wtorek, 16 lutego 2016

Rozdział 22 cz.2

          Luke nie musiał mnie długo namawiać na to, by położyć Roberta spać trochę później. Wiedziałam, że chce z nim spędzić, jak najwięcej czasu przed jutrzejszym wyjazdem. Mały był już wykąpany i nakarmiony, ale chyba coś przeczuwał, że jeszcze nie powinien przysypiać, bo nadal tryskał energią. Wygłupiał się z nami na sofie, choć ja i tak starałam się być z boku, aby dwójka Hemmingsów mogła bardziej koncentrować się na sobie. 
           Potem kiedy mały zaczął coraz częściej ziewać, usadowiliśmy się wygodniej na kanapie i skupiliśmy się na lecącej komedii. Luke przysunął małego do swojej klatki piersiowej, przykrywając go kocem. Robert od razu wtulił się w niego, ściskając w dłoniach swoją białą pieluszkę. Nie trzeba było długo czekać, aż w końcu przysnął.
- Zaniosę go na górę – odezwałam się cicho.
- Nie… Zostaw go jeszcze na trochę, okej? Na małą chwilę - poprosił Luke, spoglądając na mnie. Uśmiechnęłam się, jednocześnie przybliżając się do niego. Musnęłam lekko ustami jego usta.
- Pewnie. Może zostać.
           Luke uśmiechnął się szeroko, a potem objął mnie wolnym ramieniem. Zrobił to tak szybko, a zarazem delikatnie, że mały nawet na moment się nie poruszył, nadal wciskając się w jego ciało. Nie protestowałam, a zamiast tego po porostu przysiadłam się jeszcze bliżej, aby móc oprzeć głowę na jego ramieniu. I będąc tak blisko niego, naprawdę czułam się bezpiecznie.

           W końcu jednak zaniosłam Roberta do łóżeczka. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w salonie, a potem zarządziłam nam kierunek spanie. Luke jako pierwszy poszedł do łazienki, a ja zostałam na dole, by szybko ogarnąć pokój, w którym nadal leżały porozwalane zabawki naszego dziecka. Następnie zrobiliśmy szybką zmianę.
           Wyszykowana do snu i ubrana w swoją niebieską piżamę, wyłoniłam się na korytarz. Byłam pewna, że Hemmings już dawno jest w łóżku, ale dostrzegłam na dole zapalone światło. Cicho zeszłam po schodach, docierając do salonu. Wychyliłam się, by sprawdzić, co jeszcze Luke robi na nogach. 
           Stał pochylony nad blatem, opierając na nim ręce. Przez moment się nie ruszał, jakby nad czymś intensywnie myślał. Zrobiłam krok do przodu i choć byłam pewna, że nie wydałam z siebie żadnego dźwięku, to jednak blondyn odwrócił się. Uśmiechnął się lekko.
- Masz zamiar nie spać całą noc i czatować w kuchni na potencjalnych włamywaczy? – wypaliłam, podchodząc do niego.
- Coś w tym stylu – powiedział, nadal się uśmiechając. Jednak ja wiedziałam, że za tym uśmiechem kryje się zupełnie co innego. Był smutny, ale za nic nie chciał tego pokazać. Znałam go od każdej strony i nadal dobrze potrafiłam wychwycić jego emocje.
- Co jest?
- Co? Nic nie jest, czemu niby miałoby coś być? – wymamrotał, odruchowo drapiąc się po głowie. Uniosłam brwi do góry. – Co?
- To była stanowczo za szybka odpowiedź – skwitowałam, opierając się pośladkami o stół. – Mów. – Luke wziął głęboki oddech. Zacisnął lekko usta, spuszczając głowę, by po chwili znów spojrzeć na mnie.
- Pogramy w szczerość?
- Możemy. Ty pierwszy. Co się dzieje?
- Coraz bardziej dociera do mnie jutrzejszy dzień – odpowiedział powoli, nie odrywając ode mnie swoich błękitnych, teraz nico przygaszonych tęczówek. – Wiem, że to tylko trzy tygodnie, ale… Kurczę, dla mnie to, aż trzy tygodnie. Odzyskałem Roberta na tak krótki czas i znów muszę go zostawić. Ciebie i jego. – Odczekałam chwilę, by dać mu szansę dokończyć. Jednak Luke już nic więcej nie powiedział.
- Robisz to, co kochasz. Robisz coś, co chciałeś robić od dawna. Ty i chłopaki. Robert zawsze będzie na ciebie czekał. On zawsze będzie. Pewnie nigdy nie myślałeś o tym, jak to będzie wyglądało, gdy zyskasz na koncie dziecko?
- Myślałem – rzucił, opierając się o blat, będąc teraz dokładnie naprzeciwko mnie. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej. – Byłem pewny, że… Że będzie inaczej. Że będę mógł mieć swoją rodzinę zawsze obok. Że nie będzie to tak… Tak bolało. – Musiałam mocno wstrzymać oddech, by powstrzymać łzy, które momentalnie zapragnęły się wydostać. To, w jaki sposób o tym mówił, sprawiało, że mocniej ściskało mi się serce. – Teraz dopiero uświadomiłem sobie, że tamte wyobrażenia były oderwane od rzeczywistości. Bo ona wygląda zupełnie inaczej.
- Sądziłeś, że twoja żona z dzieciakami będzie jeździła z tobą po świecie?
- To głupie, nie? Nie znałem wtedy życia. Nie rozumiałem, że to nie realne.
- Bywa tak, że nie dostajemy tego wyobrażenia, jakie sobie wykreowaliśmy.
- Wiem i to kurewsko nie fajne- skwitował, wzruszając ramionami. –Teraz ty.
- Ja?
- Mieliśmy grać w szczerość. 
          Pokiwałam głową. Nadszedł czas mojej spowiedzi. Luke odepchnął się od blatu i podszedł do mnie. Znalazł się tak blisko, że aż poczułam bijące od jego ciała ciepło. Dotknął mojego odsłoniętego ramienia, przejeżdżając po nim palcami. 
- Powiem wszystko, co chcę ci powiedzieć. Co chciałem powiedzieć już dawno. Wysłuchasz mnie bez przerwania, a potem odpowiesz mi na końcowe pytanie, okej? – Skupiłam wzrok na jego błękitnych oczach.
- Ja-jasne.
- Pokochałem Roberta od pierwszego spotkania, kiedy to mogłem trzymać go w ramionach. Wiesz też, że byłem pewny, że jestem w jakiś sposób wyleczony z ciebie. Jednak nie byłem. Im więcej czasu spędzaliśmy razem, tym to uczucie do ciebie rosło. W końcu znów stało się tak mocne, jak kiedyś. Kocham cię. Zresztą już ci to mówiłem. Kocham też mojego syna. Czułem się, jakbym budował prawdziwą rodzinę. Swoją. Swoją własną. I czuję się tak do tej pory. Jesteście moim światem. Nie chce tego stracić. Wiem jednak, że związek ze mną będzie cholernie trudny. Będzie wymagał wielu poświęceń, ustępstw i kompromisów. Wiem, że nie będę w stanie być z wami zawsze. Pewnie nawet zabraknie mnie w tych momentach, gdy ty lub Robert będziecie tego najbardziej potrzebować i to… To jest w pewien sposób przytłaczające, mocno niesprawiedliwe i bolesne. Jednak musisz wiedzieć, że mimo wszystko będziesz mogła na mnie liczyć. Będę robił, co tylko będzie możliwe, aby być. Jak najczęściej być z wami. Chcę być z tobą i z nim. Nie wiem tylko, czy ty chcesz być ze mną. Żyjąc w takich realiach, w takim… Jakby nie patrzeć w związku na odległość. Wiem, że nigdy nie wierzyłaś w powodzenie takich związków. Jednak nie zaprzeczysz temu, że ty też coś do mnie czujesz. Może nie jest to tak silne, jak kiedyś. Może jeszcze będę musiał długo poczekać, by usłyszeć od ciebie te dwa piękne słowa, które mówiłaś mi dawniej. Chcę jednak spróbować i zawalczyć o to, co mam. O ciebie i o Roberta. Pytanie brzmi, czy ty też chcesz spróbować?
            Poczułam na plecach zimny dreszcz. Zagryzłam wargę, bojąc się odezwać. Zresztą zupełnie nie wiedziałam, co powinnam mu powiedzieć. Kochałam go, ale tymi słowami nie chciałam mu dawać nadziei, więc przemilczałam je. Nie chciałam też pakować się pochopnie w coś, czego mogę nie udźwignąć psychicznie. Wiedziałam, że Luke w końcu do tego wróci. W końcu kiedyś już o tym wspominał. Nie sądziłam tylko, że stanie się to dzień przed jego wyjazdem.
           Nerwowo poruszyłam się, a Luke złapał moje dłonie, zamykając je w swoich. Jego skóra elektryzowała, jakby była naładowana milionami maleńkich elektrycznych punkcików. Przysunął się jeszcze bliżej, całując mnie w czoło. Wzięłam głęboki oddech, znów walcząc ze łzami.
- Powiedz coś – wyszeptał, a ja zadrżałam na dźwięk jego głosu. 
           Wszystko we mnie krzyczało, by iść za nim i nie pozwolić mu odejść z niczym. Z drugiej jednak strony musiałam podjąć odpowiednią decyzję, która była cholernie trudna, zważywszy na to, co dzieje się w życiu Hemmingsa. Nie byłam i nigdy nie będę częścią tego świata. Jego drugiego świata. Świata, do którego nigdy mnie nie ciągnęło. Ale czy tak trudno byłoby stać u jego boku? Gdzieś w cieniu? Nie wychylając się? Byłam tak rozdarta, że na daną chwilę nie potrafiłam zdecydować, co powinnam zrobić.
- Nie wiem… Ja… Przepraszam – wydusiłam się siebie. Puściłam jego dłonie, wycierając palcami kąciki oczu, do których dostały się słone łzy. Wzięłam kolejny głęboki oddech.- Muszę to przemyśleć.
- Zrobimy inaczej – odpowiedział, posyłając mi lekki uśmiech, który miał mnie uspokoić, ale spowodował, że przeklęłam się w myślach za to, że łamię mu serce. I to już po raz trzeci. Mógł udawać, że tak nie jest, ale kto by chciał usłyszeć na takie wyznanie i takie gwarancje puste i nic nie warte nie wiem?
- Przepraszam…
- Nie przepraszaj… Nie przepraszaj mnie za to, co czujesz. – Jego dłoń przejechała po moim policzku. Znowu się zatrzęsłam. – Wiem, że oczekuję dużo i nawet temu nie zaprzeczaj. Chciałbym jednak wiedzieć, na czym stoję. Chcę wiedzieć, czy wracam do Sydney do ciebie i do Roberta czy tylko do niego. Chcę wiedzieć, czy w końcu pozwolić ci odejść na zawsze. Żadne z nas nie będzie szczęśliwe, nie mając wyraźnie zarysowanej relacji między sobą.
- Luke ja… - wydusiłam z siebie, ale głos ugrzązł mi w gardle i nie byłam w stanie dokończyć. Moja dłoń zacisnęła się na jego koszulce.
- Jest w porządku – pociągnął, kiwając głową. – Zrobimy tak. Daję ci czas…
- Miałam czas.
- Nie. Będąc ciągle obok nie dawałem ci szansy na porządne przemyślenie wszystkiego. Teraz będziesz mieć taką możliwość. Wyjadę na trzy tygodnie. Masz, więc prawie cały miesiąc na podjęcie decyzji. Nie podejmuj jej pochopnie. Nie patrz na mnie. Zdecyduj, nie biorąc nikogo pod uwagę. Nawet… Nawet Roberta.
- Co?
- Bycie ze sobą, tylko dlatego, że ma się dziecko nie będzie dobre, ani dla ciebie, ani dla mnie. Nie będzie dobre nawet dla niego. To ma być twoja decyzja. Tylko twoja. Kieruj się tym, co czujesz i tym, co będziesz uważała dla siebie za najlepsze rozwiązanie. Chcę byś była szczęśliwa. Nawet jeśli to szczęście miałby ci dać ktoś inny. Zaakceptuję i to, choć będzie to bolało. – Pocałował mnie delikatnie w czoło. – Trzy tygodnie, jasne? – Kiwnęłam głową. -  Oczywiście nie licz na to, że nie będziemy się wtedy kontaktować  - dodał, cicho śmiejąc się pod nosem. Uśmiechnęłam się do niego przez łzy. – Gdy te trzy tygodnie miną, ty już musisz wiedzieć. Nie chcę tego przeciągać w nieskończoność. Nie będziesz mi nawet musiała o tym mówić. Będę wiedział, że wybrałaś bycie ze mną, jeśli pojawisz się na lotnisku, jak przylecimy do Sydney. Jeśli cię tam nie będzie, to znaczy, że wybrałaś opcję bycia beze mnie. Może być?
- Może.
- Świetnie – rzucił, ponownie całując mnie w czoło.
- Jesteś najlepszy – pociągnęłam, oplatając go ramionami w pasie i przyciągając do siebie jeszcze bardziej. Luke szybko mnie objął, pozwalając na to, bym mogła wtulić się w jego ciepłe ciało. Podniosłam głowę, by móc na niego spojrzeć. Uśmiechnął się, a następnie nachylił, by złączyć nasze usta.
           Gdy tylko to zrobił, wszystkie emocje znów uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Przyjemnie zaszumiało mi w głowie. Moje serce od razu przyspieszyło, a na twarzy pojawiły się lekkie rumieńce. Luke najpierw całował powoli, jakby badając to, na co może sobie dzisiaj pozwolić. Dlatego bez namysłu przyspieszyłam, od razu pogłębiając pocałunek. Puściłam go, ujmując jego twarz w dłoniach. W tym momencie każda komórka mojego ciała wołała o jeszcze bliższy kontakt. Nie próbowałam nawet protestować czy stawiać się tej nagłej i ekscytującej zachciance.
           Poczułam, jak spiął mięśnie, gdy wsunęłam mu dłonie pod koszulkę. To wystarczyło, by Luke złapał mnie pod uda, a następnie wciągnął na stół. Znalazł się między moimi nogami, jeszcze bardziej napierając na mnie. Przygryzł mi dolną wargę, a ja mruknęłam pod nosem. Jego usta oderwały się od moich, przemierzając drogę wzdłuż policzka, by zatrzymać się dłużej na szyi. Przez kręgosłup przebiegł mi kolejny dreszcz. Powoli stawałam się niecierpliwa. Chciałam, by blondyn w końcu przeszedł do konkretniejszych pieszczot.
- Luke – jęknęłam, gdy jego dłonie zaczęły wędrować pod moją górną częścią piżamy. Zaczerpnęłam głośniej powietrza, kiedy jego palec zahaczył o pierś.
- Emi?
- Chodźmy do sypialni.
- Teraz?
- Zdecydowanie teraz. 
            Hemmings oderwał się ode mnie, posyłając kolejny uśmiech. Musnął moje usta swoimi, a potem złapał za rękę i niemalże zaciągnął w stronę schodów, gasząc po drodze światło. Nie próbowałam nawet ukrywać tego, jak bardzo w tym momencie się na niego napaliłam.
           Wpadliśmy do sypialni, nadal obdarzając się szybkimi pieszczotami. Luke usiadł na łóżku, od razu wciągając mnie na kolana. Oplotłam jego szyję, napierając na jego ciało jeszcze mocniej. Otarłam się o niego raz, a potem drugi, wymuszając na nim głębsze westchnięcie i cichy pomruk. Blondyn połączył nasze usta na nowo, tym razem już na wstępie przechodząc do szybszego tempa. Przyjemnie szumiało mi w głowie od tej bliskości, że nawet nie próbowałam tego kontrolować. W tym momencie liczył się, tylko on i to, w jaki sposób potrafi doprowadzać mnie na skraj racjonalnego myślenia.
           Zanim się obejrzałam, straciłam górną część piżamy, która zniknęła z pola widzenia. Hemmings zaczął składać na mojej odsłoniętej klatce piersiowej delikatne i mokre pocałunki. Od czasu do czasu droczył się ze mną, przygryzając mi lekko skórę lub pieszcząc ustami i językiem piersi. Niekontrolowany jęk wydobył się z mojego gardła, gdy jego ruchy stały się jeszcze pewniejsze i mocniejsze, niż chwilę temu. Chciałam, by on też pozbył się już swoich ubrań. Dlatego złapałam za jego koszulkę i podniosłam ją do góry. Luke uwolnił się z niej, odrzucając ją na bok.
            Jednym zręcznym ruchem, przewrócił mnie na plecy. Podciągnęłam się wyżej, a on znalazł się tuż nade mną. Wpił się w moje wargi, pozbawiając mnie przy tym tchu. Odruchowo wsunęłam dłoń w jego blond włosy, które nadal były lekko wilgotne. Jego dłonie wędrowały wzdłuż mojego ciała, gdy przeniósł wargi na moją szyję. 
           Naparł na moje ciało bardziej, a ja wyczułam w jego spodniach znane wybrzuszenie. Przejechałam po nim ręką, a Luke wstrzymał powietrze. Uniósł się wyżej, by ściągnąć ze mnie dół od piżamy łącznie z bielizną. Wyrzucił je za łóżko. Jego usta znów wróciły na moje piersi. Mój oddech przyspieszył, kiedy przejechał palcem po mojej kobiecości. Wsunął we mnie jednego palca, a potem drugiego poruszając nimi w wolnym, ale równym tempie. Nie udało mi się opanować kolejnego jęku, który wydobył się z ust.
- Luke – wymamrotałam, a po chwili zobaczyłam jego błękitne tęczówki tuż nad sobą.
- Emi?
           Wykorzystałam ten moment i przewróciłam go na plecy. Padł na poduszki z szerokim uśmiechem na ustach, który kochałam. Przez chwilę obdarowywałam go szybkimi pocałunkami. Moje dłonie zsunęły się po jego ciele w dół, docierając do brzegu dresowych spodni. Przycisnął mnie do siebie jeszcze bardziej, a ja po raz kolejny otarłam się o niego. Po chwili zrobiłam to raz jeszcze, tym razem o wiele mocniej i bardziej zdecydowanie. Jego ciało całe się spięło, a wypukłość w spodniach zrobiła się jeszcze twardsza. Słyszałam, że zaczął oddychać szybciej, kiedy moje usta zjeżdżały w dół jego klatki piersiowej. Robiłam to najwolniej, jak umiałam, aby nasza zabawa nabrała większej czułości.
           Luke po raz kolejny wstrzymał oddech, gdy moje wargi zatrzymały się na jego brzuchu. Przygryzłam i zassałam mu w tym miejscu skórę, zostawiając po sobie pamiątkę w postaci niewielkiej malinki. Jęknął cicho pod nosem, a ja zerknęłam na niego. Na jego twarzy nadal widniał uśmiech, a policzki lekko się zarumieniły. Kilka razy przejechałam wolno dłonią po jego widocznej erekcji. Blondyn dokładnie śledził każdy mój ruch. W końcu uniósł biodra do góry, a ja zsunęłam z niego spodnie i bokserki. Obie części garderoby odrzuciłam na bok.
           Jego oddech przyspieszył jeszcze bardziej, kiedy moja dłoń oplotła się wokół niego. Wykonałam kilka ruchów w górę i w dół, a chłopak mocniej zacisnął usta. Przymknął oczy, a ja wykorzystałam ten moment i dodałam do tych pieszczot swoje usta. Gdy tylko to zrobiłam, wydobył z siebie głębszy jęk, odchylając głowę do tyłu. Przejechał delikatnie palcami po moim policzku, a potem wsunął mi je we włosy. Drugą dłoń zacisnął na poduszce, na której leżał. Nadałam tej zabawie zmienne tempo, raz przyspieszając, a raz zwalniając. Wsłuchiwałam się w dźwięki, jakie z siebie wydawał, ciesząc nimi uszy.
- Kurwa… Emi… Ja zaraz…
- Nie możesz dojść beze mnie – odpowiedziałam ze śmiechem.
- Jesteś… Jesteś na dobrej drodze… by… by właśnie tak się stało- powiedział, walcząc z szybkim i urywanym oddechem. – Cholera, skarbie – syknął, kiedy przejechałam językiem po całej jego długości, aby mu dokuczyć.
           W tym momencie w pokoju rozległ się płacz Roberta. Szybko podniosłam się, spoglądając na elektroniczną nianię, z której wydobywał się głos małego. Pokręciłam z niezadowoleniem nosem. A robiło się właśnie coraz ciekawiej.
- Nasz syn ma koszmarne wyczucie czasu – rzucił Luke, biorąc głęboki oddech.
- Pójdę do niego – powiedziałam, rozglądając się za ubraniem. Udało mi się namierzyć dolną część piżamy i bielizny, ale nie mogłam nigdzie znaleźć góry. Jakby ta nagle rozpłynęła się w powietrzu. – Widzisz gdzieś moją koszulkę? – Luke usiadł na łóżku, sunąc wzrokiem po podłodze.
- Nie, nie mam pojęcia gdzie ją wcięło. Dobra, ja do niego pójdę. Będzie szybciej – rzucił, wstając z łóżka. Zanim zdążyłam się zorientować już wciągnął na siebie kolorowe bokserki i bluzkę. Zatrzymał się i pocałował mnie przelotnie w usta. – Mam nadzieję, że młody pójdzie dalej grzecznie spać, a my będziemy mogli dokończyć to, co robiliśmy. Tylko nie zasypiaj.
           Posłał mi jeden ze swoich znanych uśmiechów, a potem opuścił sypialnię. Rozejrzałam się raz jeszcze po pokoju. Uniosłam brwi do góry, w dalszym ciągu poszukując zaginionej garderoby. Przecież ubrania nie znikają od tak. Ona musi gdzieś tu być. W końcu coś mnie tchnęło i zajrzałam pod łóżko. Nie wiem jakim cudem udało jej się wsunąć pod krawędź materaca, ale była tam. Niewinnie leżała zaraz z brzegu. Nic dziwnego, że z tego miejsca, w którym przed chwilą siedziałam nie była widoczna.
- Tata – wymamrotał Robert, dalej zanosząc się płaczem.
- Już synek – usłyszałam cichy głos Luke'a, dochodzący z elektronicznej niani. – Jestem kochanie.
           Położyłam się na poduszki, przykrywając się kołdrą. Nasłuchiwałam, ale żaden z nich już się nie odezwał. Słyszałam, tylko ciche łkanie małego, które z każdą minutą słabło. Uśmiechnęłam się, wyobrażając sobie scenę, która odbywała się w pokoju obok. Luke tulący do siebie chłopca, który wygląda, jak mała wersja jego samego. Żałowałam, że nie znalazłam tej przeklętej koszulki wcześniej i nie poszłam tam z nim, by móc to zobaczyć. Musiał to być naprawdę słodki obrazek.
           W końcu z elektronicznej niani dobiegła do mnie cisza, a ja wiedziałam, że Luke'owi udało się uspokoić małego, który pewnie wrócił lub jest w trakcie wracania do krainy snów. Przekręciłam się na bok, okrywając się szczelniej kołdrą. Upłynęło kilka długich minut, zanim usłyszałam kroki i zamykające się drzwi od pokoju Roberta. Przyjęłam odpowiednią pozycję, aby wkręcić Hemmingsa. Przymknęłam oczy, nasłuchując, jak przechodzi przez korytarz.
           Wszedł do sypialni, zamykając za sobą kolejne drzwi. Zatrzymał się w połowie drogi, a ja poczułam na sobie jego czujny wzrok. Musiałam naprawdę się postarać, by nie parsknąć śmiechem. Materac ugiął się po drugiej stronie łóżka, na miejscu, które od niedawna ciągle zajmował Luke. Wsunął się pod kołdrę, a potem nachylił się nade mną. Jego ciepłe wargi dotknęły mojego odsłoniętego ramienia.
- Wiedziałem, że tak będzie – wyszeptał, a ja po tonie głosu wyczułam, że musiał się uśmiechać. – Dobranoc, skarbie.
            Położył się tuż za moimi plecami. Wsunął dłoń pod kołdrę, obejmując mnie w pasie. Wtulił się we mnie, a ja otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się triumfalnie pod nosem. Udało mi się go wkręcić. Przymknęłam powieki na nowo, by dalej pociągnąć tą grę. Niby przez sen przekręciłam się w jego stronę. Wyczułam, że blondyn musiał znów wlepić we mnie swoje błękitne oczy.
            Odczekałam chwilę, wsłuchując się w jego gorący oddech, który owiewał mi twarz. Policzyłam wolno do dziesięciu, by wrócić do przerwanej zabawy. Kiedy w myślach powiedziałam dziesięć, odrzuciłam kołdrę i popchnęłam Hemmingsa na plecy. Chłopak podskoczył w miejscu, a potem parsknął śmiechem, gdy wdrapałam się na niego. Od razu wpiłam się w jego wargi, a Luke oddał pocałunek, ujmując moją twarz w dłonie.
- Byłem pewny, że naprawdę poszłaś spać – odparł, kiedy się podniosłam.
- Mieliśmy coś dokończyć- przypomniałam mu, a on uśmiechnął się. – Coś… Mega fajnego.
- Tak?
- Tak. 
           Padłam na poduszki, kiedy Luke zrzucił mnie z siebie. Znalazł się tuż nade mną, po raz kolejny łącząc nasze usta. Oplotłam jego kark rękami, zmuszając go do tego, by naparł na moje ciało mocniej. 
- Rozbieraj się – wyszeptałam, a on zaśmiał się, przejeżdżając nosem po moim pliczku.
- Rozkaz.
            Zaśmiałam się cicho, kiedy się podniósł. W szybkim tempie zrzucił z siebie koszulkę, a potem i bokserki. Sięgnął do stojącej przy łóżku szafki. Z szuflady wyciągnął paczkę prezerwatyw. Wyjął z nich jedną, a resztą schował z powrotem tam, gdzie ich miejsce. Otworzył opakowanie zębami.
- Pomożesz?
- Nie możesz sam? – Luke zrobił niezadowoloną minę, wysuwając z opakowania prezerwatywę. Usiadłam, przysuwając się do niego.
- Lubię, jak mnie tam dotykasz – wyszeptał, muskając raz po raz moje usta na zmianę z nosem.
- Typowe – skwitowałam, zabierając mu ją z ręki. – Grzecznie stój.
- Mówisz do mnie czy do niego?- Zapytał, wskazując na swojego członka.
- Mówię do waszej dwójki – odparłam, a Luke zachichotał cicho. Jednak jego śmiech urwał się, gdy moja ręka znalazła się na nim. Przejechałam nią ponownie w górę i w dół, choć nie musiałam tego robić, bo blondyn od samego początku był gotowy do dalszej zabawy.
           Kiedy tylko założyłam na niego prezerwatywę, Luke naparł na mnie, a ja znów poleciałam na materac. Moja głowa wylądowała na poduszce. Hemmings po raz kolejny wpił się w moje wargi, sprawiając, że znów zaszumiało mi w uszach z ekscytacji i przyjemności, jaką dawał mi jego dotyk połączony z pocałunkiem. Jego dłonie wolno wędrowały przez moje ciało. Zatrzymał się na dłużej na piesi, pieszcząc ją powolnymi kolistymi ruchami. Zaraz po tym zjechał jeszcze niżej, ponownie wsuwając we mnie dwa palce.
- Luke, przestań się w końcu bawić – wyszeptałam, starając się pominąć oddech, który znów przyspieszył.
- A co mam zrobić, Emi? – zapytał z niewinnym uśmieszkiem na ustach, patrząc mi głęboko w oczy. Wykonał kolejne dwa ruchy, a ja cicho syknęłam. – Jesteś taka wilgotna i ciepła.
- Luke, no…
- Co byś chciała?
- Byś przebiegł całe osiedle na golasa – odpowiedziałam, marszcząc nos. Ponownie zaśmiał się, muskając moje usta swoimi. – A jak myślisz, co chcę? Wejdź we mnie, do cholery!
- Taka niecierpliwa – wyszeptał, wprost do mojego ucha, a ja zadrżałam. Jego dłoń przesunęła się po moim udzie. Odruchowo rozchyliłam je jeszcze bardziej. – Podoba mi się to.
- Zaraz cię walnę.
- Chcesz agresywniejszy seks?
- Luke, no… Ty głu… - Ale nie dokończyłam, bo w tym momencie Hemmings wszedł we mnie. Z mojego gardła wydobył się cichy jęk.
- Chciałaś mnie nazwać głupkiem? – Pociągnął ze śmiechem, wykonując ślamazarne ruchy, którymi doprowadzał mnie do szaleństwa.
- Zasłużyłeś- odpowiedziałam, a on uśmiechnął się, całując mnie. Wykonał dwa pchnięcia i zatrzymał się zupełnie. – Co znowu?
- Cóż za frustracja – skomentował, podnosząc się do góry. Złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę. – Chcę cię wziąć od tyłu.
           Posłusznie odwróciłam się, a on naparł dłońmi na moje plecy, bym pochyliła się jeszcze bardziej. Moje palce zacisnęły się mocniej na pościeli, gdy znów znalazł się we mnie. Ciche mruknięcie przerodziło się w jęk, gdy zaczął się poruszać. Słyszałam jego oddech, który z każdą chwilą przyspieszał. Jego ręce znalazły się na moich ramionach. Przyciągnął mnie do siebie, nie zmieniając tempa. Sunął jedną dłonią po moim ciele, znów drażniąc piersi. Drugą ściskał moje biodro. Nie mogłam skupić się na niczym innym, a tylko na tym świecie, do którego mnie zabierał. Jego ciało dawało przyjemne ciepło. Teraz tym bardziej pragnęłam tego, bym mogła znajdować miejsce w jego ramionach za każdym razem, gdy był blisko.
           Luke przerwał, a ja położyłam się na poduszki. Szybko rozchylił moje uda, by zrobić sobie więcej miejsca. Wszedł we mnie po raz trzeci, zamykając mi usta kolejnym pocałunkiem, który stłumił jęk. Tym razem wybrał przerywane tempo, powodując u mnie kolejną falę gorąca, która wybuchła w moim ciele. Wsunęłam mu dłoń we włosy, pociągając lekko za końcówki. Jęknął głośniej wprost w moje rozchylone wargi, a potem oparł się swoim wilgotnym od potu czołem o moje.
- Emi – zamruczał, łapiąc za moje udo i pociągając je wyżej. 
           Syknął pod nosem. Przejechałam dłońmi po jego ramionach, docierając do pleców. Wbiłam mu w skórę paznokcie, walcząc z kolejnym napływającym uczuciem przyjemności. Byłam już blisko. On także. Nasze głosy zmieszały się ze sobą, gdy jęknęliśmy w tym samym momencie. Wstrzymał oddech, przyspieszając. Po chwili Luke znów mrukną głośniej, napierając na mnie jeszcze bardziej. Po chwili doszedł w moich ramionach, drżąc lekko na całym ciele i pojękując cicho pod nosem. Wykonał jeszcze kilka szybkich pchnięć, doprowadzając do końca także i mnie.
- Tak cholernie cię kocham – wyszeptał, kiedy jego oddech powoli się normował. Wcisnął twarz w zagłębienie mojej szyi. Jego wargi lekko otarły się o moją rozgrzaną skórę. Objęłam go, mocniej zaciskając usta. Tak bardzo chciałam mu odpowiedzieć tym samym, ale w tym momencie byłam zbyt wielkim niezdecydowanym tchórzem. Pocałowałam go w czoło, nie przerywając ciszy, jaka zapanowała między nami.

           Jak tylko Luke się obudził i ogarnął, poszedł do swojego domu, aby się spakować. Dziś właśnie nastał dzień, w którym to musieliśmy się rozstać. Chłopaki mieli samolot na czwartą i blondyn chciał jeszcze spędzić trochę czasu z synem. Postanowił, że zapakuje walizki do samochodu jego ojca, a potem wróci do nas, by stąd odebrali go rodzice i odstawili na lotnisko. Podobał mi się ten plan, bo gwarantował nam jeszcze kilka wspólnie spędzonych chwil. Ja zaś zupełnie darowałam sobie zajęcia na uczelni, robiąc sobie wolne.
           W końcu jednak przyszedł ten moment, w której Luke musiał pożegnać się z Robertem. Wspólnie ustaliliśmy, że zrobi to przed jego popołudniową drzemką tak, by mały nie widział tego, jak wychodzi. Zresztą wpadłby w histerię, a nie chcieliśmy wzbudzać w nim niepotrzebnego stresu.
           Luke tulił do siebie małego, szepcząc mu do ucha to, jak bardzo go kocha i jak strasznie będzie za nim tęsknił. Wiedziałam, że jest mu ciężko z perspektywą rozłąki, choć przeważnie udawał, że jest w porządku. Zauważyłam u niego zaszklone oczy, które nie miały w sobie tych radosnych iskierek. Musiałam się odwrócić, by się nie rozkleić. Ten widok mocno ściskał mi serce i gardło. Nie chciałam, by widział tej chwili mojego załamania, bo wcale bym mu nie pomogła, a tylko pogorszyłabym sytuację. Z pewnością moje łzy wrzuciłyby go w jeszcze większe poczucie winy, które było z nim od dłuższego czasu.
- Idź do mamy – powiedział Luke smutnym głosem. W tym momencie bałam się nawet na niego spojrzeć, więc szybko zabrałam od niego małego, unikając jego wzroku.
- Zaraz wracam – rzuciłam przez ramię, a następnie skierowałam się w stronę schodów.
            Weszłam na górę, starając się zapanować nad trzęsącym się ciałem. Z tych wszystkich emocji oddychałam nierówno i dość płytko. Na szczęście skupiłam się na przygotowaniu Roberta do drzemki, co skutecznie pozwoliło mi wrócić w stan udawanego spokoju. Położyłam małego do łóżeczka podając mu pieluszkę i smoczka. Przykryłam go kołderką, a potem wyszłam z pokoju, mając nadzieję na to, że Robert szybko zaśnie lub grzecznie będzie czekał na sen, a ja będę mogła pożegnać się z jego tatą.
           Kiedy zeszłam na dół, zauważyłam przygotowaną walizkę, którą wcześniej spakował Luke. Zagryzłam mocniej wargę, skupiając się na małym bólu, który sama wywołałam. Dzięki temu znów udało mi się założyć na twarz maskę i nie pokazywać tego, że ten moment jest cholernie dla mnie trudny.
           Zdążyłam się odwrócić, a Luke wyłonił się z kuchni, poprawiając koszulę w kratę, którą musiał narzucić na siebie, gdy ja szykowałam naszego syna do spania. Podszedł bliżej i od razu wtulił się we mnie, przejeżdżając dłonią przez moje włosy. Odpowiedziałam od razu, mocniej wciskając się w jego ciało. Do mojego nosa doszedł znany zapach jego perfum. Przez moment pałałam się tą chwilą, pełną ciepła i bezpieczeństwa, jakie czułam będąc w jego ramionach.
           Blondyn oderwał się, by szybko ująć moją twarz w dłonie. Musnął swoimi ustami moje, a po chwili zrobił to po raz kolejny, by na końcu złączyć nas w powolnym i delikatnym pocałunku, który przepełniony był uczuciem, które czuliśmy do siebie nawzajem. Poczułam, jak jedna łza wypływa z kącika mojego prawego oka. Nie umiałam jej powstrzymać i w myślach skarciłam się za tą słabość, którą w tym momencie okazałam. Luke otarł mi ją kciukiem. Uśmiechnął się lekko, próbując zakryć smutek.
- Pamiętaj o naszej małej umowie – wyszeptał, a ja szybko pokiwałam głową. – Pamiętaj też, że uszanuję każdą twoją decyzję. Jeśli nie będziesz chciała być ze mną, zrozumiem to i nie będę się wściekał. Pozostaniemy wtedy przyjaciółmi, tak?
- Tak, oczywiście.
- Będę tęsknić za tobą i za Robertem.
- My też będziemy tęsknić. 
- Uważaj na siebie i na niego. Będę dzwonić. Może uda się też przeprowadzić kilka rozmów przez internet. Gdyby coś się działo, koniecznie daj mi znać. Wtedy wsiądę w pierwszy lepszy samolot do Sydney i wrócę, okej?
- Luke…
- Okej? Obiecaj mi to. Nie chcę dowiadywać się o wszystkim po czasie.
- Obiecuję.
- Gdybyś potrzebowała pomocy przy małym, daj znać mojej mamie. Zresztą pewnie sama nie raz zwali ci się na głowę – pociągnął z cichym śmiechem.
- Nie mam nic przeciwko – odpowiedziałam, uśmiechając się przez łzy. Luke po raz kolejny pocałował mnie w czoło, a potem znów musnął swoimi ustami moje wargi. – Bezpiecznej podróży. Nie szalejcie tam za bardzo, bo chcemy cię tu z powrotem całego. Ciebie i chłopaków.
- Masz to, jak w banku.
- Daj znać, jak będziesz na miejscu.
- Dam ci znać. – Przejechał palcami po moim policzku. Uśmiechnął się raz jeszcze. – Kocham cię, Emi. 
           Nie odpowiedziałam mu tym samym, ale w zamian za to pocałowałam go po raz kolejny. Luke w końcu odsunął się. Odwróciłam się w stronę drzwi, do których podszedł. Złapał za czarną walizkę. Jego wzrok ostatni raz zatrzymał się na mojej osobie. Posłałam mu delikatny uśmiech. Odpowiedział tym samym. 
- Wiem, że może być różnie – zaczął powoli. – Ale mam nadzieję, że jednak pojawisz się na lotnisku. Do zobaczenia, Emi.
- Do zobaczenia. – Kiedy tylko to powiedziałam, blondyn wyszedł z domu. Znowu zostałam sama.
           Zacisnęłam mocnej usta, nie dorywając oczu od drzwi, za którymi przed chwilą zniknął. Mój oddech ponownie przyspieszył, a ja przestałam się kontrolować. Pozwoliłam na to, by łzy wypłynęły z moich ciemnych oczu, mocząc mi policzki. Oplotłam się rękami, jakby to miało mi pomóc w tym, by się nie rozsypać. Dlaczego to musiało tak cholernie boleć?
           Podeszłam do sofy. Usiadłam na podłodze, opierając się o nią plecami. Podciągnęłam nogi pod samą klatkę piersiową. Owinęłam wokół kolan ręce, a na nich ułożyłam głowę. Nienawidziłam uczucia samotności. Teraz jednak odczuwałam to znacznie mocniej i silniej, niż kiedyś. Jakby Luke zabrał ze sobą część mnie, bez której będę musiała na nowo nauczyć się funkcjonować. I wtedy przypomniałam sobie, że czułam się podobnie, gdy postanowiłam go zostawić. Tym razem jednak wiedziałam, że Hemmings wróci, więc była to całkiem inna sytuacja. Był to całkiem inny rodzaj wewnętrznego i psychicznego bólu. Byłam pewna, że sobie poradzę i szybko zmuszę się do normalnego funkcjonowania. Musiałam to zrobić. Teraz jednak pozwoliłam sobie na chwilę otwartego smutku, żalu i goryczy, która mnie wypełniała. A z każdą wypływającą łzą, wyzbywałam się negatywnych emocji. Trzy tygodnie. Zobaczymy się znowu za trzy tygodnie.


***
W tej części jest wszystkiego po trochu - rodzinna chwila, hot scenka oraz pożegnanie. Hemmo w końcu wybył do Londynu i wróci do Sydney za niecały miesiąc. Pewnie już obstawiacie decyzję, jaką podejmie Em. Zobaczymy, czy Wasze prognozy się sprawdzą :) 

Odliczanie trwa - do zakończenia części zostały dwa rozdziały (i to nie zbyt długie) + epilog. 

Zwiastun do części drugiej zaprezentuję Wam w ostatnim rozdziale - więc jeszcze trochę i będziecie mogli zobaczyć kolejne cudne dzieło Moni :)

Przypominam również - standardowo - o możliwości zadawania pytań odnośnie bohaterów i fabuły na Asku. Link w kolumnie Menu.

Dziękuję Wam również za tak pozytywne i cudowne komentarze, które mocno motywują - i działają nawet podczas choroby (sprawdzone i potwierdzone, dostałam wenowego ADHD XD). Dziękuję!

Pozdrawiam i do następnego wtorku!




W następnym odcinku:

- Chodź, pobawimy się twoim ulubionym pingwinkiem – odparłam, starając się odwrócić jego uwagę.
- Nie! Tata! – Zaczął wierzgać rękami i nogami, uderzając mnie w ramię.
- Nie chcesz się bawić z mamusią?
- Nie!

***

- Hej, aniołku – zaczęła Katie, podchodząc do niego, ale Robert odwrócił się od niej w geście protestu. Był obrażony na cały świat. – To może później.

***

- A co ty byś zrobiła, gdyby coś takiego powiedział ci Calum.
- Calum to już historia i ty już dobrze o tym wiesz.
- Ale powiedzmy, że jest inaczej. Co ty byś zrobiła?

***

- Jesteś grzeczny, synek?
- No.
- Mogę mu wierzyć?
- Powiedzmy – skwitowałam, a Luke zaśmiał się. 

***

- Jak się nazywa?
- Nie powiem.
- Bo?

20 komentarzy:

  1. Jeju, nie mam słów, bo serio się popłakałam... Emi musi się pojawić na lotnisku. Ale serio, szacun. Zwykłe opowiadanie łapie za serca, moje złapało. I to cudowne, że potrafisz tak wpłynąć na czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki :) Naprawdę się cieszę, że udało mi się wywołać coś więcej. To jest dopiero motywacja!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Popłakałam się :'( Ten rozdział jest taki piękny a za razem smutny... Mam nadzieję, że Emi podejmie właściwą decyzję i pojawi się na lotnisku. Chcę żeby byli razem już do końca życia ... Jak Luke mówił Emi że ją kocha i Robert też to tak płakałam a na pożegnaniu coraz bardziej nie mogłam powstrzymać łez. A ta hot scenka była mega więcej takich hihi <3 Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i będą razem liczę na ciebie <3 :*
    Kocham to opowiadanie i Ciebie i twoje gify które wstawiasz są po prostu tak cholernie urocze że szok :3
    Czekam na następny rozdział słońce do następnego życzę weny powodzenia w pisaniu tego co kochasz i serdecznie pozdrawiam :* <3 xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak miłe słowa :) Naprawdę się cieszę, że udało mi się wzbudzić takie emocje - a szczerze, nie spodziewałam się tego.
      Hehe super, że moja kolekcja wynalezionych w necie gifów się podoba :)
      Jeszcze raz bardzo dziękuję za tak cudowny komentarz!
      Również pozdrawiam :*

      Usuń
  3. Popłakałam się ;') Czemu ona nie powiedziała mu tego cholernego kocham cię?! Wspaniały, piękny, wzruszający i smutny zarazem rozdział. Mam nadzieję, że szybko zleci i Luke wróci w mgnieniu oka i stworzą w trójkę szczęśliwą, kochająca się rodzinkę, bo naprawdę na to zasługują ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emi niestety na razie nadal pozostaje zawieszona i nie potrafi podjąć decyzji - ale w końcu będzie musiała to zrobić.
      Bardzo się cieszę, że udało mi się wzbudzić emocje - to jest dopiero duży komplement i motywacja do pisania :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  4. O Boże, świetny rozdział!!!!
    Aż się popłakałam;_; Jest taki wzruszający, cudowny, słodki i za razem mega ekscytujący- miód marzenie!:)I Ja przysięgam jeśli ona nie zjawi się na tym lotnisku, kiedy Luke przyleci wejdę jej do domu przez komputer-niczym Ben z Creepypasty- i osobiście zawiozę na lotnisko. Przecież ONA GO KOCHA!<3Pomińmy fakt, że to ff i nie dzieję się w rzeczywistości i w sumie nie do się przejść przez komputer… nieważne, mi się uda:)!
    Serio, umieram z ciekawości co stanie się w następnym rozdziale!!Tak bardzo, że czuje to w środku już dziś !
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) Cieszę się, że wzbudziłam emocje także i u Ciebie - to cholernie motywuje i sprawia, że się szczerzę do ekranu, jak wariatka :)
      Hahaha przekażę tą groźbę mojej bohaterce - podoba mi się :D
      Dzięki bardzo za tak miłe słowa
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Nie nie nie nie ... nie ?? ;'(
    To jest nie fair .. idem się pociąć mydłemm :/ :#
    Choć rozdział jak zawsze wyszedł ci mega zajebiście to ide zamknąć sie w pokoju i ryczeć :/ Ten rozdzział jest tak piękny i tak smutny w jednym ♥♡♥ cud miód czekolada lody i łzy 8) 8) Mam taką wielką nadzieje że oni dadzą rade że będą razem ;^
    Te wyznania Luka tak chwytają za serduchoo ♡ mmm :/ w tak krótkim czasie tak mocno zżył się z Robertem no i znowu odbdudowały się uczucia do Em ♥♡♥
    Ach Ach Ach ^^
    I jak ja wytrzymam nie wiedząc co bedzie sie działo dalej ... te trzy tygodnie rozłąki ;) może wyjdą im na dobre :D (TRZYMAM ZA NICH KCIUKI) ♥♡♥
    Pozdrawiam ;) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Może przez te trzy tygodnie się nawrócą - a raczej ona i coś może z tego będzie - ale ja nic nie zdradzę (klasycznie :D).
      Pozdrawiam i dziękuję za tak megaśnego komentarza!

      Usuń
    2. Może jednak uchulisz rąbekajemnicy ^^
      Tak minimalnie ? *.*
      Proszę ! ^^--^^ (oczy kota ze Shreka no i osła też no i moje ) *-* @-@
      Nmzc :D i także pozdrawiam moją ulubioną pisarke ff ;)

      Usuń
    3. Nie, no... Pod tym względem nie mogę, bo schrzanię wszystko :) Minimalnie mogę Ci powiedzieć, że Luke nadal będzie miał kontakt ze swoim dzieckiem XD - też mi nowość informacyjna, ale serio, nic nie mogę zdradzić w kwestii Hemmo i Emi :)

      Usuń
  6. Tym rozdziałem wydusiłaś ze mnie łzy - siedziałam i mazałam się podczas czytania. To było z jednej strony tak bardzo smutne, a z drugiej te wszystkie słowa, jakie mówił jej Luke były takie cudowne. Em ty musisz go wybrać - po tym, co ci powiedział innej opcji nie widzę. Ja też miałam takie przeczucie, że Luke może jednak zawróci, ale niestety pojechał. Szkoda mi i jej i jego.
    Z niecierpliwością czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, nie sądziłam, że ten rozdział będzie wzbudzał takie emocje - cieszę się, że się jednak udało :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  7. Jezu jak sie rozpłakałam 😢😢. Świetny rozdział. Z resztą jak każdy. Mam pytanie do ciebie. Czyli druga część będzie na wattpad'zie tak? Dodasz ją jak jak skończysz tutaj?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Druga część będzie i na Wattpadzie i na blogu, dodawana w tym samym czasie :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Jestem znowu ;)
    Rozdział jest cudowny i naprawdę szanuję twój talent, a nie ukrywajmy, że go masz :)
    Chciałabym ci generalnie podziękować za całego twojego bloga.
    Pozdrawiam
    ~Alice in Wonderland

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za tak miłe słowa :) Cieszę się bardzo, że ta historia tak Ci się podoba :) Mam nadzieję, że będziesz chciała czytać dwójkę i że się na niej nie zawiedziesz :)
      Dzięki raz jeszcze za taką motywację :)
      Pozdrawiam

      Usuń