowa. Chciał, by znów byli wszyscy w komplecie. By znów zapanował znany harmider. By wszystko wróciło do dawnego rytmu. Miał nadzieję, że to tylko kwestia czasu, jak to się stanie. Innej możliwości nie brał nawet pod uwagę. 


***
Chłopakom nadal dobrze idzie zajmowanie się Robertem. Może powinni faktycznie zmienić zawód? XD Mam też Luke'a, który w końcu się wybudził. 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Dziękuję również za wszystkie komentarze, które są doskonałą motywacją do piania!

Pozdrawiam i do następnego!

8 komentarzy:

  1. Wow ale fajny. Luke nareszcie się obudził. Teraz czekamy jak Emily się obudzi. I będzie dobrze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Cieszę się, że się podobało :)

      Usuń
  2. Nareszcie Luke sie obudził. Moze w kolejnym Emily powróci do nas. Mam nadzieję ze tak ��
    Pozdrawiam i życzę weny ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Obudził się *_* 💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💓💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💞💓💓💓💓💓💓💓💓💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💙💙💙💙💙💙💙💙💙💙💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💛💛💛💛💛💛💛💛💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💚💙💙💙💙💗💗💗💗💗💗💗💗💗💙💗💙💙💙💙💙💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💖💖💖💖💖💖💖💖💗💖💖💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗💗🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌🙌ale no nie błagam nie rób mi tego dawaj rozdział bo nie mam już co czytać 😜😭😭😭

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Niestety nie wiem kiedy się dokładnie pojawi, bo mam do napisania najpierw dwa inne rozdziały. DPJ musi poczekać na swoją kolej

      Usuń