wtorek, 7 czerwca 2016

S2 - Rozdział 13

            Obudziłam się nad ranem z bolącą głową. Ale czego się spodziewałam? Zasnęłam wykończona płaczem. Nawet nie byłam pewna, kiedy padłam. Byłam przekonana o tym, że jak wstanę rano, to poczuję się lepiej. Nic z tego. Gorzki smak porażki i smutek nadal był bardzo mocno wyczuwalny, a ja znów poczułam się w tym wszystkim zagubiona.
            Miejsce obok mnie było zimne i puste. Dopiero schodząc z Robertem na dół, dowiedziałam się dlaczego. Luke po naszej krótkiej wymianie zdań, wcale nie wrócił do sypialni. Spał na kanapie w salonie, zawinięty w kolorowy koc. Poprosiłam małego, by był cicho. Nie chciałam go budzić, choć jego widok wcale nie był przyjemny dla oka i serca. Jak tylko na niego spoglądałam, od razu przypominały mi się felerne pieprzone zdjęcia, które rozpętały całe to piekło. Uświadomiły mi też to, że Michael wcale się nie mylił, co do Amber, a Luke był na tyle głupi, że dał się w tak łatwy sposób przyłapać.
               W internecie wrzało. Fani podzielili się na dwa obozy. Jedni wyzywali Hemmingsa od najgorszych, broniąc przy tym mojej osoby. Inni, zaś zacierali z uciechą ręce, że tym razem dostałam po nosie i może dzięki temu odczepię się od Luke'a i chłopaków. To wszystko wcale nie poprawiało mi samopoczucia. Cieszyłam się jednak z tego, że Robert jeszcze jest mały i nieświadomy niczego. Że nie wie, co teraz tak naprawdę się dzieje. Że relacja i związek jego rodziców wisi na włosku, jak i nie powoli dobiega końca.
              Luke obudził się w momencie, kiedy w salonie zjawił się Ashton. Wczoraj zdążyłam z nim chwilę porozmawiać, ale nie zdradziłam mu tego, co się stało. Nie wtajemniczałam go w sprawę zdjęć, nie chcąc jeszcze bardziej psuć atmosfery. Teraz jednak doskonale mógł zobaczyć, że mój płacz, który starałam się przed nim ukryć, dotyczył Luke'a. Szczególnie, że blondyn spał na kanapie, a ja znajdowałam się w drugiej części domu – mianowicie w kuchni –nie chcąc nawet wchodzić do salonu, w którym przebywał.
              Hemmings przetarł twarz, wymieniając kilka słów z Irwinem, który został zaatakowany przez Roberta. Mały od razu rzucił się w stronę wujka, ciągnąc go do ogrodu. Jak tylko wyszli, Luke spojrzał w moim kierunku. Szybko odwróciłam wzrok, skupiając się na kubku z kawą, który stał tuż przede mną. Spięłam się, kiedy usłyszałam, jak wstaje z miejsca. Jego kroki zmierzały w moją stronę. Wstrzymałam oddech, gdy zatrzymał się obok.
- Musimy porozmawiać.
- Myślisz, że mamy w ogóle, o czym?
- Przestań, Em – mruknął, przekręcając oczami. – Scenę zrobiłaś wczoraj…
- Ja zrobiłam scenę? Gdyby nie te twoje pieprzone fotki, nic by nie było – warknęłam cicho. Nie chciałam, by naszą kolejną kłótnię słyszał Robert. Zawsze uważałam, że dziecko nie powinno widzieć i słuchać takich rzeczy, bez względu na to, w jakim wieku było.
- Porozmawiaj ze mną, proszę.
- Oczywiście, kochanie – rzuciłam, nie mogąc powstrzymać złośliwego tonu. – Może na temat twojej koleżanki, z którą ewidentnie dobrze się bawiłeś na imprezie.
- Przestań…
- A może na temat tego, jak świetnie całuje? Robiliście coś jeszcze? Może udało ci się ją…
- Emily! – warknął, łapiąc mnie za ramię. – Przestań do cholery.
- Puszczaj.
- Naprawdę chcę, tylko na spokojnie porozmawiać. Dlaczego to utrudniasz? Masz z tego, jakąś pieprzoną satysfakcję? To cholernie boli.
- Szkoda, że nie myślałeś o tym, jak mnie to cholernie będzie boleć.
- Em, błagam cię, po prostu mnie wysłuchaj. – Zacisnęłam zęby, czując, jak do oczu znowu napływają mi łzy. Naprawdę nie chciałam się rozpłakać, szczególnie, że Robert był tuż obok.
- Chodźmy na górę – powiedziałam cicho.
              Zauważyłam na twarzy Luke'a ulgę. Chyba był przekonany, że jakoś to będzie. Zastanawiałam się, co takiego chce mi powiedzieć. Co zrobi, bym mu uwierzyła. Bez słowa ruszyłam w stronę schodów. Minęłam Caluma i Michaela, kiwając im tylko głową. Luke poszedł za mną.
               Weszliśmy na górę, kierując się do sypialni. Jak tylko znalazłam się w pokoju, ponownie poczułam chęć rozpłakania się, niczym dziecko. Wszystkie negatywne emocje znowu się skumulowały, szukając ujścia. Bałam się też tego, co tak naprawdę mogę od niego usłyszeć. Może to koniec? Może on już więcej nie chce tak żyć? Może Amber nie była tylko koleżanką, ale jego osobistą ucieczką od życia, jakie ma? Wiedziałam, że znów zaczynam odpływać w stronę czarnych scenariuszy, ale nie mogłam tego powstrzymać. Kilka łez wypłynęło z moich ciemnych oczu. Wytarłam je opuszkami palców, starając się nie patrzeć na stojącego przede mną Hemmingsa. Na jego twarzy wymalował się niepokój i smutek. Nie próbował tego ukryć.
- Mów – wydusiłam, choć teraz miałam ochotę stamtąd uciec.
- Prawda… Prawda jest taka, że myślałem o tym prawie całą noc – zaczął powoli. Zrobił krok w moją stronę, ale ja instynktownie odsunęłam się od niego. Luke przełknął cicho ślinę, zwieszając głowę. W jego błękitnych oczach dostrzegłam ból i zwiedzenie. – Emi…
- Mów – powtórzyłam, czując, jak drżą mi dłonie.
- Próbowałem sobie przypomnieć, co się wydarzyło na imprezie. Pamiętam, że robiłem sobie z nią zdjęcia. To były te zdjęcia. Jednak nie jestem pewny, co było dalej. Nie wiem, co było potem. Ale nie mógłbym cię zdradzić. Ja nawet nigdy nie patrzyłem na nią w taki sposób. Nie tylko na nią, ale na żadną inną dziewczynę. Liczysz się, tylko ty.
- Nie mógłbyś - powiedziałam cicho, kiwając głową. – Pewności jednak nie masz.
- Emi, proszę… To nic nie znaczy. Może tego nie pamiętam, ale czuję, że do niczego nie doszło.
- Ostatnie zdjęcie mówi, co innego…
- Może to nawet nie był pocałunek. Dlaczego nie chcesz mi uwierzyć?
- Bo ty sam nie wiesz, co się stało, więc skąd mam mieć pewność, że nie sprzedajesz mi zwykłego kitu, byleby tylko nie wniknęła z tego większa medialna drama?
- Ty się chyba nie słyszysz – mruknął, kręcąc głową. – Powinnaś mi wierzyć, przecież mnie znasz! Powinnaś…
- Co powinnam?! Paść ci w ramiona i powiedzieć, że ci wybaczam?! Nie, Luke! Skoro sam nie wiesz, czy faktycznie mnie nie zdradziłeś, to po cholerę oczekujesz ode mnie, że od tak wyrzucę to ze swojej pamięci! A co będzie następnym razem?! Zrobisz to znowu i ponownie zwalisz winę na alkohol?!
- Byłem pewny, że mi do cholery ufasz!
- Ufałam ci! Ufałam ci bezgranicznie, ale po tym co zobaczyłam, zdałam sobie sprawę, jak bardzo to było naiwne!
- Mamo…
               Oboje spojrzeliśmy w stronę małego blondynka, stojącego w wejściu do sypialni. Luke nie zamknął za sobą drzwi. Chłopiec zacisnął lekko usta. Nie uśmiechał się tak, jak to miał w zwyczaju. Jego drobne paluszki zaczęły owijać się wokół dołu koszulki. Zerknął na nas, nadal stojąc w miejscu. Byłam pewna, że słyszał nasze podniesione głosy. Byłam pewna, że widział łzy na moich policzkach. Otarłam je szybko dłonią.
- Słucham, skarbie? – powiedziałam, siląc się na normalny ton. Uśmiechnęłam się, robiąc dobrą minę do złej gry. Robert jednak nie odpowiedział. Przeniósł błękitne oczy na Luke'a.
- Co jest, Mistrzu? – Odezwał się Hemmings. – Co się dzieje? – On tylko pokręcił główką. – Mistrzu?
- Jesteście źli?
- Nie, kochanie – powiedziałam szybko, podchodząc do niego. – Rozmawiamy tylko. Nie przejmuj się.
- Płakałałaś. Jesteś smutna? – pociągnął, kiedy kucnęłam obok niego.
                W tym momencie coś we mnie pękło. Jak nigdy przedtem chciałam się wydostać z tego pokoju, a potem z domu. By się uspokoić. By sobie to wszystko poukładać i przetrawić. By przeanalizować na nowo słowa Luke'a. Nie chciałam też, by mój syn widział mnie w takim stanie.
- Nie jestem – skłamałam, całując jego czoło. Wyprostowałam się, spoglądając na zaniepokojonego Luke'a. – Zajmij się nim, ja muszę…
- Emi, proszę.
- Nie przy nim – odparłam cicho, zbliżając się do chłopaka. – Tylko nie przy nim – powtórzyłam, czując drżący głos. – Masz coś przeciwko zajęciu się własnym dzieckiem czy może Robert też idzie w odstawkę?
- Nie wierzę, że to powiedziałaś – odpowiedział szeptem, patrząc na mnie ze smutkiem.
- Priorytety się zmieniają.
- Emi…
- Niedługo wrócę. – Odwróciłam się, by znów spojrzeć na chłopca. – Mama pójdzie do sklepu. Chcesz coś? – Robert pokręcił głową. – Zostaniesz z tatą, okej? – Tym razem cicho przytaknął.                 Posłałam w jego stronę lekki uśmiech, a potem wyszłam z sypialni. Zeszłam szybko po schodach. Minęłam siedzących na kanapie chłopaków, którzy zerknęli w moją stronę. Zignorowałam ich. Wsunęłam na stopy pierwsze lepsze buty i wyszłam na zewnątrz. Jak tylko znalazłam się na dworze, rozpłakałam się.

***
               Poczuł, jak nieprzyjemny dreszcz przebiega mu po plecach. Po jej słowach zrobiło mu się zimno. Nie mógł uwierzyć w to, co powiedziała. Jak mogła w ogóle pomyśleć, że odstawi na bok swoje własne dziecko. Emily w tym momencie mocno przeciągnęła strunę, wprowadzając go w kompletnie beznadziejny stan. Czuł się winny. Czuł palące poczucie winy, choć nadal uważał, że nic złego nie zrobił. Że do niczego nie doszło.
               Usiadł na łóżku. Po jego policzku spłynęła osamotniona łza. Ta jedyna, której nie dał rady powstrzymać. Otarł ją szybko palcami, czując się kompletnie bezsilny. A on tak cholernie nienawidził tego odczucia. Nie chciał, by to wszystko tak się skończyło. Nie chciał, by to, co mieli rozpadło się przez jedno nieporozumienie. Bo ta cała sytuacja tym właśnie dla niego była, totalnym nieporozumieniem.
- Tato…
                Spojrzał na małego, który powoli podszedł do łóżka. Wdrapał się na materac. Luke wymusił na twarzy lekki uśmiech, choć w środku wszystko w nim krzyczało. Musiał jednak zachować spokój. Musiał się opanować, specjalnie dla niego, by Robert, jak najmniej odczuł tą całą katastrofę, która się odbywała tuż za jego plecami.
               Mocniej zacisnął usta, kiedy małe ramionka owinęły się wokół jego szyi. Objął chłopca, który wtulił się w jego klatkę piersiową. Biło od niego przyjemne i kojące ciepło, które na nowo zapaliło w nim nadzieję. Nadzieję na to, że będzie lepiej. Z drugiej strony znów poczuł niemiłe ukłucie żalu. W tym momencie ostatkiem sił trzymał się przed tym, by się nie rozpaść. I próbował to utrzymać, tylko dla niego. Dla najważniejszej osoby w jego życiu.
- Nie smutaj – powiedział cicho Robert, przejeżdżając palcami po skórze na jego szyi. – Mama i tak cię kocha. Mama nas kocha. Ciebia i mnie. Jest zła, ale w krótko przestanie. Ja też ciebia kocham.
- Dostanę buziaka? 
                Robert uśmiechnął się, sprawiając, że Luke znów poczuł się odrobinę lepiej. Jakby uśmiech tego małego szkraba przebijał się przez negatywne emocje, wnosząc do jego serca cząstkę przyjemnego światła. Małe usteczka musnęły kącik jego warg. Blondyn poklepał synka po plecach, kiedy ten ponownie wtulił się w niego. 
- Pójdziesz na chwilę do wujków? Może włączą ci bajkę? Tata niedługo zejdzie.
                 Robert szybko przystał na tę propozycję. Odsunął się od niego, a następnie ześlizgnął się z materaca. Pobiegł w stronę drzwi. Luke przez moment wpatrywał się w tamto miejsce, w którym zniknął. Po chwili jednak chłopiec wrócił, taszcząc pod pachą swojego ulubionego pingwina. Blondyn uniósł brwi do góry, gdy malec wcisnął mu go w ręce.
- Byś sam nie był – powiedział, a potem odwrócił się i ponownie wyszedł z pokoju. 
                 Hemmings podniósł się z miejsca i zamknął za nim drzwi. Wrócił na łóżko. Przez chwilę wpatrywał się w pluszaka, czując, jak zaczynają go piec oczy. Zamrugał, starając się odgonić łzy. Jednak i tak kilka z nich opuściło jego błękitne oczy. Ten gest skutecznie go rozczulił, ale także wzmocnił chęć naprawienia wszystkiego. Nie chciał, by jego rodzina, którą tworzył z Emily i Robertem się rozpadła, przez jakieś durne zdjęcia, które pojawiły się w sieci. Z jednej strony poczuł dodatkową siłę do działania, z drugiej, zaś czuł wewnętrzne złamanie. Nie sądził, że tak dwie skrajne emocje mogą się gnieździć w jednym człowieku. Ale było to możliwe i on był tego najlepszym przykładem.

***
                Raz jeszcze spojrzał na zdjęcia, które wyświetlały się w jego telefonie. Nie musiał ich długo szukać. Wystarczyło, tylko zajrzeć na pierwsze lepsze konta ich fanów, by je odnaleźć. Miał wrażenie, że te fotki są wszędzie, a ludzie w sieci nie mówią o niczym innym, jak tylko o potencjalnej zdradzie Hemmingsa. 

                Calum spojrzał na pozostałych. To Ashton upewnił go i Michaela w tym, że faktycznie między Lukiem a Emily dzieje się coś niedobrego. Wystarczyło połączyć ze sobą kilka faktów, by dojść do tego konkretnego wniosku. Bardzo szybko dowiedzieli się, o co tak naprawdę mogło im pójść. Z pomocą oczywiście przyszedł im niezawodny internet.

               Hood zerknął na Irwina, który co jakiś czas mamrotał pod nosem, że to nie możliwe. Clifford, zaś wypuszczał z ust wiązankę soczystych przekleństw, które kierowane były na Amber. Był wściekły. Mulat od samego początku widział, że ta dwójka za sobą nie przepada. On jednak ignorował, niektóre dziwne zachowania dziewczyny. Teraz jednak wiedział, że nie były one tak niewinne, jak na to z początku wyglądały. Chciała od Hemmingsa czegoś więcej i jak widać, w jakiś sposób dopięła swego. Żaden z nich jednak nie uwierzył w zdradę swojego kumpla. Każdy z nich mógł poświadczyć to, że Luke nie był takim kretynem, który by poleciał za inną panną, mając u boku kogoś takiego, jak Emily. Cała ich trójka wiedziała, że blondyn nadal jest w nią zapatrzony, jak w obrazek, a ich wspólny syn, tylko jeszcze bardziej scala ich ze sobą, potęgując to całe uczucie, jakie było między nimi. Jakim więc cudem, to wszystko się posypało? Domyślali się tego, że Em musiała zbyt pochopnie i emocjonalnie zareagować na to, co zobaczyła. Innego wytłumaczenia nie było.
                 Calum podniósł szybko głowę, kiedy usłyszał małe kroki. Wychylił się, by lepiej widzieć schodzącego w dół chłopca. Robert w końcu dźwignął się na nogi – od zawsze pokonywał schody na pupie, aby z nich nie spaść – a następnie zatrzymał się tuż przed nimi. Przerwali rozmowę. Mulat szybko dostrzegł jego smutny wyraz twarzy.
- Co się dzieje, młody? – zapytał, kiedy w oczach trzylatka pojawiły się łzy.
- Tata się smuta.
- Nie, wszystko jest okej – wtrącił szybko Michael, uśmiechając się do niego.
- Pakał – wydusił z siebie Robert, pociągając nosem.
- Dobra… Może tata się po prostu źle czuje – powiedział Ash. Spojrzał na pozostałych. –  Musimy coś zrobić, bo te głupki kopią sobie większy dół i sami z niego nie wyjdą. Zadzwonię do Natalie.
- Pogadam z Lukiem – rzucił Hood, wstając z miejsca.
- Ej, to skoro my nie mamy co robić, to może obejrzymy Clifforda Wielkiego Czerwonego Psa? – zaproponował Michael, patrząc oczekująco na Roberta. Wiedział, że to jemu przypadnie rola niani i odwracacza uwagi. Nie miał jednak nic przeciwko temu. – Zjemy też chrupki?
- Kej – rzucił mały, podchodząc do niego.
- No i tak będzie najlepiej – powiedział, pozwalając się mu wtulić w jego klatkę piersiową. Wolną ręką złapał za pilota. Zaczął przeskakiwać z kanału na kanał, szukając programu dla dzieci. – Może akurat puszczą bajkę.
- Tak?
- Zobaczymy. A jak nie, to obejrzymy coś innego.
- Kej.
                 Calum i Ashton wstali z kanapy. Zanim rozeszli się w swoje strony, raz jeszcze cała trójka wymieniła ze sobą porozumiewawcze spojrzenia. Nie musieli nic mówić. W tym momencie naprawdę rozumieli się bez słów. Każdy z nich miał zadanie do wykonania. Od teraz zaczynała się ich mała misja zwiadowcza, by zebrać wszystkie informację, a potem wziąć w obroty upartą Emily, która najwidoczniej uwierzyła w to, co zobaczyła.

                 Zszedł na dół, zaciskając usta. Jego wzrok od razu zatrzymał się na Michaelu i Ashtonie, którzy stali niedaleko wejścia do kuchni, cicho ze sobą rozmawiając. Robert pochłonięty był zabawą swoimi klockami i nie zwracał na nikogo uwagi, będąc tylko w swoim świecie. Calum wziął głęboki oddech, bez słowa podchodząc do reszty.
- Właśnie mówiłem… - zaczął Irwin, ale zmarszczył brwi, widząc nietęgą minę Mulata. – Jest aż tak źle?
- Emily faktycznie myśli, że Luke ją zdradził – odpowiedział szeptem.
- Co z nim?
- Potrzebuje chwili. W sumie zdążył się jakoś poskładać emocjonalnie do kupy, ale potem wparowałem mu do pokoju i zacząłem się o wszystko wypytywać i… Na nowo potrzebuje chwili. Czego ty się dowiedziałeś?
- W sumie wielu rzeczy, bo Natalie od razu zaczęła działać. Słyszała o tej dramie już wcześniej i można powiedzieć, że jest z nią na bieżąco. Zostawiła mi kilka wiadomości na ten temat, ale ja byłem tak pochłonięty tym, co się dzieje w domu, że nawet ich nie zauważyłem. – Wyciągnął telefon. – Natalie przesłała mi filmik. Umieścił go w internecie chłopak, który był razem z nami na imprezie. Bawił się dwa stoliki dalej. Nie był zbyt mocno pijany, więc nawet się wypowiedział na temat tej pseudo zdrady.
- Doszło do czegoś? – wtrącił Michael.
- Doszło, ale nie do tego, o co oskarżają Hemmo. Filmik – przekręcił komórkę, by pozostała dwójka mogła go lepiej widzieć – ujmuje głownie grupę tego chłopaka, ale za ich plecami mamy scenkę z Lukiem i Amber. Ona naprawdę go pocałowała, tyle, że Hemmo tego nie odwzajemnił. Odepchnął ją od siebie.
                 Puknął palcem w ekran, odtwarzając nagranie. Calum pochylił się bardziej, by lepiej je widzieć. Może obraz nie był najwyższej jakości, ale jak na dłoni było widać Hemmingsa i Amber, którzy zaczynali robić sobie zdjęcia. Wtedy też dziewczyna zaczęła się do niego kleić, pozwalając sobie na coraz to odważniejsze zagrywki. W momencie kulminacyjnym dochodzi do tego, że czarnowłosa muska wargi Luke'a, a ten od razu odsuwa ją od siebie. Widać było, że coś do niej mówi, a ta cała sytuacja raczej go w żaden sposób nie bawi. W efekcie końcowym Hemmings wstaje i wtedy filmik się urywa.
- Chłopak ewidentnie potwierdził, że dziewczyna, z którą siedział Luke, sama to wszystko zaczęła. On nie był chętny do tego, by pociągnąć to dalej. Dobitnie też wyzwał hejterów, którzy najechali na Hemmo, który jest niewinny. Po pojawieniu się tego nagrania, ludzie przeszli na drugą stronę i Amber zbiera same negatywne wpisy.
- U siebie na profilu?
- Nie tylko, ale wszędzie. Była na tyle głupia, by wstawić to u siebie. Nie było magicznego wypłynięcia takich zdjęć. Zresztą, kto mógłby je wypuścić, jak nie ona. Były tylko w jej telefonie.
- Czyli doszliśmy do prawdy? – zapytał dla pewności Clifford.
- Tak i mamy dobre dowody. Emily musi to zobaczyć. Wtedy powinna na spokojnie porozmawiać z Lukiem – pociągnął Irwin.
- Wuja Ashti!
- Tak, słońce? – Perkusista wychylił się zza pleców Mulata, by spojrzeć na siedzącego na dywanie chłopca.
- Siku.
- To wstawaj i idziemy do łazienki.

***
                 Potrzebowałam przestrzeni. Potrzebowałam tego wyjścia, by na nowo i na spokojnie wszystko dokładnie przemyśleć. Siedząc tak na ławce, nie tylko się wyciszyłam, ale zrozumiałam, jak niepotrzebnie naskakiwałam na Luke'a. Jak wywołałam jeszcze większą burzę, niż było to konieczne. Bo prawda była taka, że faktycznie mogło do niczego nie dojść, a ja wyciągnęłam zbyt szybko pochopne wnioski, uderzając w jego najczulsze punkty i dołując go jeszcze bardziej. Mimo całego bólu, który czułam przez te zdjęcia, nie powinnam zachowywać się w taki sposób. Nie, gdy nie przyłapałam ich na gorącym uczynku.
                Jak tylko wróciłam do domu, Ashton wziął mnie do ogrodu, by odbyć ze mną dłuższą i poważną rozmowę, po której poczułam się jeszcze gorzej. Nie musiałam być geniuszem, by domyślić się tego, że chłopaki prędzej czy później natrafią na te zdjęcia w sieci. Jednak zrobili coś jeszcze. Mianowicie doszli do prawdy, pokazując mi jednocześnie mój błąd. Po tym poczułam się, jak skończona kretynka. To nie Luke był winny, a Amber. To nie Luke grał tu zły czarny charakter. Prowodyrką do kłótni i zepsucia naszej relacji byłam ja. I to ja teraz muszę posprzątać ten cały bałagan, do którego doprowadziłam. A Amber… Miałam nadzieję, że nigdy w życiu jej już więcej nie zobaczę. Że po tym, co się stało, dziewczyna będzie trzymała się z dala od nas. A tym bardziej ode mnie.
               Chłopaki po raz kolejny zaoferowali się, że zajmą się Robertem, bym mogła porozmawiać z Lukiem. Byłam im za to wdzięczna. Nie chciałam, by to wszystko odbywało się pod czujnym okiem naszego syna, który z pewnością wyłapywałby nasze emocje, które nie muszą być dobre i przyjemne. I pewnie nie będą, bo po raz kolejny zraniłam Hemmingsa, postępując bezmyślnie i impulsywnie. Po raz kolejny go skrzywdziłam. Miałam jednak nadzieję na to, że wybaczy mi ten kolejny błąd.
               Weszłam na górę. Moje serce biło tak szybko, że byłam pewna, że zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej. Położyłam dłoń na zimnej klamce, a ten chłód zaraz przeszył całe moje ciało. Zadrżałam, wstrzymując oddech. Musiałam zebrać w sobie dość odwagi, by w końcu wejść do środka i zmierzyć się z problemem, jaki wykreowałam.
                 W końcu jednak nacisnęłam na klamkę. Nie mogłam przeciągać tego momentu w nieskończoność. Jak tylko znalazłam się w środku, błękitne tęczówki chłopaka spojrzały wprost na mnie. Widziałam w nich smutek i żal, a także rozgoryczenie i niepewność. Przeklinałam siebie w myślach za to, że doprowadziłam go do takiego stanu.
                   Zamknęłam za sobą drzwi, by mieć pewność, że teraz nikt nam nie przeszkodzi. Bez słowa podeszłam do niego, siadając na skraju łóżka. Dostrzegłam, jak Luke mocniej zacisnął palce na swoich ramionach. Przez dłuższą chwilę wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. Naprawdę nie wiedziałam, jak powinnam zacząć.
- Przepraszam – wydusiłam pierwsze, co przyszło mi na myśl. Pierwsze, co wydało mi się właściwe do powiedzenia.
- Przepraszasz? Okej… Żadna nowość.
- Wiem, że znowu popełniłam fatalny błąd…
- Dlaczego ty mi do cholerynie nie ufasz? – mruknął, kręcąc z niedowierzaniem głową. – Może nie wiem, co dokładnie się wydarzyło, ale ja nigdy bym cię…
- Wiem, Luke. Teraz to wiem. Musiałam mieć pieprzony dowód, by się obudzić. By zrozumieć, co takiego zrobiłam. Przepraszam… - W tym momencie w moich oczach ponownie zagościły łzy. – Znowu cię skrzywdziłam przez swoje chore wyobrażenia. To nie tak powinno być. Nie wiem… Nie wiem czemu byłam tak głupia, by ci nie uwierzyć. Nigdy wcześniej nie dałeś mi podstaw do tego, bym mogła cię posądzać o zdradę. Uczepiłam się jednak tego, nie próbując zobaczyć tej sytuacji z zupełnie innej strony. I jest mi przez to cholernie wstyd. To moja wina. To, że się pokłóciliśmy, jest tylko i wyłącznie moją winą. Nie potrafiłam nawet porozmawiać z tobą na spokojnie, by nie być złośliwą i nie dobijać cię bardziej. Przepraszam.
- Więc teraz skrucha, tak?
- Zrozumiem, jeśli nie będziesz chciał przez to ze mną rozmawiać. Nie oszukujmy się. Zawiodłam cię.
- Zawiodłaś – powtórzył za mną cicho. – Nawet bardzo.
- Przepraszam – powiedziałam po raz kolejny, czując na policzkach ciepłe, słone łzy. – Jeśli chcesz, to spakuję siebie i Roberta i wrócę z nim do Australii. Jeśli potrzebujesz więcej czasu, by po tym znów normalnie ze mną rozmawiać, to go dostaniesz.
- Jezu, Emi – rzucił, przybliżając się do mnie. – Nie uciekaj od problemów. Przestań też patrzeć na to, czego ja bym chciał. Zawsze to robisz i zawsze to robiłaś. Bądź czasem odrobinę samolubna. Pomyśl o sobie.
- Co?
- Wiesz, co chciałbym usłyszeć? – Pokręciłam głową, zupełnie nie rozumiejąc jego sposobu rozumowania i zmiany strony. Przecież powinien być na mnie wściekły, a on każe mi teraz myśleć o sobie? – Chcę, byś dobitnie powiedziała mi, że mnie kochasz i że będziesz obok. Że będziesz mnie tak długo męczyć, dopóki ci nie wybaczę. Że nie odpuścisz, bo tak niby będzie łatwiej dla mnie. Chcę, byś zapewniła mnie, że będziesz codziennie nękać mnie o to, bym w końcu przestał się wkurzać. Chcę, byś w takich momentach miała gdzieś to, że ja mogę chcieć czegoś innego. Nie odpuszczaj…
- Nie odpuszczę – powiedziałam, przejeżdżając dłonią po jego policzku. – Obiecuję, że nie odpuszczę.
- Żadnych ucieczek?
- Obiecuję.
- Będziesz mi teraz ufać w stu procentach?
- Jest mi tak cholernie głupio – jęknęłam, a potem popłakałam się po raz kolejny. – Jestem idiotką.
- Kochasz mnie chociaż?
- Oczywiście, że tak – rzuciłam, wycierając pospiesznie policzki dłonią.
- Zdradziłem cię?
- Nie.
- Mógłbym to zrobić?
- Nie.
- Jest okej…
- Nie może być okej, powinieneś być na mnie wkurwiony – mruknęłam z niedowierzaniem.
- Jestem zły. Nadal gdzieś w środku jestem na ciebie zły, ale… Przeszliśmy już tak wiele, że coś takiego nie może nas doszczętnie zniszczyć. Cieszę się jednak, że tak szybko wszystko się wyjaśniło.
- I tak jest mi głupio.
- I dobrze – odparł, a potem dla zgrywy trzepnął mnie poduszką. Zaśmiałam się przez łzy. – Ma ci być cholernie głupio, przez to, że nie wierzyłaś w moje słowa.
- Przepraszam.
- Wkurzę się jeszcze bardziej, jak znowu to powiesz.
- To, co mam zrobić? Chcę to naprawić.
- Naprawiasz.
- Więc co…
- Pocałuj mnie do cholery, a potem przytul, by zrobiło mi się lepiej.
                 Nie musiał mi tego dwa razy powtarzać. Objęłam jego kark rękami, a następnie wpiłam się zachłannie w jego wargi, jakby od tego zależało moje życie. I znów poczułam przyjemną falę ciepła. I znów poczułam, że wszystko będzie w porządku. Może nie od razu. Może nie od jutra. Pewnie minie trochę czasu, zanim Luke wybaczy mi całkowicie, ale wiedziałam, że oboje damy sobie z tym radę. W tym momencie nie mogłam zaprzeczyć temu, że trafiłam na wyjątkową osobę, która mimo moich durnych i głupich urojeń, potrafi tak szybko scalić nas w jedno. A on to robił. Robił to od początku i robi to do tej pory. 


***
Już dawno nie sprawdzałam tak długo rozdziału. Nie wiem, co ze mną się dzisiaj dzieje, ale nie mogłam się skupić - czytałam jedno zdanie po kilka razy, bo zanim ono do mnie dotarło, to trochę to trwało XD Musiałam też kilka razy sprawdzać, czy to na pewno rozdział trzynaście, a nie inny XD
Jak widać kryzys szybko został zażegnany - w sumie dzięki Ashtonowi, który sprawdził się w roli detektywa :) 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, które uwielbiam! Wiem... Wiecie to :)

Standardowo przypominam i zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Kolejny rozdział w następny wtorek.

Pozdrawiam!

7 komentarzy:

  1. Jak dobrze, ze sobie to wszystko wyjasnili. Troche szkoda, ze musialy interweniowac osoby trzecie, ale jesli tylko to sprawilo, ze kryzys mniej wiecej zazegnany, to ok.
    Mam nadzieje, ze teraz Luke zrozumie jaka jest Amber i da sobie spokoj. Cos czuje, ze jakas drama z nia zwiazana i tak nastapi.
    Szkoda mi Roberta, niczemu nie jest winny. Naprawde musial byc smutny widzac jak dwojka najblizszych osob sie kloci. Mlody Hemmo to madry chlopiec.
    Pozdrawiam:)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieraz osoby trzecie pomagają, a innym razem szkodzą bardziej - tu było okej :)
      Dziękuję bardzo za komentarz i opinię :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Dobrze, że Em się ogarnęła na czas i zrozumiała swój błąd. Dobrze też, że chłopaki zadziałali i pomogli jej w zrozumieniu prawdy. Cholernie szkoda mi było w tym rozdziale Luka i Roberta aż mi się smutno zrobiło, jak to czytałam. Mam nadzieję, że ta cała Amber się odwali i już się więcej nie pojawi w życiu Em i chłopaków. Uwielbiam scenki Roberta i reszty 5sos to cholernie urocze :))
    Czekam na ciąg dalszy ;)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się,że takie scenki Ci się podobają, bo będzie ich trochę:)
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Bardzo fajny, czekam na ciąg dalszy...
    Chciałabym aby była jeszcze raz w ciąży....
    :-o Ciekawe co jeszcze nas zaskoczy <3 pozdrawiam Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :)
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń