wtorek, 19 kwietnia 2016

S2 - Rozdział 6

            Szykowałam śniadanie. Dzisiaj postawiłam na klasyczne kolorowe kanapki. Na szczęście chłopaki nie byli zbyt wymagający w kwestii jedzenia, więc nie mieli, jakiś niestworzonych życzeń względem posiłków. Złapałam za talerze i podeszłam z nimi do stołu. Powoli zaczęłam je rozkładać. W połowie tej pracy podniosłam głowę, a mój wzrok natrafił na uroczy obrazek w ogrodzie.
            Luke i Calum grali z Robertem w piłkę. Kiedy Hood dał sobie specjalnie wbić klasycznego gola, mały zaczął radośnie podskakiwać w miejscu. W końcu wpadł w ramiona swojego taty. Obaj przewrócili się na trawę. Blondyn podniósł chłopca do góry, a do moich uszu doszedł kolejny słodki śmiech synka. Zamachał rękami, a potem złapał Hemmingsa za policzki, pocierając palcami o lekki zarost na jego twarzy.
- Śniadanie! – krzyknęłam, zwracając na siebie ich uwagę.
- Szybko biegniemy do mamy! – zawołał Calum, podając małemu rękę.
             Nie musiałam długo czekać, aż całe 5 Seconds of Summer plus jeden, zjawiło się w kuchni. Luke wziął małego na kolana, aby łatwiej mu było dosięgnąć do stołu. Robert nigdy nie miał problemów z jedzeniem, za co byłam wdzięczna losowi. Bez jęczenia zjadał wszystkie podsunięte mu pod nos posiłki, choć nieraz coś mu na talerzu zostawało. Wiedziałam, że to dzięki temu, że w dużej mierze naśladuje swojego ojca. A Luke raczej kłopotów z apetytem nie miał. Zresztą, Robert papugował go bardzo często. Jak nic nadal był syneczkiem tatusia. Dodatkowo obaj ciągle byli w siebie mocno zapatrzeni.
- Em – zaczął Ashton, a ja kiwnęłam głową, by kontynuował. – Jakieś plany na dzisiaj?
- W sumie nie mam żadnych. Pomyślałam, że może znowu wybiorę się z Robertem na spacer po Londynie.
- To jeszcze nadrobisz – rzucił Irwin, wgryzając się w kanapkę. Szybko przełknął to, co miał w buzi. – Może chcesz jechać z nami do studia?
- To dobry pomysł - poparł go Luke. – Zawsze chciałaś zobaczyć, jak to wygląda od środka.
- Po pierwsze – zaczęłam, wyciągając przed siebie rękę.
- No, zbliża się matczyny ton i machanie palcem –powiedział rozbawiony Michael. Zmrużyłam na niego oczy, a on zrobił minę niewiniątka. Zacisnęłam dłonie, opierając je na stole, aby nie dać mu tej satysfakcji, że miał rację. A prawda była taka, że właśnie to chciałam zrobić.
- Em? – ponaglił mnie Ash.
- Po pierwsze będąc w studio, pracujecie. Nie chcę wam się zwalać na głowę i przeszkadzać. Po drugie, skoro ja będę wam przeszkadzać, to co dopiero Robert.
- Nie bede – rzucił mały, jakby od samego początku brał udział w tej krótkiej dyskusji.
- Nie będzie – powtórzył za nim Calum, a następnie zmierzwił małemu włosy na głowie.
- Nie, to nie ma sensu i…
- I przyjedziesz do nas – dokończył za mnie Hemmings. – Dzisiaj i tak mamy luźniej.
- Ale…
- Bez gadania – rzucił Ash. – Wpadnij z małym. Jak nie przyjedziesz, to przysięgam, że się na ciebie obrażę.
- Tak nie można.
- Ten argument zawsze działa.
- Ten argument jest do bani.
- Co to jest bani?
- Że jest kiepski – wytłumaczył mu Luke. Mały zmarszczył czoło, wpatrując  się w swojego ojca.
- Czyli, co?
- Taki… - No, kombinuj Hemmings. – Taki… słaby i… nie śmieszny i…
- Głupi i tyle – rzucił Michael, a mały szybko pokiwał głową. – Powiedz mamie, że chcesz jechać do wujków i do taty do pracy.
- Cem, mamo.
- Wiecie, że to niesprawiedliwe. Jest pięciu na jedną.
- Biedna ty – mruknął Calum, a potem wrzasnął, kiedy rzuciłam w niego małą maskotką, którą Robert przytargał z samego rana ze swojego pokoju. Mulat nie zdążył się do końca uchylić, przed pluszową pigułą, więc mały pingwinek uderzył go w szyję.
- Mamo – odezwał się poważnym tonem Robert, kiedy wszyscy zaczęliśmy się śmiać. – Tak je brzydko.
- Ładny dajesz przykład naszemu synowi.
- Wypchaj się, Hemmings – mruknęłam, łapiąc za kolejną kanapkę. Tę dyskusję trzeba, jak najszybciej skończyć.
- Czym wypchamy tatę? – zainteresował się Robert, odwracając w moją stronę uśmiechniętą buzię. Nie trzeba było czekać długo, by kuchnia ponownie wypełniła się śmiechem.

             Uzgodniłam z chłopakami, że wpadnę do nich po południu. Dzięki temu oni zyskają trochę czasu, aby na spokojnie popracować. Nie martwiłam się o to, że Robert zacznie tam się nudzić i marudzić. Był dzieckiem ciekawskim wszystkiego, więc byłam pewna, że pobyt w studiu skutecznie go zainteresuje i zaciekawi.
             Luke szybko wybił mi z głowy pomysł z podróżowaniem do studia środkami komunikacji miejskiej. Zupełnie nie znałam Londynu, więc istniało spore prawdopodobieństwo, że nie dojadę na miejsce na czas lub najnormalniej w świecie się zgubię. Hemmings zamówił mi na konkretną godzinę samochód, a kierowca już z góry wiedział, dokąd ma mnie zwieść.
              Na zewnątrz zrobiło się pochmurno i nieco chłodno. Liczyłam na to, że być może obejdzie się bez deszczu. Oderwałam wzrok od szarego sklepienia, by spojrzeć na Roberta. Uśmiechnęłam się, widząc, jak malec wpatruje się w samochodowe okno. Jego błękitne oczy dokładnie śledziły skupiska ludzi i budynki, które mijaliśmy po drodze.
- Za chwilę będziemy na miejscu– poinformował mnie kierowca.
- Idziesz z nami? – zapytał Robert, odwracając głowę od okna.
- Nie, nie mogę. Jestem w pracy – odpowiedział ze śmiechem mężczyzna.
- Dlaczemu?
- Wszyscy dorośli pracują. Twój tata też – pociągnął, a blondynek zmarszczył nos.
- Nie możesz iść?
- Niestety nie. – Samochód powoli zwolnił. – Jesteśmy.
- Mamo.
- Tak, słońce?
- Będzie tata?
- Będzie - odpowiedziałam, a Robert klasnął w ręce. Wysiadłam z samochodu.
- Idę taty, wiesz?
- Baw się dobrze, mały – odpowiedział z uśmiechem mężczyzna.
- Pa, pa – rzucił, chłopiec, kiedy wyciągnęłam go z auta. Pomachał naszemu kierowcy na do widzenia, kiedy zamknęłam drzwi. Ray otworzył jeszcze okno, by odpowiedzieć takim samym gestem, a następnie odjechał.
            Postawiłam małego na ziemi. Poprawiłam jego bluzę z Batmana, jednocześnie naciągając mu kaptur na głowę. Zaczęło kropić. Złapałam małego za rękę i ruszyłam w stronę budynku z szyldem i nazwą studia, w którym znajdował się zespół. O dziwo nie spotkałam tu żadnych fanek, choć mentalnie się na to przygotowałam. Teren jednak był czysty. Chyba, że dziewczyny potrafią tak dobrze się maskować.
             Weszłam do budynku, rozglądając się dookoła. Wszystko utrzymane tu było w bieli i szarości. Biło od tego miejsca nowoczesnością. Zdążyłam wejść w głąb holu, kiedy usłyszałam chrząknięcie. Starsza kobieta siedząca przy ladzie, spoglądała na mnie z lekkim uśmiechem. Już chciałam się odezwać i przedstawiać jej powód mojej wizyty, ale uprzedził mnie Robert.
- Dzie tata?
- Tutaj, mistrzu.
- Tata!
            Robert puścił moją rękę i ruszył dziarskim pędem w stronę blondyna. Hemmings zdążył przejść przez bramkę i ukucnąć, aby w ostatniej chwili złapać biegnącego syna. Mały wskoczył w jego ramiona, jakby nie widział go z dobry miesiąc, jak i nie dłużej. Od razu wtulił się w Luke'a, obejmując jego szyję.
- Długo na nas czekasz?
- Nie – odpowiedział z uśmiechem. – Pam, poznaj Emily i Roberta.
- Miło mi – powiedziałam szybko.
- Mnie również. Cześć, maluchu.
- Cześć – odpowiedział Robert, wciskając się w klatkę piersiową blondyna. – Zapałem tatę.
- Właśnie widzę. Jest strasznie do ciebie podobny.
- Moja krew – rzucił zadowolony Hemmings, odgarniając kaptur z głowy Roberta. – Wpuścisz nas?
- Wchodźcie – powiedziała, naciskając coś za ladą, przy której siedziała. Bramka otworzyła się, a my mogliśmy wejść w boczny korytarz.
- Na pewno nie będziemy przeszkadzać? – zapytałam cicho, idąc za Lukiem.
- Jeszcze raz się mnie o to spytasz, a…
- A, co? – odparłam, udając niewinny ton.
- Jesteś okropna.
- Myślałam, że jestem wspaniała i cudowna i…
- Jesteś – powiedział Luke, zatrzymując się. Uniosłam jedną brew do góry, a on cmoknął mnie szybko w usta. Na jego twarzy ponownie zagościł szeroki uśmiech.
- Ej – mruknął Robert. – Się buziocie.
- Nie mogę dać buzi mamie?
- Mama jest moja – skwitował Robert.
- Myślałem, że to ja jestem rodzicem numer jeden – mruknął Luke, przekręcając oczami. Prychnął pod nosem, udając niezadowolonego, kiedy wyszczerzyłam się do niego triumfalnie. – No, przestań…
- Chyba powoli odzyskuję tę pozycję.
- Tymczasowo.
             Weszliśmy po schodach, a następnie skierowaliśmy się w stronę oszklonych drzwi. Luke otworzył je. Przed nami wyrósł kolejny korytarz. Jednak my nie przechodziliśmy dalej, tylko zatrzymaliśmy się przy jasnych drzwiach z numerem siedem. Chłopak otworzył je.
- Są i oni! – Doszedł do mnie głos Caluma. – Cześć, brzdącu!
- Wuja i wuja i wuja! – krzyknął Robert, odrywając się od blondyna. Zaczął machać rękami, więc Luke szybko postawił go na podłodze. Po chwili już siedział na kolanach Michaela.
             Powoli weszłam do ogromnego studia nagraniowego. Zostało one podzielone na dwie części. W pierwszej znajdowały się instrumenty, kanapy, stolik i wielka konsoleta z mnóstwem przycisków, a także duże ekrany komputera. Do drugiego pokoju wchodziło się przez boczne drzwi. Całość była odpowiednio przygotowana i wyciszona. Na środku znajdowały się kolejne instrumenty i mikrofony oraz kłębowisko kabli. Wgląd do środka miało się przez podłużne okno, z którego było widać całość tego, co się tam dzieje.
- Emily, poznaj Johna, naszego producenta – powiedział Luke, sprowadzając mnie tym na ziemię. 
              Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że chłopaki nie są tu sami. Na krześle przy białym laptopie siedział starszy, siwy mężczyzna. Na podłużnej twarzy widniał szeroki uśmiech. Miał dość spory zarost na twarzy i bystre niebieskie oczy.
- Miło mi pana…
- Nie pana – przerwał mi szybko, kiedy podeszłam bliżej. – Mów mi John.
- W porządku, John. Miło mi cię poznać.
- Mnie również. Dużo o tobie słyszałam.
- Robert, przywitasz się z Johnem?
             Mały odwrócił się w naszą stronę. Błękitne oczy skupiły się na nieznajomym. Przekrzywił głową, a potem pokiwał nią. Zsunął się z kolan Michaela, by podreptać w stronę Johna. Wyciągnął do niego rękę, a następnie potrząsnął nią.
- Cześć, Robert, jestem John.
- Jestem, Hemmo.
- Doskonale to widać. Jesteś bardzo podobny do taty.
- Co robi?
- Chcesz zobaczyć?
- Tak.
- Mogę cię wziąć na kolana czy nie za bardzo?
- Mojesz.
- To wskakuj. Pokaże ci, co robię.

             Podczas, gdy chłopaki dyskutowali o wstępnej liście utworów, które mają znaleźć się na płycie, ja postanowiłam dokładniej przyjrzeć się studiu nagraniowemu. Byłam w takim miejscu pierwszy raz, a całość naprawdę robiła na mnie wrażenie. Nigdy nie przypuszczałam, że to wszystko jest tak skoncentrowane w jednym większym pomieszczeniu. Byłam pewna, że zespół, aby coś nagrać i udoskonalić, musi migrować z jednego pokoju do drugiego. Okazuje się jednak, że cały ten proces odbywa się w jednym miejscu.
             Uniosłam brwi do góry, podchodząc bliżej obrazu. Dopiero teraz go zauważyłam. Im byłam bliżej, tym bardziej rosło moje zaskoczenie. Mianowicie, wpatrywałam się w swoje własne dzieło. Zaczęłam się zastanawiać, jakim cudem ktoś ma moje zdjęcie i to w tak wielkim formacie. Panorama Sydney naprawdę ładnie prezentowała się w cienkiej, ciemnej ramie. Kontrast i bogactwo świateł i cieni idealnie współgrała z prostym obramowaniem.
- Muszę przyznać, że masz dobre oko – powiedział John, stając obok mnie.
- Skąd to…
- Widziałem to zdjęcie u Luke'a na laptopie. Spodobało mi się, więc poprosiłem o przesłanie. Chyba nie masz mi za złe, że bez twojej wiedzy wykorzystałem tę fotografię.
- Pewnie, że nie.
- Luke ci nie mówił?
- Nie.
- Pewnie zapomniał. Nie mniej jednak podoba się, nie tylko mi. Dużo osób zwróciło na nie uwagę. Widać, że masz w tej dziedzinie talent.
- Można powiedzieć, że to rodzinne – odparłam ze śmiechem. – Mój dziadek jest zapalonym fotografem amatorem. Odziedziczyłam tę pasję po nim.
- Jak kiedyś zrobisz panoramę Londynu, to koniecznie chcę ją zobaczyć. Może w końcu znajdę odpowiednie zdjęcie do swojego salonu.
- Jasne, dam ci znać.
- Dzie idzie? – Ja i John odwróciliśmy się w stronę chłopaków. Michael zarzucił na siebie granatową bluzę.
- Do sklepu. Chcesz iść ze mną?
- Tato?
- Z nim… No, nie wiem – mruknął Luke, przyglądając się bacznie kumplowi.
- No, nie przesadzaj – prychnął Clifford, przekręcając oczami. – To tylko po drugiej stronie ulicy! Zresztą, będę go do cholery pilnować!
- Nie unoś się, Mikey – pociągnął Luke, a potem parsknął śmiechem, widząc naburmuszoną minę czerwonowłosego.
- Moge?!
- Możesz.
- Idę stoba!

***
            Zapłacił za zakupy, zgarniając z lady siatkę z rogalami z czekoladą, dwoma paczkami chipsów i owocowymi żelkami. Spojrzał na małego Hemmingsa, stojącego tuż obok niego. Chłopiec opierał się o jego nogi, wlepiając swoje duże błękitne oczy w kolorowe magazyny, które znajdowały się tuż przed nim. W małej rączce ściskał biało czerwone opakowanie z podłużnymi czekoladkami.
- Robert. – Na dźwięk jego głosu, mały poderwał głowę do góry. – Idziemy.
- Pa, pa – rzucił blondynek, machając wolną ręką do młodego sprzedawcy. Następnie złapał za dłoń Michaela, który poprowadził go w stronę drzwi.
             Wyszli na zewnątrz, czując na twarzach chłodne powietrze. Chłopak odruchowo naciągnął małemu kaptur na głowę, który zsunął się mu w czasie pobytu w sklepie. Ruszyli wolnym tempem w stronę przejścia dla pieszych.
- Wuja.
- Tak?
- Czemu tam stajają? 
             Mały palec wskazywał na drugą stronę ulicy. Michael lekko zagryzł wargę, a następnie wziął Roberta na ręce. Nie przewidział tego, że pod budynkiem mogą zgromadzić się fani. Na szczęście grupa była niewielka. Liczyła może z siedem osób. Wśród nich wyłapał chłopaka, który miał identyczny czerwony kolor włosów, jak on.
- To są fani naszego zespołu. Fan to osoba, która coś bardzo lubi.
- Ja jestem fan Cliffo.
- Właśnie. A tamci, to fani zespołu, w którym gram z twoim tatą. – Przeszli na drugą stronę ulicy.
- O mój Boże, Michael! – krzyknęła brunetka, która jako pierwsza zważyła zmierzającego w ich stronę muzyka.
- Jezu, jak słodko!
- Cześć, ludzie – rzucił Clifford, przyciskając Roberta mocniej do siebie. – Zrobicie nam przejście, będę wdzięczny.
- Michael, możemy zdjęcie?
- Michael, proszę!
- Jedna fotka.
- Czy to jest syn Luke'a?!
- Wuja! On też jest, jak Cliffo! – wtrącił Robert, pokazując palcem na stojącego obok nich chłopaka. Nieznajomy czerwonowłosy nastolatek zaśmiał się pod nosem, a następnie uśmiechnął się szeroko.
- Dobra, co powiecie na grupową szybką fotkę? Muszę pilnie wracać do roboty, bo moja przerwa dobiega końca.
- Ustawmy się! – zawołała blondynka, podbiegając do gitarzysty.
- Tylko nie zgniećcie mi dziecka! – Chłopak jako pierwszy stanął za aparatem, a potem zmienił się z dziewczyną, która miała ubraną bluzę z napisem 5 Seconds of Summer.
- Cześć, Robert.
- Cześć – odpowiedział mały Hemmings, uśmiechając się do brunetki, która stała obok niego. – Co tam masz?
- Wuja mi kupiał.
- Lubisz wujka Michaela? – Robert spojrzał na Clifforda, obdarzając go szerokim uśmiechem.
- Tak.
- Kłamie, on mnie kocha, prawda młody? Kochasz wujka?
- Kocham cię.
- Wujek też cię kocha.
- To takie urocze! – zaświegotała dziewczyna.
- Musimy już iść.
- Dzięki, Michael! Michael, trzymaj się! Michael… - Głosy urwały się dopiero, kiedy Clifford wszedł do budynku.

***
              Luke spojrzał na stół, na którym leżały czekoladki jego syna. Od dawna powtarzał chłopakom, by nie napychali słodyczami Roberta, ale oni i tak robili swoje. Jego słowa odbijały się u nich, jak od ściany, pozostając bez żadnej konkretnej i pożądanej przez niego reakcji. Siedzący obok niego Ashton uśmiechnął się, a następie złapał za opakowanie.
- Schowaj je.
- Co?
- Jestem ciekawy reakcji Roberta. Powiemy, że je zjadłeś – zaproponował ze śmiechem Irwin. – Szybko, bo on i Calum zaraz wrócą.
- Daj spokój, będzie płakał.
- Zobaczymy. No, weź, to tylko mały eksperyment.
             Luke przekręcił oczami, przejmując od niego biało czerwone pudełko. Schował je pod poduszką, o którą się opierał. Na twarzy Asha ponownie zagościł szeroki uśmiech. W sumie Hemmings sam był ciekawy tego, jak na nagłe zniknięcie łakoci zareaguje jego syn.
            Zdążył uklepać poduszkę i wyprostować się, gdy do pomieszczenia wpadł Hood w towarzystwie małego chłopca. Mulat zmierzwił mu włosy na głowie, puszczając jego rękę. Robert podbiegł do Luke'a, opierając się o jego nogi. Spojrzał w stronę stołu. Zmarszczył brwi. Powoli odwrócił się do ojca, zaciskając lekko usta.
- Co jest, skarbie?
- Dzie są?
- Czego szukasz?
- Ciuciów. Nie ma ich. Tu były. – Wskazał paluszkiem stół.
- Bo wiesz – zaczął Luke, biorąc małego na ręce. Błękitne oczy syna, spotkały się z jego tęczówkami, które były identyczne. – Tata miał na nie straszną ochotę – dodał powoli. Robert nie odrywał od niego wzroku. – Zjadłem ci je. Naprawdę nie chciałem. – Zauważył, jak Ash i Calum z ciekawością obserwują tą małą rozgrywaną przez nich scenę.
- Jadłeś je?
- Przepraszam. – Robert wydął usta w podkówkę. – Ej, ale chyba nie będziesz płakał, co? Ku… - Ale nie dokończył, bo chłopiec rzucił się mu na szyję. Luke był wtedy pewny, że mały zaraz zaleje się łzami. Jednak ku jego zaskoczeniu, chłopiec oderwał się od niego, uśmiechając się szeroko. – Nie jesteś zły?
- Nie. Cem byś był szczęślawy, tato – powiedział, ponownie wtulając się w niego.
- Cholera, to najsłodsza rzecz jaką widziałem i słyszałem – odparł Ashton ze śmiechem. – Żałuję, że tego nie nagrałem.
- Tata żartował – rzucił zadowolony Luke. Po słowach syna poczuł się cholernie szczęśliwy. Robert ciągle pozytywnie go zaskakiwał. Był naprawdę inteligentnym chłopcem. – Tutaj są twoje czekoladki. – Wyciągnął je zza poduszki, a następnie podał mu je.
- Nie jadłeś?
- Nie.
- A cesz?
- Dasz mi jedną?
- Tak.
- A wujkom?
- Tak! – rzucił uśmiechnięty Robert. – Otórz mi.
- Co trzeba powiedzieć?
- Posie.
- Brawo, mistrzu – powiedział dumny Luke, całując go w czoło. Jego syn był dla niego wprost idealny.

***
              Zawsze trzymałam się z daleka od tego drugiego świata chłopaków. Nigdy nie ciągnęło mnie w stronę fleszy i kamer. Zazwyczaj odsuwałam się na bok, kiedy dochodziło do spotkań z fanami. Nie chciałam, by ludzie nadal twierdzili, że wrobiłam Luke'a w dziecko, by zyskać rozgłos, którego według niektórych, tak bardzo pragnęłam. Jednak byłam osobą, która stroniła od takiego życia. Nie czułam się w nim dobrze. Bycie w tak wielkim centrum zainteresowania i uwagi nie było moim marzeniem. Wyznawałam też zasadę, że nie powinno żerować się na cudzej ciężkiej pracy, tylko samemu dojść do celu – nawet jeśli chodziło o sławę. Z biegiem czasu przyzwyczaiłam się do tego, że opinie o nas są różne,a negatywne i kąśliwe uwagi będą pojawiać się zawsze.
             Na szczęście nie byłam osobą, która sama w jakiś sposób – czy to świadomy czy nie – prowokowała do ataku tą drugą stronę. Trzymałam się na uboczu, nie świeciłam biustem, nie byłam typem imprezowiczki i nie reagowałam na negatywne komentarze i zaczepki. Ignorowałam je. Uważałam, że wdawanie się w dyskusje jest nie potrzebne i nie na miejscu, bo wtedy fala hejtu, tylko by wzrosła. Z tak wielką grupą nie dało, by się wygrać, a zrobiłby się tylko niepotrzebny dodatkowy szum, który odbiłby się od razu na Hemmingsie. Bo wszystko, co robiłam i tak podciągano pod jego osobę.
              Jednak w grupie fanów 5 Seconds of Summer znajdowała się także bardzo liczna grupa miłych i sympatycznych osób. Mogę się założyć, że część z nich, dopiero po jakimś czasie się do mnie przekonała i w jakiś sposób przyzwyczaiła. Spotykałam ich w Sydney i zawsze uprzejmie przeprowadzaliśmy krótkie rozmowy. Mimo, że nadal byłam w tym dość wycofana, to jednak podchodziłam do tego zdecydowanie odważniej, niż z początku. Jednak do tej pory nikt nie namówił mnie na robienie wspólnych zdjęć. Nadal miałam status osoby niepublicznej i to chciałam zachować do końca. Byłam, tylko niewidzialnym, w tym drugim świecie Luke'a, dodatkiem do jego osoby.
               Michael poinformował nas, że pod budynkiem studia zebrała się mała grupa fanów. Jednak, kiedy zamierzaliśmy opuścić budynek, grupa ta rozrosła się do większych rozmiarów. Nie dziwiło mnie to, bo byłam przyzwyczajona, że w tych czasach przepływ wiadomości jest naprawdę szybki. Robert, który znajdował się na rękach Luke'a, z ciekawością spojrzał w stronę oszklonych drzwi, przez które widać było zbiegowisko.
- Fan - powiedział, wskazując na nich palcem.- Dużo fana. Co będą robiać?
- Chcą, tylko z nami zdjęcie.
- Musisz się uczasać, tato – skwitował mały, klepiąc go po głowie. – Wosy ci stajają. – Cała nasza piątka zaśmiała się cicho.
- Może ja go wezmę? – zaproponowałam, odbierając od niego Roberta.
- I tak pójdę z wami. Nie chcę, by was stratowali. Odstawię was do samochodu, a potem wrócę do chłopaków.
- Będę was ubezpieczać z tyłu - zaoferował się Calum.
- My skupimy na sobie ich uwagę – pociągnął Ash.
- Mamy ustalony szyk bojowy – odezwał się Michael ze śmiechem. – Do działa, drużyno!
             Clifford jako pierwszy podszedł do drzwi, a następnie otworzył je. Do moich uszu doszedł głośny pisk i krzyk osób stojących na zewnątrz. Poczułam, jak Robert podskoczył w moich ramionach. Luke musiał to zauważyć, bo pogładził go po plecach, szepcząc do ucha, że ma się nie bać.
             Kiedy tylko Michael i Ashton wyszli na zewnątrz, fani ruszyli w ich stronę. Od razu rozpoczęła się parada robienia zdjęć, nagrywania filmików i krótkich rozmów, w których to każdy chciał, choć na moment skupić na sobie uwagę swoich idoli. My w tym czasie wyszliśmy z budynku, co spotkało się z dodatkowym entuzjastycznym rykiem ze strony tego nie za dużego tłumu.
- Luke! Luke! Calum! Możemy zdjęcie!
- Za chwilę – rzucił Hemmings, idąc przodem. – Dajcie nam przejść, proszę.
- Ej! Nie pchajcie się, bo komuś może stać się krzywda! – odparł Hood, kiedy kilka osób powpadało na jego plecy.
- Robert! Hej! Mały!
- Nie zaczepiać mi dziecka – powiedział poważnym tonem, Luke. Robert jednak był tak samo zainteresowany nimi, jak oni nim. Odwrócił się z uśmiechem, a następnie wyciągnął rękę.
- Pa, pa fan – rzucił, machając.
- Jezu! Kurwa, jakie to słodkie!
- Ej, nie przeklinaj, piękna – odparł Hood do blondynki, stojącej obok niego. 
             Dziewczyna momentalnie spłonęła rumieńcem, kiedy Cal posłał w jej stronę swój firmowy uśmiech. Wcale jej się nie dziwiłam, bo Mulat potrafił być cholernie czarujący i onieśmielający, gdy się o to postarał.
             Udało nam się w bezpieczny sposób dojść do samochodu. Luke zamknął za nami drzwi, by razem z kumplem wrócić do reszty zespołu, którzy starali się nadążyć za prośbami fanów. Robert przycisnął twarz do szyby, zanim zdążyłam zapiąć go w foteliku. Koniecznie chciał widzieć to, co działo się pod studiem.
            Po długich minutach, które ciągnęły mi się w nieskończoność, drzwi od samochodu odsunęły się. Do środka wpadli chłopaki, od razu zajmując swoje miejsca. Luke usiadł obok nas, całując mnie szybko w czubek nosa.
- A to za co?
- Właśnie usłyszałem, że cholernie słodko razem wyglądamy i nie omieszkałem przyznać im racji.
- Jesteś straszny.
- Stwierdzam, tylko fakty. A nasi fani wiedzą, co mówią.
- Mamy najlepszych fanów na świecie – podsumował Michael, machając do tłumu.
- Fan! Jak ja! – rzucił roześmiany Robert.
- Jesteś naszym fanem? – zapytał Luke, nachylając się nade mną, by moc przejechać palcem po jego policzku.
- Nie, jestem fan Cliffo – podsumował malec, a ja parsknęłam śmiechem, na widok skrzywionej miny Luke'a. Hemmings wyprostował się, przekręcając oczami.
- Powinieneś być fanem taty.
- Dlaczemu?
- Bo jestem zajebistym tatą – rzucił Luke i zaraz pewnie tego pożałował, bo trzepnęłam go w tył głowy. – Ał! Em!
- Bez takich. Później po was powtarza.
- Znerwowałeś mamę – skwitował Robert, przykładając palec do ust i uśmiechając się pod nosem.
- To żadna nowość – powiedział roześmiany Calum.
              Luke po raz kolejny przekręcił oczami, a następnie skrzyżował ręce na klatce piersiowej, co miało nadać mu pozę obrażonego na cały świat człowieka. Ja i chłopaki wymieniliśmy spojrzenia, a potem ryknęliśmy gromkim śmiechem.


***
Mamy dzisiaj na tapecie pracę w studiu i małe zakupy z wujkiem Cliffordem. Nie obeszło się oczywiście bez pojawienia się pod budynkiem fanów, którzy mieli to szczęście i spotkali swoich idoli :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziękuję Wam również za wszystkie otrzymane komentarze, które naprawdę dodają energii i motywacji do pracy, a także wywołują wielkiego "banana" na twarzy :)

Standardowo przypominam o Asku, a także o Twitterze - na który serdecznie zapraszam :) @RoxyDonau - w obu przypadkach :D

Pozdrawiam i do następnego wtorku!



W następnym odcinku:

- Jesteś, jak młodsza wersja mojej matki – skwitował Hood, łapiąc za pilot.
- Dzięki za komplement – powiedziałam, wstając z miejsca. – Na górę! Już! Wystarczy chwila, aby któryś z was się pochorował.

***

- Niedługo wrócę. Robert, pilnuj chłopaków.
- Bede – skwitował mały, jakby to była oczywista rzecz. – Beda dżeczni.

***

- Nie lubi wuja Mikiego?
- Lubię go lubię, choć mam ochotę włożyć mu łeb do pralki – skwitował z uśmiechem Ash.

***

- Widzieliśmy twoje zdjęcia z wczoraj. Nie powinnaś przeszkadzać im w pracy i w spotkaniu z fanami.

***

- Psujesz mi fryzurę – mruknął, zaciskając usta.
- Fryzurę? – odparł Luke, patrząc na niego, jak na kosmitę. – Wyglądasz, jakbyś dopiero wstał z łóżka.
- To jest fryzura! Specjalnie tak wystylizowana!
- A może po porostu twoje włosy dzisiaj nie widziały grzebienia? – odparł rozbawiony Hood.

***

- Nie mam pojęcia, co się stało – powiedział Clifford, zerkając na chłopca. – Tak go znalazłem.
- Ej, kochanie – zaczął spokojnym głosem, Luke. Pogładził go po plecach, próbując tym uspokoić syna. – Powiesz tacie, czemu płaczesz? 

8 komentarzy:

  1. Jezu Robert jest cudny *-* on, Hemmo i Em to świetna i idealna rodzina :) wyjscie do sklepu i spotkanie z fanami było urocze :) Mikis dobry wujo, a ten tekst małego do Luka - że chce by był szczęśliwy, to bylo kochane! Uwielbiam ♡♡♡♡♡♡♡♡♡
    Czekam na nn, choć ostatni fragment mnie nieco zaniepokoił
    pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :) Wuja Miki jako dobra niania :)
      Dzięki bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Jejcia <3
    Świetny rozdział.
    Nie mogę doczekać się następnego.
    Buziaczki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo :) Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Aa cudowny! Robert jest taki słodziachny i wygadany. Urok po Hemmo c: Wujkowie najlepsi na świecie.
    Czekam na następny z niecierpliwością :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :) Tak hehe wujkowie najlepsi XD
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń