wtorek, 24 maja 2016

S2 - Rozdział 11

             Powoli otworzyłam drzwi od łazienki. Skrzywiłam się, patrząc na obrazek przed sobą. Luke właśnie bardzo mocno odchorowywał wczorajszą imprezę. Obejmował toaletę, wyrzucając z siebie kolejną porcję wymiocin. Normalnie dałabym mu spokój i poczekała, aż skończy, ale nie wychodził stąd tak długo, że najnormalniej w świecie się przestraszyłam, że coś mu się stało.
              Zacisnęłam lekko usta, widząc, jak cały się trzęsie. Złapał za kawałek papieru toaletowego, a następnie wytarł nim wysuszone wargi. Drugim kawałkiem przetarł spoconą twarz. Podeszłam do niego, gdy spuścił wodę. Nie ruszył się jednak z miejsca, tylko nadal klęczał przed muszlą, jakby nie był do końca pewny, czy faktycznie mu przeszło.
- Nie, nie, nie – rzucił, machając w moją stronę ręką, jak tylko mnie zauważył.
- Nic nie robię - powiedziałam, nie wiedząc, o co mu chodzi.
- Nie patrz na to. Idź sob… Dobry Boże – wydusił, a potem ponownie zaczął zwracać to, co miał w żołądku.
- Ekstra – mruknęłam pod nosem, przekręcając jednoczenie oczami. 
              Skrzywiłam się po raz kolejny. Nie powiem, nie był to zbyt przyjemy widok. Dźwięki, jakie z siebie wydawał, też nie należały do najlepszych. Byłam pewna, że Luke długo zapamięta tę imprezę i to, co było po niej. Chyba nie prędko upije się tak ponownie.
- Już? – dopytałam, kiedy powtórzył poprzednie czynności.
- Chyba… Jezu. Naprawdę koszmarnie się czuję – powiedział cicho, zachrypniętym głosem.
- Widać. – Podniósł głowę. Jego przekrwione błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie. Po jego skroni spłynęła kropelka potu. – Trzymaj. – Podałam mu butelkę z wodą. Wziął ją, ale jej nie odkręcił. – Musisz pić, bo inaczej się odwodnisz.
- Zaraz i tak to wszystko wyrzygam.
- Może wolisz kolorowego drinka z palemką? I do tego śmierdzącego papierosa?
- Jesteś okropna – jęknął, przyciskając dłoń do brzucha. Odbiło mu się, a on odruchowo pochylił się nad muszlą. Jednak tym razem nie zwymiotował. Wziął powolny głęboki oddech.
- Połóż się, okej. Wyglądasz, jakbyś miał zaraz zejść.
- I też tak się czuję.
- Do łóżka.
              Luke kiwnął głową, a potem dźwignął się ciężko na nogi. Nadal cały się trząsł. Zgarbiony przeszedł obok mnie, by wyłonić się na korytarz. Westchnęłam pod nosem. Byłam pewna, że nie będzie kaca przechodził, aż w tak ostry sposób. Jednak się myliłam. Zresztą, nie tylko on chorował. Michael również prowadził konwersację z toaletą tyle, że zajmując łazienkę na dole. Calum, zaś w ogóle nie wyłonił się z pokoju. Jak do niego zaglądałam, to nadal spał, zakopany pod swoją pościelą. Mogę się założyć, że gdyby w dom walnęła bomba, to i tak nic by go to nie ruszyło. Liczyłam na to, że chłopaki dojdą do siebie, gdy zaliczą więcej snu i jakiś normalny posiłek. Czas pokaże.

***
             Czuł w głowie istne Techno Party. Ból w skroni pulsował z taką intensywnością, że aż bolały go od tego oczy. Do tego w ustach miał istną Saharę. Jego żołądek był tak mocno ściśnięty, jakby co najmniej miał poważne zatrucie pokarmowe. Czuł się, jak wrak człowieka i był pewny, że prezentuje się dokładnie w taki sposób.
             Zanim położył się do łóżka, zażył kolejną porcję tabletek przeciwbólowych, mając nadzieję, że tym razem ich nie zwróci. Gdy nie odczuł żadnych negatywnych skutków, wywołanych proszkami i zwykłą, czystą niegazowaną wodą, wsunął się pod pierzynę. Jak tylko się położył, dudnienie w głowie ponownie się zwiększyło. Przeklął pod nosem. Był głupi, że doprowadził się do takiego stanu. Oprócz tego zaliczył urwany film, co nie do końca mu odpowiadało. Wolał widzieć, co działo się w klubie i jak bardzo się skompromitował. Miał jednak nadzieję, że nic się nie stało, a on mimo totalnego upicia się, jakoś się kontrolował. A przynajmniej na to liczył.
               Zamknął oczy, nadal czując mocne pulsowanie w skroni. Zmarszczył nos, słysząc szelest pościeli tuż za jego plecami. Był przekonany o tym, że jest w pokoju sam. Zresztą, ból, który rozsadzał mu głowę, skutecznie zagłuszył czyjeś kroki. Poczuł na ramieniu drobne rączki. Od razu rozpoznał małego kochanego intruza.
- Tato?
- Mistrzu, tata umiera, dasz mi chwilę spokoju?
- Nie umrał, posie…
- Ej, tata źle powiedział. Nic mi nie jest, głowa mnie tylko boli. No, kochanie – pociągnął, dźwigając się na łokciu. W jego czaszce ponownie zagrała orkiestra dęta. Jednak teraz to nie było ważne. Miał to gdzieś, widząc zaszklone błękitne tęczówki swojego syna.
- Nie umrał?
- Oczywiście, że nie – powiedział, gładząc go po policzku. Robert przybliżył się do niego, wpadając w jego ramiona. – Poleżysz z tatą?
- Gdzie cię boli?
- Tutaj – pokazał na swoje czoło. Chłopiec podciągnął się do góry, by cmoknąć go we wskazanym przez niego miejscu. Luke uśmiechnął się.
- Przestanie bolać.
- Chyba już działa. Poleżymy razem?
- Będę cię pilanować.
- W porządku. Chodź.
              Odchylił kołdrę, a Robert od razu wsunął się na miejsce. Przykrył go, a następnie położył się bok. Małe ramionka otoczyły jego szyję, przysuwając głowę do jego brody. Objął go delikatnie i zamknął oczy. Miał nadzieję, że jego syn pozwoli mu uciąć kolejną drzemkę, której w tym momencie naprawdę potrzebował.
- Tato.
- Tak?
- Śmierdzisz.
- To dopiero komplement – mruknął ze śmiechem.

***
                Po południu nasi imprezowicze powoli zaczynali wracać do świata żywych. Pierwszy doszedł do siebie Calum, który dopiero teraz wyrwał się ze szponów długiego i nieprzerywanego snu. Zaraz po nim na dół zszedł Luke, a na końcu zjawił się Michael. Wtedy byliśmy w komplecie. Chłopakom polepszyło się na tyle, że zjedli z nami normalny obiad, który przyrządziłam z Natalie. I od razu lepiej zaczęli funkcjonować i wyglądać.
                Spojrzałam na blondynkę, która krzątała się razem ze mną po kuchni. Wygoniliśmy chłopaków na zewnątrz, aby zyskać trochę spokoju. Panowie siedzieli pod dużym parasolem, popijając zimne piwo. Był z nimi Robert, który jak zwykle musiał zyskać odrobinę uwagi od starszych. Jak ostatni raz spoglądałam w stronę ogrodu, był na etapie wspinania się na Ashtona, podejmując próbę założenia mu jego bandany, którą ówcześnie mu ściągnął. Byłam mile zaskoczona, że Irwin ma do niego tyle cierpliwości.
                Już chciałam się ponownie odezwać, bo byłyśmy w tracie wspominania wczorajszej imprezy, gdy rozległ się dzwonek do drzwi. Odłożyłam na blat czysty talerz, który zdążyłam wytrzeć. Przeprosiłam Natalie, a następnie ruszyłam w stronę korytarza. Zastanawiałam się, kto może się do nas dobijać w niedzielne popołudnie.
                 Otworzyłam drzwi. Moje oczy zatrzymały się na czarnowłosej. Amber prychnęła pod nosem. Nie mogłam powstrzymać tego, by się na jej widok nie skrzywić. Moja zdegustowana mina raczej nie była zachęcająca, ale wypłynęła na moją twarz bez żadnej kontroli. Dobra… Tak naprawdę miałam gdzieś to, co może sobie o mnie pomyśleć. Ani ja, ani ona nie pałałyśmy do siebie sympatią.
- Jest Natalie i chłopaki?
- Tak, ale… - Przepchnęła się w drzwiach, a następnie przeszła do salonu. Po chwili usłyszałam, jak wita się z koleżanką. – Ta… Rozgość się – mruknęłam cicho sama do siebie. Przekręciłam oczami, zamykając drzwi. Bosko, jeszcze ona nam tu do szczęścia potrzebna.

***
                Wchodził właśnie z Robertem do domu. Jednak zdążył zrobić, tylko kilka kroków w głąb salonu, gdy nagle z korytarza wyłoniła się Amber. Spojrzał na nią z niechęcią, nawet nie siląc się na to, by rzucić w jej stronę zwykłe cześć. Co innego Natalie, która z uśmiechem powitała koleżankę. Czarnowłosa od razu się rozpromieniła.
                Zerknął kątem oka na chłopca, stojącego za jego nogami. Zmarszczył lekko czoło, dokładnie obserwując jego zachowanie. Jak tylko dziewczyna pojawiła się w tym samym pomieszczeniu, trzylatek schował się za nim, jakby się jej bał. A to w ogóle mu się nie spodobało. Poczuł, jak Robert zaciska dłonie na jego czarnych dresach. Przesunął się raptownie, gdy Natalie i Amber przeszły obok nich, by dostać się do ogrodu, gdzie znajdowała się pozostała część 5 Seconds of Summer.
                Podniósł głowę, widząc wchodzącą do pomieszczenia Emily. Ona również nie była zadowolona z przybycia ich gościa. Uśmiechnął się, a ona przekręciła oczami. Zaśmiał się pod nosem, by po chwili znów zerknąć na Roberta.
- Idziesz z mamą? – zapytała Em, wyciągając rękę do syna.
- Nie.
- Zostanie z wujkiem, prawda? – Blondynek pokiwał głową, łapiąc Michaela za rękę. – Mamy męskie sprawy do obgadania i mama ma się nie wtrącać, tak?
- Tak – powiedział cicho, Robert. Emily spojrzała na syna, ale Clifford szybko pokręcił głową, by się nie wtrącała.
- To męskie sprawy – powtórzył, kiedy ponownie chciała się odezwać.
- Niech wam będzie – rzuciła, a potem wyszła do ogrodu.
- Idziemy poszukać tego samochodu? – zwrócił się do małego, Michael, kiedy podeszli do schodów. Chłopiec zacisnął usta. W tym momencie cholernie mocno przypominał mu Luke'a. Clifford był naprawdę zaskoczony, widząc jak wiele ich łączy. Nie tylko wygląd, ale także gesty i mimika. – Robert? – Mały Hemmings spojrzał na niego. – Wujek zada ci pewne pytanie, okej?
- Kej.
- To chodź.
               Wziął go na ręce, a następnie usiadł z nim na schodach. Objął go ramionami. Przez chwilę bacznie obserwował chłopca. Robert z małego, rozbrykanego dziecka zmienił się w cichego i milczącego brzdąca. A ta zmiana nastąpiła, jak w ich domu pojawiła się Amber. Michael koniecznie musiał wiedzieć, co takiego sprawia, że Hemmings się jej boi. Nie musiał się pytać o strach, bo on był widoczny w jego oczach. W tych dużych błękitnych oczach, które odziedziczył po ojcu.
- Powiesz mi co się stało? – Mały pokręcił głową. – Przecież wiesz, że wujkowi możesz powiedzieć wszystko. Jesteśmy kumplami, tak? – Tym razem chłopiec pokiwał głową. – Więc, o co chodzi? Boisz się Amber?
- Tak – odpowiedział cichutko, wciskając się w jego klatkę piersiową. Michael oparł brodę o czubek jego głowy. Przez chwilę siedział z nim, czekając na ten moment, by w końcu zadać to jedno najważniejsze dla niego pytanie.
- Powiesz, czemu się jej boisz? – Blondynek pokręcił głową. – Nie będę na ciebie krzyczał. Wujek Miki nigdy nie krzyczy, przecież wiesz. - Przejechał dłonią po jego miękkich włosach. – Robert, czy ona zrobiła ci jakąś krzywdę?
- Popchła – wyszeptał cichutko.
               Oczy Michaela zrobiły się wielkości spodków. Szybko przypomniał sobie ten konkretny dzień, kiedy to odwiedziła ich Amber. Wtedy też znalazł zapłakanego chłopca, stojącego w kuchni. Luke powiedział mu później, że uderzył się w głowę i najprawdopodobniej się czegoś wystraszył. Teraz Clifford zyskiwał pełen obraz tej sytuacji. Robert nie uderzył się bez przyczyny. To ona go popchnęła. To ona podniosła na niego rękę. Mógł się założyć, że oprócz tego powiedziała mu wiele niemiłych słów, których on w większości i tak nie do końca zrozumiał. To zdarzenie tak mocno zakotwiczyło się w umyśle małego Hemmingsa, że jak tylko zobaczył Amber, od razu poczuł nieprzyjemny strach. Bał się, że ona zrobi to po raz kolejny.
- Naprawdę cię popchnęła? – dopytał się, chcąc mieć stu procentową pewność.
                 Wystarczyło tylko, że mały pokiwał głową, a on niemalże warknął ze wściekłości. Teraz miał kolejny powód, by ją znienawidzić. W tym wypadku jednak nie zamierzał milczeć. Postanowił sam się z nią rozprawić i pozbyć się jej raz na zawsze. Nie chciał mówić o tym Luke'owi i Emily. Uznał, że sam wyeliminuje problem, jakim była Amber. Nie chciał też, by tamta dwójka czuła się winna temu, do czego doszło. Że nic nie zauważyli. Że zawczasu nie uchronili swojego dziecka, przed kimś, kto go skrzywdził. Teraz to wujek Clifford przejmuje pałeczkę.

                Musiał trochę poczekać, aż w końcu nadarzyła się okazja do konfrontacji z Amber. Wykorzystał moment, kiedy dziewczyna poszła do łazienki. Poprosił szybko Roberta, by pobiegł do taty i mamy i pokazał im kolejne rysunki, jakie wspólnie narysowali, spędzając we dwoje czas w salonie. Mały zgodził się od razu, wiedząc, że w ogrodzie nie ma tej osoby, przez którą nie chciał tam w ogóle iść.
               Jak tylko chłopiec zniknął mu z zasięgu wzroku, podszedł do drzwi balkonowych i przymknął je. Nie chciał, by reszta słyszała ich wymianę zdań, która do najprzyjemniejszych nie będzie należeć. Zdążył się odwrócić, a czarnowłosa wyszła z toalety. Przetarła dłońmi uda, zasłonięte ciemnymi dżinsami z dużymi dziurami. Już chciała go minąć, ale ten złapał ją za nadgarstek. Pociągnął ją w stronę kuchni, by nikt nie mógł ich widzieć.
- Puszczaj mnie, Clifford! – warknęła, odpychając go od siebie.
- Powiem to od razu. Masz zabrać swoje manatki i wypieprzać z tego domu, póki się do cholery kontroluję. Mają się skończyć odwiedziny i picie kawusi razem z chłopakami. Nie chcę pod tym dachem, kogoś takiego, jak ty!
- Odpieprz się! Padło ci na mózg?!
- Wiem, co zrobiłaś Robertowi i…
- Ten mały gówniarz kłamie! – Michael nie wytrzymał. Szarpnął ją za ramię.
- Nie kłamie, to po nim widać. On się ciebie boi, a ja już wiem dlaczego – wycedził, zaciskając zęby. Przybliżył się do niej. – Znosiłem twoje klejenie się do Luke'a, bo on ma cię ewidentnie w dupie, ale nie pozwolę na to byś zastraszała i podnosiła rękę na małe niewinne dziecko. Masz wynieść się z naszego życia. Nie chcę więcej oglądać twojej pieprzonej parszywej gęby. Spróbuj raz jeszcze pojawić się w naszym życiu, a wiedz, że powiem o wszystkim Luke'owi i Emily. A oni dopiero dostaną furii, jak się tylko o tym dowiedzą. Ja to przy nich jestem grzeczny, niczym anioł.  – Jego palce mocniej zacisnęły się na jej ramieniu. Amber zrobiła wielkie oczy. Widział, że nie chce, by puścił parę z ust. Wtedy byłaby przekreślona przez wszystkich. – A teraz ruszysz dupsko i pójdziesz się pożegnać. Potem masz spierdalać i nigdy nie wracać, jasne?
- To jeszcze nie koniec, Clifford…
- Te groźby wsadź sobie w to swoje łatwe i puszczalskie dupsko, zdziro – warknął, kiedy Amber minęła go. 
              Szybko przeszła do ogrodu. Po chwili wróciła do domu z powrotem, trzymając w dłoni bluzę. Pokazała mu środkowy palec, a następnie skierowała się do wyjścia. Usłyszał, jak zamykają się za nią drzwi frontowe. Odetchnął z ulgą. Miał nadzieję, że to już koniec i Amber faktycznie nigdy tu nie wróci.
- Co jej się stało? – Podniósł głowę, widząc stojącego przed nim Caluma.
- Mnie się nie pytaj, to wariatka – skwitował, wzruszając ramionami. Hood parsknął śmiechem.
- Właśnie pomyśleliśmy, by rozpalić grilla, co ty na to? – pociągnął, jakby zapomniał o nagłym wyjściu Amber.
- Jestem, jak najbardziej za – rzucił Michael z uśmiechem. - Zjadłbym już coś.
- Jak większość z nas.


***
Michael vs. Amber. Chyba chłopak wygrał to starcie, skoro panna tak szybko uciekła. Jak widać nasi imprezowicze doszli do siebie, choć łatwo nie było. Pewnie minie sporo czasu, aż znowu zachce im się takich wyjść :D
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał :)

Standardowo przypominam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau

Dziękuję również za wszystkie komentarze :) Uwielbiam je!

Kolejny rozdział w następny wtorek :)

Pozdrawiam!

11 komentarzy:

  1. Miki my love!:3 nareszcie ktoś pokazał tej dziwce jej miejsce :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo Mikey! Ja bym jej jeszcze dla zasady przywaliła:) Mam jednak dziwne wrażenie, że Ameba nie powiedziała ostatniego słowa i jeszcze się o sobie upomni:/
    Czekam na kolejny rozdział:)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha wiesz... Wcale mnie by to nie zdziwiło XD Hahah
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Nawet nie wiesz jak sie ciesze, ze ktos jej to wygarnal. W sumie to wolalabym, aby to byl Luke, ale on i Em pewnie i tak niedlugo sie dowiedza, a to bedzie wielka akcja. Moze wtedy Luke przejrzy na oczy i zobaczy prawdziwe oblicze Amber.
    Szkoda mi Roberta. Zdecydowanie wie tej kretynki boi. Wiem, ze to tylko (a moze az) ff, ale wyobrazam to sobie wszystko, jakbym byla tego swiadkiem.
    Pozdrawiam:)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to była Em, to by tak "spokojnie" nie było :) Ale fakt, jeszcze być może to wszystko wyjdzie na jaw.
      Cieszę się, że Cię na tyle "wciągnęło" w historię. Dziękuję bardzo za komentarz :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Mam nadzije że ta suka nie wruci a zginie w drodzie do burdelu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko... aż "chechłam" na głos do ekranu XD Hahah XD

      Usuń