wtorek, 1 marca 2016

Rozdział 24

           Brązowe oczy mojej matki spojrzały na mnie z drugiego końca pomieszczenia. Widziałam w nich troskę i strach, ale wcale się temu nie dziwiłam. Od rana zachowywałam się dziwnie. Jakbym w każdym momencie mogła się rozsypać. Jakby jedno niewinne słowo mogło wyprowadzić mnie z równowagi lub wprawić w głęboką depresję. Z każdą minutą czułam większe zdenerwowanie. Byłam w jakiś sposób zagubiona i zdezorientowana. Minęło równe trzy tygodnie, a ja podjęłam decyzję. Nie byłam, jednak pewna tego, czy jest ona słuszna.
           W tej kwestii nikt nie mógł mi pomóc. Nikt nie mógł doradzić, podpowiedzieć, przestrzec czy wspomóc. Nie, jeśli w grę wchodziła dwójka zakochanych w sobie ludzi, rozdzielona na dwóch kontynentach. Gdzie chodziło o długie rozłąki, walkę z czasem o każdą wspólną chwilę i szum medialny. Luke wyraźnie zaznaczył, że przy podejmowaniu decyzji nie mam brać pod uwagę Roberta. I tego starałam się trzymać, by iść za głosem serca, a nie za tym, co słuszne. W końcu mały niebyły szczęśliwy, gdyby jego rodzice nie czuliby się szczęśliwi.
           Nie kontaktowałam się z Hemmingsem od rana. On najwidoczniej też postanowił się dzisiaj odciąć. Wiadomość z godziną przylotu chłopaków do Sydney dostałam od Ashtona. Mieli pojawić się na lotnisku o drugiej, jeśli oczywiście nie będzie żadnych opóźnień.
           Moja mama w dalszym ciągu bacznie mnie obserwowała, co zaczynało mnie irytować. Odwróciłam się od niej, spoglądając na małego, który krążył po pokoju, ciągając za sobą pluszowego pingwina. Pingwina, którego dostał od swojego ojca w zoo i z którym od tamtej pory się nie rozstawał. Dopiero, gdy przyjrzałam się synkowi uważniej, zauważyłam, co dzisiaj mu założyłam. Robert, bowiem paradował po salonie w czarnej koszulce z logo 5 Seconds of Summer. Kolejnej rzeczy zakupionej przez Hemmingsa. Sama byłam zdziwiona tym, że musiałam być naprawdę myślami gdzieś indziej, skoro nie wiedziałam, co nakładam własnemu dziecku.
- Emily?
- Tak? – odpowiedziałam, siląc się na spokojny ton. Ashley zmierzyła mnie wzrokiem. – Możesz przestać to robić?
- Skarbie, ja się o ciebie martwię.
- Niepotrzebnie. Już z tym sobie poradziłam. Drugi raz też to zrobię.
- Żebyś tylko nie żałowała.
- Nie będę – pociągnęłam, choć sama nie byłam przekonana, co do swoich słów. – Nigdy nie wpasuję się w świat Luke'a. To nie jest już tamten chłopak. Ja do niego nie pasuję. On nie będzie ze mną szczęśliwy.
- Taka jest twoja decyzja?
- Dokładnie.
- Sądzę jednak, że się mylisz. Luke był i jest z tobą szczęśliwy. Było to widać za każdym razem, gdy byłaś obok. Ty i Robert. Została ci jeszcze godzina na zmianę zdania.
- Nie zmienię go – pociągnęłam twardo. Mama tylko kiwnęła głową, odwracając się w stronę swojego wnuka.
            Wyciągnęłam telefon. Weszłam w galerię. Nie wiem, czemu to zrobiłam, ale najwidoczniej naprawdę uwielbiam się katować i torturować psychicznie. Powoli zaczęłam przeglądać wszystkie zdjęcia blondyna, jakie miałam. On i Robert. On sam. On w towarzystwie chłopaków. On i ja. Zaraz mój mózg przypomniał sobie dźwięk jego głosu, smak ust, zapach i dotyk, który za każdym razem powodował przyjemne dreszcze. Przywołał uczucia z nim związane i musiałam przyznać sama przed sobą, że ja też przy nim byłam szczęśliwa. Dlaczego więc, chciałam z niego zrezygnować? Czy strach przed tym, kim się stał, powinien odizolować mnie od kogoś, kto daje mi miłość, bezpieczeństwo i czułość? Już raz pozwoliłam mu odejść. Dlaczego, więc chcę to zrobić raz jeszcze? Tylko dlatego, że jestem tak wielkim tchórzem? Kto normalny odpuszcza? Ja… Robiłam w pewien sposób powtórkę z przeszłości. Wtedy bałam się, że wiadomość o dziecku zniszczy jego marzenia. Że Luke nie dojdzie do obranego sobie celu. Teraz bałam się o to, czy będę w stanie wytrzymać dzielącą nas odległość i krótkie wizyty, jakie będzie składał w Sydney. Czy to nie najwyższa pora, by chwycić szczęście w dłonie i pokonać lęki?
- Mamo!
            Zerwałam się z miejsca tak szybko, że stojący obok mnie Robert, aż podskoczył. Na szczęście się nie rozpłakał. Spojrzał tylko na mnie zdezorientowany, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. Ashley odwróciła się raptownie, a jej palce mocniej zacisnęły się na białym kubku z kawą.
- Em?
- Jestem idiotką – powiedziałam, kierując się szybko w stronę schodów. – Zerknij na małego!
- Ale Em…
- Zmieniłam zdanie – pociągnęłam, zatrzymując się na schodach. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. – Jestem naprawdę kretynką. Myślisz, że zdążę?
- Jeśli wrzucić drugi bieg…
- Ubierz małego.
- Bierzesz go ze sobą?
- Jego ojciec wraca. Myślę, że oboje chcieliby się zobaczyć.
- Em…
- Mamo – jęknęłam ze zniecierpliwieniem. – Czas… Mam go cholernie mało.
- Chcę tylko mieć pewność, że będziesz jechać ostrożnie.
- Pożyczysz mi samochód?
- Oczywiście.
- Jesteś najlepsza!

***
             Miał dość paplaniny chłopaków, którzy rozprawiali o tym, co będą robić w domu po powrocie. W sumie ich plany nigdy się nie zmieniały. Michael chciał godzinami siedzieć przed komputerem, a Calum odsypiać wszystkie te dni, w których musiał wstawać rano. Ashton zastanawiał się, gdzie wybrać się z rodzicami i rodzeństwem na obiad czy kolację. Każdy z nich miał już w miarę konkretne plany, co do tego pobytu w Sydney. Luke również. On chciał spędzić cały ten czas ze swoim dzieckiem. Z dzieckiem i jego matką.
            Gdzieś w środku czuł jednak, że nie będzie tak, jak wcześniej. Z początku był nastawiony do całego tego planu dość optymistycznie. Wierzył w to, że Emily pojawi się na lotnisku, a oni znów będą razem. Nie jako przyjaciele – rodzice, ale jako para. Para, która na nowo tworzy jedność.
           Jednak im bliżej było dnia powrotu do rodzinnego miasta, tym Hemmings tracił optymizm. W tym momencie był przekonany, że nic z tego nie będzie. Że Emily jednak nie wybierze jego. W większości winił się za to, kim się teraz stał i muzykę, która wciągnęła go do tego innego świata, oddzielając go od niej. Wiedział, że są to dwie rzeczy, które kochał, a które nijak nie mogły działać w idealnej harmonii.
- Luke?
- Co znowu?- mruknął, łapiąc za słuchawki. Zerknął na Ashtona, który spoglądał na niego z uwagą. Perkusista lekko przygryzł wargę. – Wyduś to z siebie.
- Nie powinieneś się cieszyć, że niedługo ich zobaczysz?
- Kogo?
- Em i Roberta.
- Ona nie przyjdzie.
- Skąd niby to wiesz?
- Czuję. Po prostu to czuję. A teraz daj mi spokój – wyrzucił z siebie blondyn, wciskając słuchawki na uszy. Odwrócił się. Zamknął oczy, wsłuchując się w pierwszy utwór, jaki pojawił się na jego play liście. Ona nie przyjdzie…

***
            Musiałam minąć jeszcze jedno skrzyżowanie, aby dotrzeć na teren lotniska. Problem był jednak taki, że akurat w tą sobotę Sydney postanowiło się zakorkować. Zacisnęłam mocniej usta, zastanawiając się, czy los przypadkiem nie daje mi tym znaku, że robię źle. Że ładuję się w coś, czego później będę żałować. Przez co znów będę cierpieć.
            Westchnęłam ciężko pod nosem, spoglądając na Roberta. Mały siedział w foteliku, przekręcając w rączkach swojego pingwina. Zauważyłam, jak uśmiechnął się do maskotki. Nagle jego błękitne oczy przeniosły się wprost na mnie. A ich kolor tak bardzo przypominał mi tęczówki jego ojca.
- Mama!
- Co ja wyprawiam – mruknęłam pod nosem, kręcąc jednocześnie głową. 
             Zerknęłam po raz kolejny na chłopca. Jak bardzo będzie mnie nienawidził, kiedy dowie się, że miałam szansę stworzyć z jego ojcem szczęśliwą rodzinę, ale po raz kolejny z własnej woli z tego zrezygnowałam? Bo prawda była taka, że stojąc tu na światłach, w tym gigantycznym korku, zaczynałam znowu mieć wątpliwości. Wątpliwości, które uderzały we mnie podwójnie. Nie byłam pewna, czym to jest spowodowane. Narastającą frustracją? Wściekłością na samą siebie? Tym, że w dalszym ciągu zamiast pomyśleć o sobie, ja myślę o tym, czy Luke'owi będzie w takim układzie dobrze? Czy nie zniszczę jego opinii, kariery i tego wszystkiego, co w ostatnim czasie budował z chłopakami? Jak tak dalej pójdzie, bankowo wyląduję w psychiatryku.
- Mama.
- Kochasz mamę?
- Kojam ciem.
- Ja też cię kocham, skarbie. I mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczysz – odpowiedziałam, a następnie zaczęłam się rozglądać za potencjalnym miejscem do zawrócenia. Tchórz… Znów okazałam się być tchórzem.

***
            Weszli do hali przylotów, aby odebrać swój bagaż. Luke szybko odnalazł swoją torbę, walizkę i futerał z gitarą.Ochrona lotniska zapewniła im spokój, ustawiając na boku barierki, które oddzielały ich od fanów, którzy całkiem licznie pojawili się na miejscu, by przywitać swój ulubiony zespół. Jednak w tym momencie Luke nie miał ochoty na sztuczne i wymuszone uśmiechy. Chciał, jak najszybciej zniknąć. Okrzyki i nawoływania docierały do jego uszu, a błysk fleszy odbijał się od gładkich ścian.
            W końcu dano im znak, że mogą powoli zacząć opuszczać lotnisko. Wtedy też z tłumu wyłonili się rodzice Michaela, mama i siostra Caluma, a także mama Ashtona. Luke z nadzieją w oczach rozglądał się na boki, w poszukiwaniu tej jednej konkretnej osoby. Mimo, że stracił nadzieję, to ona teraz na nowo w nim zapłonęła. Jednak chłopak szybko zderzył się z brutalną prawdą. Nie przyszła. I to cholernie bolało.
- Mogę zabrać się z wami? – zapytał Hemmings, odwracając się do Ashtona. Nie umiał ukryć zawodu, który pojawił się w jego głosie.
- Myślę, że nie – odpowiedział Irwin. Blondyn zmarszczył brwi. Wtedy perkusista uśmiechnął się do niego, a następnie klepnął go w ramię. Wskazał palcem na coś za jego plecami. – Masz własną podwózkę.
             Luke powoli odwrócił się. Jego błękitne oczy zrobiły się wielkości spodków. Zobaczył biegnącego w jego stronę małego chłopca, ubranego w czarną koszulkę z logo jego zespołu. Słowo tata rozbrzmiewało w pomieszczeniu, gdy maluch pędził na spotkanie ze swoim ojcem. 
            Hemmings uśmiechnął się szeroko, a następnie zrzucił z ramienia torbę, która opadła tuż obok walizki i gitary. Ukucnął, rozkładając ramiona. Robert wpadł w nie, mocno się do niego przytulając. Luke tęsknił. Przez cały pobyt w Londynie, cholernie za nim tęsknił, ale dopiero, gdy go zobaczył, zrozumiał, że to uczucie wyżerało go od środka. Wystarczył jednak jego głos, małe dłonie owijające się wokół szyi, by wszystko w nim wróciło do normy.
- Jest i mój synek – wyszeptał Luke, przytulając malucha do siebie jeszcze mocniej. 
            Przez chwilę miał wrażenie, że Robert w każdej chwili może mu zniknąć. Że rozpłynie się w powietrzu, a to spotkanie będzie tylko wytworem jego wyobraźni. Jednak jego syn tutaj był. Był razem z nim.
            Mały blondynek odsunął się, spoglądając w jego oczy. Uśmiechnął się, wyciągając rączkę. Drobny paluszek przejechał po kolczyku w jego dolnej wardze. Zaśmiał się, a następnie znów wtulił w ojca, jakby nie mógł nacieszyć się jego obecnością. Dopiero wtedy Hemmings zdał sobie sprawę z tego, że Robert musiał z kimś tu przyjechać. Z jego matką? A może babcią lub dziadkiem?
            Podniósł głowę do góry, spoglądając w kierunku, z którego przybiegł jego syn. Na jego twarzy momentalnie pojawił się szeroki uśmiech. Poczuł rozchodzące się po ciele przyjemne ciepło i radość. W tym momencie był cholernie szczęśliwy. Przed nim stała Emily. Jej ciemne, choć w tym momencie zaszklone oczy, dokładnie obserwowały scenę, która rozgrywała się tuż przed nią. Uśmiechała się. Jak mógł być tak głupi, by zatracać się w przeczuciu, że jednak nie przyjdzie? Dlaczego stracił wiarę? Wiarę w nią? Wiarę w miłość?
- Myślę, że powinniście chwilę porozmawiać – rzucił Calum ze śmiechem, podchodząc do Luke'a. – Hej, mistrzu!
- Wu – odpowiedział Robert, patrząc na swojego wujka.
- Przywitasz się też z nami? – pociągnął Mulat. Mały tylko kiwnął głową, a potem chętnie przeszedł w jego ramiona. – Tata i mama muszą porozmawiać.
- Tak?
- Tak. Dostanę buziaka? – Mały cmoknął go w kącik ust. – Ale jesteś słodziak. Urosłeś przez te trzy tygodnie. Idziemy do reszty patafianów… To znaczy twoich wujków. Mało inteligentnych, ale nic na to nie poradzisz.
             Luke jednak już go nie słuchał. Wpatrywał się w stojącą przed nim brunetkę, która co jakiś czas zagryzała ze zdenerwowania dolną wargę. Uśmiechnął się po raz kolejny, idąc w jej stronę. Kiedy znalazł się na tyle blisko, by móc ją dotknąć, złapał ją za rękę.
- Zejdźmy im na chwilę z oczu – powiedział cicho, mając na myśli stojących za jej plecami fanów. – I tak już się trochę napatrzyli.
             Emily, tylko kiwnęła głową. Pozwoliła się mu poprowadzić za duży filar. Dzięki tej małej kryjówce, nikt nie mógł ich dostrzec, ani tym bardziej usłyszeć. Wystarczył ten jeden moment przykrywki, ucieczki od całości, by Em od razu się rozluźniła. 
             Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, objęła go i pocałowała. Wszystkie emocje i uczucia uderzyły w niego ze zdwojoną siłą. Smak jej ust dodatkowo go nakręcał. Przywarł do niej jeszcze bardziej, a ona oparła się o filar. Przechylił głowę, by pogłębić pocałunek i nadać mu odrobinę szybszy, nieco chciwy charakter. Tęsknił za nią i za takimi chwilami, w których mógł się zapomnieć. Tęsknił za jej głosem, zapachem i dotykiem. Tęsknił za każdym uczuciem, jakie w nim wyzwalała. Jego dłonie oplotły jej pas, a on cicho westchnęła wprost w jego wargi.
- Kocham cię, Luke – powiedziała, przejeżdżając palcami po jego policzku.
- W tym momencie uczyniłaś mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi – wyszeptał, spoglądając w jej zaszklone oczy. Sam poczuł, że musi się mocno kontrolować, by samemu się nie rozpłakać. Ale tym razem nie byłby to łzy bólu czy porażki. Były by to łzy szczęścia. – Byłem pewny, że…
- Że nie przyjdę? – Pokiwał, tylko głową. – Sama nie byłam pewna. Zadziałałam pod impulsem. Chciałam już… Naprawdę chciałam już zawrócić, ale wtedy zrozumiałam, że popełniłabym drugi raz ten sam błąd. Błąd, który kosztował wiele, nie tylko mnie. Drugi raz nie mogłam zrobić tego samego. Nie mogłam po raz drugi wypuścić z rąk szczęścia. Jesteś moim szczęściem, Luke. Jesteś moim światem. Ty i Robert.
- Tak cholernie się cieszę, że nie zawróciłaś. Kocham cię, Emi. – Musnął ustami jej usta, a ona uśmiechnęła się do niego. Odpowiedział tym samym, obejmując ją i wtulając się w nią jeszcze bardziej.
- Tata!
- Chyba ktoś cię woła – wyszeptała Emily, wprost do jego ucha. Po raz kolejny na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Idziemy? – Kiwnęła mu głową. Pocałował ją szybko w nos, a potem oboje wyłonili się zza filara.
- Jak to teraz z wami jest? – zapytał Michael, podając mu małego. Jego syn od razu wcisnął się w jego klatkę piersiową, zaciskając paluszki na materiale czarnej koszulki. – Rodzina Hemmingsów jest w komplecie?
- Zdecydowanie jest w komplecie – odpowiedział ze śmiechem.
- Czadersko – podsumował Calum, klepiąc go po ramieniu.
- Taką odpowiedź chciałem usłyszeć – rzucił Irwin. – A teraz spadajmy stąd. Koniec przedstawienia.


***
Dam, dam, daaaam... Koniec :D Co prawda nie tak w pełni, bo został jeszcze epilog. No i pisze się druga część tej historii :)
Jak widać Em w końcu podjęła decyzję, choć pozostała panną niezdecydowaną niemalże do samego końca. Ta historia własnie tak miała się skończyć - łatwo dzięki temu podłożyć pod to część drugą :) 
Mam nadzieję, że Wam się podobało i że się nie rozczarowaliście.

Zgodnie z obietnicą, dziś mogę już zaprezentować Wam cudny zwiastun do części drugiej - dzieło oczywiście Moni. Mam nadzieję, że spodoba Wam się tak samo mocno, jak mi :) Oto on!


Epilog pojawi się za tydzień :)

Oczywiście nie będzie przerwy między jedną, a drugą częścią. Będzie publikowana zaraz po zakończeniu tej pierwszej :)

Przypominam również o możliwości zadawania mi pytań odnośnie fabuły i bohaterów na Asku - link w kolumnie Menu.

Pozdrawiam!



24 komentarze:

  1. Boże, jak ja się bałam, że Em zrezygnuje... czułam się zawiedziona z początku, że chciała nie przyjechać, na szczęście wyjaśniło się! Byłam zaskoczona jak zobaczyłam w zwiastunie, że przeprowadzą się do Londynu i będą mieszkać z chłopakami. No cóż, czekam na epilog, tym razem mogę być spokojna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjaśniło :) Można śmiało powiedzieć, że Em w końcu naprawdę przestała uciekać :)
      Oni nie tyle się przeprowadzą, co pojadą tam na jakiś czas - ale mam nadzieję, że nie zawiedziesz się częścią drugą.
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Świetny rozdział aż się poplakalam bałam się ze Em jednak zawróci. Uwielbiam Twojego bloga i bardzo się cieszę na drugą część :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :) Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. KOCHAM CIĘ!!! Przez chwilę miałam ochotę cię zakopać żywcem, jak przeczytałam, że jednak zawraca. Ciągle miałam nadzieję, ale no, już kuźwa mi się wydawało, że serio na to lotnisko nie pojedzie. A potem czytam, że Robert biegnie do Luke'a i takie szczęście, że aż zaczęłam piszczeć! Kocham cię, bardzo ci dziękuje ♥ Świetny zwiastun, czekam na epilog. Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiał być mały "myk", by było trochę zawahania :)
      Dzięki bardzo za tak cudny komentarz! Cieszę się, że się podobało.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Ten rozdział jest qwrtyuiopsdfghjkllzxcvbnm<3Tak, dokładnie tak, bo przymiotniki tj: SUPER, WSPANIALE, MEGA, GENIALNIE, BOMBOWO, MIÓD- MALINA, CZEKOLODA- KARMEL to po prostu za mało!!!
    Już myślałam, ze będę musiała spełnić moją groźbę, potem nie mogłam usiedzieć na miejscu ze szczęścia, następnie miałam ochotę zabić Emi, a teraz mam taki zaciesz, że głowa mała! XD
    Tak strasznie się cieszę, że znowu są razem i Em z Robertem będą spędzać czas z Lukiem w Londynie!:)A zwiastun następnej części jest po prostu cudowny!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah dziękuję :) To naprawdę wielki komplement :)
      Groźba nie musiała jednak wejść w życie :D Tak, w drugiej części zmienimy trochę im otoczenie.
      Cieszę się, że Ci się podoba - przekażę autorce :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Kocham to <3 Nie mogę się doczekać następnej części :*

    OdpowiedzUsuń
  6. O MÓJ BOŻE!!! Po prostu brak mi słów. Chyba każda czytalniczka chciała właśnie takiego zakończenia! Komplet Hemmingsów to po prostu ideał ♥♥ Trzymałaś nas w napięciu, ale Roxy jak widzę lubi wrzucać kłody pod nogi bohaterów, ale to dobrze. Jest ciekawiej xD
    Pozdrawiam
    Zuzia♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością większość liczyła na taki happy end :D
      Lubię, nawet nie będę temu zaprzeczać :)
      Cieszę się, że się podobało :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Zawał...jeden wielki zawałał, albo nie pare zawałów :* ;3 Ty serio chcesz żeby czytający twój blog poszli na drugi świat wcześniej niż oczekują :") :^ :* ♡♥
    Na początku miałam wybuch emocji :
    -najpierw wybuchłam płaczem (wszystkie chysteczki poszły naraz) ^-^ :"( :"(
    -później gniew i chęć rozprucia, rozdarcia, zadźgania, zaszczelenia (no cokolwiek) Emi
    -no ale w końcu pojawił się Robert i stwierdziłam, że kobiety z dzieckiem nie rusze :D(no i załamało by to Luka...wiec się wszczymałam)
    -Emi jednak zmieniła zdanie, i podczas jazdy też sie wachała(100% kobieta-zdanie zmienia co 5min) No ale jedna wszystko poszło po dobrej drodze ♥·♥ bardzo dobrej drodze :D Aaaaaaaaaaaaa :* łzy do tej pory mam w oczach:'() Taka rozdarta uczuciami NO ALE BARDZO POZYTYWNIE TERAZ ·♡·
    Robert jak zawsze zawadnął moim sercem ^^ ta scena na lotnisku ^^^ mmmmmm ♥♡♥ szłodko *-*
    Tak samo jak nasza kochana para *w końcu wszyscu razem, kochająca się rodzina*
    Uuuubździu no w końcu w końcu !! @.@
    Ale i tak leżałam ze śmiechu przy stwierdzeniu "Idziemy do tych patafianów...tzn. twoich wójkow mało inteligentnych" taaa zdecydowanielubie ten tekst :") :")
    Ale i tak najlepszy tekst wydobył się z ust Emi noi Luka "KOCHAM CIĘ" , "BYŁA BYM GŁUPIA GDYBYM POPEŁNIŁA TEN SAM BŁĄD DRUGI RAZ" , "JESTEŚCIE MOIM SZCZĘŚCIEM TY I ROBERT" ♥·♡·♥ Omommm *-*

    ZWIASTUN : no zajebisty *-* extra ^-^ mega *-^ supi-łupi hababbababa ÷.÷
    Naprawdeee Monia odwaliła kawał dobrej,znakomitej roboty ^-^
    Już się nie moge doczekać 2części ^^ Londyn, nowe miejsce = nowe zdarzenia = nowe wszystko ·♡·
    Czekam już z niecierpliwością na epilog a potem juz na kolejną część @.@
    PIZDRAWIAM ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Em raczej nie należała tu do osób zdecydowanych :) Cieszę się, że rozdział spowodował tak wiele emocji -to jest dopiero dobra motywacja do dalszego pisania :)
      Co do zwiastuna - przekażę autorce :)
      Dziękuję za tak miłe słowa i tak świetno-cudowno-boski komentarz :) Uwielbiam je :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. To jest moje najukochańsze opowiadanie (zajmuje pierwsze miejsce razem z Broken) i jestem mega szczęśliwa, że tak to się skończyło. Zwiastun oczywiście zajebisty, ale Monia tylko takie robi. Naprawdę się nie cieszę, że będzie druga część. Z pewnością się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie :) Cieszę się, że DPJ i Broken tak Ci się podobają :)
      Przekażę Moni :)
      Mam nadzieję, że faktycznie się nie rozczarujesz :)
      Pozdrawiam

      ps. stwierdzam u siebie za dużo emotek :P

      Usuń
  9. Jeju jakie o słodkie!!
    A ten zzwiatun.. brak słów, genialny
    Z niecierpliwością czekam na epilog i kontynuację :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mniemam się podobało :) A co do zwiastuna - przekażę autorce :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  10. Ja to mam zapłon szachisty - byłam pewna, że zostawiłam już tu komentarz a tu dupa :P
    TAK TAK TAK TAK TAK TAK! GENIALNE! Sama do końca już nie wiedziałam, co za decyzję podejmie Em, to było świetnie napisane - trzymałaś do końca w niepewności. Podoba mi się cholernie ten rozdział. Cieszyłam się, jak debil do komórki gdy czytałam, jak Robert biegł do Hemmo. Super, że są jednak razem! Niemogę doczekać się nowej części :)
    Czekam na epilog :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :) Cieszę się, że aż tak Ci się podoba. Mam nadzieję, że nie zawiedziesz się kolejną częścią :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Jejuu Kocham Cię kobieto!! Tak się cieszę, że Em dobrze wybrała <3 Luke + Emi i Robert to życie! O matko kocham kocham kocham! Jak nie chciała przyjechać na początku myślałam, że się popłaczę :'( Ale miałam taką nadzieję, że jednak przyjedzie na lotnisko i się nie myliłam :D Tak mi się ciepło zrobiło jak zaczęli się całować ! <3 A zwiastun do drugiej części po prostu świetny! Zakochałam się! <3 Już się nie mogę doczekać następnej części hehe :*
    Przepraszam, że dopiero teraz dodaje rozdział ale telefon mi się zalał i nie miałam jak bo laptopa miałam w naprawie ale już mam i piszę z laptopa :*
    No nic innego mi nie pozostaje jak czekanie na epilog z niecierpliwością tak samo na drugą część :*
    Kocham Cię (upss chyba się powtarzam ale będę ci to pisała milion razy :* ) i życzę dużo weny przy następnej części i pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo za tak miłe i przyjemne słowa :) Cieszę się, że Ci się podobało - mam nadzieję, że nie zawiedziesz się częścią drugą :)Cieszę się również, że rozdział wzbudził emocje - to jest dopiero motywacja i duży komplement :)
      Dzięki raz jeszcze :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń