wtorek, 3 maja 2016

S2 - Rozdział 8

             Minęły dwa dni od dziwnego zachowania Roberta. Przez ten czas był, nie tylko pod ciągłą obserwacją moją i Luke'a. Czujne zielone oczy Michaela również dokładnie przyglądały się chłopcu, jakby i on chciał wiedzieć, czy nic złego się nie dzieje. Jednak mały Hemmings szybko zapomniał o całej sprawie i znów był tryskającym energią i humorem trzylatkiem. Jakby tamto wydarzenie – cokolwiek by się nie stało – odeszło w dalekie zakamarki jego dziecięcego umysłu.
             W te wakacje pogoda w Londynie była zmienna. Raz było chłodno, wietrznie i deszczowo, by po chwili raczyć wszystkich mieszkańców ciepłym słońcem. Jakby sama nie mogła się zdecydować, co konkretnie nam zaserwować.
             Dziś jednak był jeden z tych ładniejszych dni. Postanowiłam, więc go wykorzystać i zabrać Roberta na miasto. Tym razem uderzając w samo centrum Londynu. A od samego przyjazdu nie mogłam się doczekać, by w końcu się tam znaleźć i zobaczyć uroki tego miejsca na własne oczy. Aby się nie zgubić, zaopatrzyłam się w mapę, którą dokładnie przestudiowałam przed wyjściem. W głowie wynotowałam sobie wszystkie punkty, które chcę ogólnie zobaczyć. Oczywiście będąc na takiej wycieczce z dzieckiem musiałam wziąć poprawkę na czas i tempo poruszania się. Nie byłabym wstanie obskoczyć wszystkich tych miejsc w jeden dzień. Jednak nie wracałam jeszcze do Australii i liczyłam na to, że okazji do zwiedzania będzie jeszcze wiele, dlatego dzisiaj chciałam zrobić, tylko powierzchniowe rozeznanie w tak zwanym terenie. Przygotowałam wszystko, by wyruszyć w samo południe.

             Robert dreptał tuż obok, trzymając moją rękę. Widziałam, jak rozgląda się na wszystkie strony, starając się nie ominąć wzrokiem niczego i nikogo. Ciekawiło go dosłownie wszystko. W centrum Londynu było naprawdę sporo ludzi, więc dodatkowo uważałam, by młody mi się nigdzie nie zgubił. Oczywiście przed wyjściem z domu, nakreśliłam mu proste zasady, aby było, jak najmniej komplikacji. Miał być cały czas obok mnie, nie odchodzić nigdzie samemu i nie rozmawiać z obcymi. Byłam pewna, że w końcu przyswoił te informacje, bo ja i Luke ciągle mu o nich przypominaliśmy.
             Starałam mu się pokazać wszystkie najciekawsze miejsca, a także uwiecznić je na zdjęciach. Odziedziczyłam pasję po dziadku, więc nic dziwnego, że w ruch wciąż chodził aparat, który przez większość czasu miałam w drugiej dłoni. Na fotografiach ujmowałam nie tylko syna, ale także budynki i całe otoczenie. Chciałam zrobić ich jak najwięcej, aby potem na komputerze mieć z czego wybierać. Robienie zdjęć z trzylatkiem wymagało wielkiej ilości powtórzeń, w końcu musiałam mieć oczy dookoła głowy.

***
              Padł na kanapę, trzymając w dłoni butelkę wody. Dochodziła godzina piąta, a Emily nadal milczała, Pierwszy raz, będąc w Londynie, zapuściła się sama do jego centrum i Luke nawet nie udawał, że w jakiś sposób był tym podenerwowany. Z drugiej strony wiedział, że zachowuje się dość irracjonalnie. W końcu Em była dorosła i mogła sobie pozwolić na takie wycieczki. Jednak nie znała miasta, a on bał się tego, że coś może pójść nie tak. Gdyby jeszcze ona i jego syn należeli do typowo anonimowych osób, wszystko było by łatwiejsze. Jednak on narzucił na nich płachtę rozpoznawalności. A ostatnie, czego chciał to, to by jego bliscy byli otoczeni przez ich fanów. Szczególnie, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Em nie lubi być w taki sposób w centrum zainteresowanie i zbyt mocno się takim czymś stresuje. Aby nie zrobić z siebie pośmiewiska przed resztą zespołu – chłopaki z pewnością zaczęliby się z niego nabijać, gdyby dowiedzieli się, że aż tak przesadza – udał, że nic wielkiego się nie dzieje i że jest po prostu zmęczony pracą nad nowym albumem. Nie nękał jej też telefonami, aby nie wzbudzić podejrzeń. Nie chciał też, by dziewczyna uznała, że przegina. Choć on doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że tak właśnie jest.
              Zerknął na Michaela, który usiadł obok. Luke oderwał od niego wzrok, by odkręcić wodę. Upił z niej niewielki łyk, a Clifford po chwili zrobił to samo, tyle że w jego dłoni znajdowała się puszka z napojem energetycznym. Między nimi panowała cisza, przerywana tylko głosami pozostałej dwójki, która dyskutowała – w sumie Hemmings wyłączył się na tyle, że nie wiedział, co za temat tak mocno ich pochłonął.
- Co wy na to? – zapytał  Irwin, odwracając się w ich stronę. Blondyn zacisnął lekko usta, mając nadzieję na to, że Michael odpowie pierwszy i nakieruje go na to, o czym mówiono.
- Mi pasuje – rzucił Clifford, wzruszając ramionami. – A ty?
- Kurwa – pomyślał, przekręcając oczami.
- Nie będziemy tam długo. Natalie ma jutro pracę. Dwa, góra trzy piwa – dodał Ash, nie odrywając od niego swoich brązowych oczu. Po jego słowach chłopak zyskał większe rozeznanie na temat tego, o co im chodziło.
- Po pracy? – strzelił pierwsze, co przyszło mu do głowy.
- No, tak – odpowiedział powoli perkusista, jakby badał to, czy Luke w ogóle go słuchał. – Serio, Hemmo? Produkuję się z Calumem od dobrych dziesięciu minut.
- Słuchałem – mruknął pod nosem, czego Ashton w ogóle nie kupił. – To po pracy chcecie iść czy jak?
- Po pracy – powiedział Hood, kiwając głową.
- Beze mnie - rzucił Luke, wyciągając telefon z kieszeni. Raz jeszcze sprawdził, czy nie dostał żadnej wiadomości. Nic. Nawet nie zadzwoniła, choć obiecała, że to zrobi.
- Wyluzuj – pociągnął Clifford. – Chodź z nami. Mały relaks ci się przyda. Em nie jest osobą, która by się o coś takiego obraziła.
- Nie chcę, by siedziała sama i…
- Teraz stałeś się typowym ojczulkiem, który po pracy zakłada kapciuszki i siedzi w domu? – zakpił Calum. Zdążył tylko to powiedzieć, a Ash uderzył go dłonią w tył głowy. – Kurwa! Serio?! Żartowałem do cholery! – Luke mimo wszystko zaśmiał się cicho pod nosem. – Dajesz Hemmo. Dwa piwa i spadamy. Zostawimy gołąbki w pubie, by mogli sobie na solo pogruchać bez zbędnych świadków i… Walnij mnie jeszcze raz, a jak mamę kocham, zamienię twój szampon do włosów z płynem do mycia kibla! – warknął, odskakując od Ashtona, który już chciał się zamachnąć. Clifford spojrzał na nich z politowaniem, a potem parsknął śmiechem.
- Więc, jak będzie? 
              Hemmings zamrugał, a następnie uśmiechnął się. W sumie wyjście do pubu nie było zbrodnią. A on chętnie by się rozerwał po całym dniu siedzenia w studiu. Przecież i jemu należy się też mała odskocznia od wszystkiego.
- Dobra – rzucił, wstając z miejsca. – Zadzwonię do Em i uprzedzę ją, że wrócimy dzisiaj później.
- Ekstra – skwitował Calum. – Następnym razem, to my z nią pójdziemy na piwo, a ty zostaniesz w domu z małym.
- Pasuje – odpowiedział ze śmiechem Luke, kierując się w stronę drzwi.

***
              Siedzieliśmy w małej, przytulnej restauracji. Robert znajdował się na moich kolanach, brudząc sobie buzię zjadanym przez siebie ziemniakiem. W końcu musieliśmy się udać na późny obiad, a to miejsce było idealne. Nie było tu tłoczno, a spokojnie i naprawdę przyjemnie. Dodatkowo serwowali domowe obiady, które nie były wymyślne, a raczej proste i nieskomplikowane. Dzięki temu łatwiej mi było postawić na to, co i Robert zje. Choć on raczej zbytnio nie wybrzydzał w tej kwestii.
             Drgnęłam czując wibrację na udzie. Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka. Robert spojrzał na mnie, wciskając do ust kolejną porcję gotowanego ziemniaka. Wskazałam mu palcem na pokrojone mięso, które postanowił od samego początku zignorować. Najwidoczniej dzisiaj był dzień kartofli i marchewki, którą wybierał mi z surówki. Wyciszyłam muzykę, aby nie przeszkadzać innym klientom restauracji. Zerknęłam na wyświetlacz, by sprawdzić, kto taki się do mnie dobija. Nie zdziwiło mnie to, że dzwonił Luke.
- Tak?
- Gdzie jesteś?
- Jeszcze nie wróciłam i…
- Mogłaś napisać – syknął cicho, a ja uniosłam jedną brew do góry, choć on tego nie mógł zobaczyć. Spojrzałam kontrolnie na Roberta, który dziabał mi małym widelczykiem w talerzu. – Ja… To znaczy… Nie żebym…
- Oczywiście, kochanie – powiedziałam, uśmiechając się pod nosem. – Nie chciałam cię martwić.
- W porządku.
- Ale… Nie, zresztą nie ważne.
- Co się stało?
- Bo ja…
- Emi?
- Nie przerywaj mi okej, bo to dość trudne…
- Co się stało? – powtórzył zdenerwowany.
- Nie wiem, co zrobić na kolację.
- Cholera! Prawie miałem zawał! Musiałaś… No, oczywiście, że musiałaś. Nie byłabyś sobą, co?
- Luke?
- No? – mruknął, a ja oczami wyobraźni widziałam to, jak marszczy z niezadowoleniem czoło i nos.
- Nie mogłam się powstrzymać.
- Pewnie… Śmiej się z tego, że jestem przewrażliwiony.
- Wyluzuj, misiu.
- Nie misiuj mi tu – odparł, ale po tonie głosu wyczułam, że się uśmiechnął. – Po prostu bałem się, że coś wam się stało.
- Luke, my nie jesteśmy na ekstremalnie niebezpiecznej wycieczce. To tylko spacer po mieście.
- Wiem, wiem.
- Więc, co chcecie na kolację?
- Emi… Bo ja właśnie w tej sprawie. – Nie musiał dokańczać. Jak tylko to powiedział, z góry przewidziałam, co chce mi zakomunikować. On i chłopaki nie pojawią się w domu tak szybko.
- Przeciągnęło wam się?
- Nie. Chcemy iść po pracy na piwo i…
- W porządku – powiedziałam szybko ze śmiechem.
- Naprawdę?
- Luke, potrzebujecie takich wyjść, by nie zwariować. Ile można siedzieć w domu lub w studiu. To wam się przyda. Na mnie nie patrz. To, że mnie tu ściągnąłeś nie oznacza, że musisz za każdym razem wracać grzecznie do domu. Bawcie się dobrze.
- Nie chcę po prostu…
- Lukey?
- Tak?
- Przestań.
- Nie chcę, żebyś się czuła…
- Porzucona?
- No… - Przeciągnął sylabę. – Coś w tym stylu.
- Nie będę. Macie się dobrze bawić, ale potem grzecznie wracać do domu, abym nie musiała was szukać po całym Londynie, kiedy będziecie pijani biegać po ulicach…
- Emi…
- Bez koszulek i butów – dokończyłam, a następnie zdusiłam w sobie śmiech.
- Mieliśmy wtedy siedemnaście lat! Wypominasz nam to do tej pory!
- Nigdy tego nie zapomnę.
- A ja właśnie mam nadzieję, że kiedyś pod tym względem dostaniesz amnezji.
- Wielkie dzięki, Luke.
- Nie całościowej, ale tylko na to jedno konkretne zdarzenie.
- Zwymiotowałeś do…
- Emi! – Parsknęłam śmiechem. – Jesteś okropna.
- Swojego plecaka  – dokończyłam, a on warknął pod nosem.
- Lepsze to, niż Michael rzygający na buty swojego ojca – podsumował, a ja znów zaczęłam się śmiać. Robert z zaciekawieniem skupił się na mnie, uśmiechając się pod nosem. – Albo Calum sikający na koła radiowozu. Dobrze, że w środku nikogo nie było. Co wtedy działo się z Ashem?
- Szukał kota.
- Kota? Ashton nigdy nie miał kota.
- Wiem. Właśnie to próbowałam mu wtedy tłumaczyć – odparłam, przejeżdżając dłonią po blond włosach, siedzącego na moich kolanach, chłopca. – Luke?
- Tak?
- Bawcie się dobrze.
- Dzięki, Emi.

***
             Luke nie był zdziwiony, gdy wychodząc ze studia natknęli się na niewielką grupę fanów. Cała ich czwórka nie miała nic przeciwko, by nieco opóźnić swoje przyjście do pubu, na rzecz kilku zdjęć i autografów. W końcu jednak wsiedli do czarnego samochodu, a kierowca ruszył główną ulicą, by zawieźć ich do konkretnego miejsca.
             Zatrzymali się przed niewielkim budynkiem. Na parterze znajdował się lokal, w którym umówili się z Natalie i Amber. Hemmings wiedział, że na spotkaniu będzie także i ona, bo Ashton napomknął o tym cicho tak, by nie słyszał tego Michael, który by pewnie olał całe to wyjście i w ramach protestu wrócił do domu. Do końca nie wiedział, o co tak naprawdę chodzi tej dwójce. Wolał jednak nie wdawać się w szczegóły, bo Clifford na każde wspomnienie o czarnowłosej dziewczynie, dostawał alergii i gorączki w jednym. Ewidentnie za sobą nie przepadali, choć będąc w jednym towarzystwie z innymi, umieli się pohamować i udawać, że jako tako siebie tolerują.
              Wszedł za Calumem do pubu, który na szczęście nie był przepełniony ludźmi. Przyczyną tego mogło być to, że był to środek tygodnia, więc liczba klientów była zdecydowanie mniejsza, niż w weekend. Zmrużył oczy, kiedy wiszący nad barem świecący szyld odrobinę go oślepił. Zamrugał, spoglądając na chłopaków, którzy już kierowali się w stronę zajętego przez dziewczyny stolika. Widząc to, że jest ostatni, odczekał chwilę, by złapać z którymś z nich kontakt wzrokowy. Irwin po przywitaniu się z Natalie szybkim całusem – jakby faktycznie byli parą – odwrócił się do niego, pokazując trzy palce. Luke westchnął pod nosem, podchodząc bliżej lady.
- Co dla ciebie? – zapytał barman, nachylając się w jego stronę.
- Cztery piwa. – Wyciągnął pieniądze, od razu płacąc za alkohol.
- Który stolik?
- W rogu, po prawej.
- Za chwilę przyniosę – odpowiedział młody mężczyzna, zabierając się za przygotowanie zamówienia.
             Luke schował portfel do tylnej kieszeni spodni, a następnie ruszył w kierunku pozostałych. Uśmiechną się, rzucając szybkie cześć w stronę dziewczyn. Usiadł obok Amber, mając naprzeciwko siebie Michaela. Zdusił w sobie śmiech, widząc niezbyt zadowolone spojrzenie Clifforda. Czerwonowłosy prychnął pod nosem, zwracając się bardziej w stronę blondynki, byleby odciąć się od jej koleżanki.
- Zmęczony po pracy? – zagadała Amber, mieszając słomką w swoim piwie.
- Odrobinę. Nie było tak źle.
- Nowa piosenka?
- Nic nie powiem – odpowiedział tajemniczo, uśmiechając się.
- Nawet mi? 
- To, co dzieje się w studiu, zostaje w studiu – podsumował, opierając się na łokciach.
             Dziewczyna pokręciła nosem, nie będąc do końca zadowolona z takiej odpowiedzi. Jednak po chwili znów spojrzała na niego, a na jej ustach wymalował się po raz kolejny promienny uśmiech.

             Wypił trzecie piwo, a następnie rozejrzał się po lokalu. Szybko odszukał Michaela i Caluma, którzy rozmawiali z nowo poznanymi dziewczynami. Stali z nimi przy barze już od dobrej godziny, najwidoczniej doskonale czując się w ich towarzystwie. Zauważył, jak panny spijają z ich ust każde kolejne słowo. Luke zaśmiał się, nie mogąc uwierzyć, że ta dwójka nawet tu wykorzystała szansę i swoją gadkę na to, by kogoś poderwać. A ponoć mieli spędzić czas, tylko w swoim gronie.
             Zerknął w bok. Na końcu stolika znajdował się Ashton i Natalie. Ta dwójka była zupełnie pochłonięta sobą. Był pewny, że gdyby na środku lokalu odpalono petardy, oni by nawet tego nie zauważyli. Widać było jak na dłoni, że jedno i drugie lgnie do siebie na potęgę. Luke zaczął się zastanawiać, kiedy w końcu z tego wyjdzie coś konkretnego, niż ciągłe zapewnienia, że to tylko przyjaźń.
             Nagle poczuł dłoń na swoim kolanie. Palce dziewczyny musnęły jego nogę przez spodnie. Podskoczył raptownie, uderzając klatką piersiową w bok stolika. Miał całkiem dobry refleks, więc w porę złapał swój kufel po pustym już piwie, dzięki czemu nic się nie zbiło. Odwrócił się szybko, by spojrzeć z zaskoczeniem na Amber. Czarnowłosa zrobiła niewinną minę. Cały się spiął, gdy oparła brodę o jego ramię. Wstrzymał oddech, zdając sobie sprawę z tego, jak blisko niego była.
- Mogłabyś…
- Tak, Luke? – odparła, nadal uśmiechając się niewinnie.
- Mogłabyś się trochę odsunąć?
- Ja… Przepraszam, nie powinnam.
- Zdecydowanie nie powinnaś – pociągnął, przesuwając się w bok. Amber wyprostowała się. Jednak po chwili nachyliła się w jego stronę, ponownie zmniejszając dystans między nimi. – Co ty robisz?
- Chyba za dużo wypiłam.
- W takim razie wracaj do domu.
- Lubię z tobą rozmawiać.
- Ja z tobą też, ale…
- Luke? – Kiwnął jej głową. – Czy ja jestem w twoim typie?
- Co? – rzucił i zaśmiał się nerwowo. – Co to za pytanie?
- Pytam z ciekawości. Chcę wiedzieć, czy mogłabym się spodobać komuś takiemu, jak ty.
- Jesteś piękną kobietą, Amber, ale…
- Ale?
- Ale kręcisz się wokół niewłaściwej osoby.
- Wiem, jesteś zajęty.
- Właśnie.
- A ty dokąd? – zapytała, kiedy Luke wstał od stołu.
- Wypiłem trzy piwa, a teraz wracam do domu.
- Ale…
- Do zobaczenia następnym razem – rzucił przez ramię, a następnie skierował się w stronę Caluma i Michaela, by poinformować ich o swoim wyjściu. 
              Amber ewidentnie wypiła za dużo i kompletnie nie podobało mu się to, co robiła. Przez to odechciało mu się siedzenia w pubie, szczególnie, że był na tę dziewczynę skazany, skoro tamci byli pochłonięci innym towarzystwem. Ewakuacja do domu była najlepszą opcją.

             Wszedł cicho do domu. Zerknął w stronę salonu, słysząc włączony telewizor. Ekran odrobinę rozświetlał pomieszczenie, w którym paliła się oprócz niego, tylko niewielka lampka, stojąca w kącie pokoju. Luke uśmiechnął się pod nosem, zrzucając ze stóp buty. Ściągnął cienką czarną kurtkę, wieszając ją na wieszaku.
             Przeszedł do salonu. Dostrzegł siedzącą na sofie dziewczynę. Uśmiechnął się po raz kolejny, gdy Emily oderwała swoje ciemne oczy od telewizora. Na moment ich spojrzenia spotkały się ze sobą. Odpowiedziała tym samym, a on poczuł, że jest we właściwym miejscu i we właściwym towarzystwie.
              Podszedł do kanapy. Usiadł obok brunetki, od razu obejmując ją ciasno. Musnął ustami jej ciepłe wargi, na co Em zareagowała cichym śmiechem. Przejechała palcami po jego policzku, a on westchnął pod nosem. Cieszył się z tego, że pomimo późnej pory, ona jeszcze nie spała. Dzięki temu mieli chwilę, tylko dla siebie. W końcu zostali sami. Tylko oni.
- Mały śpi? – zapytał, wlepiając w nią swoje błękitne oczy.
- Szybko padł po naszej wycieczce – odpowiedziała z uśmiechem. Luke poczuł przyjemną falę ciepła, kiedy jej palce zaczęły delikatnie muskać wierzch jego dłoni. – A gdzie reszta?
- Jeszcze została.
- A ty, dlaczego nie zostałeś z nimi?
- Nie chciało mi się z nimi już siedzieć, szczególnie, że każdy tam znalazł sobie odpowiednie towarzystwo – powiedział powoli, zatajając incydent z Amber, który skutecznie włączył mu ucieczkę z tamtego miejsca. Wolał się ewakuować, niż znosić klejącą się do niego czarnowłosą. Zdecydowanie dziewczyna przesadziła z alkoholem. Widział, że wypiła więcej od niego, więc to właśnie tym, tłumaczył sobie jej zachowanie.
- Poderwali kogoś nowego?
- Calum i Michael owszem, Ash skupił się na Natalie. –  Em zaśmiała się cicho, wtulając się w jego klatkę piersiową. Oparł swoją głowę o jej, ponownie uśmiechając się. W tym domu miał wszystko to, czego brakowało mu tam.
- Jak było w studiu?
- Tak, jak zawsze. Trochę pracy, trochę twórczego chaosu.
- Standardowo?
- Dokładnie. A jak było na wycieczce?
- Podoba mi się Londyn.
- Może będziesz przyjeżdżać tu częściej?
- Może – odpowiedziała ze śmiechem, podnosząc się. Luke mruknął z niezadowoleniem, kiedy odsunęła się od niego, a on stracił to swoje małe źródełko ciepła, które mu dawała.
- Wracaj do mnie.
- Włączyła ci się opcja: przytulanie?
- Ostatnio rzadko to robimy, bo wiecznie coś się dzieje lub ktoś nam przeszkadza.
- Takie uroki mieszkania z większą ilością ludzi. – Cmoknęła go w czubek nosa, wywołując u niego kolejny uśmiech. – Rozchmurz się, słoneczko.
- Jesteś najlepsza.
- Mów mi tak jeszcze, a pomyślę, że coś przeskrobałeś.
- Serio? – rzucił z niedowierzaniem. Emily zaśmiała się, a następnie nachyliła nad nim, by skraść mu szybkiego całusa.
- Żartuję. Głodny?
- Mamy jeszcze jogurt z kawałkami czekolady?
- W lodówce.
- A są te mleczne kanapki Roberta?
- Są.
- Idealnie. Chcesz też? – Em pokręciła głową. – Okej, zaraz wracam. 
            Pocałował na odchodnym jej skroń, a następnie wstał z kanapy. Przeciągnął się. Jak tylko to zrobił, lekko podskoczył, kiedy dziewczyna dla zabawy sprzedała mu szybkiego klapsa w prawy pośladek.
- Prowokujesz mnie do czegoś? – zapytał ze śmiechem. Oparł dłonie na oparciu kanapy, wisząc tuż nad nią. – Chcesz wykorzystać moment, że nasz syn śpi, a my mamy wolną chatę?
- Idź już, bo przez brak cukru zaczynasz majaczyć.
- Wielkie dzięki – mruknął rozczarowany.
             Odwrócił się i ruszył w stronę kuchni. Otworzył szafkę, wyciągając z niej małą łyżeczkę. Wsadził ją do ust, by dobrać się do lodówki. Od razu zauważył to, na co miał ochotę. Złapał za jogurt i mleczną kanapkę. Rozstawił ten zestaw na blacie, by po chwili otworzyć opakowania. Zaczął pochłaniać wszystko na raz, zagryzając jedno drugim.

***
             Podniosłam się z kanapy. Mój wzrok od razu zatrzymał się na blondynie urzędującym w kuchni. Uśmiechnęłam się pod nosem, nie mogąc się powstrzymać. W sumie Luke miał rację. Jesteśmy sami, a Robert wyczerpany spacerem, śpi grzecznie w swoim łóżku. Zdecydowanie wypadł nam idealny czas, który mogliśmy spożytkować w o wiele lepszy sposób, niż tkwienie przed telewizorem. Jak tylko o tym pomyślałam, poczułam przyjemny dreszcz na plecach. Ewidentnie byłam za opcją poruszoną przez Hemmingsa.
              Luke był zajęty jedzeniem, więc nawet nie zdziwiło mnie to, że nie zwrócił uwagi na moje kroki, które były coraz bliżej niego. Widziałam, jak wsunął ostatni kawałek mlecznej kanapki do ust, odkładając na bok biało czerwone opakowanie. Zaczaiłam się za jego plecami, czekając, aż przełknie to, co miał w buzi. Nie chciałam, by się chłopak przez przypadek zadławił i udusił. Kiedy byłam pewna, że to mu nie grozi, przeszłam do konkretniejszego ataku na jego osobę.
              Chłopak odruchowo podskoczył w miejscu, kiedy objęłam go. Moje dłonie znalazły się na jego brzuchu, powoli zjeżdżając w dół. Luke odwrócił głowę, by móc na mnie spojrzeć. Zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową.
- Masz mnie.
- Oj, tak – powiedziałam z pewnością w głosie. 
              Moje palce przejechały przez jego uda, by po chwili ponownie piąć się ku górze. Usłyszałam, jak wypuszcza z ust powietrze. Poczułam, jak spina wszystkie mięśnie i wstrzymuje oddech, gdy zatrzymałam się na centralnym miejscu w jego spodniach.
- Em… Jeśli bawisz się ze mną, by potem mnie zostawić, to wiedz, że to bardzo nieładnie z twojej strony.
- A może chcę cię wykorzystać?
- Seksualnie?
- Może?
- Wykorzystuj mnie – powiedział, szybko odwracając się. – Nie mam nic przeciwko – dodał, ujmując moją twarz w dłonie.
              Zamknęłam oczy, kiedy jego usta odnalazły moje. Cicho mruknęłam, kiedy przyspieszył tempo, zmieniając nasz pocałunek w bardziej chciwy i zachłanny. Objęłam jego kark, mocniej przywierając do jego ciała. Poczułam dłonie chłopaka na swoich pośladkach. Naparł na mnie mocniej, zamieniając nas jednocześnie miejscami. Oparłam się o blat, ani na moment nie odrywając się od Hemmingsa. Zagryzłam wargę, czując, jego usta na swojej brodzie. Po chwili przesunęły się w bok, a on skoncentrował się na mojej szyi. Cichy jęk wydobył się z moich ust, kiedy wsunął mi dłonie pod koszulkę. Jego biodra przywarły do moich, a ja wyczułam w jego spodniach twardniejące wybrzuszenie.
- Chodź na górę.
- Skutecznie mnie na to namówiłaś.
- Raczej nie musiałam.
- W sumie racja – odparł ze śmiechem, a potem złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów.  


***
Witam drogie panie!
Roxy nie mogła dzisiaj osobiście wrzucić rozdziału, bo przebywa na tak zwanym sabacie czarownic. Ale znalazła zastępstwo - swoje Alter Ego :-)
Roxy jednak do was wróci - prawdopodobnie dzisiaj wieczorem.

Przyjrzałem się tym jej notką pod rozdziałami i mniej więcej wiem, jak to powinno wyglądać. Dostałem oczywiście też listę rzeczy, o których muszę pamiętać - teraz nikt mi nie wmówi, że ona nie bierze tego swojego hobby na serio.

Zazwyczaj Roxy robi małe streszczenie o tym, co było w rozdziale - ja nie zrobię, bo kompletnie nie znam się na takim pisaniu. Powiem tylko jedno - Łók chłopie dobrze, że zabrałeś dupsko do domu! Amen! Na tą pannę mam dużo innych określeń, ale je pominę.

Mam wam również przypomnieć o Asku i Twitterze - to przypominam - punkt odhaczony. Mam przez to jakieś deja vu :-P

Dostałem też oficjalne zezwolenie na odpowiadanie na komentarze, więc buszuję tu na blogu, aż do jutra. Więc może jeszcze spotkamy.

Roxy również dziękuje wam za komentarze, jakie piszecie. Wierzcie mi, że w większości są naprawdę fajne i mega zabawne. Potraficie rozśmieszyć swoimi powiedzonkami i ogólnie tekstami nie tylko ją, ale i mnie. Roxy uwielbia je czytać. I wcale jej się nie dziwię. 

Tyle ode mnie!

Miłego dnia/wieczoru 
Pozdrawiam




8 komentarzy:

  1. W sumie to uśmiechnęłam się czytając notkę pod rozdziałem :>
    A co do rozdziału to czuję, że kolejne starcie z Amber też będzie nieprzyjemne. Może wtedy Robert się wygada i powie, że przestraszył się?
    Do zobaczenia w następnym rozdziale i pozdrawiam (również Ciebie, Alter-ego Roxy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie wyszło drętwo, to dobrze
      Szczerze to też myślę, że Ameba jeszcze namiesza. Bo coś Roxy za często ją daje do rozdziałów. I tak tak, czytam jej opowiadania :]
      W imieniu ROxy dziękuję za komentarz
      też raz jeszcze pozdrawiam!

      Usuń
  2. Rozdział cudny! Nienawidzę Amber i czuję, że ona baaaardzo namiesza. Mam nadzieję, że Robert powie rodzicom prawdę, a oni kopną ją w tyłek i zniknie.

    Pozdrawiam waszą dwójkę. ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W imieniu Roxy dziękuję za komentarz
      Też pozdrawiam!!!!! :D

      Usuń
  3. Gnij Amebo przebrzydła! Nie mogę się doczekać aż dowiedzą się co ten bezmózgi jednokomórkowiec zrobił mojemu Robciowi :> Rozdział genialny. Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuuu i miło mi poznać alter ego Roxy. :>> Zacnie napisana notatka pod rozdziałem. Takie miłe. (~>●-●)~>

      Usuń
    2. Cieszę się bardzo, że się podobało :) Widzę, że Ameba przeszła i do Ciebie XD
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń