wtorek, 31 maja 2016

S2 - Rozdział 12

              Nie czułam się dobrze. Tuż nad ranem obudził mnie potworny ból żołądka. Chociaż w sumie sama nie byłam pewna, czy boli mnie brzuch czy może podbrzusze czy może ten pieprzony ból promieniuje, z jakiegoś innego przeklętego miejsca. Nie był to jednak ten ból, który towarzyszy nam przy zatruciu pokarmowym, kiedy to na samą myśl, o czymś do jedzenia robi ci się niedobrze. Ja czułam się tak, jakby wszystkie mięśnie w moim organizmie mocno się spięły. Jakby ktoś ściskał je wewnątrz niewidzialną dłonią, dodatkowo wbijając w nie ostro zakończone paznokcie. Od  tego wszystkiego na przemian robiło mi się ciepło i zimno. Zażyłam środki przeciwbólowe, ale niewiele pomogły. Jak tylko w sypialni zjawił się Robert, musiałam obudzić Luke'a, aby zajął się synem, bo ja byłam kompletnie wyautowana z życia.
               Zacisnęłam mocniej palce na poduszce, przyciągając kolana do klatki piersiowej. Cicho jęknęłam pod nosem. Naprawdę modliłam się o to, by mi to w końcu przeszło. Miałam wrażenie, że najnormalniej w świecie się przekręcę. Przez chwilę byłam pewna, że od tego nieprzerywanego bólu zwymiotuję, ale to na szczęście się nie stało.
- Emi?
               Otworzyłam oczy, spoglądając na zaniepokojoną i przestraszoną twarz Hemmingsa. Chłopak przejechał dłonią po moich włosach. Zagryzł lekko wargę, nie odrywają ode mnie wzroku. Niechętnie usiadłam. Bez słowa przejęłam od niego kolejne proszki, które popiłam wodą. Tym razem postawiłam na mocniejszy środek przeciwbólowy.
- Powinnaś iść do lekarza.
- Może to przejdzie – wydusiłam, oddając mu szklankę.
- Może?
- Jak nie, to naprawdę do niego pójdę.
- Zostałbym z tobą i…
- Nie, nie, nie, idź. Macie pracę w studio. Nic mi nie będzie – pociągnęłam, kładąc się z powrotem.
- Ale Emi…
- Idź. Naprawdę nie musisz ze mną siedzieć.
- Wezmę ze sobą Roberta.
- Co?
- Daj spokój, jak chcesz się w takim stanie opiekować dzieckiem. – Wytrzeszczyłam na niego oczy. – Co?
- Czy ty się słyszysz? Nie możesz zabrać go do studia. To tak, jakbyś zabierał go do pracy i…
- Nasza praca rządzi się innymi regułami. Młody idzie z nami i bez gadania. Ledwo żyjesz i chcesz jeszcze zajmować się dzieckiem? Jeśli nie chcesz bym został, to przynajmniej się nie stawiaj, kiedy chcę ci ułatwić zadanie. Robert idzie z nami. Już to postanowiłem i chłopaki też nie mają nic przeciwko temu – powiedział stanowczym tonem. Nie odezwałam się, tylko wstrzymałam oddech. – Idzie z nami – powtórzył, kiwając głową. - Oprócz tego masz od razu dać mi znać, gdyby ci się pogorszyło. Nie masz czekać, tylko natychmiast dzwonić. Będę cały czas pod telefonem.
- Luke, ja nie umieram to, tylko…
- Bez gadania. Masz mi to obiecać – rzucił podenerwowany.
- Obiecuję – odparłam dla świętego spokoju.
- W porządku. Jednak wiedz, że ani trochę nie jestem zadowolony z tego, że mam cię zostawić w takim stanie.
- Ja nie umrę w tym łóżku. To tylko jakiś pieprzony ból żołądka. – Luke zmierzył mnie wzrokiem. – Naprawdę, nic się nie stanie.
- Znasz umowę. Masz dzwonić – powiedział, a potem pocałował mnie szybko. – Spróbuj zasnąć. Odezwij się też później, tak kontrolnie. I tak już się martwię, a nie chce wpaść w panikę, że coś się złego dzieje, okej?
- Okej.

***
              Cała czwórka była już przyzwyczajona do tego, że przeważnie pod budynkiem studia zastawali małe grupy fanów. Mimo tego, że przyjeżdżali i wychodzili z niego o różnych godzinach, to zazwyczaj i tak ktoś na nich czekał. Tak było i tym razem.
              Luke wysiadł z samochodu. Odwrócił się i odpiął Roberta z fotelika. Jego mała kopia od razu zainteresowała się grupą nieznajomych mu ludzi. Wziął go na ręce, a chłopiec niemalże zawisł na jego plecach, byleby lepiej widzieć wołających ich fanów. Blondyn przekręcił oczami, starając się utrzymać wiercące się dziecko. Zawsze był pod wrażeniem tego, że mały nie bał i nie wstydził się obcych. Z drugiej strony byłby spokojniejszy, gdyby od czasu do czasu Robert poczuł przy nich strach. Luke obawiał się tego, że przez tą dziecięcą ufność jego syn byłby skłonny pójść gdzieś, z jakimś pedofilem czy porywaczem, a on już mógłby go więcej nigdy nie zobaczyć. Dlatego, co i rusz wpajał mu to, że trzeba się pilnować i nie odchodzić z nieznajomymi.
- Luke! Michael! Calum! Tutaj, Ash!
- O mój Boże, Robert! Ej, mały!
- Mogę prosić o zdjęcie, Luke? – Odwrócił się z lekkim uśmiechem w stronę wysokiej blondynki, która w dłoni ściskała gotowy do użycia telefon.
- Fan – odezwał się Robert, wskazując na nią.
- Nie pokazujemy palcami – mruknął Hemmings, za co został pociągnięty za ucho. – Robert!
- Jest uroczy – skwitowała dziewczyna, uśmiechając się do krnąbrnego chłopca.
- Ty też! – zawołał ze śmiechem mały blondynek.
- Zdecydowanie charyzmę ma po wujku Calumie, prawda, Mistrzu? – wtrącił się Hood, który stał obok niego.
- Chciałbyś – odparł Luke, zerkając na niego z niedowierzaniem. – To moje dziecko.
- Też mu współczuję – skwitował Hood. 
              Blondynka parsknęła śmiechem, a Robert zaraz jej zawtórował. Starszy Hemmings zmrużył na niego oczy, zgrzytając zębami. Bez słowa jednak podał mu syna, by móc sobie zrobić z dziewczyną klasyczne selfie. Potem zamienili się miejscami. Jego mała kopia ponownie wylądowała w jego ramionach.
- Przepraszamy, ale musimy już iść – powiedział Irwin, machając do małej grupki. – Dostaniemy po głowie, jak zaliczymy większe spóźnienie.
- Luke, a ty dalej jesteś z Emily? 
               Hemmings odwrócił się, patrząc zaskoczony na rudowłosą dziewczynę. Jednak Michael pociągnął go w stronę drzwi, przez co nawet nie zdążył do końca przeanalizować tego pytania. Gdy tylko wszedł do studia, zupełnie o nim zapomniał.

               Spojrzał z uśmiechem na Roberta, który siedział na kolanach Johna. Mężczyzna spokojnym i cierpliwym głosem opowiadał mu o konsoli, choć trzylatek i tak z tego niewiele rozumiał. Mimo wszystko uważnie słuchał, pytając się o poszczególne guziki. Udało mu się rozpracować system włączania i wyłączania mikrofonów, a także gaszenia światła w pomieszczeniu za szybą, co spowodowało, że Michael i Calum musieli powtarzać swoje nagrania. Luke potem kilka razy z rzędu przepraszał za to chłopaków i Johna, ale ci o dziwo nie byli na niego wściekli. Wzięli to za dobry żart ze strony dziecka, który wykorzystał ich chwilową nieuwagę, bawiąc się tymi interesującymi i kuszącymi przyciskami.
               Hemmings jęknął cicho, gdy rozpędzony chłopiec wleciał w jego piszczel. Ból rozprzestrzenił się po całej lewej nodze. Zaraz potem wrzasnął ze strachu, zabierając pospiesznie chłopca i uskakując przed biegnącym w jego stronę Cliffordem. Skutkiem tego było to, że Michael przeleciał obok niego, wpadając i niemalże zwalając z nóg, stojącego kawałek dalej Irwina. Luke już z początku uznał, że zabawa w ganianego w studiu była naprawdę głupia, ale jego kumpel i tak postawił na swoim.
               Byli w trakcie przerwy. Zdążyli właśnie pochłonąć lunch, który zamówili z knajpki obok. Najwidoczniej kolejna dawka jedzenia pobudziła do działania Michaela i Roberta, przez co ta dwójka wygłupiała się na potęgę. Luke zerknął na Ashtona, który dla zasady przywalił czerwonowłosemu otwartą dłonią w tył głowy.
- No, kurwa, co?! – jęknął Michael, rozcierając potylicę. – Nie chciałem!
- Kurwa, nie przeklinaj przy nim! – warknął Calum. – To znaczy… Kurczaki, nie mów tak brzydko!
- Wuja Cal powiadział to słowo, tato – pisnął roześmiany Robert, zakrywając dłonią usta.
- Nie wolno powtarzać – pouczył go Luke, a potem spiorunował Mulata wzrokiem. Calum zrobił minę niewiniątka. 
- Powiadział to…
- Robert – mruknął Hemmings, przekręcając oczami. Spojrzał na chłopca, który oparł się głową o jego ramię, grając grzecznego chłopca. – Wiesz, że tak nie wolno.
- Ale on to powiadział – wyszeptał mu do ucha, a potem zaśmiał się głośno, przez co Luke, aż drgnął.
- Wujek Calum zaraz dostanie od wujka Irwina i się nauczy, że to jest brzydko – rzucił Ashton, podchodząc do blondyna.
               Zabrał mu małego, a potem usiadł z nim na kanapie. Blondynek zaśmiał się, kiedy perkusista połaskotał go. Po chwili wdrapał się na niego. Złapał za gumkę, rozwiązując jego włosy. Jasne loki opadły chłopakowi na twarz. Robert przejechał po nich rękami.
- Co robisz wujkowi? – zapytał Luke, przyglądając się tej scenie z uśmiechem.
- Czeszam – skwitował chłopiec. – Wuja jest łany.
- Jestem przystojny.
- I ma dziwkę – rzucił zadowolony Robert, odwracając się w stronę ojca.
               Luke w tym momencie prawie zakrztusił się śliną. Michael raptownie odwrócił się w ich stronę, mając na twarzy głupkowaty uśmieszek. Widać było, że ze wszystkich sił stara się nie roześmiać. Calum wytrzeszczył oczy, patrząc to na niego, to na Roberta. Na szczęście Johna nie było w pokoju, więc nie słyszał tego stwierdzenia z ust małego.
- Co wujek ma? – wydusił blondyn, nie spuszczając wzroku z syna.
- Dziwkę.
- Jest coś, o czym nie wiem, Ash? – powiedział Michael, a potem zacisnął zęby, wyduszając z siebie jedynie cichy charkot, kiedy starał się być poważnym, walcząc z kolejną salwą śmiechu, jaka cisnęła mu się do gardła.
- Co ma? – dopytał Luke z niedowierzaniem.
- Dziwkę, no – odpowiedział z niecierpliwiony Robert, a potem pokazał na Ashtona. – Tutej. – Wtedy dopiero go olśniło.
- Mówi się grzywka, kochanie – poprawił go, siląc się na spokojny ton.
- No, dziwka.
- Grzywka.
- Dziwka.
- Grzy-wka.
- Dziw-ka.
- Dobry Boże – jęknął Luke. Starał się nie patrzeć na Caluma i Michaela, którzy w tym momencie dostali kompletnej głupawki. Jedynie Ashton dalej trzymał fason, próbując nad wszystkim nadążyć. Chłopaki spojrzeli na siebie. – Mam przewalone, jak Emily dowie się, jak on mówi.
- Nie twoja wina.
- Pod tym względem zawsze idzie na mnie.
- Bo?
- Bo to niby ja nie umiem się powstrzymać i przy nim przeklinam, co jest, kurwa, nieprawdą.
- O! Tato, powiadziałeś brzydko!
- Widzisz! – jęknął Hemmings, rozkładając ręce. – Wszystko pójdzie na mnie. Mam przekichane.

***
              Uśmiechnął się, słysząc kolejny wybuch śmiechu ze strony małego. Robert właśnie siedział na jego kolanach, pochłonięty zabawą z efektem psa na Snapchacie. Calum wytknął język, na co chłopiec zaklaskał w ręce, widząc, jak doczepiony język niby oblizuje ekran. Hood przekręcił komórkę, by teraz mógł objąć kamerą małego. Robert szybko powtórzył jego gest, ponownie śmiejąc się z tego, co zobaczył.
              Mulat podniósł głowę znad ekranu komórki, ignorując to, że młody zaczął jeździć palcem po ekranie. Jego ciemne oczy skupiły się na Hemmingsie, stojącym przy oknie. On również używał telefonu, tyle że prowadząc cichą rozmowę. Calum wiedział z kim rozmawia. Między innymi dlatego zajął się jego synem, aby Luke mógł na spokojnie dowiedzieć się, czy u Emily wszystko w porządku.
                W końcu blondyn schował komórkę do kieszeni, a następnie podszedł do sofy. Usiadł na niej, skupiając na nich swoje błękitne oczy. Robert od razu przeszedł na kolana swojego ojca, wtulając się w niego. Luke przejechał dłonią po jego jasnych włosach, które po nim odziedziczył.
- Co z Em?
- Mówi, że trochę jej przeszło, ale po głosie słyszałem, że nadal jest kiepsko.
- Powinna iść do lekarza.
- Wiem, to samo jej mówiłem, ale pod tym względem ona zawsze wie lepiej.
- Nie denerwuj się, nic jej nie będzie – rzucił Calum, klepiąc go po ramieniu. – Jak jutro będzie tak samo, to osobiście zaciągnę ją na ostry dyżur.

***
                 Po drugiej rozmowie z Lukiem, dowiedziałam się tego, że chłopakom przedłuży się nieco wizyta w studiu. Mieli być z powrotem około dziewiątej wieczorem. Zapewnił mnie także po raz kolejny, że Robert im nie przeszkadza, nie broi i zachowuje się całkiem wzorowo. Miałam tylko nadzieję, że tak zostanie do końca.
                 Po tej rozmowie zażyłam kolejną porcję tabletek, próbując ponownie uciąć sobie drzemkę. Zasnęłam po kilkunastu minutach wiercenia się na materacu. I ten sen był dla mnie zbawienny, bo jak tylko się obudziłam, od razu poczułam się lepiej. Ból w dole brzucha minął, a ja jedynie czułam nieprzyjemne napięcie mięśni. Jednak z czasem i to powoli słabło i malało.
                 Byłam zmęczona tym dniem. Cholerny żołądek wypruł ze mnie duże pokłady energii. Postanowiłam jeszcze trochę poleżeć w łóżku, aby odsapnąć. Przytargałam sobie laptopa, stawiając go na małym rozkładanym stoliczku. Nie chciało mi się spać, więc pomyślałam, że dla zabicia czasu posprawdzam swoje konta na portalach społecznościowych i przy okazji odpiszę rodzicom i Katie na wiadomości, jakie mi zostawili. Zaraz po tym zaczęłam przeglądać inne wrzucone do sieci rzeczy.
                   Brnąc przez masę fanowskich postów dotyczących 5 Seconds of Summer, natrafiłam na jeden nowy wpis, który pojawił się stosunkowo niedawno. Jakaś dziewczyna podała go niecałą godzinę temu. Weszłam w niego, by dokładnie sprawdzić, co tak bardzo ją zszokowało i zaskoczyło, że tak mocno najechała na Hemmingsa. Jak tylko to zrobiłam, zostałam przekierowana do kolejnego profilu.
                 Oczy prawie wyleciały mi z orbit, kiedy zobaczyłam zdjęcia, które skomentowała. A pod nimi znajdowało się jeszcze więcej różnych opinii. Od razu rozpoznałam osoby uwiecznione na fotografiach. Pijany Luke i Amber. Na jednym uśmiechali się, na drugim obejmowali, na trzecim on zamykał oczy, podczas gdy ona muskała jego szyję ustami. Czwarte zdjęcie doprowadziło mnie do łez. Czwarte zdjęcie złamało mi serce. Przy czwartym zdjęciu cały mój świat runął mi na głowę. Na czwartym zdjęciu uwieczniony był ich pocałunek. Muśnięcie wargami, które potem… Wolałam jednak nie wyobrażać sobie tego, co mogło dziać się później. To i tak już cholernie bolało. Mimo tego mój mózg wyobraził sobie tę scenę, sprawiając, że głośniejszy szloch wydobył się z mojego gardła. Oni zrobili to na imprezie, na której byliśmy wszyscy razem. Zrobili to tuż koło mojego nosa, mając gdzieś fakt, że jestem w tym samym miejscu. Czułam się zraniona, rozgoryczona i upokorzona. Jak długo Luke miał zamiar zgrywać cudownego chłopaka, mając na boku Amber?

***
                 Robert spał już od godziny. Zmęczony, przysnął wciśnięty w klatkę piersiową Caluma, gdy ten czytał mu znalezioną w internecie bajkę. Nawet nie dotrwał do końca historii o dwóch małych pingwinkach, które wyruszyły na poszukiwanie swojego zaginionego kolegi. Jak tylko dostrzegł, że chłopiec zasnął, przełożył go na kanapę, przykrywając go jednocześnie bluzą.
                 Luke nie zamierzał budzić syna. Miał nadzieję, że uda mu się przetransportować go w takim stanie do samochodu, a potem do domu. Nie chciał, by się rozbudził. Wtedy by w ogóle odechciało mu się spać, a ponowny sen pewne zagościłby u niego dopiero po północy. Skutkiem tego byłoby marudzenie młodszego Hemmingsa, który z pewnością obudziłby się na drugi dzień zupełnie niewyspany.
                  Wziął małego na ręce, przyciskając go do piersi. Stojący obok niego Hood, pomógł mu poprawić bluzę, która zsunęła się z jego drobnego ciałka. Potem cicho pożegnali się z Johnem i wyszli na pusty korytarz. Zeszli po schodach. Otworzono im bramkę, by mogli dotrzeć do głównego wyjścia. 
                  Pierwszy na zewnątrz wyłonił się Michael, prosząc nielicznych fanów o spokój i nie krzyczenie. O dziwo grupa składająca się z samych dziewczyn, przystała na jego prośbę, dzięki czemu Luke przeszedł z Robertem do samochodu, w niemalże zupełnej ciszy.
                  Zajął miejsce na tylnym siedzeniu, układając chłopca na swoich kolanach. Małe rączki zacisnęły się na jego koszulce. Luke opatulił go bluzą Caluma jeszcze bardziej, a następnie spojrzał w kierunku pozostałych członków zespołu, którzy robili sobie zdjęcia z fankami. Przez chwilę obserwował ich, by w końcu znów skupić swoje błękitne oczy na dziecku. Robert mlasnął przez sen, na co Luke zareagował uśmiechem. Drgnął lekko, gdy reszta w końcu wsiadła do auta.
- Śpi dalej? – zapytał Michael, zaglądając mu przez ramię.
- Jak zabity. Chyba ten dzień porządnie go wymęczył.
- I tak ma w sobie dużo energii – skwitował Clifford. – Ja też bym już chętnie poszedł spać. Calum? Przetransportujesz mnie do domu, jak już teraz uderzę w kimę?
- Zostawię cię tu w samochodzie. Po co ty nam w domu do szczęścia potrzebny – mruknął Mulat, odrywając wzrok od telefonu. Michael wymamrotał w jego stronę wiązankę soczystych przekleństw. Irwin spojrzał na tę dwójkę z politowaniem, kręcąc jednocześnie głową. – Patrzcie, młody zachował jedną swoją fotkę ze Snapchata – pociągnął ze śmiechem Hood, wyciągając w ich stronę rękę z komórką.
- Prześlij mi je – powiedział Luke, patrząc na zdjęcie roześmianego Roberta, który wyglądał naprawdę uroczo z uszami i nosem małego psiaka.
- Nie ma problemu – rzucił Calum, skupiając się ponownie na swoim telefonie.

                  Ashton otworzył drzwi, przepuszczając go pierwszego. Luke poprawił syna, który nadal tkwił w jego ramionach. Cieszył się, że w dalszym ciągu śpi i ani razu się nie obudził. Po cichu przeszedł do salonu, a następnie ruszył na górę. Chciał go położyć do łóżka, a potem koniecznie musiał sprawdzić, co dzieje się z Emily i czy dziewczyna na pewno czuje się już lepiej.
                  Wszedł do kolorowego pokoju. Przetrzymał chłopca, sięgając po jego piżamę. Usiadł z nim na łóżku, a następnie powoli zaczął go przebierać, starając się nie wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. Robert jednak dalej twardo spał, nie świadomy niczego. Luke w końcu odetchnął z ulgą, gdy cały proces nakładania piżamy dobiegł końca. Nie było to łatwe, szczególnie, że mały był, niczym człowiek bez kości, a on długo się męczył zanim udało mu się jemu zdjąć i założyć czystą bluzkę. Powoli położył go na materac, przykrywając chłopca kołdrą. Nachylił się, całując jego czółko. Zapalił małą lampkę – Robert bał się spać w totalnej ciemności – a potem wyszedł cicho z pokoju, zostawiając uchylone drzwi.
                 Odwrócił się, zauważając wychodzącego z jego sypialni Ashtona. Chłopak zagryzł wargę, mierząc go wzrokiem. Luke uniósł  brwi, nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Irwin wskazał brodą na drzwi, a następnie bez słowa poszedł do siebie. Blondyn od razu zrozumiał, że to ma związek z Emily. Czy stało się coś, o czym o nie miał pojęcia?
                Jak tylko wszedł do pokoju, jego błękitne tęczówki zatrzymały się na siedzącej na łóżku dziewczynie. Zauważył jej zaczerwienione oczy i nos. Pospiesznie wycierała policzki, na których przed chwilą widniały słone łzy. Luke od razu poczuł niepokój. Ruszył w jej stronę, by po chwili usiąść obok. Wyciągnął w jej stronę dłoń, ale Em odepchnęła ją od siebie. Jej ciemne oczy ponownie się zaszkliły. Widział, jak próbuje nie rozpłakać się na nowo.
- Co się dzieje? – zapytał z troską. Prychnęła pod nosem, patrząc na niego z odrazą. – Emi?
                 Bez słowa odwróciła się. Złapała za komputer, a potem wcisnęła mu go w dłonie. Oparł go na kolanach. Nacisnął przycisk, by wyjść z trybu uśpienia. Jego oczy momentalnie powiększyły się, a w gardle pojawiła się olbrzymia gula, gdy zobaczył zdjęcia zamieszczone przez kogoś w internecie. Nie musiał długo główkować skąd pochodzą. Amber.
                 Luke próbował przypomnieć sobie dokładnie to, co działo się na imprezie. Jednak, o ile pierwsza część pobytu w klubu była całkiem dobrze widoczna w jego myślach, tak na reszcie pojawiła się ciemna plama, przeplatana tylko przebłyskami. Wiedział, że zaliczył urwany film. Mimo wszystko kilka wspomnień do niego docierało. Pamiętał to, że robił sobie z Amber zdjęcia. Nie pamiętał tylko, ile ich było i jak faktycznie wyglądały. Teraz miał odpowiedź.
                  Przełknął ślinę, choć było to ciężkie. Ścisk gardła nadal był mocno wyczuwalny. Spojrzał ze strachem na Emily. Po jej policzkach ponownie zaczęły spływać łzy. Po raz kolejny zerknął na cztery fotografie. Nie pamiętał tego, by mógł zrobić coś takiego. Nie pamiętał, by mógł ją tak skrzywdzić. Wierzył w to, że to tylko pieprzone nieporozumienie i w końcowym efekcie do niczego gorszego nie doszło.
- Emi?
- Jak mogłeś – zaczęła drżącym głosem, przyciskając dłoń do ust. – Jak mogłeś to zrobić? Dlaczego nie zostawiłeś mnie w cholerę, skoro ona wpadła ci w oko?
- Przestań, to nie tak…
- A jak?! Zrobiłeś mi najgorsze świństwo, jakie może zrobić osoba, którą się kocha. Do tego upokorzyłeś mnie publicznie!
- Emi, to się da wyjaśnić, ja nigdy...
- Mam dość – mruknęła, odsuwając się od niego. – Mam dość ciebie i tej całej sytuacji. Nie mam ochoty nawet na ciebie patrzeć. Zostaw mnie i…
- Ale…
- Odwal się, Luke! – krzyknęła, a cichy szloch wydarł się z jej gardła. Odwróciła się, padając na poduszki. Przykryła się kołdrą, chowając twarz w pierzynie.
- Emi…
- Odczep się. Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
- Ale…
- Idź do niej. Wyglądacie razem idealnie. Życzę wam pieprzonego szczęścia.
                 Luke w tym momencie zacisnął usta. To wszystko bolało. Bolało podwójnie, przez słowa, jakie mówiła. Do tego poczuł wściekłość. Powinna go wysłuchać. Powinna z nim porozmawiać, a nie tworzyć teorie spiskowe, które nie mają pokrycia w rzeczywistości. A przynajmniej Luke miał taką nadzieję, bo za cholerę nie mógł sobie przypomnieć całej tej sytuacji.
                   Rozżalony i zły podniósł się raptownie z łóżka, a następnie ruszył w kierunku drzwi. Wypadł na korytarz, zatrzaskując je za sobą odrobinę za mocno. Poczuł, że zaraz naprawdę go rozniesie. Powinna wierzyć mu, a nie temu, co pojawiło się w sieci. Tyle, że on sam nie wiedział, czy ma co do tego rację. A miał nadzieję, że faktycznie do niczego nie doszło. Zaczął żałować, że doprowadził się do tak mocnego upojnego stanu. Gdyby się kontrolował, wiedziałby na sto procent, że te zdjęcia nie są żadnym prawdziwym dowodem jego domniemanej zdrady. Wiedziałby, że nic między nim a Amber nie było. Jednak teraz musiał się uspokoić i przeanalizować to wszystko na spokojnie i na nowo, by ponowić próbę rozmowy z Emily. Nie pozwoli jej tak szybko odejść. Nie pozwoli, by te zdjęcia zniszczyło to, co jest między nimi. 


***
Dzisiaj trochę więcej chłopaków i Roberta, a także "piękne" fotki, które pojawiły się w sieci. Mamy więc mały drama time między głównymi bohaterami. Jak myślicie, Em w końcu porozmawia na spokojnie z Lukiem, czy dalej będzie się na niego wściekać? A może zostawi go i wróci z Robertem do Australii? 

Dzięki bardzo za wszystkie komentarze! Naprawdę je uwielbiam - ale to już wiecie :)

Standardowo przypominam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau :)

Kolejna część w następny wtorek.

Pozdrawiam!

10 komentarzy:

  1. Robert jest taki uroczy no (po wujku Calumie). I ten tekst z dziwką haha
    Się porobiło, nie można ukryć. Mam nadzieję, że nasza cudowna parka sobie to wyjaśni.
    Och, aby ta Amper, Ander czy jak jej tam została rozjechana przez autobus. Naprawdę, zasługuje na coś złego.
    Nawet nie wiesz jak mi brakuje "Pokochać ciszę" we wtorki ew
    Pozdrawiam:)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Em się ogarnie i go na spokojnie wysłucha. Hehe lol XD Wcale się nie dziwię, czemu jej tak nie lubisz - raczej pozytywną postacią to ona nie jest.
      Dzięki bardzo za komentarz :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Robert jest taki słodziutki :D no, ten tekst z dziwką to mistrzostwo :D
    A teksty chłopaków rozwalają system :D hahah
    Ale... Emi mnie tak wkurzyła, że tego nie da się opisać... Nie rozumiem osób, które nie chcą wysłuchać drugiej osoby. Widziała to zdjęcie i co? Nic innego jej do głowy nie przyszło? To znaczy, że może to być choćby fotomontaż, oj, Emily naprawdę nie ma za grosz wyobraźni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale Ci się nie dziwię, bo oceniła wszystko zbyt pochopnie i za szybko. Oczywiście, że powinna go wysłuchać.
      Dzięki bardzo za komentarz i opinię :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. No nie, następny wtorek? ;_; chyba się rozkleję. Wiedziałam, że te fotki wyjdą szybko na jaw. Głupia szmata! Oby Emily tylko nie wróciła do Australii. I oby ta sprawa ze zdjęciami szybko się rozwiązała.
    Super, super tydzień pewnie będzie mi się teraz niesamowicie dłużył... do następnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można się było tego spodziewać :P Emily też mogła z nim na spokojnie porozmawiać, a nie kierować się tak bardzo złymi emocjami :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Serio Amber? Tu głupia suczo! Wiedziałam, że coś odwali. Jeśli oni się przez nią rozstaną to chyba ją osobiście ukatrupię! Zaniepokoiło mnie ten ból Em może znowu jest w ciąży? Mam nadzieję,że dizewczyna porozmawia na spokojnie z Hemmo i sobie to wszystko wyjaśnią, bo powinna go wysłuchać.
    Czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że na razie jedno dziecko im starczy :D To było do przewidzenia, że Amber coś wywinie :)Ale fakt powinni na spokojnie porozmawiać.
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Świetny odcinek haha usmialam sie z Roberta i chlopaków.
    Wiedzialam ze Amber wykorzysta te zdjecia ehh :( Przed nami drama time.
    Em moglaby wysluchac Luka a nie od razu go skreślać .
    Pozdrawiam, :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chłopaki Cię rozbawili :)
      A co do Amber - to było do przewidzenia, że coś odwali :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń