wtorek, 14 czerwca 2016

S2 - Rozdział 14

               Minęło kilka dni od naszego kryzysu. Między mną a Lukiem znów było, jak dawniej i cholernie się z tego cieszyłam. Cieszyłam się, że moja głupia naiwność i bezpodstawny brak zaufania, nie zniszczyło kompletnie tego wszystkiego. A przecież do tego mogło dojść, gdyby Luke nie był tak wyrozumiały wobec mnie.
               Ponownie chciałam stać się dziewczyną idealną, którą tak naprawdę nigdy nie byłam. Nie ma i nigdy nie będzie ludzi idealnych. Wmawiałam sobie jednak, że wkładając w nasz związek jeszcze więcej zaangażowania, dobrniemy do tego, co mieliśmy wcześniej. Że w jakiś sposób zatrzemy i przysłonimy ten dramat, który miał miejsce. I to się po części udało, bo oboje zachowywaliśmy się tak, jakby tego nie było. Jakby te zdjęcia nigdy nie istniały.
                Byłam jednak osobą, która dość długo rozpamiętuje swoje porażki. Nic dziwnego, że ciągle czułam palące poczucie winy, bo znowu dałam ciała. Znowu go zraniłam. Przez to jeszcze usilniej starałam się, by wszystko wróciło do dawnego stanu. Nigdy więcej nie chciałam go zawieść, ani skrzywdzić. A tym bardziej na nowo złamać mu serca. A doskonale pamiętałam, jak łatwo się do tego przyczynić. Pod tym względem byłam dobrym przykładem. Na szczęście Hemmings nie rozpamiętywał przeszłości. Miałam wrażenie, że skupia się na dniu dzisiejszym, nie wracając do tego, co było. To tych nieprzyjemnych chwil. Chciałam mieć podobne podejście.
                 Nie było tak, że temat Amber zniknął. Po wypłynięciu zdjęć i po naszej kłótni, dziewczyna znowu stanęła na drodze chłopaków. Nie było mnie przy tym, bo działo się to pod studiem, w którym od dłuższego czasu pracował zespół. Z tego, co mi opowiadali, zagrała niewinną, zwalając winę na kogoś, kto specjalnie z jej konta wrzucił te zdjęcia do sieci. Na szczęście chłopaki nie byli tak naiwni i zupełnie nie uwierzyli w tę bajeczkę. Doszło też do kolejnej potyczki słownej, w której Luke dobitnie kazał jej się odczepić. Do tej pory mam przed oczami zadowoloną twarz Michaela, który z entuzjazmem opowiadał mi o tym, co się działo pod budynkiem.
                Ale na jaw wyszło coś jeszcze. Okazało się, że dziewczyna nie tylko dążyła do rozwalenia i zepsucia naszego związku, ale też zaatakowała naszego syna, o czym dowiedział się Michael. Kiedy Amber zjawiła się pod studiem, Clifford nie zawahał się, ani przez chwilę, by poruszyć ten temat. Ponoć nie tylko Luke wpadł w furię. Calum i Ash, którzy również wtedy dowiedzieli się o tym incydencie, wcale nie byli najspokojniejszymi jednostkami w tej ich małej grupie. Posypało się wiele nieprzyjemnych słów. Całe szczęście, że do konfrontacji doszło w momencie, gdy wokół nie było fanów 5 Seconds of Summer. Przynajmniej nie wyniknął z tego kolejny wielki dramat.
              Po tym, czego się dowiedziałam, czułam się cholernie źle. Po minach pozostałych wnioskowałam, że oni również nie byli zadowoleni z obrotu spraw. A prawda była taka, że – głównie ja i Luke – byliśmy ślepi na to, co się działo. Plułam sobie w brodę, że nie dostrzegłam tego wcześniej. Że nie wyłapałam niczego w zachowaniu własnego dziecka. Że w jakiś sposób nie uchroniłam go przed osobą, która go skrzywdziła. Wtedy dopiero zrozumiałam, dlaczego mały się jej bał. Żałowałam, że nie odkryłam tego szybciej. Że tego nie widziałam, by zadziałać od razu. W tej sprawie również czułam się winna. Widziałam też, że poczucie winy odczuwa także Luke. Gdy prawda wyszła na jaw, Michael kilkakrotnie nas przepraszał za to, że w ogóle to zataił. Tłumaczył się, że chciał zająć się tym sam, by nas niepotrzebnie nie denerwować. Żadne z nas jednak nie było na niego złe.
              Po akcji z Amber zaczęłam uważniej przyglądać się osobom, z którymi kontakt ma mój syn. Jakby mój mózg chciał wyłapać i od razu wyeliminować każde zagrożenie, na jakie może natrafić. Nie chciałam, by mały został skrzywdzony ponownie. Przemoc w stosunku do dziecka jest dla mnie zupełnie nieuzasadniona. Na całe szczęście obracaliśmy się w towarzystwie osób, którym można było pod tym względem ufać. Wiedziałam, że ani Natalie, ani żaden z chłopaków nie podniósłby na niego ręki.

                Przebudziłam się, kiedy ktoś wdrapał się na moje ciało. Nie musiałam nawet zgadywać, do kogo należały te małe dłonie, które oparły się na moim boku. Rozchyliłam lekko powieki, by dostrzec chłopca, wciskającego się pomiędzy mnie a Luke'a. Hemmings mruknął coś pod nosem, a potem sam otworzył oczy, by zobaczyć przyczynę swojej pobudki. Uśmiechnął się do Roberta, a następnie uniósł na łokciu, by sprawdzić godzinę. Jęknął pod nosem, by po chwili znów paść na poduszki. Mały blondynek, który go obserwował, zaśmiał się cicho.
- Jezu, Mistrzu – wydusił z siebie Luke. – Jest piąta rano.
- Nie magaja spać.
- Mówi się: nie mogę.
- Ty też nie magasz? Nie chcę tam być sam.
- W porządku – powiedział starszy Hemmings, opatulając go kołdrą. Nie zdziwiłam się, że Robert wtulił się w swojego ojca. Zawsze to robił. – Dasz nam jeszcze trochę pospać? Może pośpimy razem? Zrobisz to dla swoich rodziców?
- Kej.
- To śpimy.
- Mamo?
- Tak, skarbie?
- Też śpiasz?
- Też.
- To dobrze – skwitował Robert, a potem odwrócił się do mnie plecami.
                Przez chwilę wiercił się w miejscu, przez co dostałam łagodnego kopniaka w udo. W końcu jednak znalazł odpowiednią pozycję i między całą naszą trójką zapanowała cisza. Zamknęłam oczy, chcąc na nowo zasnąć. Luke i Robert odpłynęli niemalże od razu, co mnie za bardzo nie zdziwiło. Ja, zaś męczyłam się przez kilkanaście długich minut. W końcu jednak udało mi się odpłynąć na nowo.

                 Chłopaki dzisiaj mieli luźniejszy dzień, choć i tak musieli pojawić się w studiu. Jednak dzisiaj ta wizyta miała trwać krócej. Dzięki temu cała czwórka mogła dłużej pospać. W sumie, jak wstałam, to nie tylko oni spali, bo Robert także. Zyskałam tym naprawdę spokojny i cichy poranek.
                 Kiedy wróciłam do sypialni, aby odłożyć piżamę, zerknęłam w stronę moich chłopaków. Uśmiechnęłam się szeroko, widząc obrazek przed sobą. Luke i Robert zawsze skutecznie mnie rozczulali, a relacja jaką mieli naprawdę była do pozazdroszczenia. Ewidentnie Hemmings był numerem jeden swojej małej kopi. Pamiętam, że na początku odczuwałam pewną zazdrość, że Robert przestał być syneczkiem mamusi. Teraz jednak uważałam, że nie ma nic wspanialszego, niż ta dwójka z ich idealnym bliskim kontaktem.
                Luke spał na boku, obejmując trzylatka, który niemalże wciskał się w jego klatkę piersiową. Mały był prawie cały zakopany pod kołdrą. Pierzyna niezasłaniana mu jednak twarzy, na której widniał błogi spokój. Przez chwilę byłam nawet pewna, że Robert uśmiechnął się delikatnie przez sen. Nie byłabym sobą, gdybym nie uwieczniła tego obrazka. Zrobiłam im szybkie zdjęcie, a następnie cicho wyszłam z sypialni.
               Zeszłam na dół. Salon i kuchnia była pusta. Reszta mieszkańców również spała w najlepsze. Postanowiłam zrobić sobie kawę, rozsiąść się w ogrodzie i skorzystać z ładnej pogody. Przy okazji chciałam zadzwonić do mamy. Miałam wrażenie, że nie rozmawiałam z rodzicielką od wieków. Był to dobry czas, aby to nadrobić.
               W końcu mój wolny i spędzony samotnie czas dobiegł końca. Usłyszałam śmiechy dochodzące z salonu, a potem kroki. Jako pierwsi wstali Luke z Robertem, którzy od razu domagali się śniadania. Potem pojawił się Ashton, a na końcu zaspany Michael i Calum. Musiałam porzucić leniuchowanie. Przyszedł czas na posiłek, który wyjęczeli. Najwyraźniej dostałam rolę bycia głównym kucharzem w domu. Ale… Nie miałam nic przeciwko temu.

***
                Zablokował telefon. Schował go do kieszeni w spodniach. Spojrzał na blondyna, który rozmawiał, o czymś z Johnem. Luke zaśmiał się, a potem pokiwał głową, odpowiadając tym na pytanie. W tym momencie Ashton wpadł na pomysł. Dla niego był genialny i był pewny, że reszta również na to przystanie. A w szczególności Hemmings.
                Podniósł się z kanapy. Ruszył w kierunku Caluma i Michaela, którzy w kącie pokoju brzdąkali na gitarach akustycznych. Przed nimi na stoliku znajdował się zeszyt z piosenką, a oni co i rusz zmieniali akordy, chcąc w końcu trafić na tą najlepszą linię melodyczną, która by pasowała do słów, jakie wspólnie napisali.
                Przesunął zeszyt, siadając na meblu. Tym od razu zwrócił uwagę grających. Chłopaki podnieśli głowy, unosząc równocześnie brwi do góry. Spojrzeli na niego, oczekując wyjaśnienia tego, dlaczego im przerwał. Perkusista kontrolnie zerknął przez ramię w stronę Hemmingsa. Luke nadal ciągnął rozmowę z Johnem, nie zwracając na nich uwagi.
- Co jest? – zapytał Clifford, opierając się na gitarze.
- Co wy na to, gdybyśmy dzisiaj zabawili się w nianie? – zaproponował z uśmiechem, Irwin.
- W jakim sensie? – pociągnął Calum, nie odrywając od niego swoich ciemnych oczu.
- Pomyślałem, że po tym… Po tym, co się stało między Lukiem a Em, przyda im się chwila tylko dla siebie. Moglibyśmy wysłać ich na randkę, by mogli spędzić czas we dwoje. My zajęlibyśmy się Robertem. Co wy na to?
- Pewnie – rzucił Michael, kiwając głową. – To dobry pomysł. Tak naprawdę od przyjazdu Em do Londynu, jesteśmy prawie zawsze wszyscy razem. No i jest jeszcze mały, którym ciągle opiekuje się Em.
- Prawda – potwierdził Calum. – Też uważam, że przyda im się samotne wyjście.
- To postanowione. Musimy tylko rzucić hasło Hemmo.
- Co ja?
                Cała trójka, aż podskoczyła, kiedy za plecami Irwina pojawił się blondyn. Spojrzał po kolei na każdego, lekko marszcząc przy tym czoło. Usiadł obok Asha, nadal nie spuszczając z nich swoich błękitnych oczu.
- No, co? Przerwałem w pilnych naradach czy jak?
- Tak, chcieliśmy cię porwać dla okupu i zbić na twoim tyłku trochę kasy – rzucił Hood, uśmiechając się do niego. Luke prychnął pod nosem. – Nie krzyw się tak, bo właśnie uratowałem cię przed pomysłem Michaela, który zaplanował to, by sprzedać cię do męskiego burdelu, więc bądź mi wdzięczny.
- A tak serio? - mruknął Hemmings, mrużąc oczy na Mulata, który w tym momencie chichotał pod nosem, rozbawiony swoim żartem.
- Idziesz dzisiaj na randkę – odparł Ash, klepiąc blondyna po ramieniu.
- Co? Wcale, nie.
- Właśnie, że tak i to dzięki nam – pociągnął zadowolony z siebie, Irwin. - Zabierz gdzieś Emily. Tylko ona i ty. Przyda się wam trochę odskoczni od obowiązków.
- A Robert to…
- My się nim zajmiemy – wtrącił Michael. – I tak, ładnie nam podziękuj.
- W sumie podziękuj mi. Ja na to wpadłem – powiedział Irwin, dumnie wypinając pierś.
- Dawno nigdzie z nią nie wychodziłem – odparł cicho Luke, pukając się palcem w policzek. – Naprawdę zajmiecie się małym?
- A wyglądamy, jak byśmy sobie robili jaja? – rzucił Calum, unosząc jedną brew. – Naprawdę się nim zajmiemy. I nie patrz tak na nas, jakbyśmy mieli nie podołać temu zadaniu. Będzie nasz trójka. Damy sobie radę z jednym małym dzieckiem.
- Naprawdę? – dopytał zaskoczony, Luke.
- Nie, żartowaliśmy – mruknął Michael, a potem lekko uderzył go otwartą dłonią w czoło. Luke zakołysał się.  – Idź i zadzwoń do Emily.
- Dzięki – powiedział blondyn, uśmiechając się szeroko.
- Od tego ma się przyjaciół, prawda? – skwitował Calum, a następnie machnął na nich ręką. - A teraz spadać. Przerwaliście nam komponowanie muzyki.

***
                Byłam zdziwiona, kiedy Luke przez telefon oznajmił mi, że dzisiaj wychodzimy tylko we dwoje. Jeszcze większe zaskoczenie wywołała informacja, że to chłopaki wpadli na ten pomysł i do tego podczas naszej nieobecności zajmą się małym. Nawet nie próbowałam tego ukryć, że byłam naprawdę zadowolona i wdzięczna za to, że nadarzyła się taka okazja. Ostatnio taką możliwość mieliśmy w Sydney, kiedy to chłopaki mieli przerwę w pracy. Wtedy w rolę opiekunki weszła moja mama, a my mogliśmy spędzić ten czas we dwoje, co było naprawdę przyjemną i miłą odskocznią od codzienności, kiedy to byliśmy zawsze we troje.
               Nie dziwiłam się, że ogarnęła mnie czysta ekscytacja. Miałam wrażenie, że zachowuję się, jak nastolatka, która szykuje się do pierwszej randki ze swoim wymarzonym chłopakiem. Nie sądziłam, że jeszcze kiedyś tak się poczuję. Jak widać było to możliwe. Oczywiście uznałam, że będę skrzętnie ukrywać ten mój wygórowany entuzjazm, żeby nie dać Luke'owi podstaw do kolejnych żarcików.
               Hemmings nie powiedział mi dokładnie, gdzie pójdziemy, dlatego nie za bardzo wiedziałam, jak powinnam się ubrać. Blondyn wspomniał jedynie o jakieś kolacji. Reszta najwidoczniej była tajemnicą. Albo sam nie wiedział, co będziemy robić i będzie działał spontanicznie. Postawiłam, więc na coś wygodnego, ale zarazem eleganckiego. Wybrałam czarne rurki, a do tego białą tunikę z dekoltem w serek. Do tego dobrałam kremowy żakiet, czarne buty na koturnie i niewielką torebkę, w którą spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Zrobiłam również nieco mocniejszy makijaż i porządnie wyprostowałam włosy. Miałam nadzieję, że ta moja fryzura utrzyma się na dłużej.
               Byłam tak pochłonięta przygotowaniem do wyjścia i jednoczesnym zerkaniem na bawiącego się syna, że kompletnie nie usłyszałam tego, że do domu wróciła reszta. Dopiero ciche chrząknięcie sprowadziło mnie na ziemię. Powoli odwróciłam się w stronę blondyna, który oparł się o framugę drzwi. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej. Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, uśmiechając się szeroko.
- Pięknie wyglądasz.
- Dziękuję.
- Tata! – Robert zerwał się z podłogi, na której rozrzucił swoje samochody, a potem pognał w stronę ojca. Wpadł w jego ramiona. Zaśmiał się głośno, kiedy blondyn go połaskotał.
- Byłeś grzeczny?
- Tak.
- Mama ci mówiła, że zostaniesz z wujkami?
- Tak.
- Będziesz się ich słuchał?
- Tak.
- Mam nadzieję, że mówisz prawdę, a nie, że się zaciąłeś – skwitował Luke.
- Się nie ciołem.
- Świetnie. – Cmoknął go w policzek. Robert objął jego szyję, wtulając się w niego. – Możesz ich trochę powkurzać.
- Luke – mruknęłam, przekręcając oczami. Uśmiechnęłam się jednak pod nosem, kiedy Hemmings wybuchł śmiechem.
- Żartowałem – odparł, kiedy utkwiłam w nim swoje ciemne oczy. – Tata żartował. Bądź grzeczny – dodał, mierzwiąc małemu włosy. Teraz jego blond kosmyki sterczały we wszystkie strony.
- Jezdem – powiedział Robert, pukając go w brodę. – Jezdem.
- Jestem – poprawił go Luke.
- Widzę – rzucił mały, a potem złapał go za nos. Obydwoje parsknęli śmiechem.

               Luke postawił na czerń. Oprócz czarnych spodni, założył czarną koszulę i katanę. Robert nie odstępował go na krok, kiedy Hemmings szykował się do wyjścia. Uważnie śledził każdy jego ruch, od czas do czasu go papugując. W końcowym efekcie chciał, by i on został uczesany przez tatę. Luke dla zabawy zrobił mu klasycznego irokeza.
               Przed wyjściem na naszą spontaniczną randkę, poinstruowałam chłopaków, co mają zrobić i w jakiej kolejności. Przypomniałam też, aby nie dawali małemu słodyczy przed snem, by jeden z nich przeczytał mu, jakąś bajkę i by nie położyli go zbyt późno spać. Poprosiłam ich też, aby nie utopili mi dziecka w czasie kompania. Próbowałam się nie stresować, ale pierwszy raz zostawiałam Roberta pod ich opieką na tak długi czas. Do tego dochodziło kładzenie spać, zrobienie kolacji i reszta rzeczy, jaką trzeba przy małym wykonać. Miałam nadzieję, że Robert będzie grzeczny i nie doprowadzi ich do stanu krytycznego. Nie chciałam po powrocie do domu zastać ich zapłakanych i pokonanych przez trzylatka. Z drugiej strony byli większą grupą, więc ich szanse ujarzmienia małego rosły.
                Zaraz po pożegnaniu z chłopakami i Robertem, wsiedliśmy do zamówionego samochodu. Kierowca zawiózł nas do centrum miasta. Tam odbyliśmy dłuższy spacer, a ja po raz kolejny mogłam podziwiać uroki tego miejsca. Londyn naprawdę wizualnie bardzo mi się podobał.
                 Szliśmy obok siebie, rozmawiając o wszystkim. Luke obejmował mnie ramieniem. Cieszyłam się z tego, że jesteśmy tylko my i nikt więcej. Zaczęłam naprawdę doceniać tego typu chwile, bo mieliśmy ich mniej, niż na początku. Byliśmy rodzicami, a Hemmings miał status zapracowanego ojca, więc nie zawsze mogliśmy sobie pozwolić na takie wyjścia. Staraliśmy się jednak ich nie tracić i wykorzystywać możliwości, gdy tylko pojawiały się na horyzoncie.
               Luke zatrzymał się przed budynkiem kina. Ja również przystanęłam, zerkając na niego. Blondyn uśmiechnął się po raz kolejny, a potem pociągnął mnie do środka. Znaleźliśmy się w wielkim, okrągłym, czerwonym holu. Po prawej i po lewej stronie rozchodziły się drogi do poszczególnych sal. Kawałek dalej stała podłużna lada z pięcioma stanowiskami, przy których siedzieli kasjerzy. Naprzeciwko nich znajdował się kolorowy bar, a za nim fotele i stoliki.
- Planowałeś to?
- Nie zupełnie - powiedział ze śmiechem Luke, kierując się w stronę kasy. – Pomyślałem, że dawno nie byliśmy na żadnym filmie.
- Teraz o tym pomyślałeś?
- Tak, a co? Nie chcesz iść?
- Oczywiście, że chcę – odparłam, zatrzymując się obok niego.
- Świetnie. Potem możemy iść na kolację z deserem. Chyba, że chcesz coś dodać od siebie.
- Pójdziemy na London Eye? – zaproponowałam, patrząc na niego oczekująco.
- Jak się ściemni?
- Tak – rzuciłam, kiwając głową. Naprawdę chciałam zaliczyć tę atrakcję. Ponoć widok na miasto po zmroku był cudowny. A przynajmniej takie czytałam opinie w internecie.
- Dobry pomysł.
- Jaki film wybierzemy? – zapytałam, wskazując na wielką tablicę, na której wyświetlały się tytuły i godziny projekcji. - Najbliżej mamy do thrillera lub komedii.
- Komedia?
- Jestem za.
- Kawa przed?
- Pasuje.

***
               Robert puścił jego rękę, biegnąc w stronę placu zabaw. Ashton nie spuszczał z niego wzroku, uśmiechając się pod nosem. Idący obok niego Calum od razu przyspieszył, aby dogonić trzylatka. Żaden z nich nie chciał zawalić opieki nad chłopcem, dlatego pilnowali go, niczym oka w głowie, by nie zrobił sobie krzywdy.
                Cała trójka wpadła na pomysł, by przed kolacją zabrać go do parku, aby tam mógł się wyszaleć. Dzięki temu myśleli, że Robert się wymęczy i bezproblemowo im zaśnie. Nigdy nie kładli go samodzielnie spać, ale mieli nadzieję, że to nie będzie takie trudne. Uzgodnili też, że dzisiaj to właśnie Michael zajmie się ich wspólną kolacją. Clifford nie był kulinarnym beztalenciem, ale rzadko gotował. Przyczyną tego było to, że był zbyt leniwy, by się do tego zabrać. Teraz jednak nie miał wyboru, bo to on dostał posadę kucharza. Ashton podejrzewał, że raczej nie wymyśli nic spektakularnego, a zrobi zwykłe kanapki lub ewentualnie tosty, by się za bardzo nie przemęczyć.
                 Zatrzymał się obok huśtawek, przy której stał Calum i Robert. Były zrobione z dwóch dużych opon, które powieszone były na grubych łańcuchach. Robert podskakiwał w miejscu, nie mogąc się doczekać tego, by w końcu pobujać się na jednej z nich.
- Podsadzisz go? – zapytał Hood, podchodząc do drugiej opony.
- A ty, co?
- Obiecałem, że pobujamy się razem.
               Irwin kiwnął, tylko głową. Złapał Roberta pod ramiona, a potem posadził go na oponie. Małe rączki owinęły się wokół łańcucha. Stanął za jego plecami, w dalszym ciągu go asekurując. Nie chciał, by mały spadł i nabił sobie klasycznego guza. Calum od razu wskoczył na miejsce obok. Mocno odepchnął się nogami, zaczynając się bujać, jako pierwszy. Ashton lekko pchnął drugą oponę, wprawiając ją w ruch. Robert zaśmiał się.
- Wuja Cal się buja! – zawołał zadowolony chłopiec, patrząc na Mulata, który rozpędzał się coraz bardziej. Łańcuchy zaczęły skrzypieć, ale ten dźwięk szybko został zagłuszony śmiechem basisty. - Tak wysoko!
- Trzymaj się  – pouczył go Irwin, kiedy Robert się puścił. Małe dłonie znów złapały za chłodny łańcuch.
- Patrzcie na to! – krzyknął Calum, bujając się jeszcze mocniej i wyżej.
- Zaraz spadniesz.
- Nie.
- Wuja Cal zrobi bam?
- Zapewne. To tylko kwestia czasu –mruknął Irwin.
               Calum obrzucił go niezadowolonym spojrzeniem, mrużąc przy tym oczy. Ash zareagował śmiechem, kręcąc głową. Huśtający się obok Hood rozpędził się jeszcze bardziej. Perkusista spojrzał na niego z politowaniem, czując w środku, że to nie skończy się dla niego dobrze.
              Zdążył tylko o tym pomyśleć, a Calum zeskoczył z huśtawki. Stanął na równych nogach, wyciągając ręce do góry w geście triumfu. Odwrócił się do nich z dumą, że utrzymał równowagę. Wtedy też rozpędzona opona wróciła, uderzając go w plecy. Mulat zatoczył się, a potem padł na piasek twarzą do ziemi. Jęknął pod nosem, krzywiąc się. Ash w tym momencie nie wytrzymał i ryknął głośnym śmiechem. Powinien zostać jasnowidzem.
- Wuja Cal naprawdę zrobił bam! – zawołał ze śmiechem Robert.
- Bo nie uważał i się popisywał – skomentował Ash, patrząc na Mulata, który wyczołgiwał się spod bujającej się huśtawki.
- Jesteś do kitu – skitował Hood, w końcu podnosząc się z ziemi. – Ał, to bolało.
- Tak się kończą twoje głupie pomysły. Żałuję, że tego nie nagrałem.
- Wal się.

***
                Michael zacisnął usta, widząc mokrego Ashtona. Chłopak podał mu chłopca, który przebrany w piżamę, cicho chichotał pod nosem. Małe rączki szybko owinęły się wokół jego szyi. Clifford rozejrzał się po zalanej łazience. Irwin z pewnością nie spodziewał się, że kompanie trzylatka może być trudne.
- Co się stało?
- Wuja zrobił bam – wydusił z siebie Robert, zasłaniając usta rączką.
- Poślizgnąłem się na kafelkach. On się kąpie, jak Luke. Wszędzie jest mokro!
- To tylko dziecko – odparł Michael, nie mogąc powstrzymać głupkowatego uśmieszku, który nie opuszczał jego twarzy.
- Nie, to geny Hemmingsa. Boże, wszystko pływa!
- Oj – mruknął Robert, na co Michael zareagował śmiechem.
- A wujek mówił, by nie chlapać wodą – pociągnął Irwin, machając w jego stronę palcem.
- Tak?
- Już nie udawaj – prychnął pod nosem.
- Wuja Ashti jest zły.
- Nie jestem zły – powiedział, siląc się na uśmiech. 
               Prawda była taka, że był lekko wkurzony. Do tego bolały go pośladki, a to za sprawą bliskiego kontaktu z kafelkami. Nawet nie zdążył zareagować, gdy nogi rozjechały mu się na podłodze, a on poleciał w dół. Miał wrażenie, że nawet jego bokserki nasiąknęły rozlaną przez Roberta wodą.
- Wujka boli tyłek – skomentował Michael, ponownie chichocząc pod nosem.
- Tyłek – powtórzył za nim Hemmings. – Tyłek, tyłek, tyłek.
- Dobra, spadajcie stąd. Muszę tu posprzątać – rzucił Ash, wyganiając ich z łazienki. – Przeczytasz mu bajkę?
- Baja!
- Pewnie - odpowiedział Clifford.
- Tylko wybierz coś normalnego.
- To nie będzie takie trudne - skwitował, odwracając się.
- Dobranoc – rzucił Ash, machając do chłopca, który spojrzał na niego, nadal tkwiąc w ramionach czerwonowłosego.
- Branoc.
               Weszli do kolorowego dziecięcego pokoju. Michael podszedł do łóżka, układając Roberta na materacu. Upewnił się, że jest mu wygodnie, a następnie przykrył go kołdrą. Opatulił go tak, jak to zawsze robiła jego mama, gdy był młodszy. Teraz Robert przypominał małego naleśnika. Chłopiec zaśmiał się, a potem popukał go w ramię.
- Staniesz tu?
- Oczywiście – odpowiedział Michael, prostując się. - Przeczytam ci bajkę.
- A potem?
- Chcesz bym został i poczekał, aż zaśniesz?
- Tak.
- W porządku. Co poczytamy?
- O misiu.
- O misiu?
- Pchatu.
- Dobra, więc bierzemy Kubusia Puchatka – rzucił Clifford, podchodząc do niewielkiej szafki z książkami. Spojrzał na kolorowe okładki, odnajdując tą konkretną książkę, której domagał się Robert. Wziął ją, a następnie wrócił do łóżka. – Posuniemy cię trochę, by wujek mógł usiąść.
               Chłopiec zaśmiał się, kiedy Michael połaskotał go włosami po twarzy, a następnie przesunął go bardziej w bok. Rozłożył się na materacu tuż przy nim. Musiał podkurczyć nogi, bo łóżko nie było wystarczająco długie. W końcu było przeznaczone dla dzieci.
               Otworzył książkę. Mała rączka objęła go, a Clifford uśmiechnął się szeroko. Uwielbiał Roberta, kiedy zmieniał się w totalną przylepę. Wiedział, że w końcu chłopiec z tego wyrośnie i takich chwil będzie coraz mniej. Był pewny, że będzie za tym tęsknił. Mały Hemmings był dla niego tak samo ważny, jak reszta. Przyzwyczaił się do niego i pokochał, jak członka swojej własnej rodziny. Nie wyobrażał sobie, by nagle go zabrakło. Domyślał się, że im będzie starszy, tym on i reszta wujków będzie coraz bardziej odchodziła w odstawkę. Dlatego chciał, jak najbardziej zapamiętać takie momenty, by potem mu przypominać, jakim potrafił być słodkim dzieckiem.
- Zaczynamy? – Mały pokiwał głową, wlepiając w niego błękitne oczy. Michael uśmiechnął się po raz kolejny, a potem zabrał się za czytanie bajki.

 ***
                Zaraz po kinie udaliśmy się na kolację, którą zjedliśmy w przyjemnej i miłej atmosferze. Nie obyło się bez śmiechów i żartów, a także spokojnych rozmów. Po napełnieniu brzuchów, poszliśmy na London Eye. Pierwszy raz widziałam to miasto z takiej perspektywy. A widok był niesamowity. Żałowałam, że nie zabrałam ze sobą aparatu. Całe to wyjście naprawdę się udało. Było też idealną odskocznią od codzienności. W takich momentach mogłam skupić się, tylko i wyłącznie na chłopaku, którego miałam obok. Byłam naprawdę zadowolona i odprężona.
               Było kilka minut po północy, gdy wróciliśmy do domu. Oboje uznaliśmy, że dodatkowy spacer nam się przyda, więc nasze wyjście jeszcze trochę się przeciągnęło. Oczywiście podczas naszej nieobecności, parę razy skontrolowaliśmy chłopaków, by upewnić się, że jakoś dają sobie radę z Robertem. Nie byłabym sobą, gdybym odcięła się od tego zupełnie. Nie było jednak tak, że im nie ufałam. Po prostu musiałam wiedzieć, że nic się nie dzieje, by móc spokojnie i bezstresowo spędzić ten czas z Hemmingsem.
                Zdążyłam ściągnąć buty i żakiet, gdy ciepłe usta chłopaka znalazły się na moich. Odpowiedziałam na ten pocałunek od razu. Przywarłam do niego mocniej, ciesząc się tą chwilą. Jego dłonie owinęły się wokół mojego pasa. Luke przechylił lekko głowę, a potem przygryzł moją dolną wargę. Pogłębił pocałunek, wywołując na moich plecach przyjemny dreszcz. Zawsze tak na niego reagowałam. W takich chwilach czułam się, jak na początku naszego związku.
- Luke, może oni wcale jeszcze nie śpią – wyszeptałam, kiedy blondyn wsunął dłonie pod moją białą tunikę. Hemmings odsunął się, nasłuchując. Szybko jednak spojrzał na mnie, uśmiechając się szeroko.
- Jest cisza. Jestem pewny, że śpią – odpowiedział zadowolony. – Możemy wracać do tego, co przerwałaś?
- Jesteś niemożliwy.
- Jestem nakręcony, szczególnie, że tak niesamowicie wyglądasz. Nie moja wina, że nadal tak mocno na mnie działasz.
                Lekko mnie popchnął. Oparłam się o ścianę. Luke przycisnął swoje ciało do mojego, ponownie łącząc nasze usta. Jego dłonie znowu znalazły się pod moim ubraniem. Westchnęłam cicho, czując pojawiającą się gęsią skórkę. Jego palce delikatnie przesuwały się po mojej skórze. W tym momencie sama nabierałam na niego cholernej ochoty. Mruknął cicho pod nosem, kiedy moje usta znalazły się na jego szyi. Objęłam go mocniej, wsuwając mu dłoń we włosy.
- Idziemy na górę? – zapytałam, muskając jego wargi swoimi.
- Idziemy – odpowiedział z uśmiechem.
                Złapał moją dłoń. Weszliśmy do salonu, a następnie ruszyliśmy w stronę schodów. Zatrzymaliśmy się na piętrze, na chwilę zaprzestając pieszczot. Podeszłam do pokoju Roberta. Mały grzecznie spał w swoim łóżku. Zauważyłem też, że Ashton zostawił uchylone drzwi, pewnie na wypadek, gdyby Robert się obudził.
               Poskoczyłam w miejscu, kiedy Luke przywarł do moich pleców. Zaczął składać wolne pocałunki na mojej szyi. Jego dłonie wędrowały po moim ciele, sprawiając, że zrobiło mi się gorąco. Odgarnął mi włosy, by mieć lepszy dostęp do mojej skóry.
- Wszyscy śpią – wyszeptał, ocierając się o mnie. – Wykorzystajmy to.
- Nie musisz mnie dwa razy namawiać – powiedziałam i tym razem to ja, zaciągnęłam go do sypialni. Zamknęłam za nami drzwi, aby odciąć się od śpiących. Nasza wspólna chwila trwała dalej, a ja nie chciałam jej szybko kończyć.
               Popchnęłam go. Luke padł na łóżko, będąc lekko zaskoczonym. Pewnie był przekonany, że to on będzie dzisiaj górą. Może później zamienimy się rolami, ale na daną chwilę to ja chciałam rozdawać tu karty. Uśmiechnął się szeroko, gdy od razu przeszłam do konkretniejszych rzeczy. Oparł się na łokciach, nie odrywając ode mnie wzroku. Oblizał wargi, kiedy zrzuciłam z siebie tunikę.
- Jeszcze dół – powiedział, wskazując na moje spodnie. – To mi się coraz bardziej podoba – odparł, kiedy powoli zaczęłam rozpinać pasek. – Szybciej.
- Jaki niecierpliwy – skwitowałam, podchodząc do niego. Jeszcze wolniej odpięłam guzik.
- Emi, no – jęknął, siadając. – Chyba muszę ci w tym pomóc.
- Nie musisz, ale…
                Urwałam, bo Luke i tak przejął inicjatywę. Wstrzymałam powietrze, czując jego ciepłe usta na swoim brzuchu. Zjechał odrobinę niżej, tworząc wilgotną i niewidzialną ścieżkę. Jego dłonie na oślep odnalazły zamek od moich spodni. Po chwili zsunął je z moich bioder. Podniósł głowę do góry, uśmiechając się zadowoleniem. Teraz stałam przed nim w samej tylko bieliźnie.
               Usiadłam na jego kolanach. Zaczęłam rozpinać jego koszulę. Luke dokładnie śledził ruchy moich dłoni. Potem znów spojrzał na mnie, w dalszym ciągu się uśmiechając. Matko, kochałam ten jego uśmiech. Kochałam jego całego. Ujął moją twarz w dłonie, ponownie mnie całując. Było to odrobinę szybsze, ale nadal czułe i cholernie przyjemne i pochłaniające. Powoli przesunęłam się kilka razy bo jego udach, ocierając się o niego. Luke kolejny raz mruknął z aprobatą.
                Ściągnęłam z niego koszulę, koncentrując się na jego klatce piersiowej. Popchnęłam go po raz kolejny. Blondyn padł na łóżko. Nachyliłam się nad nim. Zaczęłam powoli obdarowywać go pocałunkami, kierując się w stronę jego brzucha. Czułam, jak przeszedł go dreszcz, a potem kolejny i następny. To jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tym, że cała ta zabawa bardzo mu się podoba.
                Odsunęłam się, gdy dotarłam do jego spodni. Pod materiałem wyczułam twarde wybrzuszenie. Przejechałam po nim dłonią, a Luke wstrzymał oddech. Odpięłam guzik i rozporek. Chłopak uniósł biodra, bym mogła ściągnąć z niego kolejną warstwę garderoby. Jego bokserki szybko podzieliły los spodni, trafiając na ziemię.
- No, ej – mruknął, kiedy podciągnęłam się do góry.
- Liczyłeś na coś więcej? – odparłam ze śmiechem.
- Może… No, weź – rzucił, kiedy przejechałam palcami, po jego członku. - Zrób coś.
                Zaśmiałam się. Luke zmarszczył czoło, zniecierpliwiony. W końcu jednak odchylił głowę, kiedy owinęłam dłoń wokół niego. Jego oddech odrobinę przyspieszył, kiedy zaczęłam poruszać ręką w górę i w dół. Spojrzał na mnie, a potem po raz kolejny ujął moją twarz, wpijając się w moje wargi.
- Nie wytrzymam tych gierek dłużej – powiedział, odsuwając się.
                 Zanim zdążyłam się zorientować, odwrócił nas. Teraz to ja leżałam na plecach. Jego ruchy stały się szybsze i pewniejsze. Poczułam jeszcze większe podniecenie, kiedy otarł się o mnie mocniej. Miałam wrażenie, że jego dotyk rozpala mnie wciąż na nowo i na nowo. Było mi duszno i cholernie przyjemnie.
               Ściągnął ze mnie bieliznę. Cmoknął mnie w czubek nosa, a potem wyprostował się. Sięgnął do szuflady. Wyciągnął z niej paczkę prezerwatyw. Wziął jedną, wrzucając resztę z powrotem do środka. Rozerwał paczuszkę zębami. Założył ją i po chwili znów zawisł nade mną. Poczułam jego dłonie na udach, kiedy rozchylił je jeszcze bardziej, aby zrobić sobie więcej miejsca. Zacisnęłam usta, czekając na to, aż zacznie główną zabawę. On jednak przez chwilę droczył się ze mną. W końcu sama zaczęłam się niecierpliwić.
                Luke zaśmiał się tuż przy moim uchu. Jęknęłam cicho, kiedy w końcu we mnie wszedł. Zaczął od wolniejszego tempa. Uderzyła we mnie mocniejsza fala gorąca. Chłopak ponownie odnalazł moje usta, by znów połączyć je ze swoimi. Nasze przyspieszone oddech nie pozwoliły nam jednak na dłuższy pocałunek.
                 Zwiększył tempo. Owinęłam nogi wokół jego bioder. Z naszych ust wydobyły się pojedyncze ciche jęknięcia, które staraliśmy się stłumić. Dostrzegłam na jego czole małe kropelki potu. Luke wcisnął się w moje ciało jeszcze mocniej, przyspieszając. Moje wszystkie zmysły skierowały się, tylko na niego. Miałam wrażenie, że nie istnieje nic innego, jak tylko nasza dwójka, pogrążona w tej cudownej chwili. A ta przyjemność pochłaniała mnie zupełnie.
                 Niekontrolowanie wbiłam paznokcie w jego skórę na plecach. Luke syknął pod nosem, a potem kolejny jęk wydobył się z jego ust. Przywarł do mnie jeszcze mocniej. Byłam już gdzieś na skraju i wiedziałam, że długo nie wytrzymam. Zresztą, po jego reakcjach wnioskowałam, że i on jest bliski finału. W końcu doszłam w jego ramionach. Zalała mnie kolejna i bardzo mocna fala gorąca. Moje mięśnie spięły się, a ciało wygięło się w łuk. Luke stłumił moje jęki swoimi ustami, wpijając się w nie zachłannie. Wykonał jeszcze kilka pchnięć i sam zaczął szczytować.
                 Uniósł się na łokciach, spoglądając na mnie. Uśmiechnął się, a ja szybko odpowiedziałam tym samym. Zauważyłam jego drżące wargi. Musnęłam je swoimi, przeczesując dłonią jego blond włosy. Kilka kosmyków przykleiło mu się do czoła. Wyglądał cholernie dobrze w takim wydaniu. 
                Chłopak przekręcił się w bok, padając na materac tuż obok mnie. Przez chwilę w pokoju dało się słyszeć nasze szybsze oddechy, które powoli się normowały. Luke pozbył się zużytej prezerwatywy, wyrzucając ją za łóżko. Odwrócił się. Przymknęłam oczy, kiedy czule pocałował mnie w czoło.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też, skarbie – powiedziałam szeptem, nie mogąc przestać się uśmiechać. – Idziemy razem pod prysznic?
- Daj mi chwilę. Muszę złapać oddech.
- Masz chwilę – rzuciłam, opierając się na jego klatce piersiowej. Jego dłoń musnęła skórę na moich plecach. Uśmiechnęłam się, ciesząc się tym wszystkim, co miałam. I naprawdę do szczęścia nie potrzebowałam niczego więcej.


***
Dramę mamy już za sobą, teraz znów przyszedł czas na nieco spokojniejsze dni dla tej dwójki. Dodatkowo mieli momenty tylko dla siebie :) Jak myślicie, chłopaki dali radę w roli niań? XD
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze! 

Standardowo przypominam i zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Kolejna część w następny wtorek.

Pozdrawiam!


EDIT!
Nie wiem, czy ktoś z Was widział informację na Asku czy Twitterze, odnośnie dodawania rozdziałów. Mianowicie nie wyrobiłam się z pisaniem na czas :( Nie zawieszam żadnego ff, tylko od tej pory będą rozdziały dodawane nieregularnie, jak tylko je skończę. To tyczy się wszystkich opowiadań. 


Pozdrawiam!

9 komentarzy:

  1. Kobieto jesteś mym bogiem ...
    Ubóstwiam twoje wszystkie opowiadania. Piszesz najlepsze HOT scenki xD ⌒.⌒


    Ten rozdział też przeszedł sam siebie. Po prostu nie mam słów na to jak kocham czytać to co tworzysz .

    Życzę duuużo weny i megaśnych pomysłów na nowe opowiadania .xD

    Pozdrawiam ~Karolina ⌒.⌒

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za tak miłe słowa :) Naprawdę bardzo się cieszę :)
      Dziękuję także za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. JEZU AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

    Kocham Luke w roli ojca jezu serio. Taki kochany mnvbgfryeuw2i

    A co do wujków w roli niani, to śmieje się z Ashtona. Morda mi się cieszyła przez cały czas opiekowania się ich chłopakiem. Ale i tak Michael jest w tym najlepszy. Taka moja mała, idealna niania.

    Rozdział mega. *Jak zawsze* Bede czekać jak na szpilkach na następny, bo mam wrażenie, że jednak nie wszyscy spali podczas tej końcowej sceny HAHAHAHA

    Do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Cieszę się, że się podobało :) Haha Michael widzę, że wygrał :)
      Dziękuję również za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Nawet nie wiesz jak się cięszę, że u nich wszystko (mniej więcej) w porządku. Naprawdę uwielbiam ich razem wraz z Robertem.
    Mam wrażenie, że Amber (?) jeszcze troszkę(!) namiesza. Ale cieszmy się ich szczęściem i nie myślmy o tym.
    Mam nadzieję (oni pewnie też), że chłopacy ich nie słyszeli. A nawet jeśli, to by z tego żartowali i dokuczali Hemmo.
    Rozdział jak zwykle świetny.

    Pozdrawiam:)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby ich słyszeli, to na pewno mieli by na drugi dzień z tego niezły ubaw - nie byliby sobą, gdyby było inaczej:D
      Cieszę się, że się podobało :)
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. O tak! W końcu zgoda! Bardzo dobrzr, że chłopaki spotkali Amebe i powiedzieli jej kilka słó , mam nadziej, że teraz się od nichoodczepina ddobre. Fajnie, że Ash wpadł na pomysł z tą randką, takie wyjście im się naprawdę przyda. No i była hot scenka! !! Uwielbiam twoje hot scenki :) ♡
    Chłopaki w roli nian - ggenialne, mam nadziej, ale będzie takich momentów jeszcze więcej :)
    Czekam na kolejny rozdział :)

    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Z pewnością będą takie scenki z Robertem i chłopakami :D
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń