wtorek, 17 maja 2016

S2 - Rozdział 10

              Stałam przed szafą, co i rusz wyciągając to nowe rzeczy. Zazwyczaj oglądałam dane ubranie, a potem odrzucałam je na łóżko. Sterta złożona z kolorowych materiałów rosła, a ja nadal nie wiedziałam, co ubrać. Dzisiaj, bowiem nastała sobota, a co za tym idzie, mieliśmy całą grupą wybrać się do klubu na imprezę. Niania dla Roberta była załatwiona – jedna z koleżanek Natalie miała pełnić tą ważną funkcję. Poznałam ją dwa dni temu i byłam pewna, że dziewczyna da sobie radę z małym Hemmingsem. Podczas tej krótkiej obserwacji, doszłam do wniosku, że ma naprawdę dobre podejście do dzieci. Natalie jej ufała, więc ja również postanowiłam obdarzyć ją zaufaniem w tej kwestii. Robert od razu ją polubił i złapał z nią dobry kontakt, więc na pytanie, czy zostanie z ciocią Anną na noc, od razu odpowiedział twierdząco, po czym zaciągnął ją do zabawy klockami.
              Byłam tak zaabsorbowana komponowaniem swojego wieczornego stroju, że z początku w ogóle nie zorientowałam się, że zaczęłam przeglądać ubrania należące do Luke'a. Dzieliłam z blondynem szafę i tak się zapędziłam, że dopiero po chwili spostrzegłam i zrozumiałam, co takiego robię. Trzymałam właśnie w dłoni jedną z koszul Hemmingsa. Klasyczna, czarna, bez żadnych dodatków. Matko, jak mogłam pomylić jego ubrania ze swoimi. Zerknęłam w stronę kupki z rzeczami, które wyrzuciłam. Na samej górze spoczywało kilka koszulek chłopaka. Bosko. Pogratuluję sobie tego, jak bardzo jestem ogarnięta.
               Usłyszałam cichy śmiech, który dochodził z drugiej strony pomieszczenia. Odwróciłam się, nadal trzymając w dłoni czarną koszulę. Luke stał w wejściu, oparty o framugę. Ręce miał skrzyżowane na klatce piersiowej. Jego błękitne oczy dokładnie mnie obserwowały. Na twarzy wymalowany miał szeroki uśmiech, jakby scenka - ja kontra szafa - bardzo go bawiła.
- Co? – wydusiłam, kiedy po raz kolejny zaśmiał się pod nosem. Ja tu mam tragedię wagi modowej, a ten się śmieje. Bardzo zabawne.
- Robisz porządki czy szykujesz się na wieczór?
- Wal się – mruknęłam, przekręcając oczami.
- Nie chowaj jej – odezwał się ponownie, kiedy chciałam włożyć koszulę z powrotem na jej miejsce. – Chcę ją założyć. – Kiwnęłam głową, wieszając ją na krzesło, które stało niedaleko mnie. – Wyprasujesz mi ją? Proszę?
- Jasne – odpowiedziałam, kiedy do mnie podszedł. Objął mnie, stając tuż za moimi plecami. Musnął ustami moje odsłonięte ramię, a potem delikatnie pocałował szyję i policzek.
- Będziemy się dzisiaj dobrze bawić?
- Taki mam zamiar – rzuciłam, przejeżdżając palcami po jego dłoniach, które spoczywały na moim brzuchu.
- Ja też – powiedział, a po tonie jego głosu wywnioskowałam, że się uśmiecha. 
              Przycisnął swoje ciało jeszcze bardziej do mojego. Po raz kolejny jego ciepłe wargi znalazły się na moje skórze. Przymknęłam oczy, czując przyjemny dreszcz na plecach. Odchyliłam lekko głowę w bok, kiedy ponownie zaczął muskać moją szyję. Cichy pomruk wydobył się z mojego gardła, gdy lekko ją przygryzł.
- Weź – rzuciłam, odskakując od niego, ochraniając się przed malinką, jaką próbował mi zrobić.
- Ała! No, ej! – odparł ze śmiechem, kiedy trzepnęłam go dla zasady w ramię. Wiedział, że nie lubię takich rzeczy w widocznych miejscach. – Nic nie zrobiłem!
- Ale chciałeś – pociągnęłam, machając w jego stronę palcem, jakby był krnąbrnym pięcioletnim dzieckiem. Luke uniósł jedną brew do góry, a potem znów zaczął się śmiać.
- Co robi?
              Obydwoje odwróciliśmy się na dźwięk znanego nam głosu. Robert stał w wejściu, ściskając w rączkach swoją ulubioną zabawkę. Pluszowy pingwin był jego nieodzownym towarzyszem i był z nim praktycznie wszędzie. Mały przystąpił z nogi na nogę, a potem rozpędził się w kierunku Luke'a, który kucnął, rozkładając w jego stronę ramiona. Synek wpadł w objęcia ojca. Na twarzy obydwu pojawiły się szerokie uśmiechy.
- Co robi? – ponowił pytanie, patrząc to na mnie, to na leżące na łóżku ubrania.
- Mama bałagani – skwitował Luke. Przekręciłam oczami, postanawiając tego nie komentować.
- Tak?
- Nie może się zdecydować, w co się ubrać. Może jej pomożemy?
- Chcesz? – zapytał Robert, z nieukrywanym entuzjazmem.
- Chcę – powiedziałam, choć wiedziałam, że to nie będzie łatwa współpraca. Wolę nie wiedzieć, jakbym wyglądała, gdyby ta dwójka naprawdę miała zamiar mnie ubrać.

              Mieliśmy wyjść z domu o ósmej. Wrzuciłam, więc szybsze obroty, aby wyrobić się na czas. W kwestii ubioru postawiłam na klasyczne ciemne rurki, a do tego granatową tunikę oraz beżowy żakiet, by odrobinę rozjaśnić swój strój. Wyprostowałam włosy, mając nadzieję na to, że nie zaczną się szybko falować i skręcać. Zrobiłam sobie mocniejszy makijaż, podkreślając usta matową czerwoną szminką. Mogłam uznać, że jestem gotowa.
- Mama!
- Tak, kochanie? – Odwróciłam się do chłopca, wsuwając na dłoń bransoletkę.
- Łana jesteś – powiedział z uśmiechem.
- Tata potwierdza – odezwał się Luke, wchodząc do łazienki. – Mistrzu, niedługo idziesz spać.
- Bez ciebie?
- Zostaniesz z ciocią Anną, okej? Tata z mamą przyjdą później, jak sobie potańczą.
- Będziesz tańczyć? - zapytałam, unosząc brwi do góry. Luke raczej należał do osób, które w czasie takich wyjść najczęściej siedziały przy stoliku lub okupowały bar. To Calum i Ashton wywiali na parkiecie. Nawet Michael pojawiał się tam częściej od niego.
- Z tobą zawsze.
- Trzymam za słowo – powiedziałam z uśmiechem, mając nadzieję na to, że się w trakcie imprezy nie wywinie. – Buziaka dla mamy?
- Masz wymaziane usta – odparł Robert, wciskając się w nogi ojca. – Takie szerwone, jak włosy wuja Mikiego.
-To nie dostane buziaka?
- Tak! – krzyknął Robert, podchodząc do mnie. 
              Ukucnęłam, wystawiając twarz bliżej niego. Chłopiec sprzedał mi mokrego buziaka w oba policzki, a ja leciutko musnęłam ustami czubek jego nosa i czoło. Mały Hemmings odwrócił się do taty, wskazując na siebie.
- Mam tu?
- Nie, mama cię nie ubrudziła – rzucił rozbawiony, Luke. Faceci. Trochę pomadki i zaraz wielka tragedia. – Idziemy na dół? Chyba przyszła ciocia Anna.
- Poczyta mi?
- Pewnie. Daj łapkę.
- Jak piesio! – zawołał Robert, podskakując. Chwycił za wyciągniętą dłoń Luke'a.    
- Wyglądasz nieziemsko, Emi – rzucił blondyn na odchodnym, uśmiechając się szeroko. Odpowiedziałam tym samym, czując, jak ten prosty komplement wywołał w moim ciele przyjemne ciepło. Jedno miłe zdanie od mężczyzny w kwestii wyglądu, a kobieta zaraz dostaje skrzydeł.

               Nie było nic w tym dziwnego, że ja i Michael nie cieszyliśmy się z tego, że razem z nami w Blue Rock wylądowała także Amber. Dziewczyna jakoś nie szczególnie nas lubiła. Zresztą, ze wzajemnością. Musieliśmy jednak znieść jej towarzystwo z uwagi na Natalie, która była jej koleżanką. Choć dziewczyny nie były przyjaciółkami, to jednak często pojawiały się w duecie. Nie wnikałam w to, jakim cudem się zakumplowały, bo jak dla mnie pochodziły z dwóch różnych światów. Ale przeciwieństwa się przyciągają, prawda?
               Blue Rock było wielkie i urządzone z przepychem. Podświetlany na niebiesko bar, krzesła, a także ściany, które były naszpikowane elektroniką po same brzegi. Wyświetlały się na nim różne mozaiki i grafiki w zależności od utworu, jaki puszczał DJ, stojący za wielką konsoletą na wysokim podeście, do którego żaden klient nie miał odstępu. Wszystkie loże składały się ze skórzanych, wygodnych sof i foteli, a kelnerzy i kelnerki migrowały między nimi, pilnując, by nikomu z tych ważniejszych osób niczego nie zabrakło. Blue Rock zdecydowanie różnił się od tych wszystkich klubów, do których czasem wychodziłam z Katie w Sydney. Miałam nadzieję, że uda mi się tu jakoś odnaleźć.
              Luke postawił przede mną wysoką szklankę z dwukolorowym drinkiem. Na górze był zielony, a potem stopniowo przechodził w kolor niebieski. Upiłam jego łyk. Był słodki, ale nie przesadnie, z wyraźnym smakiem limonki. Blondyn usiadł obok mnie na sofie. Jego ręka znalazła się za moimi plecami. Długie palce musnęły mój bok. Oparł tam dłoń, spoglądając na mnie z uśmiechem. Byłam pewna, że kontroluje to, bym czuła się tu dobrze. Aż tak było widać, że jestem odrobię tym wyjściem zdenerwowana? Przeważnie w klubach czułam się znakomicie, ale jednak Blue Rock potrafiło przytłoczyć.
              Luke po raz kolejny posłał mi wesoły uśmiech, na który szybko odpowiedziałam. Wychyliłam się lekko, by zerknąć na pozostałych. Nie zdziwiło mnie to, że Ashton był pochłonięty rozmową z Natalie. Calum i Michael również, o czymś dyskutowali. Hood żywo gestykulował, jakby coś mu zawzięcie tłumaczył. Jeśli Mulat jeszcze bardziej podkręci tempo poruszania dłońmi, to w końcu Clifford oberwie jedną z nich w twarz. Spojrzałam na Amber. Dziewczyna zmrużyła na mnie oczy. Zmarszczyłam nos, a potem wcisnęłam się bardziej w siedzenie i Hemmingsa, by urwać ten kontakt. Mam ją gdzieś.
- Wyluzuj się, kochanie – powiedział Luke, gładząc dłonią moje biodro.
- Jestem wyluzowana.
- Jesteś spięta.
- Wydaje ci się. Zresztą, po jednym drinku zaraz włączy mi się prawdziwy luz. Wtedy wyciągnę cię na parkiet – odparłam, sprzedając mu szybkiego pstryczka w nos. Luke pokręcił głową, wysuwając język. Zaśmiałam się, a potem nachyliłam, by sprzedać mu szybkiego buziaka.
- Zostawiłaś coś po sobie?
- Nie, jesteś czysty – pociągnęłam, przesuwając palcami po jego wardze. – A co do tańca…
- Ja muszę wypić więcej, by tam z tobą iść.
- Dobrze, że przynajmniej jest tu Calum i Michael. Ich będzie łatwiej zaciągnąć do zabawy.
- Nie połam obcasów od tych wygibasów.
- A idź ty – prychnęłam, udając obrażoną. 
              Luke znów zaśmiał się, a ja zaraz do niego dołączyłam. Ten wieczór nie zapowiadał się źle. Miałam nadzieję, że faktycznie wszyscy będziemy się dobrze bawić. No… Może oprócz Amber, bo na jej dobrym samopoczuciu jakoś nieszczególnie mi zależało.

              Ja i Natalie długo nie usiedziałyśmy w miejscu. Po drugim drinku pognałyśmy na parkiet, by bujać się w rytm muzyki przy najnowszych hitach, jakie puszczał DJ. Byłyśmy pod czujnym okiem chłopaków, bo nasza loża znajdowała się na piętrze, więc łatwo mogli nas obserwować. A wiedziałam, że Irwin się na to skusi, by sobie legalnie popatrzeć na swoją niby przyjaciółkę. Kiedy wypiliśmy trzecią kolejkę – oczywiście damską kolejkę, bo chłopaki pili znacznie szybciej od nas – do tańca ruszył się także Ashton i Calum. Więc obie zyskałyśmy na parkiecie partnerów.
               Weszłam do biało czarnej łazienki. Nawet  tu były podświetlane elementy, w tym wypadku lustra i umywalki. Liczba kabin była wystarczająca, więc nie musiałam czekać w kolejce. Zresztą, klub posiadał dwie łazienki dla pań i dla panów, więc nie było problemu ze skorzystaniem z nich.
               Załatwiłam swoją potrzebę, a następnie stanęłam przed lustrem. Blado niebieskie światło padło na moją twarz. Umyłam ręce i wysuszyłam je. Kontrolnie sprawdziłam włosy i makijaż. Jeszcze wszystko wyglądało w porządku. Z małej torebki, którą miałam przewieszoną przez głowę i ramię, wyciągnęłam pomadkę. Przejechałam nią po ustach.
                W tym momencie do pomieszczenia weszła Amber, a za nią dwie inne dziewczyny, które o czymś z ekscytacją rozmawiały. Moja znajoma, choć to chyba w tym przypadku zbyt wielkie słowo, zmierzyła mnie wzrokiem i przeszła do pierwszej wolnej kabiny. Zerknęłam na nieznajome, które zaśmiały się głośno.
- Mówię ci, że widziałam go na parkiecie – pociągnęła jedna, stając przed lustrem kawałek dalej ode mnie. Odwróciłam się. Wyciągnęłam telefon, udając, że coś w nim pilnie robię. – To był Calum Hood.
- Masz zwidy.
- Przecież oni też imprezują! Widziałaś ich zdjęcia w sieci!
- Nie o to mi chodzi – rzuciła jej koleżanka, machając ręką. – Bo… - Ale urwała. Drgnęłam, czekając na to, co powie dalej. – Wierzę ci, że go widziałaś.
- Co? Odmieniło ci się? – Jednak nie usłyszałam na to odpowiedzi.
                Doszłam do wniosku, że to idealny czas na ewakuację z toalety. Wsunęłam telefon do torby i wyprostowałam się. Powoli spojrzałam w stronę nieznajomych dziewczyn. Teraz dokładnie wiedziałam, czemu tamta jej nie odpowiedziała. Obie wpatrywały się we mnie z zaciekawieniem. Szlag. Błagam niech to będą te miłe fanki, które nie zjadą mnie od góry do dołu, tylko dlatego, że mam dziecko z TYM Hemmingsem.
- Cześć – powiedziała jedna z nich.
- Cześć.
- Jak się bawisz?
- Świetnie, dzięki. A wy?
- Jest zajebiście – pociągnęła druga z uśmiechem. – Czy tu jest całe…
- Są wszyscy – odpowiedziałam, wiedząc, o co dokładnie pyta.
- Cały zespół? – Kiwnęłam głową. – Myślisz, że będą mieli coś przeciwko, jak byśmy poprosili ich o zdjęcie? Jeśli oczywiście znajdziemy ich w tym tłumie.
- Chłopaki czasem nie chcą robić sobie zdjęć, gdy są na imprezie, więc się po odmowie do nich nie zniechęcajcie. Ale możecie spróbować. To wam nie zaszkodzi.
- A ty?
- Nie jestem osobą publiczną. Nie robię sobie zdjęć z fankami chłopaków.
- Jasne. Rozumiem.
- Dzięki. Miłej zabawy wam życzę – powiedziałam, mijając je.
- Wzajemnie, Emily! – Wyszłam na korytarz, słysząc ostatnie wypowiedziane przez jedną z nich zdanie. – Jest sympatyczna, nie wiem czemu się jej tak czepiają? – Uśmiechnęłam się pod nosem. Naprawdę miło było usłyszeć to, że ktoś odbiera cię w pozytywny sposób.

               Luke w końcu dał się wyciągnąć na parkiet. Musiałam jednak odczekać, aż alkohol zrobi swoje i tchnie w niego odrobinę taneczności. Szczególnie, że chłopak nie szczególnie był zwolennikiem takiego klubowego bujania się.
              Hemmings jednak rozhulał się na tyle, że porządnie mnie na parkiecie wymęczył. Był już w stanie wyraźnie wskazującym, więc nie miał nawet oporów przed tym, by zatańczyć z Michaelem, a potem robić sobie klasyczne selfie z klubowym fotografem, który od samego początku kręcił się po sali. Nie tylko blondyn zabalował. Hood i Clifford również wrzucili się w wir luzu bez barier. W sumie cała trójka miała gdzieś coś takiego, jak umiar. Już wiadomo, kto będzie po tym wyjściu chorował.
             Było po trzeciej, jak uznaliśmy, że powinniśmy wracać do domu. Szczególnie, że pewna trójka ewidentnie miała już dość. Problem jednak był taki, że Calum i Michael gdzieś zniknęli, więc naszym zadaniem było ich odnaleźć i przyprowadzić z powrotem. Następnie zapakować do auta, wprowadzić do domu i ulokować bezpiecznie w łóżku. Całe szczęście, że nasze dwie grupy – tych mocniej upitych i tych kontaktowych i trzymających fason – liczyły po tyle samo osób, więc ja i Ash nie musieliśmy się martwić o to, że nie damy sobie z nimi rady. Dobre było też to, że chłopaki nie reagowali agresywnie, a byli bardziej potulni, niczym duże pijane baranki.

***
               Przymknął na chwilę oczy, czując, jak cały świat zaczyna się na nowo kręcić. Czknął pod nosem. W dalszym ciągu dochodziła do niego dudniąca muzyka, więc Luke był pewny, że jeszcze nie przetransportowali się do domu. A chętnie już by położył się spać… Ewentualnie skoczyłby z Michaelem i Calumem na jeszcze małe piwko… lub trzy.
               Mruknął pod nosem, kiedy ktoś puknął go w ramię. Podciągnął się bardziej do pozycji siedzącej, gdy zdał sobie sprawę z tego, że niemal zjechał po skórzanej sofie. Jego przekrwione niebieskie tęczówki zatrzymały się na dziewczynie, która znajdowała się tuż przed nim. Zmarszczył lekko nos, gdy wcisnęła mu w dłoń szklankę z drinkiem. Zaśmiał się, upijając łyk. Skrzywił się, nie mogąc już dłużej znieść słodkich napojów, z którymi mieszano im wódkę. Zdecydowanie teraz napiłby się, czegoś gorzkiego albo zjadł całą cytrynę, byleby tylko zamaskować tą słodycz, od której go mdliło.
- No, weź – rzucił, kiedy Amber zaśmiała się, robiąc mu zdjęcie. 
              Dziewczyna sama nie była w stu procentach trzeźwa, bo od samego początku sączyła drinki razem z nimi. Tyle, że jej tempo było znacznie wolniejsze od tego, jakie narzucił sobie on, Calum i Michael.
- Jesteś uroczy, Luke – powiedziała, gładząc go po policzku. – I kompletnie zalany.
- Zdarza się nawet… nawet najlepszym – pociągnął, wzruszając ramionami. – Czemu to robisz?
- Co?
- Nie ruszaj mi włosów, bo...bo i tak wyglądają już koszmarnie – odparł, odciągając od siebie jej rękę.
- Zrobimy sobie razem zdjęcie?
- Dawaj – rzucił, bo nagle kompromitująca fotka wcale nie była dla niego złym pomysłem.
               Poczuł, jak Amber przysuwa się do niego jeszcze bardziej, by móc ująć ich w zdjęciu typu selfie. Hemmings objął ją ramieniem, uśmiechając się przed siebie, z nadzieją na to, że chociaż patrzy się we właściwym kierunku. W końcu udało mu się namierzyć wyciągnięty telefon, więc odwrócił głowę w jego stronę. Po raz kolejny na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech.
               Drgnął, gdy Amber przejechała nosem po jego szyi. Zamknął oczy, zupełnie nie wiedząc, co się w danym momencie dzieje. Zerknął na nią, a ona zaśmiała się, dotykając jego policzka. Była zdecydowanie za blisko niego, choć on nie do końca zdawał sobie z tego sprawę. Wystarczyła chwila jego nieuwagi i rozkojarzenia – oczywiście na tyle, na ile pozwalał mu na to upojony alkoholem organizm i mózg – by stało się coś, czego nie chciał. Amber musnęła jego usta swoimi. 
- Nie – rzucił, odpychając ją od siebie o wiele mocniej, niż zamierzał. Dziewczyna prawie upuściła telefon. – Przepraszam, nie chciałem… Nie możesz... Nie możesz tego robić. Co z tobą do cholery? – wydukał jednym tchem.
- Ja…
- Jestem zajęty. Mam dziewczynę i… Nawet w tym stanie… Nie zdradzę jej, nie ma mowy.
- Ja… Przepraszam, Luke.
- Co ty sobie… A zresztą… Nigdy więcej tego nie rób! – warknął, a potem podniósł się z miejsca. 
               Zachwiał się, uczepiając się oparcia sofy. Nie sądził, że chodzenie może być, aż tak trudne. Jednak w tym momencie nie było to ważne. Miał ochotę strzelić sobie w łeb, za to, do czego niemalże dopuścił. Teraz już wiedział, że musi na nią uważać, bo Amber zdecydowanie za mocno się do niego kleiła. A to mu się zupełnie nie podobało.
- Ej, powoli. – Uśmiechnął się słysząc głos, który kochał.
- Moje kochanie – mruknął, obejmując Emily.
- Idziemy do domu. – Pomogła mu złapać pion, a następnie spojrzała na Amber. – Natalie zamówiła też taksówkę dla ciebie, więc…
- Ta… Już idę – odparła, kręcąc nosem z niezadowoleniem.
- Chcę do domu – powiedział Luke, kiedy ruszył razem z Em w stronę pozostałych.
- Niedługo będziemy w domu.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też.
- Jestem dupkiem. Nie powinienem… Tyle chlać. – Em zaśmiała się. – Cieszę się, że tu jesteś… Że przyjechałaś… Do Londynu.
- Masz czkawkę?
- Znowu – rzucił i ponownie wybuchł śmiechem.

***
              Natalie została u nas na noc. Dzięki temu, mieliśmy dodatkową parę rąk do tego, by zataszczyć naszych imprezowiczów do odpowiednich pokoi. Luke, Calum i Michael, jak tylko znaleźli się w łóżkach, od razu pogrążyli się we śnie. Dziękowałam im w myślach za to, że się opanowali i nie wydzierali się wniebogłosy. Nie chciałam, by obudzili Roberta. Mały jednak dalej smacznie spał w swoim łóżku, nie wiedząc nawet o naszym powrocie.
              Rozliczyłam się z Anną, a potem pożegnałam dziewczynę, dziękując jej za opiekę nad małym. Robert nie sprawiał jej problemów, choć poszedł odrobinę później spać, bo wciągnął się w zabawę z lepieniem plasteliną. Ashton zamówił dla niej samochód, aby mogła bezpiecznie wrócić do siebie.
              W końcu i my postanowiliśmy iść spać. A przynajmniej ja obrałam sobie ten kierunek, bo Ash i Natalie zostali jeszcze w salonie. Oczywiście przed zaśnięciem przyszykowałam Lukowi zestaw pierwszej kacowej pomocy, a mianowicie butelkę wody i proszki przeciwbólowe. Wszystko to ustawiłam na szafce, po jego stronie łóżka. Myślę, że chętnie z nich skorzysta, jak tylko wróci do świata żywych. Wzięłam szybki prysznic, a potem sama padłam na materac, zagrzebując się w pościeli. Dopiero wtedy poczułam, jak mocno byłam zmęczona tym naszym wypadem do klubu. Nic dziwnego, że dość szybko zasnęłam.


***
Raz, dwa, trzy kaca będziesz miał Ty XD Pewna trójka raczej nie będzie miała łatwego poranka, chyba, że jakoś się "zdrowotnie" ogarną :) No i znów pojawiła się Wasza "ulubiona" Amber :) Widzę, jak się cieszycie z tego powodu XD

Nie przedłużam... Więc szybko przypominam klasycznie o Asku i Twitterze - tam mnie znajdziecie :D

Do kolejnego wtorku!

Pozdrawiam!

7 komentarzy:

  1. Rany ale wredna jest Amber wrrr.... pewnie pozniej wykorzysta to zdjecie prawda??
    Swiety odcinek zreszta jak kazde Twoje opowiadanie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego nie mogę Ci powiedzieć :D
      Cieszę się, że się podobało :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Okej, rozdzial cudowny.
    Nie podoba mi sie ta sytuacja. Amber powinna raz na zawsze wypierdolic na Marksa (lol). Dobrze chociaz, ze Luke (po pijaku!) jakos ogarnal sytuacje i pokazal jej brak zainteresowania.
    Cos mysle, ze na tym sie nie skonczy.
    Niech ta, ktorej imienia nie wolno wypowiadac, wpadnie pod autobus.
    Pozdrawiam! :)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah końcówką to mnie rozłożyłaś XD Aż zaczęłam się śmiać do ekranu XD
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Co do cholery jest z tą laską nie tak?? ? Przecież on jest zajęty! Jak ona mnie wkurza! Coś czuję, że nie wyniknie z tego nic dobrego i do tego robiła mu zdjęcia po pijaku. Dobrze, że Luke ją na czas odepchną, choć mógł jej jeszcze dla zasady przywalić. Jak ona skrzywdzi Em to ją uduszę!
    świetny rozdział, czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewidentnie Amber przegina - tego nie da się ukryć :)
      Cieszę się, że się podobało :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń