wtorek, 5 kwietnia 2016

S2 - Rozdział 4

           Poprawił sportową czarną koszulkę, którą miał na sobie. Spojrzał na zegarek. Było po siódmej. Lubił biegać o tak wczesnej porze. W ciągu dnia niezbyt miał na to czas, a wieczorem po pracy czy spotkaniach, nie miał na to większej ochoty, więc pozostawały mu poranki. Wsunął na nogi nowe buty, które zakupił przed wyjazdem do Sydney. Teraz miał możliwość wypróbowania ich, w tak zwanym terenie. Miał nadzieję, że zmiana firmy dobrze mu zrobi i że sprzedawca nie wcisnął mu bubla. Nie chciał skończyć z obtarciami czy kontuzją.
           Zapinając etui z telefonem na ramieniu, wyszedł z pokoju. Odwrócił się i podskoczył w miejscu. Jego serce lekko przyspieszyło. W tym momencie przypomniały mu się wszystkie horrory z dziećmi, jakie od tej pory widział. Musi w końcu się przyzwyczaić i zapamiętać to, że teraz pod tym jednym dachem jest ich więcej. Więcej i w różnym formacie i wielkości.
            Spojrzał na małego zaspanego blondynka, który przyciskał do swojej piersi pluszowego pingwina. W jego błękitnych oczach lśniły łzy. Zauważył, jak zadrżała mu dolna warga. Malec zaczął kręcić paluszkiem wokół dolnej części koszulki ze Spider-Manem. Pociągnął nosem. Ashton widział, że jest bliski płaczu.
- Hej, brzdącu – powiedział, podchodząc do niego. – Co się stało?
- Nie wiem, dzie mama – wydusił wilgotnym głosem.
- Nie wiesz, który to pokój? – Robert pokręcił głową.
             Irwin spojrzał na drzwi od sypialni Luke'a i Em. Najwyraźniej jedno z nich musiało przez przypadek je zamknąć, gdy wstało w nocy i poszło do toalety. Wieczorem, gdy szedł do siebie, były nadal otwarte. Wiedział, że dziewczyna zostawia je uchylone, na wypadek gdyby chłopiec się obudził. Robert, bowiem nie opanował jeszcze do końca sztuki otwierania drzwi.
- Zostawili mnie? – zapytał ze strachem Robert. – Nie ce być sam – dodał płaczliwym tonem.
             Ash uśmiechnął się pod nosem. Mały skutecznie potrafił go rozczulić. Zresztą, Irwin od samego początku traktował go, jak własnego syna. Był tym typem wujka, który zrobiłby dla niego wszystko. Robert poruszył się nerwowo, jeszcze mocniej zaciskając drobne palce na maskotce. Chłopak podszedł do niego i ukucnął, aby znaleźć się na podobnej wysokości, co on.
- Nie zostawili. Śpią tam – powiedział, wskazując na odpowiedni pokój. – Przez przypadek musieli zamknąć drzwi.
- A jak byłby zapniete, gdy jest ciemo? – Ash lekko zagryzł wargę. Mógł się założyć, że w nocy maluch najzwyczajniej ze strachu, by się rozpłakał. Szczególnie, że jest to dla niego nowe miejsce.
- Może ustalimy nową regułę, co ty na to? – pociągnął, przeczesując mu blond włosy. Robert przybliżył się, wsuwając się w jego ramiona. Ashton od razu objął chłopca, a potem podniósł go, opierając o bok. – Wujek od teraz też będzie zostawiał drzwi otwarte. Jakbyś nie mógł znaleźć rodziców, bałbyś się czegoś lub chciał cokolwiek, to masz przychodzić do wujka i go budzić, jasne?
- Tak.
- Dostanę buziaka na dzień dobry?
             Robert w końcu obdarzył go szerokim uśmiechem. Uspokoił się, widząc, że jego wujek nie zamierza go zostawiać. Objął jego szyję małymi ramionkami, a następnie cmoknął go w górną wargę. Oparł głowę o jego obojczyk. Wolną dłoń wplótł w jego jasno brązowe loki. Ashton czując przyjemne ciepło, które biło od dziecka, uśmiechnął się. Bieganie musiało poczekać. Ważniejszy był dla niego ten mały szkrab.
- Dzie idziesz?- wydusił Robert, nie podnosząc głowy.
- Już nigdzie. Może damy pospać rodzicom? Wujek zrobi śniadanie i zjemy je razem, może być?
- Tak.
- Najpierw cię przebierzemy.
- Wuja.
- Tak?
- Siku.
- Okej, to najpierw łazienka – odpowiedział ze śmiechem Irwin.

***
             Wyszłam na korytarz. Z dołu doszedł do mnie głos Ashtona i Roberta. Nie powiem, ale odetchnęłam z ulgą. Byłam nieco przestraszona tym, że wchodząc do pokoju małego, zastałam puste łóżko. Przez chwilę bałam się tego, że Hemmings postanowił sam na własną rękę iść na dół i bez opieki dorosłego buszować po salonie, co pewnie nie skończyłoby się dobrze. Wiadomo, jakie dzieci nieraz mają pomysły, które przerastają dorosłe mózgi.
- Teraz piłalina! – zawołał Robert.
              Nie chciałam im przerywać, więc zeszłam cicho po schodach tak, by podpatrzeć to, co robią. Wychyliłam się lekko, by móc ich w końcu zobaczyć. Ashton, w sportowym stroju, leżał na ziemi i robił brzuszki. Mały chłopiec klękał obok niego, co jakiś czas podsuwając mu pod twarz maskotkę. Zaśmiał się głośno, gdy Ash udał, że chce ugryźć jego dziób.
- Jeszcze trzy – powiedział Irwin, nie przerywając ćwiczenia.
- Trzy – powtórzył za nim Robert.
- Ile to będzie trzy?
- Trzy – pociągnął chłopiec, wystawiając trzy palce przed nos perkusisty. Akurat tę cyfrę Robert miał opanowaną do perfekcji. Szkoła mojej mamy.
- Tyle masz lat?
- No. A ty?
- Więcej.
- Dlaczemu?
- Wujkowie są starsi.
- By się bawić ze mną?
- Dokładnie, maluchu – odpowiedział ze śmiechem. – Dobra, skończyłem.
- Już nie robisz?
- Nie. Już starczy. Dostanę cukierka w nagrodę?
             Robert uśmiechnął się szeroko, a następnie wstał z podłogi. Podszedł szybko do stołu, łapiąc za czekoladowego łakocia. Wrócił do Ashtona i dumnie wręczył mu nagrodę, klepiąc go jednocześnie po głowie. Pisnął, gdy Irwin niespodziewanie złapał go i podrzucił lekko do góry. Z jego ust znów wydobył się słodki dziecięcy śmiech.
- Się bojałem chwilę.
- Bałem.
- Bajałem.
- Byłeś blisko.
- Dobrze się bawicie? – zapytałam, uznając, że pora w końcu się ujawnić.
- Mama! Mama jest!
- Mówiłem, że jest – powiedział Ash, kiedy mały mu się wyrwał. Podbiegł do mnie, a ja porwałam go w ramiona.
- Trzeba było mnie obudzić.
- A po co ty nam do szczęścia byłaś potrzebna? – odparł Ashton, pukając mnie dla zgrywy w ramię. Przekręciłam oczami, ruszając w stronę kuchni.
- Zrobimy śniadanie?
- Już jedliśmy- pociągnął perkusista, idąc za nami.
- Wuja robił.
- Co jedliście?
- Cheb i jajka. Wuja umie – odparł zadowolony Robert, wlepiając w niego oczy. Ash uśmiechnął się szeroko. – I nie zjarał, jak tata.
- Nie spalił – poprawiłam go.
- Jara.
- Robert – mruknęłam, kręcąc głową.
- Nie jara?
- Nie.
- Jak nie jara, to nie wiem.
             Spojrzałam na Ashtona, który próbując zrozumieć, o co dokładnie chodziło małemu, przekrzywił głowę w bok. Uniósł lekko brwi do góry, a potem jego ciemne tęczówki skupiły się na mnie. Wzruszyłam ramionami, zostawiając to bez komentarza.

             Ashton zaprosił dzisiaj do nas Natalie. Dziewczyna miała się zjawić około czwartej, więc postanowiłam zaserwować, jakiś normalny obiad. Przydałoby się też, jakieś ciasto i przekąski. Z góry wiedziałam, że chłopaki o czymś takim nie pomyślą. Szczególnie, że zaczęli się zastanawiać, po co w ogóle wychodzę do sklepu, skoro według nich wszystko jest. My kobiety i oni mężczyźni jednak mamy inne pojęcie względem przyjmowania gości. Nie zdziwiłabym się, gdyby wystawili w ramach poczęstunku paczkę chipsów i piwo do kompletu.
             Chłopaki zmienili się w nianię dla Roberta nie tylko na czas mojego wyjścia do sklepu, ale także i po powrocie. Dzięki temu mogłam zaszyć się w kuchni i przygotować spaghetti, bez kręcącego się pod nogami dziecka. I nie tylko dziecka, bo panowie też często przeszkadzali mi w pichceniu. Ale że męskie grono zajęło się sobą, ja miałam wolne pole do działania.
- O, nie! Potrzebuję pomocy! Pomocy! Ratunku! – krzyczał Calum, tarzając się po podłodze.
             Zerknęłam przez ramię w stronę salonu. Chłopaki niedawno skończyli oglądać animowaną wersję Supermana. Robert od razu powiedział, że chce być takim superbohaterem. Michael przywiązał mu swoją koszulę na szyi, która robiła za pelerynę. Więc, gdy Hood udawał, że potrzebuje pomocy, Robert wyciągnął się na rękach czerwonowłosego.
- Jak lata Superman? – zapytał chłopca. Mały od razu przyjął odpowiednią pozę, z wyciągniętą przez siebie ręką. – Leci Superman! – zawołał Clifford, unosząc małego raz wyżej, raz niżej. Obaj zbliżyli się do Mulata, który nadal się wydzierał.
- Wuja Miki też jest menem!
- Z decydowanie jestem seksownym menem do kwadratu.
- Seksowny?
- Michael! – krzyknął Luke, a Clifford wyszczerzył się do niego.
- Tata też jest seksowny?
- On? – prychnął Michael, mierząc starszego Hemmingsa wzrokiem. – Chyba od tyłu.
- Mama! Tata jest seksowny od tylca! 
             Zdecydowanie wolałam tego nie słyszeć. Zmrużyłam na nich oczy. Clifford zrobił niewinną minę, ukazując mi przy tym całe swoje równe i białe uzębienie, Ash i Calum ryknęli śmiechem, zaś Luke spoglądał na nich z niedowierzaniem.
- Ja do was nie mam siły – skwitowałam, kręcąc głową.
- To jego wina – odparł blondyn, wskazując na przyjaciela.
- A idźcie wy –rzuciłam, machając na nich ręką. Jak tak dalej pójdzie, to w krótkim czasie zdemoralizują mi dziecko.

              Było po czwartej, gdy rozległo się pukanie. Ashton zerwał się z miejsca i natychmiast ruszył w stronę drzwi. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Irwin wyglądał przeuroczo, gdy próbował ukryć przejęcie wizytą. A mnie nie tak łatwo było oszukać, bo doskonale go znałam. Widziałam, że nie może się doczekać tego, kiedy w końcu zjawi się Natalie.
             Wytarłam szybko ręce w kolorową ścierkę, a następnie przeszłam do salonu, gdzie znajdowała się reszta domowników. Luke skrzywił się i jęknął pod nosem, gdy Robert wsadził mu palca do oka. Jego kopia była tak ciekawa gościa, że próbował za wszelką cenę mocno się wychylić, by dojrzeć wchodzącą do środka osobę. Usłyszałam dwa damskie głosy. Najwidoczniej Natalie nie była sama.
- Robert – syknął Luke, kiedy mały uderzył go łokciem, nadal starając się zobaczyć, kto się zjawił. Nasz syn od małego był ciekawski względem ludzi, więc jego zachowanie wcale mnie nie dziwiło.
- Wchodźcie – rzucił Ash i po chwili pojawił się w salonie.
             Pierwszą osobą, jaką zobaczyłam, była niska dziewczyna. Miała długie, niemalże sięgające jej do pasa, blond włosy i ciemne niebieskie oczy. Na twarzy widniał miły uśmiech. Przywitała się z resztą zespołu, by na końcu zatrzymać się obok mnie.
- Cześć jestem…
- Ty musisz być Emily – przerwała mi szybko. – Opowiadali mi o tobie. Cieszę się, że w końcu mogę cię poznać. Jestem Natalie.
- Ja również się cieszę – odpowiedziałam zgodnie z prawdą, choć byłam w lekkim szoku widząc jej spory entuzjazm. A on był dość zaraźliwy. – To Amber. – Spojrzałam na jej koleżankę, która lekko się skrzywiła, dokładnie mnie oglądając, jakbym była jakimś okazem w zoo. Miała czarne włosy do ramion, okrągłą twarz, mocno zarysowane kredką usta i głębokie brązowe oczy. – W tym samym dniu poznałyśmy chłopaków w klubie i trzymamy się do teraz – poinformowała mnie blondynka.
- Cześć, miło poznać. Emily – powiedziałam znaną formułkę.
- Amber – mruknęła, w dalszym ciągu nie spuszczając ze mnie wzroku.
- A ty musisz być Robert- odezwała się Natalie, odwracając się w stronę dwóch Hemmingsów. – Jezu… Jest przeuroczy. Cześć, mały.
- Cześć – rzucił, wyciągając w jej stronę rękę. Dziewczyna lekko złapała za nią, a chłopiec potrząsnął nią z uśmiechem.
- Mam coś dla ciebie.
- Nie musiałaś – powiedział szybko Luke.
- Daj spokój – rzuciła, machając na niego ręką. Następnie znów skupiła się na Robertcie, który dalej tkwił w ramionach swojego ojca. Otworzyła dużą torbę i wyciągnęła z niej pluszowego czerwonego psa. – Wujek Ashton powiał mi, że bardzo lubisz tę bajkę.
- To piesio Cliffo!
- Twój własny – dodała Natalie, podając mu maskotkę. Robert od razu zgarnął ją w swoje drobne dłonie. Odwrócił się do Luke'a z uśmiechem, ciesząc się z tego, co do stał.
- Co się mówi?
- Dziekuje – odpowiedział malec, kiwając jednocześnie głową. – Pacz, tato! To Cliffo!
- Ale fajny. Ciocia Natalie przyniosła?
- No – rzucił, przeciągając wyraz.
- Mogę cię wziąć na ręce? – zapytała dziewczyna, a Robert od razu puścił Luke'a i wychylił się w jej stronę. – Jak odważny.
- Duzi jestem.
- Nawet nie zaprzeczę – odpowiedziała ze śmiechem.
              Uśmiechałam się pod nosem, oglądając całą tę scenkę. Nadal czułam dziwne spojrzenie Amber, ale postanowiłam to zignorować. Nie mogę na wstępie podchodzić do tej dziewczyny negatywnie. Może po prostu nie lubi obcych? Może potrzebuje więcej czasu, by się przekonać do innych? Zerknęłam na Asha, który podszedł do Natalie i Roberta. Mały szybko przeszedł do wujka, pokazując mu nowy nabytek.
- Mam nadzieję, że jesteście głodne – odezwałam się do dziewczyn.
- Ja na pewno – rzucił Calum, opadając na pierwsze wolne krzesło. Zerknęłam na niego. Wcale mnie tym nie zaskoczył.
- Standardowo. Zapraszam do stołu.
- Pomóc ci? – zapytała Natalie.
- Nie dzięki. Dam sobie radę – odpowiedziałam z uśmiechem.

***
             Podniósł głowę do góry, gdy mały blondynek podszedł do jego nóg. Oparł się o nie, ale jego błękitne oczy wcale nie patrzyły na niego. Skupione były na Natalie, która miło uśmiechała się do dziecka. Chłopiec odpowiedział tym samym, przybliżając się do niej jeszcze bardziej. Dziewczyna złapała za leżącego obok niej pluszowego psa i podała mu go. Małe ręce od razu zacisnęły się wokół szyi maskotki.
- Co tam, Robert? Wymęczyłeś wujka Michaela? – zapytał Ash, wychylając się do niego. Wziął go na kolana. Duże oczy chłopca od razu spojrzały na niego, a po chwili znów przeniosły się na blondynkę. – Chyba wpadłaś mu w oko. Lubisz Natalie?
- Tak - odpowiedział szybko Robert.
- Jest fajna? – ciągnął dalej Irwin, a dziewczyna cicho zaśmiała się pod nosem.
- Łana jesteś – skwitował Hemmings, pukając ją w ramię.
- To najlepszy komplement, jaki usłyszałam od takiego mężczyzny, jak ty.
- Dobra mistrzu, musisz iść spać – odparł Luke ze śmiechem, podnosząc się z kanapy. – Jest już ósma.
- Nie ce.
- Ja się nie pytam, czy chcesz – rzucił blondyn, wyciągając ręce w stronę małego. Robert wcisnął się w Ashtona, zaciskając palce na jego koszulce. – Z tatą nie pójdziesz?
- Nie ce.
- Chodź, dzisiaj tata kąpie, czyli będzie fajniej, niż z mamą.
- Sprzątasz łazienkę - dodała Emily, mierząc go wzrokiem. Luke uśmiechnął się niewinnie, jakby dziewczyna przesadzała względem tego, co po sobie zostawia. – Ma być tam sucho.
- Oj, tam – mruknął pod nosem Hemmings. – Chodź, Robert.
- Oj, tam – powtórzyła za nim, jego mniejsza kopia.
- Tacie się sprzeciwiasz? Idziemy. – Złapał go i wziął na ręce. Koszulka Asha podeszła mu do góry, ale malec w końcu puścił jego ubranie. – Zrób wszystkim pa – pa.
- Pa- pa- rzucił z uśmiechem Robert, machając ręką. Wszyscy oprócz Amber odpowiedzieli tym samym. Luke odwrócił się i ruszył w stronę schodów.
- Robert jest cudny – skwitowała Natalie.
- On ma to w sobie, że nie można mu się oprzeć. Jak jego wujkowi – odpowiedział Irwin. Dziewczyna zmarszczyła lekko nos, a potem zaczęła cicho chichotać. – No, serio? Bardzo śmieszne – mruknął, udając obrażonego, co wywołało jeszcze większy napad śmiechu u blondynki.

***
             Musiałam przyznać, że naprawdę polubiłam Natalie. Po pierwszym spotkaniu miałam już o niej wyrobione zdanie. Była naprawdę miłą, pogodną i sympatyczną dziewczyną, czasem odrobinę nieśmiałą. Miałam wrażenie, że też bardzo łatwo ją zranić. Uśmiech praktycznie nie schodził z jej twarzy. Oprócz tego było widać, jak na dłoni, że Ash nie jest jej obojętny. Zresztą, ze wzajemnością. Chłopak mógł mi mówić o przyjaźni, jednak ja wiedziałam swoje – pasowali do siebie i powinni być razem, choć taki związek nie należałby do najprostszych.
              Zupełnie inaczej sprawa przedstawiała się z Amber. Dziewczyna była strasznie zdystansowana i miałam wrażenie, że od samego początku traktowała mnie z dziwną rezerwą i obojętnością. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że z góry mnie przekreśliła i znielubiła. Nie odzywała się do mnie przez całe spotkanie, choć z początku starałam się nawiązać, jakąś rozmowę. Niestety mi nie wyszło. Amber zdecydowanie preferowała towarzystwo Luke'a i Caluma. A w szczególności tego pierwszego, bo nie odrywała od niego wzorku. Uśmiechała się do niego ciepło, chichocząc pod nosem, co i rusz poprawiała włosy i jak dla mnie, stanowczo za często pochylała się w jego stronę. Byłam pewna, że w jakiś sposób go podrywa. Albo to moje urojenia i cicha przytajona zazdrość o Hemmingsa, spowodowała, że właśnie w taki sposób myślałam. Dodatkowo zauważyłam, że całkowicie olewa Michaela. Clifford był osobą, której ciężko było nie lubić, ale jak widać Amber wyłamała się z tego tłumu. On też zresztą ją ignorował i przez większość spotkania zastanawiałam się nad przyczyną, dlaczego tak jest.
             Zostałam na dole, by pochować umyte naczynia do szafek. Robert już od dawna grzecznie spał, a chłopaki znajdowali się u góry w swoich pokojach, zapewne również szykując się do łóżek. Ich wolne dni dobiegły końca i jutro musieli wrócić do pracy. Nie dziwiłam się, czemu chcą być wypoczęci.
             Podskoczyłam lekko w miejscu, słysząc za plecami kroki. Zerknęłam przez ramię, wyłapując wzrokiem Michaela, który otworzył lodówkę. Wyciągnął z niej małą butelkę wody. Wsadziłam ostatni czysty talerz do szafki, a następnie odwróciłam się w jego stronę. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie w milczeniu.
- No, wyduś to z siebie – powiedział, okręcając nakrętkę. 
             Clifford stanowczo za szybko mnie rozgryzł. Chyba muszę zmienić strategię, bo inaczej oni wszyscy zaczną zbyt łatwo mnie rozszyfrowywać. Z drugiej strony byliśmy w kuchni sami, więc mogłam legalnie wypytać się chłopaka o sprawy, które mnie ciekawiły. A raczej tą jedną konkretną sprawę, która nurtowała mnie od momentu poznania koleżanki Natalie.
- Czy ty i Amber się nie lubicie? – wypaliłam prosto z mostu. Wyszłam z założenia, że i tak nie ma po co owijać tego w bawełnę. Michael zaśmiał się cicho pod nosem.
- Aż tak to widać?
- Ślepy by zauważył.
- Ona nie lubi mnie, a ja jej.
- Bo?- Michael zmierzył mnie wzrokiem, a następnie spojrzał w kierunku schodów. Byłam pewna, że upewniał się, że nadal nikogo oprócz nas tu nie ma. Przysunął się bliżej.
- Bo powiedziałem jej, co dokładnie o niej myślę.
- I to jej się nie spodobało?
- Ani trochę. Ona i Natalie poznały się w tym samym dniu, w którym poznały nas i to działo się w tym samym klubie. – Uniosłam lekko brwi do góry. – Co? Luke ma tajemny zakaz wychodzenia do klubu, gdy nie ma cię obok?
- Czy ja ci wyglądam na kretynkę? – Clifford znów zaśmiał się.- Oczywiście, że nie ma. Musiałabym być naprawdę walnięta, by mu tego zakazać.
- Grzeczna dziewczynka – odparł, klepiąc mnie po głowie. Odepchnęłam go lekko, co wywołało kolejny chichot z jego strony. – Co jej powiedziałeś?
- Powiedziałem, że jest nachalna i powinna sobie odpuścić i nie kręcić się wokół kogoś, kto ewidentnie nie jest nią zainteresowany. Dodałem też, że robi z siebie łatwą.
- Serio? – wydusiłam, robiąc wielkie oczy. Tego się po nim nie spodziewałam.
- Nie spodobało mi się to, jak się zachowuje – odparł, wzruszając ramionami. – Chłopaki mieli to gdzieś. Ashton był zauroczony Natalie, Luke jest nawet na odległość wpatrzony, tylko w ciebie, a po Calumie takie rzeczy spływają, bo ma je gdzieś. Dla mnie towarzystwo Amber nie jest odpowiednie. Nie mówię, że jestem nie wiadomo kim, ale są pewne granice, których kobieta nie powinna przekraczać. No i jest jeszcze kwestia utrzymania dobrego smaku w kontaktach, a ja byłem nią zniesmaczony, szczególnie, że wyglądała w tym klubie, jak gwiazda porno. I nawet tak się zachowywała.
- Nieźle. Co ona na to?
- Kazała mi dosłownie nie wpierdalać się w nie swoje sprawy. Dodatkowo powiedziała, że obniżam poziom urody w zespole, bo pod tym względem daleko mi do reszty i że pewnie jestem zazdrosny, że ona nie zainteresowała się mną, a innymi.
- Bez jaj – wydusiłam z siebie.
- Nie mój poziom. Lubię skromniejsze dziewczyny, które nie świecą cyckami, nie są wulgarne w swoim zachowaniu – nawet, jak sobie popiją – i jak trzymają pewną klasę, jak na kobiety przystało.
- Podoba mi się twój tok myślenia.
- Jestem najlepszą myślącą jednostką pod tym dachem… Tylko nie mów Ashtonowi, bo będzie się upierał, że to on jest tu najmądrzejszy – powiedział ze śmiechem.
- Pewnie, nic nie powiem.


***
Czas wysłać w końcu 5SOS do pracy :) Ale to w następnej części. Dziś mają jeszcze wolne :) W tej części pojawi się nie tylko perspektywa Em i Luke'a, ale także i pozostałych mieszkańców domu. Takie małe urozmaicenie :)
Mam nadzieję, że Wam się podobało :)

Mamy już kwiecień, a co za tym idzie, zakończyło się głosowanie w sondach. Za wszystkie oddane głosy bardzo Wam dziękuję :) 
Waszym ulubionym opowiadaniem zostało Pod Jednym Dachem, a ulubioną bohaterką Rosalie :) Widziałam, że przez jakiś czas na podium stało Dwa Plus Jeden, a Rose walczyła o pierwsze miejsce z Sam. Poniżej znajdują się całościowe wyniki.

Ulubione opowiadanie:


To właśnie życie pisze najlepsze scenariusze - 4%
Pod Jednym Dachem - 28%
The Great Escape - 6%
Dwa Plus Jeden - 24%
Pokochać Ciszę - 11%
Broken - 22%
The Guardian Angel - 5%
Ilość oddanych głosów: 188

Ulubiona bohaterka:
Malia - 10%
Rosalie - 37%
Felicity - 7%
Emily - 11%
Melissa - 7%
Samantha - 27%
Inna, nie pierwszoplanowa - 1%
Ilość oddanych głosów: 123

Raz jeszcze dziękuję Wam za wzięcie udziału w głosowaniach :)

Dziękuję Wam również za wszystkie komentarze! Uwielbiam je - wiem, wiem, wiecie to :)

Standardowo przypominam o Asku.

Kolejny rozdział w następny wtorek.

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Dobry dzień?
- Może będzie dobry.
- Tulić cie na dobry dzień?

***

- To kwestia bezpieczeństwa. Nie znasz miasta i pod opieką masz moje dziecko, więc…
- Może ktoś go za mnie walnąć? Będę wdzięczna.

***

- Nie byłam do końca pewna, czy to faktycznie ty – zaczęła, zatrzymując się przy huśtawce. – Cześć, mały.

***

- Chodź, zjesz trochę i może później namalujesz coś dla mamy?
- Nie.
- Dlaczego nie?

***

- Ogarnęliśmy się jakoś – skwitował, a następnie spojrzał na chłopca. – Mama była dzisiaj grzeczna?
- Tak.
- Nie podrywała nikogo? 



9 komentarzy:

  1. Maluch w towarzystwie ojca i wujków, a szczególnie wujków rozkręca się :D aa i jednak się okazało. Natalie całkiem w porządku, za to Amber.. na szczęście nie ma czego szukać.
    Pozdrawiam i do kolejnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe można powiedzieć, że się rozkręca :) A co do Amber - racja, nie ma czego szukać :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Rozdział świetny ❤ Wujek Ash spisał się na medal! XD A co do Natalie bardzo ją polubiłam! Amber po tym jak zachowywała się w stosunku do Emily i po opisie Michaela jaka była w klubie wnioskuję że to taka ... blachara... :/ A Robert to najlepsze dziecko pod słońcem *.* jest taki uroczy! I ten tekst "mama! Tata jest seksowny od tylca" rozwalił mnie na łopatki xDD dostałam napadu śmiechu! Według mnie Michael ma zajebiste wymagania co do dziewczyn xD spodziewała bym się po nim jakiejś szalonej laski z tatuażami i kolorowymi włosami tak jak on :) a tu takie WTF!
    Rozdział świetny i czekam na next
    Pozdrawiam
    Gabi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobał :) Dobrze, że udało mi się Cię rozbawić :) I to z pomocą Roberta. Wiesz, co do wymagań Clifforda - to nawet szalona laska z tatuażami i kolorowymi włosami może mieć w sobie klasę i nie "upadlać się" :)
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Robert jest strasznie słodki i kochany:) uwielbiam go i relację jaką ma z Lukiem i chłopakami :) polubiłam Natalie, wydaje się być naprawdę fajną dziewczyną. Co innego ta cała Amber, niech się wali i spada na drzewo. Mikey mnie pozytywnie zaskoczył w końcówce :)
    Uwielbiam tą historię i nie mogę doczekać się kolejnej części :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah już widzę, że Amber trafia na czarną listę ;) Dobrze, że Natalie pozostaje w tej "dobrej" strefie :) Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Pozdrawiam

      Usuń