sobota, 25 czerwca 2016

S2 - Rozdział 15

             Luke dzisiaj od samego rana próbował mnie namówić na wyjazd. W sumie ten temat ciągnął się już od kilku dni. 5 Seconds of Summer wybierało się, bowiem do Manchesteru, a potem do Dublina. Tam mieli zagrać dwa koncerty, a także udzielić wywiadów. Hemmings ubzdurał sobie to, że powinnam im w tej wyprawie towarzyszyć. Ja i Robert.
             Spojrzałam na chłopaka z politowaniem, kiedy mruknął po nosem, a potem przekręcił oczami. Zabębnił palcami w blat stołu, o który się opierał. Błękitne tęczówki w dalszym ciągu bacznie mnie obserwowały. Czekał na to, aż w końcu się złamię i poprę jego pomysł z wyjazdem. Ja jednak wiedziałam swoje.
- Nie mogę od tak z wami jeździć. Zresztą, będziecie wtedy w pracy. To nie pobyt w Londynie, gdzie Robert wam nie przeszkadza - powtórzyłam po raz kolejny, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- On nam nie przeszkadza. Chłopaki nie mają nic przeciwko temu.
- Tego sobie nie wmawiaj – rzuciłam, machając na niego palcem.
- Nie wmawiam! – jęknął, przeciągając ostatnią sylabę. – Pytałem się. Nie mają nic przeciwko.
- Może mówią to z grzeczności.
- Nie, oni z góry założyli, że jedziecie z nami. Gdyby im nie pasowało, to by mi to powiedzieli.
- Luke, takie wyjazdy to was czas z fanami. Nie chcę się wtrącać, ani zakłócać tego…
- Trasy koncertowe to czas nasz i fanów. Te dwa wyjazdy nie są częścią żadnej trasy. To takie jednorazowe koncerty, które mają na celu jeszcze bardziej nakręcić wszystko wokół naszego nowego albumu. Nie ciągnął bym was w trasę, bo wiem, że Robert by się umęczył, zmieniając co chwilę miejsce. Ale to… Potraktuj to, jak wycieczkę. Ja z chłopakami będziemy robić swoje, a ty przy okazji zobaczysz inne miasta. Wiem, że zawsze chciałaś zwiedzić kawałek świata. Teraz masz okazję wyjechać do Irlandii.
               Zagryzłam wargę. Luke miał rację. Zawsze chciałam zobaczyć różne zakątki świata. Wyrwać się z Australii. Być chociaż przez chwilę w innym miejscu. Uwieczniać to na zdjęciach, a potem wracać wspomnieniami do tych momentów. Jednak byłam teraz matką trzylatka, a to już powodowało małe komplikacje. Teraz takie wyjazdy stawały się ogromnymi wyprawami. Dorosły człowiek łatwiej znosił niewygody i długi czas jazdy. Małe dziecko pod tym względem było całkowicie inne i trudniejsze do ujarzmienia.
- Emi – jęknął Hemmings, tupiąc ze zniecierpliwieniem nogą. – Proszę, jedź tam ze mną. Pamiętasz, jak ci kiedyś obiecałem, że razem będziemy zwiedzać świat?
- To było dawno i…
- Chcę cię zabrać w inne miejsce. Ciebie i mojego syna. Macie dobrą okazję, by zobaczyć coś więcej, niż Londyn.
- Nie mogę, Luke – powiedziałam, kręcąc głową. Nie powiem, ale było mi cholernie żal tego, że muszę odpuścić. Jednak musiałam się kierować dobrem Roberta i chłopaków. Oni potrzebowali spokoju między koncertami i spotkaniami z dziennikarzami. Mały, zaś musiał mieć więcej przestrzeni, aby się wyszaleć i nie wisieć im nad głową. – Akurat tego nie da się tak łatwo połączyć, jak naszą wizytę w Londynie.
- Ale… Uh… Jesteś uparta.
- To się nazywa zdrowy rozsądek – rzuciłam, odwracając się w stronę piekarnika. Otworzyłam drzwiczki, by skontrolować czekoladowe ciasto, które szykowałam na deser.
- Rozsądek – prychnął z niezadowoleniem.
              Zerknęłam na niego. Luke wymamrotał coś pod nosem. Spojrzał w kierunku małego blondynka, siedzącego na podłodze. Robert był trakcie zabawy klockami. Obok niego znajdował się jego nieodłączny towarzysz, mianowicie pluszak w kształcie pingwina. Uniosłam lekko brwi do góry, gdy Hemmings wyszczerzył się sam do siebie. Ignorując mnie i naszą niedawną rozmowę, ruszył szybko w stronę syna.
              Zaczęłam ukradkiem się przyglądać, co też takiego kombinuje. Blondyn podszedł do swojej małej kopii. Usiadł na kanapie. Puknął go lekko w plecy. Robert odwrócił się, spoglądając na ojca. Luke machnął do niego, a mały od razu podniósł się i wpełzł na jego kolana. Przez chwilę cicho o czymś rozmawiali. Niestety, żadne słowo nie zostało przeze mnie usłyszane.
              Udałam, że znowu skupiam się na moim cieście, kiedy Robert ześlizgnął się z kolan blondyna. Dziarskim krokiem i w lekkich podskokach ruszył w kierunku kuchni. Po chwili poczułam małe dłonie na nogach. Synek poklepał mnie po nich chcąc, jak najszybciej zwrócić moją uwagę.
- Słucham, kochanie? – zapytałam, spoglądając na niego.
- Cem jechać – powiedział, kiwając dodatkowo głową. 
              Uniosłam wzrok, skupiając się na Hemmingsie, który zatrzymał się w wejściu. Oparł się o najbliższą szafkę, patrząc na mnie z zadowoleniem. Najwidoczniej Luke wyciągnął przeciwko mnie jedną z mocniejszych broni, a mianowicie nasze wspólne dziecko.
- Ty tak serio? – rzuciłam do niego. Luke zrobił niewinną minę, grając klasycznego głupka, który nie wie, o co chodzi.
- Cem jechać – powtórzył Robert, ponownie pukając mnie w nogę. Wzięłam głęboki oddech, kucając przed trzylatkiem.
- Gdzie chcesz jechać kochanie? – zaczęłam z uśmiechem. 
              Skoro Hemmings w taki sposób chce grać, to zobaczymy, co będzie, jak pobawimy się w szczegóły. Już po tym pierwszym pytaniu przekonałam się, że Luke niezbyt dobrze przygotował małego na tę rozmowę. Chłopiec zacisnął lekko usta, a potem spojrzał na swojego ojca.
- Gdzie cem jechać? – zapytał, patrząc oczekująco na blondyna. W tym momencie miałam ochotę parsknąć śmiechem. Luke wyglądał, jakby miał ochotę sam sobie przyłożyć, za to, że nie dopracował tego planu do końca.
- Na koncert – podpowiedział mu.
- Na konwert.
- Koncert – poprawił go Luke.
- Koncert – rzucił Robert, patrząc tym razem na mnie. Szybko pokiwał głową. Po chwili jednak zmarszczył lekko czoło. Ponownie odwrócił się w stronę ojca. – Co to koncert?
- Gdzie ktoś śpiewa i jest dużo fanów – przypomniał mu Luke. Mały najwidoczniej nie do końca przyswoił sobie to słowo.
- Cem na koncert, gdzie śpiewajo.
- A kto będzie śpiewał? – zapytałam z ciekawością. Usłyszałam, jak blondyn jęknął cicho pod nosem.
- Nie wiem, ale ktoś zaśpiewa – odparł Robert, wzruszając ramionami.
- Niezła próba – rzuciłam, mierzwiąc mu włosy na głowie. – Powiedz tacie, że tym razem się nie udało.
- Nie dało się, tato – odparł od razu, patrząc na Hemmingsa. Luke zagryzł wargę.
- Trudno. Będziesz grzeczny, jak tata pojedzie z wujkami?
- Jak pojedzie?
- Tata i wujkowie będą grali na koncercie. Ty zostaniesz z mamą. Weźmiemy walizki i…
- Nie…
- Musiałeś? – warknęłam, kiedy oczy Roberta zaszły łzami. W tym momencie nie wierzyłam w głupotę tego faceta.
- Nic nie zrobiłem. Mówię, jaka jest prawda i…
- Nie cem byś jechał – jęknął Robert, wydymając usteczka i formując je w podkówkę. – Nie zostawiaj mnie, posie.
- Tata wróci…
- Nie… Nie cem. – Przycisnął piąstki do oczu, a potem na oślep podbiegł do Luke'a. Chłopak od razu wziął go w ramiona, przytulając do siebie.
- Jesteś głąb – mruknęłam, ponownie machając na niego palcem.
- Czemu młody płacze?
               Odwróciłam się na dźwięk znanego głosu. W kuchni zjawił się Calum. Spojrzał to na mnie, to na dwójkę Hemmingsów. Kiedy otworzyłam usta, by wszystko mu wyjaśnić, mały wydał z siebie głośniejszy szloch, przyciskając twarz do szyi Luke'a. Hood podszedł do niego i pogładził go czule po plecach.
- Czemu płacze? - zapytał, patrząc na blondyna.
- Em nie chce z nami jechać i mały się dowiedział i…
- Jak to nie jedziesz? – odparł Calum, przenosząc na mnie swoje ciemne oczy.
- To nie najlepszy pomysł…
- Myślałem, że to z góry ustalone. Nie chcesz zobaczyć, czegoś poza Londynem? To dobra okazja. Głupio byłoby z niej nie skorzystać.
- Mam dziecko.
- A ja gitarę basową w pokoju. Wielkie mi rzeczy. Będzie z nami i będzie fajnie, prawda, młody? – pociągłą Calum, ponownie głaszcząc go po plecach. – Nie płacz. Wujek Calum i tak cię zabierze, nawet jak mama nie będzie chciała jechać.
- To będzie podchodzić pod uprowadzenie.
- Będzie ze swoim ojcem, a o ile dobrze wiem, Luke nie ma zakazu zbliżania się do niego. – Otworzyłam usta, by mu odpowiedzieć, ale nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy, by odbić piłeczkę.
- Właśnie, będzie ze mną – poparł go Hemmings. Oni powariowali całkowicie. Teraz jest trzech na jedną. To… To cholernie niesprawiedliwe. Czy tylko ja w tym domu myślę logicznie?
- Jedziesz z nami, Em – powiedział zadowolony, Hood.
- Niech wam będzie – mruknęłam, nie wierząc, że dałam się przeciągnąć na ich stronę. I to w tak banalny sposób.
- Fajnie, to leć się pakować. – Spojrzał na Roberta. – Mistrzu, jedziesz z nami.
- Uspokoję go – powiedział Luke, obejmując syna mocniej. Odwrócił się i wyszedł z kuchni. Calum uśmiechnął się szeroko, spoglądając na mnie.
- Co?
- To głupi pomysł – odparłam, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- Głupie byłoby, gdybyś zmarnowała taką szansę – podsumował mnie, Hood. 
               I w sumie w jakimś stopniu miał rację, bo nie byłam pewna, czy jeszcze kiedyś przydarzy mi się taka okazja. Może nie będzie tak trudno i źle? Może Robertowi naprawdę spodoba się podróżowanie? Może dzięki temu zaszczepię w nim jeszcze większą chęć poznawania świata?

***
              Luke przeszedł do ogrodu, niosąc małego na rękach. Podszedł do leżaka i usiadł na nim. Cmoknął czoło synka, kiedy ten wyprostował się. Załzawione błękitne tęczówki spojrzały wprost na niego. Chłopiec uśmiechnął się szeroko, łapiąc go za rękę.
- Jesteś mistrzem w wymuszaniu płaczu – powiedział ze śmiechem Luke, przejeżdżając palcem po jego małym nosie.
- Stałałałem się.
- Bardzo się postarałeś.
- Tak?
- Tak miało być – rzucił zadowolony, Luke.
- Ale tak chyba nie łanie.
- Czasem tak trzeba. Przekonaliśmy mamę małym podstępem i to będzie nasza tajemnica, okej?
- Kej. Taki sekret?
- Tylko nasz – powiedział ze śmiechem, Hemmings. – Buziak dla taty? - Robert zaśmiał się, a potem cmoknął go w górną wargę. – Jesteś synkiem tatusia i musisz trzymać ze mną sztamę.
- Szamę, kej.
- To piątka. – Wyciągnął dłoń, a mały stuknął swoją rączką w sam jej środek.

***
                Usłyszał tupot małych stóp, które przebiegły wzdłuż korytarza. Po chwili przyspieszone kroki rozległy się ponownie. Michael uśmiechnął się pod nosem, kiedy drobna dłoń zapukała w drzwi. Odwrócił się i ruszył w ich kierunku, by je otworzyć. Jak tylko to zrobił, duże błękitne oczy spojrzały wprost na niego. Na twarzy chłopca pojawił się szeroki uśmiech.
- Wuja Miki, szkadzam ci?
- Oczywiście, że nie – rzucił ze śmiechem, odpychając od siebie drzwi, by wpuścić małego do środka.
               Robert od razu podbiegł do jego łóżka. Wspiął się na nie, a następnie usiadł po turecku. Dziecięce oczy ponownie skupiły się na Cliffordzie. Michael uwielbiał syna Luke'a i Emily. Traktował go jak nieodłączny element tej dwójki. Nie wyobrażał sobie tego, by go tu nie było. Przyzwyczaił się do niego, od niemalże samego początku. Był częścią także i ich, bo Robert wprowadził również do ich życia dużo dziecięcej radości, pogody ducha i bezstresowego patrzenia na świat.
- Co robi?
- Pakuję się. A ty już jesteś spakowany?
- Mama pakuje.
- Chcesz mi pomóc?
- Mogę?
- Pewnie, przyda mi się pomoc. – Michael usiadł na łóżku, przysuwając torbę bliżej. – Musimy tu włożyć ubrania.
- Wszystkie?
- Te, które wybrałem. Wszystkie się nie zmieszczą.
- A to? Co to?
- Koszulki. Też spakujemy je do środka.
- Tu? – Robert wskazał palcem na dużą czarną torbę.
- Tu. Najpierw spodnie, a potem koszulki. Podasz wujkowi te czarne dżinsy?
                 Mały Hemmings ochoczo popełzał w stronę niechlujnej kupki ubrań. Złapał za jedną parę, a potem podał je Michaelowi, który wcisnął je do wnętrza torby. Po chwili wylądowały tam kolejne części jego garderoby. Na samym końcu zasunął zamek. Pakowanie skończone.
- Wuja?
- Tak, mistrzu?
- Będziecie tam grać?
- Będziemy.
- Koncert.
- Właśnie – powiedział, wskazując go palcem. – Ja i reszta pacanów… To znaczy ja, twój tata i reszta wujków – poprawił się, a Robert parsknął śmiechem. Michael poderwał się z miejsca. – Wyjdziemy na scenę. Tłum fanów będzie bić brawo. Dziewczyny będą piszczeć. Wuja Miki weźmie gitarę i pokaże co na niej potrafi. O tak! – pociągnął, udając, że gra na niewidzialnym instrumencie. – Najlepsze solówki robi kto?
- Wuja Miki!
- A dlaczego?
- Bo jest punk rockowy!
- Dwaj mały, graj ze mną na gitarze! – rzucił ze śmiechem Clifford, przesuwając szybko palcami po nieistniejących strunach. Robert poderwał się na równe nogi i zaczął skakać po łóżku, papugując czerwonowłosego.
- Panie i panowie przed wami Robert Hemmings!
- Punk rock! – krzyknął chłopiec, wyciągając rękę do góry.
- A teraz nasz duet! Ty i ja!
- Ja i ty! – odpowiedział Robert, a następnie wydarł się na całe gardło, wtórując Michaelowi, który udawał dźwięki gitary elektrycznej.
- Tłum będzie śpiewał razem z nami!
- Punk rock!
- A na końcu wykonamy nasz popisowy skok! – Spojrzał na Roberta, który zaczął podskakiwać na materacu, niczym piłeczka. – Raz! Dwa! Trzy! – Obaj podskoczyli, nadal grając na niewidzialnych instrumentach. – I teraz co?
- Dziękuja! – Chłopiec ukłonił się tak, jak go kiedyś uczył gitarzysta.
- Dziękujemy! Jesteście wspaniali!
- Jesteście mali!
- Wspaniali – rzucił ze śmiechem Michael.
- Czy ja chcę wiedzieć, co wy robicie?
                Obaj spojrzeli na Ashtona, który oparł się o framugę drzwi. Ciemne oczy uważnie ich obserwowały. Perkusista uśmiechnął się, kiedy Robert zaczął się śmiać. Padł na łóżko, przyciskając dłonie do ust. Ash uśmiechnął się do nich, nie za bardzo wiedząc, co takiego robili. Choć po odgłosach wywnioskował, że bawili się w muzyków. I ci muzycy najprawdopodobniej teraz dawali koncert.
- Bij nam brawo, Irwin – odparł Clifford, wskazując go palcem. – Daliśmy czadu!
- Czadu! – zawołał za nim Robert, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Zrobicie bis?
- Spadaj, to strefa dla punk rockowych równych gości.
- Nie jesteś punk rockowy – odparł Ash, unosząc jedną brew. Michael zmrużył na niego oczy.
- Oczywiście, że jestem.
- Nie jesteś.
- Robert, prawda, że wuja Miki jest punk rockowy?
- Punk rock! – zawołał Hemmings.
- Widzisz! A teraz zjeżdżaj stąd, bo nie umiesz się bawić – podsumował go Michael.

***
               Jak tylko skończyła się bajka, którą czytał Luke, Robert wyskoczył z łóżka i podbiegł do mnie. Ukucnęłam. Nie byłam zadowolona, że wstał. Nie chciałam, by się zbytnio rozbudzał i zakłócał swój codzienny rytuał – czyli bajka i od razu spanie. Jednak sama byłam winna, bo mogłam nie wchodzić do pokoju. Przez to zakłóciłam wieczorny rytm.
               Mała rączka owinęła się wokół mojej szyi. Synek cmoknął mnie na dobranoc, trafiając w moją dolną wargę. Odsunął się, a potem wyciągnął przed siebie pingwina, którego nadal miał w drugiej dłoni. Zaśmiałam się, muskając głowę jego futerkowego przyjaciela. Ten mały gest sprawił, że Robert rozpromienił się jeszcze bardziej.
- Dobranoc, kochanie.
- Branoc, mama – powiedział, a następnie machnął pingwinem, przypominając, że i z nim muszę się pożegnać.
- Dobranoc, pingwinku.
- Branoc, mamo – powtórzył Robert, przybliżając maskotkę do mojej twarzy. Pluszowy dziób uderzył lekko mój policzek.
- Wskakuj – odezwał się Luke, który od samego początku, przyglądał się tej scenie z szerokim uśmiechem.
              Robert cmoknął mnie szybko raz jeszcze, a potem pognał w stronę blondyna, ciągnąc za sobą misia. Luke złapał go i podniósł do góry. Chłopiec ucałował na dobranoc również i jego. Nie obyło się także bez buziaka dla pingwina. Podrzucił Roberta lekko do góry, na co ten zareagował uroczym dziecięcym śmiechem. Objął ojca po raz kolejny. Luke już chciał go położyć, kiedy mały wypuścił z dłoni zabawkę.
- Kurwa, spadł.
                W tym momencie myślałam, że się przesłyszałam. Dopiero po chwili dotarło do mnie to, co tak naprawdę powiedział. Zrobiłam wielkie oczy. Luke spojrzał na mnie, przygryzając wargę. On też miał oczy wielkości spodków. Robert jednak zupełnie zignorował nasze zszokowane zachowanie.
- Co powiedziałeś? – zapytałam powoli.
- Nic.
- Wiesz, że tak nie wolno – pociągnęłam, machając na niego palcem. To machanie weszło mi naprawdę w nawyk. Stosowałam to nawet wobec chłopaków. Zresztą, oni czasami sami zachowywali się, jak dzieci. – Tak jest bardzo brzydko. Nie ładnie tak mówić.
- Tata mówi.
- Ale nie wolno powtarzać – odparł Hemmings, układając go do snu. Podał mu pluszaka. Robert od razu wtulił się w niego. Luke opatulił go kołdrą i zapalił małą lampkę, stojącą na stoliku tuż przy jego łóżku. – Pamiętaj, że nie wolno tak mówić.
- Ty mówisz.
- Tata jest dorosły i może.
- A ja?
- Ty jesteś jeszcze za mały.
- Tata też nie powinien tak mówić. To bardzo nie ładnie – pociągnęłam, zerkając na Luke'a. – Jesteś grzecznym chłopcem, prawda?
- Tak.
- A grzeczni chłopcy tak nie mówią.
- Tata nie jest dżeczny?
- Jestem bardzo niegrzeczny – mruknął blondyn, patrząc na mnie i poruszając dwuznacznie brwiami. Podeszłam do niego. Luke wyszczerzył się.
- Robert, co tam jest? - zapytałam, wskazując na ścianę. Mały od razu spojrzał na coś, co mu pokazywałam. Tak naprawdę nic tam nie było, chciałam tylko odwrócić jego uwagę, od tego, co zamierzałam zrobić. Jak tylko się odwrócił, ja uderzyłam Luke'a otwartą dłonią w tył jego głowy.
- Ej, no! Emi – rzucił Hemmings, krzywiąc się.
- Opanuj się.
- Tylko żartowałem! – Robert ponownie spojrzał na nas, więc skupiłam się na nim.
- Pamiętaj, że nie wolno tak mówić.
- Kej.
- Dobranoc, kochanie.
- Branoc, mama. Branoc, tata.
- Dobranoc, mistrzu.
               Odwróciliśmy się i oboje wyszliśmy z pokoju. Tradycyjnie zostawiłam uchylone drzwi. W ciszy przeszliśmy do sypialni. Jak tylko Luke odwrócił się, trzepnęłam go w ramię. Zmarszczył czoło i jęknął pod nosem. Po chwili przekręcił oczami.
- Co znowu zrobiłem?
- Miałeś przy nim nie przeklinać – warknęłam cicho. Nie chciałam się wydzierać na cały dom.
- Skąd wiesz, że to ja? Może to chłopaki.
- Ty i oni. Mieliście się przy nim kontrolować – pociągnęłam, pukając go w klatkę piersiową.
- Wymsknęło mu się i…
- Tak jak wymsknęło się tobie? Jesteś ojcem, świeć przykładem.
- Zdarza się i… To nic wielkiego.
- A jak przy kimś tak powie? Nie chcę, by ludzie myśleli, że uczymy go takich rzeczy.
- Nic nie powie. To mądry chłopak.
- On mówi coraz płynniej i wyraźniej – odparłam, nadal dźgając go palcem w pierś. – Łapie więcej słów. Miej to na uwadze.
- Nie wkurzaj się na mnie.
- On naśladuje ciebie, więc…
               Ale urwałam, bo Luke jak gdyby nigdy nic wpił się w moje usta, przerywając mi w pół zdania. Przyciągnął mnie do siebie, obejmując mocno. Poczułam przyjemny dreszcz, który przebiegł mi po kręgosłupie. Dłonie chłopaka zjechały z moich pleców na pośladki. Odpowiedziałam od razu, czując przyjemne szumienie w głowie. Odrobinę mi się w niej zakręciło z braku tlenu. Jednak po chwili udało mi się wziąć głębszy wdech, kiedy Luke musnął moje wargi.
- Już ci przeszła złość? – zapytał cicho, uśmiechając się pod nosem.
- Już mi lepiej.
- Obiecuję, że będę uważał na to, co przy nim mówię.
- Oby ci się tym razem udało – rzuciłam, a on zaśmiał się, po raz kolejny muskając moje usta swoimi. 


***
Postanowiłam, że przyda się taki typowy rozdział, gdzie to Robert będzie maksymalnie w centrum :D No i szykuje się mały wyjazd naszej kochanej rodzinki 3+3. Mam nadzieję, że Wam się podobało :)

Nadal mam obsuwę - co widać - więc rozdziały w dalszym ciągu będą pojawiać się nieregularnie. Nie tylko tu, ale na wszystkich moich ff. Będę je dodawać, jak tylko zostaną napisane. 

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam też znajdziecie informacje, kiedy i jakie rozdziały zostały opublikowane :)

Dziękuję Wam za wszystkie cudne komentarze! To naprawdę doskonała motywacja!

Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. O mój boże te rozdział jest po prostu świetny. Michael i niewidzialne gitary to było coś. Jednak najbardziej w tym rozdziale rozwaliło mnie: kurwa, spadł. Po prostu padłam jak to przeczytałam. Nie wiem skąd ty bierzesz te pomysły. Każdy rozdział jest lepszy od wcześniejszego. Cały czas mnie zaskakujesz. Masz wspaniałe pomysły. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału i następnych akcji. Pozdrawiam i życzę weny. Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się podobał :) Haha mały zaczyna łapać więcej słówek, które niekoniecznie są adekwatne do jego wieku XD
      A takie pomysły z zachowaniami dzieci biorę z "własnego życia" :D I z historii i obserwacji innych :)
      Dziękuję bardzo za tak miły komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Robert jest taki uroczy:)) a ta scenka z Michaelem była genialna, ale przykro mi Clifford - nie jesteś punk rockowy XD to "kurwa spadł" rozwaliło mnie totalnie XD
    Uwielbiam ten rozdział:)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny Mikey XD Cieszę się,że rozdział Cię rozbawił i że się ogólnie podobał :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń