wtorek, 15 marca 2016

S2 - Rozdział 1

          Przebudził się w momencie, kiedy na jego policzku zagościł czuły pocałunek. Uśmiechnął się pod nosem, nie otwierając jeszcze oczu. Wiedział, że Emily wstaje znacznie wcześniej z uwagi na Roberta, więc liczył na to, że wyrwie trochę snu, zanim jego syn zacznie domagać się towarzystwa ojca. Dziewczyna nie miała nic przeciwko temu, że od czasu do czasu tkwił w łóżku znacznie dłużej.
           Nie wiedział, ile dokładnie minęło czasu, gdy za drzwiami usłyszał szybkie kroki, które należały do dziecka. Był pewny, że kilka razy między oficjalną pobudką, zaliczył pojedyncze drzemki, z których i tak szybko się wybudzał. Mały przebiegł wzdłuż korytarza raz, a potem kolejny. Słyszał, jak podskakuje, jak woła mamę, by pomogła mu otworzyć drzwi. Luke zaśmiał się pod nosem, nadal nie ruszając się z miejsca. Jego syn nadal był przylepą i oczkiem w głowie Hemmingsa. Dlatego nigdy nie miał dość tego typu pobudek.
- Tata!
            Nadal udawał, że śpi, choć nie mógł się powstrzymać od lekkiego uśmiechu, jaki pojawił się na jego twarzy, gdy usłyszał ten znany i kochany przez niego dziecięcy głosik. Doszedł do niego tupot małych stóp, gdy Robert szybko zbliżył się do łóżka. Zaszeleściła pierzyna. Malec wdrapał się na łóżko.
- Tata!
            Luke przekręcił się na plecy, nadal udając, że twardo śpi. Robert wsunął się od kołdrę, siadając na jego brzuchu. Małe ręce dotknęły jego twarzy. Podciągnął się wyżej, by móc złożyć głowę na jego obojczyku. Drobne ramionka owinęły się wokół niego. Luke słyszał powolny oddech chłopca.
- Tata!
- Mistrzu?
- Nie śpiaj. Tu ja jestem! – zawołał, a potem roześmiał się, gdy Luke w końcu otworzył oczy.
- Robert miałeś nie budzić taty, tylko sprawdzić, czy nadal jest w domu. – Obaj spojrzeli na brunetkę, która wetknęła głowę do sypialni.
- Jest tu - pociągnął zadowolony chłopiec, wskazując Hemmingsa palcem.- O tu.
- Buziak na dzień dobry? – zwrócił się do niego Luke. 
            Mały blondynek przeniósł na niego swoje błękitne oczy, które były identyczne, jak jego. Nachylił się i sprzedał mu całusa prosto w usta. Uśmiechnął się, przyglądając się dokładnie synkowi, który, jak dla niego zbyt szybko rósł. Robert nie był już maleńkim brzdącem. Miał trzy lata, często chciał robić wszystko sam, czasem mocno się psocił i sprzeciwiał - głównie Emily. Nadal jednak uwielbiał się przytulać i wylegiwać się z kimś na kanapie. Umiał też sam się bawić, a wtedy nie lubił, gdy ktoś mu przeszkadzał. Mówił coraz więcej, mimo tego, że miał okres, gdy prawie kompletnie przestał się odzywać. Pamiętał, że wtedy Luke zaczął panikować, że dzieje się z nim coś złego. Emily i jego mama musiały go uspokajać, że czasem tak właśnie jest, a gdy to na dłuższą metę się nie zmieni, zaciągną porady lekarza. Jednak żaden doktor nie był potrzebny, bo Robertowi, któregoś dnia kompletnie się odwidziało, a on zaczął składać coraz to bardziej rozbudowane zdania.
- Stajesz tu dzisiaj? – zapytał Robert, kiedy Emily zeszła na dół. Zamrugał szybko, w dalszym ciągu wpatrując się w swojego ojca. Luke uśmiechnął się do niego szeroko. Mały zadawał mu to pytanie codziennie, bojąc się rozłąki.
- Zostaję – odpowiedział, a Robert od razu się rozpromienił. Padł na jego klatkę piersiową, ponownie wtulając się w jego ciało. Objął synka ramionami. - Poleżysz ze mną, dopóki mama nie zawoła nas na śniadanie?
- Tak, ale musie piłina.
- Pingwina, kochanie.
- Piłalina.
- Prawie ci się udało – powiedział ze śmiechem Luke, kiedy mały zszedł z jego brzucha, a następnie wygrzebał się z pościeli. 
            Zsunął się z łóżka – tak, jak go uczuła Emily – a następnie wybiegł z sypialni. Chłopak przekręcił się na bok, odsuwając kołdrę. Po chwili w drzwiach znów pojawił się młodszy Hemmings, taszcząc biało czarnego pingwina, którego Luke kiedyś kupił mu w zoo. Od tamtej pory był on jego ulubionym pluszakiem, a Robert miał ich wiele, bo uwielbiał każdego rodzaju maskotki. 
           Mały ponownie wdrapał się na łóżko. Przybliżył się do blondyna, by po chwili położyć się obok niego. Luke przykrył go kołdrą. Spojrzał na synka, który przejechał palcem po dziobie pingwina. Podniósł głowę i wtedy ich oczy ponownie spotkały się ze sobą.
- Śpiewasz mi?
- Co byś chciał usłyszeć?
- O Cliffo.
- Okej, więc będzie piosenka o dużym czerwonym psie.
- Tato.
- Tak?
- Dlaczemu wuja Miki jest Cliffo?
- Tak ma na nazwisko. Każdy z nas ma, jakieś nazwisko. Ty też.
- Ale ja nie mam, jak piesio?
- No, nie masz. A pamiętasz, jak ty masz na nazwisko?
- Robert Hemmo.
- Robert Hemmings.
- No, mówię nie – mruknął, marszcząc nos. Luke zaśmiał się, całując go w czoło. – Śpiewasz mi?
- Śpiewam – odpowiedział i zaczął cicho nucić piosenkę z czołówki jednej z bajek, którą jego syn uwielbiał.

***
            Do tej pory zastanawiałam się, jakim cudem Luke namówił mnie na wyjazdu do Londynu. Nie miała to być żadna przeprowadzka, a po prostu nieco dłuższy pobyt. Nadal perspektywa zmiany miejsca, wzięcia dziekanki i ciągnięcia dziecka na drugi kontynent, była dla mnie dość ekstremalna. Z drugiej jednak strony rozumiałam, czemu tak bardzo tego chciał. Miałby nas dłużej obok. Mógłby jednocześnie pracować i być z nami.
            Byliśmy ze sobą od ponad dwóch lat. Zeszliśmy się ponownie i do tej pory uważałam, że była to naprawdę słusznie podjęta decyzja. Mimo tego, że ciągłe rozłąki, gdy Luke miał trasę, pojedyncze koncerty, czy pracę w studio, które mieściło się w Londynie, bolały. Dlatego cieszyłam się każdą wspólną chwilą, kiedy to wracał do Sydney. Czasem sam, niekiedy z resztą zespołu. Nieraz było to, tylko kilka dni, po których znów wyjeżdżał. Innym razem zostawał na dłużej. Nigdy jednak nie byliśmy ze sobą więcej, niż trzy tygodnie. Pamiętam nawet ten moment, gdy całe 5 Seconds of Summer zjawiło się na drugich urodzinach Roberta. Tłukli się tu przez tyle godzin, by spędzić z nim ten ważny dla niego czas, by już na drugi dzień wieczorem, ponownie wsiąść do samolotu i wrócić do Anglii. Teraz, dzięki pomysłowi Caluma, dane nam będzie spędzenie ze sobą znacznie więcej czasu.
           Na podjęcie decyzji o wylocie do Londynu, wpływ miała też moja czysta ciekawość. Nigdy nie wystawiałam nosa poza Australię. Byłam podekscytowana wizją nowego miasta i tego, co można tam zobaczyć. Chciałam zaczerpnąć, czegoś świeżego, może przy okazji dorabiając się kilku nowych zdjęć, jakiś atrakcyjnych lokalizacji. Dodatkowo liczyłam na to, że na tym wyjeździe zyska też Robert. Oderwie się trochę od domu, by zobaczyć i doświadczyć, czegoś nowego. A mały był ciekawy wszystkiego, co go otacza.
            Podniosłam głowę. Uśmiechnęłam się, gdy do kuchni wszedł Luke. Zapakowałam papiery do teczki, którą musiałam zabrać ze sobą do Londynu. Chłopak podszedł do mnie, zatrzymując się za moimi plecami. Wyprostowałam się w momencie, kiedy mnie objął. Poczułam przyjemny dreszcz, który szybko przebiegł mi po kręgosłupie. Luke musnął mój policzek ustami, opierając brodę na moim obojczyku. Wzmocnił uścisk, przywierając do mnie jeszcze mocniej.
- To już jutro.
- Wiem. Musimy się jeszcze spakować – powiedziałam, przejeżdżając palcami po jego dłoniach.
- Cholernie się cieszę, że jednak postanowiłaś tam ze mną jechać. Ty i Robert.
- Zobaczymy, czy będziesz tak mówił dalej, jak już się tam znajdziemy.
- Oczywiście – rzucił ze śmiechem, całując mnie po raz kolejny. – Wątpisz w to?
- Tam nie będzie tak, jak w Sydney.
- Wiem, mam tego świadomość. Będzie praca i będziecie wy. Da się to jakoś pogodzić. Skoro do tej pory działałem na dwa kraje, to w jednym będzie to prostsze.
- Zobaczymy.
- Nie bądź taką pesymistką –mruknął niezadowolony.
- Jestem realistką, Luke.
- Oczywiście – odpowiedział, a ja zerknęłam na niego. Skrzywił się. 
- Uśmiech, chcę widzieć uśmiech.
- To pokaż mi, że ty też się cieszysz z wyjazdu, bo teraz mam wrażenie, że cię do niego zmuszam.
           Zaśmiałam się, kręcąc głową. Wyplotłam się z jego długich ramion, aby móc stanąć z nim twarzą w twarz. Ujęłam jego policzki w dłonie, a potem przysunęłam się bliżej. Blondyn wstrzymał oddech, kiedy wspięłam się na palce i jeszcze bardziej zmniejszyłam odległość między nami. Połączyłam nas w spokojnym pocałunku, na który od razu odpowiedział. Jego ręce znalazły się na mojej tali. Lekko zacisnął na nich palce, przechylając jednocześnie głowę, by pogłębić pocałunek. Przerwałam, odsuwając się odrobinę od niego.
- Naprawdę się cieszę z wyjazdu do Londynu – wyszeptałam z uśmiechem. – Cieszę się, że będziemy tam we trójkę. Że będą tam chłopaki, za którymi też tęsknię. Zrobię sobie małe wakacje od uczelni i Sydney. – Chłopak uśmiechnął się szeroko, ponownie łącząc nasze usta.

           Zrobiłam sobie listę rzeczy, które miałam spakować. Dzięki temu na spokojnie mogłam się za to zabrać, nie przejmując się tym, że o czymś zapomnę. Przyszykowałam wszystko, układając ubrania, kosmetyki i całą resztę w równych kupkach na sofie. 
           Robert zerknął na mnie z ciekawością, odrywając się od kolorowych zabawek. Po chwili chyba jednak uznał, że nie robię nic specjalnego, bo wrócił do zabawy, sunąc niebiesko białą kolejką po podłodze. Ostatecznie przerwał, gdy do salonu wszedł Luke, niosąc w dłoniach torby i walizki, w które mieliśmy się pakować. Wystarczyło jedno spojrzenie małych błękitnych oczu na to, co trzyma w rękach, by w całym domu rozległ się głośny płacz.
           Luke pojawiał się w naszym domu i znikał. Jego przyjazdy i wyjazdy łączyły się z bagażami, które pakował lub które stawiał po powrocie tuż przy schodach w salonie. Zazwyczaj, to ja brałam się za ich rozpakowywanie. Robert bardzo szybko powiązał jedno z drugim. Kiedy więc walizki i torby pojawiały się w zasięgu jego wzroku, oznaczało to dla niego, tylko jedno. Tata znowu go zostawia. Taty znów tu nie będzie. Kończyło się to zawsze płaczem, a nieraz i histerią. Dlatego reakcja Roberta wcale mnie nie zdziwiła.
- Mistrzu – powiedział Luke, biorąc go na ręce. Robert zaszlochał jeszcze głośniej, wciskając mokrą od łez twarz w jego koszulkę. Zacisnął dłonie wokół szyi blondyna, jakby za nic w świecie nie chciał go już nigdy puszczać.
- Nie idź – wymamrotał, między jednym, a drugim spazmatycznym oddechem. – Posie…
- Nigdzie nie idę – odparł blondyn, podchodząc do kanapy.
           Odgarnął stertę ubrań na bok, by móc na niej usiąść. Chciał posadzić małego na kolanach, ale Robert rozpłakał się jeszcze bardziej, kiedy próbował go od siebie oderwać. Zapiszczał i zawył, gdy Luke ponowił próbę. Niewiele myśląc odwróciłam się, łapiąc za jego przyjaciela pingwina. Zdążyłam już dawno oduczyć go ssania smoczka i chodzenia z pieluchą, więc teraz to jego przytulanka stała się uspokajaczem numer jeden. Podałam go starszemu Hemmingsowi, który przekazał go małemu. Robert od razu zacisnął jedną dłoń na miękkiej maskotce.
- Tym razem jedziemy razem, synek – pociągnął Luke. Nie wtrącałam się, tylko uważnie obserwowałam przebieg wydarzeń. Robert nadal był syneczkiem tatusia, więc pozwoliłam mu działać. – Pojedziemy razem do Londynu – mówił dalej, głaszcząc go po plecach, kiedy chłopczyk nadal wylewał z siebie łzy. – Mama też z nami jedzie. Ale żeby gdzieś jechać, trzeba się spakować. Zobacz – wskazał na stosik obok siebie – tu są też twoje ubranka. Zabierzemy je ze sobą. – Mały w końcu oderwał się od Luke'a, spoglądając na to, co mu pokazywał. – Będziemy mieszkać w trochę innym, większym domu.
- Dlaczemu?
- Nie możemy zabrać domu ze sobą.
- Nie? Dlaczemu?
- Nie zmieściłby się do samolotu. Dlatego tam będziemy mieli inny dom. A wiesz, kto będzie mieszkał z nami? – pociągnął Luke, wycierając dłonią jego mokrą twarz. – Będzie wujek Calum, Michael i Ashton.
- Tak?
- Tak. Oni też jadą z nami. Przylecą, tylko dzień później.
            Spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niego szeroko. Uwielbiałam patrzeć na tą dwójkę. Chociaż wolałam te momenty, kiedy nasze dziecko nie zalewało się łzami, ale i tak kochałam to, gdy byli razem. Do tego byli do siebie mocno podobni. Luke niebyły w stanie wyrzec się własnego syna. Przed sobą miałam dwie osoby, które były całym moim światem. I nie zamieniłabym tego na nic innego.
- Wsiądziemy do dużego samolotu – kontynuował blondyn, kiedy jego mała kopia usiadła mu na kolanach, wsłuchując się w głos ojca. Nadal jednak wtulał się w jego klatkę piersiową i kurczowo zaciskał paluszki na materiale jego koszulki, jakby nie miał pewności, czy Luke nie wstanie i nie wyjdzie, zostawiając go samego. Podałam chłopakowi chusteczkę. – Musisz pamiętać, że trzeba być w samolocie grzecznym i nie przeszkadzać innym. Nie wolno też na lotnisku samemu nigdzie chodzić, bo można się zgubić. – Przyłożył białą chusteczkę do jego nosa. – A teraz mocno wydmuchaj. Elegancko. Będziesz jutro grzeczny?
- Będę.
- Świetnie. Trzymam cię za słowo. – Spojrzał na mnie z uśmiechem. – I po kryzysie.
- Robert, pomożesz mamie pakować walizki? – Mały spojrzał na torby, zostawione przez Luke'a na środku pokoju. Pokręcił szybko głową, wciskając się w ojca. – Chyba nadal ich nie lubi. Posiedź z nim, a ja się tym zajmę.
- Na pewno ci nie pomóc?
- Na pewno. Dam sobie radę.


***
Pierwszy rozdział za nami. Rodzina Hemmings przygotowuje się do opuszczenia Sydney. No i mamy też Roberta, który zdecydowanie nie lubi walizek :) 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Zapraszam i zachęcam do wzięcia udziału w sondach. Głosy na swoje ulubione opowiadanie i bohaterkę można oddawać do końca marca. Nadal jestem mega ciekawa wyniku końcowego. Jak na razie wśród historii prowadzi Dwa Plus Jeden, zaś ulubioną damską postacią jest Rosalie :) Dziękuję już tym, co oddali swoje głosy :) 

Standardowo przypominam także o Asku :)

Kolejny rozdział w następny wtorek.

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- Będziemy lecieć samolotem – dodał Luke, podnosząc małego, i zataczając z nim małe koło. Robert ze śmiechem rozłożył ręce, udając że lata. - A jakim trzeba być na lotnisku?

***

- Co robi?
- Robert – syknęłam, przekręcając oczami. – Pan pracuje, nie przeszkadzaj.
- Ale co robi?

***

- Dlaczemu tata z nimi mówi?
- Rozmawia?
- No?
- Bo go lubią.
- Ale to mój tata – pociągnął Robert, niezadowolonym tonem.

***

- W porządku – odpowiedziałam z uśmiechem, a następnie przeniosłam ciemne oczy na starszego Hemmingsa. – Pokazuj te nasze nowe królestwo.
- Nowe dla ciebie.
- Mam nadzieję, że je chociaż wysprzątałeś.

***

- Wziąć to mogę ciebie.
- Ale traktowanie.
- Co?
- Tak przedmiotowo.

9 komentarzy:

  1. Ja i moje super wyczucie czasu 8)
    No nie mogę! Zaskoczyłaś mnie. Nie spodziewałam się, że upłynie tyle czasu. A Robert jest taki rozkoszny i cudowny... no po prostu, brak mi słów! Hemmo to tata #1, lepszego nie ma haha :D Nie mogę się doczekać, aż trafią do nowego domu. Szczerze to jestem ciekawa jak będzie im tam szło, nie we trójkę, a w szóstkę. Biedna Emily, ona sama, a facetów piątka. Idzie zwariować XD
    Dwa Plus Jeden to mój number one razem z Broken. Wcześniej zastanawiałam się, które jest moje ulubione, ale dwa szczególnie. Choć pozostałe też czytam i uwielbiam!
    Pozdrawiam
    Shihi
    (Przepraszam, że z anonima, ale na lapku nie chciało mi się logować, a zawsze czytam na telefonie XD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie masz wyczucie czasu :)
      Tak, postanowiłam zrobić mały przeskok w czasie. Myślę, że trzyletni Robert lepiej "sprawdzi się" w Londynie, niż taki roczny maluch :)
      No, niestety będzie musiała ujarzmić sama gromadę facetów :D
      Cieszę się, że podoba Ci się nie tylko ta historia, ale także pozostałe ff :)
      Dzięki bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Wspaniały rozdział! Uwielbiam tą trójkę, idealna rodzinka. Czekam na następny ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko! Aaaa sceny Luke'a i Roberta są takie słodkie że się poryczałam ze szczęścia i ze słodkości <3 Kocham to opowiadanie najlepsze ze wszystkich.
    Mam nadzieję, że będą szczęśliwi w Londynie bo jak nie albo będzie się coś złego działo to normalnie nie wytrzymam tego psychicznie i fizycznie xD :P
    Mam nadzieję, że następny rozdział też pojawi się szybko jak ten. Życzę dużo dużo weny i czekam niecierpliwie na nexta Pozdrawiam i Kocham Cię papatki i buźka xoxoxo :* <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że tą historię, aż tak bardzo lubisz :) Co do Londynu to ja nic obiecać nie mogę czy nie będzie się nic działo :)
      Kolejny rozdział pojawi się klasycznie we wtorek - czyli trzeba na niego jeszcze trochę poczekać :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. O matko!!! Kocham tę część drugą♥♥♥♥♥♥ a dopiero co się zaczęła

    OdpowiedzUsuń