wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział 22 cz.1

           Na ostatnim wykładzie niemalże przysypiałam. Siedziałam tu od ósmej rano i naprawdę miałam dość, szczególnie, że dzisiaj wszystkie zajęcia były dość nudne i monotonne. W pewnym momencie miałam wręcz wrażenie, że tracę tu czas. Że powinnam go wykorzystać zupełnie inaczej, na przykład siedząc z Lukiem i Robertem w domu, ciesząc się ostatnim dniem z Hemmingsem. W końcu jutro po południu czeka nas rozłąka na bite trzy tygodnie, a ja naprawdę mocno przyzwyczaiłam się do jego obecności. Byłam od niej niemalże uzależniona, więc nic dziwnego, że jak tylko myślałam o jego powrocie do Londynu, to czułam niemiłe ukłucie smutku i żalu.
          Spojrzałam na zegarek i od razu się rozbudziłam. Za pięć minut wybije pierwsza, a ja będę mogła zakończyć ten koszmarny dzień na uczelni. Zaczęłam nerwowo poruszać nogą, nie mogąc się doczekać, aż w końcu nastanie ta godzina zero. Byłam zniecierpliwiona. Co jakiś czas spoglądałam na komórkę i to był mój wielki błąd, bo miałam wrażenie, że czas robi mnie w konia i specjalnie zwolnił, by mnie dobić.
- Tyle na dzisiaj – powiedział profesor, kończąc dokładnie dwie minuty przed pierwszą. – Do zobaczenia za tydzień.
          W całej auli rozległo się szuranie i trzaskanie, gdy moja grupa poderwała się ze swoich miejsc. Wszyscy pospiesznie zaczęli się pakować, by po chwili ruszyć pędem do wyjścia. Niemalże w locie zarzuciłam pasek od torby na ramię, szybko żegnając się z Lisą. Wyszłam na hol, wciskając telefon do kieszeni. Ruszyłam w stronę schodów, aby dostać się na górę, a potem przeszłam wzdłuż korytarza pełnego ludzi, by dotrzeć do głównego wyjścia.
          Jak tylko znalazłam się na zewnątrz, poczułam ciepłe promienie słońca na twarzy. Wzięłam głęboki oddech, schodząc na dół. Zaczęłam rozglądać się dookoła w poszukiwaniu znanego samochodu. W końcu moje oczy natrafiły na czarny wóz, który należał do Hemmingsa.
            Luke po raz drugi przyjechał po mnie pod Uniwersytety Sydney. Dzisiaj jednak miał na to oficjalną zgodę, ponieważ koniecznie chciał wybrać się ze mną na zakupy. Nie wiem skąd się wziął w nim taki entuzjazm, bo nie dało mu się przetłumaczyć tego, że bez Roberta – i bez niego- zrobię je o wiele szybciej. Blondyn jednak był dość uparty, więc skończyło się na tym, że dwójka Hemmingsów jechała do sklepu razem ze mną.
- Cześć – rzuciłam, wsiadając do samochodu. 
           Najwidoczniej Luke dzisiaj postanowił nie robić zbiegowiska wokół siebie i nie wychylać swojego uroczego, lekko zadartego nosa poza auto. Pasowało mi to. Nie chciałam być znowu w centrum uwagi, choć do tej pory musiałam się zmagać z ciekawskimi spojrzeniami i zaczepkami, ale na szczęście nie były one negatywne.
- Cześć, Emi – odpowiedział, uśmiechając się do mnie szeroko. Wychylił się w moją stronę, formując usta w dzióbek. Uniosłam brwi do góry. – No, weź… Myślałem, że jesteśmy już ponad to.
-To miejsce publiczne – przypomniałam mu.
- Nic nie widać. Jesteśmy w samochodzie.
           Przekręciłam oczami. W sumie miał rację. Przybliżyłam się do niego, by sprzedać mu szybki i przelotny pocałunek. Luke po tym uśmiechnął się ponownie, a ja zerknęłam na tylne siedzenie. W foteliku siedział Robert, pokazując na nas palcem.
- Cześć, kochanie – powiedziałam do małego, a on obdarzył mnie uśmiechem, wesoło machając nóżkami.
- Ma!
- Jedziemy do sklepu? – pociągnęłam, gdy Luke odpalił silnik.
- Tata.
- No, niestety jedzie z nami – odpowiedziałam, zerkając na Hemmingsa. Luke spojrzał na mnie z niedowierzaniem, a potem pokręcił nosem z niezadowoleniem. – Żartowałam – rzuciłam szybko, lekko podszczypując go za policzek. – Naprawdę żartowałam – pociągnęłam, całując go po raz kolejny, aby jeszcze bardziej go udobruchać.
- Pojedziemy do centrum handlowego? Tam na dole też mają supermarket.
- Po co, aż do centrum? – wydusiłam z siebie. – Wiesz… Wiesz, ile tam będzie ludzi?
- Wstydzisz się ze mną pokazywać?
- Wiesz, że nie o to chodzi- mruknęłam, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- Będzie dobrze, Emi – powiedział z uśmiechem.
- Ale czemu centrum?
- Muszę kupić nowe buty.
- Co?
- Moje stare trampki już się rozlatują. Potrzebuję nowych. Skoro i tak mieliśmy jechać po zakupy, to chyba możemy trochę rozszerzyć ten plan?
- Możemy – odparłam, zapinając pas, gdy Luke ruszył spod uczelni. Blondyn po raz kolejny uśmiechnął się pod nosem, a potem włączył radio.
- Robert lubi Nirvanę – powiedział zadowolony.
- On nawet nie odróżnia jednej piosenki od drugiej.
- Odróżnia. Nie znasz się. Lubi Nirvanę i All Time Low. Chociaż najbardziej się cieszył, jak w radiu usłyszał naszą piosenkę.
- Spał przed wyprawą do sklepu?
- Miał półtora godzinną drzemkę, choć byłem pewny, że nic z tego nie będzie. Mistrzu ma dzisiaj full energii. Nie chciał spać.
- Dałeś radę?
- Sam padł.
- Co?
- Rozpłakał mi się, a ja… Nie potrafiłem go uspokoić – przyznał powoli Luke, zerkając na mnie uważnie. –  Kompletnie nie wiedziałem, co mam zrobić – dodał ściszonym głosem.
           Nie skomentowałam tego w żaden sposób, szczególnie, że widziałam po nim, że sam w jakiś sposób był sobą rozczarowany. Przeważnie nie miał problemów podczas opieki nad synem. Ale takie akcje czasem się zdarzają, bo nie zawsze wszystko idzie po naszej rodzicielskiej myśli. 
- I zasnął ze zmęczenia – pociągnął, skupiając się na drodze.
- Dobre i to – odpowiedziałam neutralnym tonem. – Nieraz tak jest. Nieraz młody nie chce współpracować. Nie przejmuj się.
- Byłem pewny, że sam się w końcu poryczę – wyznał Luke niemalże szeptem.
- Wyluzuj, jesteś idealnym ojcem. Robert za tobą szaleję, co jest wkurzające, bo to ja chciałam być rodzicem numer jeden.
- Takim idealnym, że musi go zostawić…
- Mieliśmy do tego tematu nie wracać. Tak musi być i już. – Blondyn zerknął na mnie.- Niech wróci do mnie ten zadowolony z życia Luke, którego uwielbiam. – Po tych słowach chłopak uśmiechnął się, a ja wykorzystałam moment, że zatrzymał się na światłach i cmoknęłam go w policzek po raz kolejny.

***
           Poprawił małego, którego miał na rękach. Emily odłączyła się od niego, idąc do łazienki, a potem miała zajrzeć, tylko do jednego sklepu. Na wystawie zobaczyła śliczną bluzkę, ale nie chciała, by Luke szedł z nią. Chłopak wiedział, że chce skończyć te zakupy, jak najszybciej i znów zaszyć się z nim w domu, gdzie nikt nie będzie się na nich patrzeć. Wcale nie dziwił się temu, że unika takich miejsc, w których jest pełno ludzi. Nie była przyzwyczajona do tak dużego zainteresowania, a ich trójka wzbudzała ciekawość, gdy pojawiali się gdzieś razem. Nie chciała powodować kolejnych negatywnych komentarzy i licznych spekulacji oraz spisków, jakie się pojawiały. Choć było ich mniej, to jednak nadal znajdowały się osoby, które chętnie w internecie wieszały na niej psy. Umówili się, że spotkają się w sklepie obok, w którym zamierzał zaopatrzyć się w nowe buty.
           Wszedł do jasnego pomieszczenia, witając się szybko z obsługą. Czuł, jak młoda rudowłosa dziewczyna za ladą śledzi go wzrokiem. Zignorował to, idąc do pierwszego rzędu kolorowych półek. Kilka razy musiał złapać Roberta za rękę i odciągnąć jego drobne paluszki od wystawionych butów, które najwidoczniej mocno go kusiły. W końcu odnalazł klasyczne modele wysokich trampek, o które mu chodziło.
- Nie wolno tego ruszać, bo pani będzie krzyczeć – powiedział Luke, machając palcem przed małym nosem synka.
- Nie?
- Nie można. To nie jest do zabawy – pociągnął blondyn, biorąc do ręki cały czarny but.
- O! - Robert puknął dłonią w gumę trampka. Jego palce przesunęły się po bucie. Wcisnął je pod sznurówki, śmiejąc się cicho.
- Podobają ci się?
- No.
- Dobra decyzja – skwitował Hemmings z uśmiechem. Zdążył się odwrócić, a tuż przed nim wyrosła rudowłosa dziewczyna, którą zauważył na początku. Była od niego dużo niższa, a na jej okrągłej twarzy wymalował się łagodny uśmiech.
- Pomóc znaleźć odpowiedni rozmiar? – zapytała, nie odrywając od nich oczu.
- Z tego dziewięć i pół poproszę – odpowiedział szybko Luke, machając butem.
- Zaraz przyniosę. Tam jest miejsce do siedzenia.
- A gdzie znajdę trampki dla dzieci?
- Dla tego brzdąca? – Chłopak pokiwał głową. – Po drugiej stronie – odpowiedziała, wskazując palcem niższe półki.
- Dziękuję.
          Rudowłosa posłała mu kolejny uśmiech, a potem odeszła w stronę drzwi do magazynu. Luke odłożył buta, a potem złapał małego, który przechylił się w stronę półki, by chwycić kolejnego trampka. Zrobił to tak szybko i raptownie, że Hemmings odetchnął z ulgą, że może się jeszcze pochwalić dość dobrym refleksem.
- Idziemy zobaczyć coś dla ciebie.
- Me?
- Dokładnie dla ciebie. Może będziesz nosił takie same buty, jak tata? Chcesz? – Robert przejechał palcem po jego kolczyku w dolnej wardze i zaśmiał się, przyciskając policzek do jego policzka. – To chyba znaczy, że chcesz. – Przeszedł na drugą stronę sklepu. Przejechał wzrokiem po kolorowych butach, które w swoim małym rozmiarze wyglądały naprawdę uroczo. – Zobacz, są takie same – powiedział Luke, wskazując na mały trampek, który był identyczny, jak ich większa wersja. – A spójrz na to – złapał za trampka z motywem Batmana – są zajebiste.
- Zaje - wysyczał Robert, znowu kierując swoje ręce w stronę półki.
- Ta… Może lepiej nie mów tak przy mamie, bo tata chciałby jeszcze trochę pożyć – skomentował Hemmings ze śmiechem, przekręcając jednocześnie oczami i gratulując sobie w myślach za bycie idiotą.
- Twoje buty, Luke. – Podskoczył lekko w miejscu, kiedy obok niego znów pojawiła się rudowłosa dziewczyna.
- Dzięki. Dostanę takie na niego? – Wskazał na dwa wybrane modele.
- Jaki rozmiar będzie potrzebny dla twojego synka?
- Ja… Ten… Mistrzu pewnie nie wiesz, jaki rozmiar nosisz? – powiedział lekko zakłopotany. Czuł się głupio, że nie znał rozmiaru buta własnego dziecka. Mógł o tym pomyśleć, a nie wyrywać się z kupowaniem dla niego rzeczy, kiedy nie było z nim Em.
- Poradzimy sobie i z tym – odparła szybko sprzedawczyni, podchodząc do niego. – Cześć, Robert. 
          Hemmings nawet się nie zdziwił, że zna go z imienia. Musiała pewnie śledzić Twittery i Instagramy jego i pozostałych chłopaków z zespołu. Mały automatycznie wyciągnął do niej rękę. Podała mu swoją, a on lekko nią poruszał. 
- Jezu… Jesteś naprawdę uroczy. Mogę zobaczyć twoją nóżkę? – I nie czekając na odpowiedź, złapała go za kostkę. Lekko uniosła stópkę do góry, by sprawdzić spód siatkowanego niebieskiego adidasa. – Byłam pewna, że może tam znajdziemy potrzebną nam odpowiedź, ale niestety rozmiaru nie ma. – Wyprostowała się i znów skupiła swoje ciemne oczy na starszym blondynie. – Mamy miarkę dla dzieci. Zaraz ją przyniosę.
- Dzięki.
           Odłożyła długi, wąski karton z jego trampkami na siedzenie, a następnie odwróciła się i odeszła w stronę lady. Luke podszedł do dwuosobowej czerwonej pufy. Usiadł na niej, stawiając Roberta na ziemi. Mały zakołysał się, opierając ramionka o jego kolano. Podniósł głowę do góry, wlepiając w chłopaka identyczne błękitne oczy, które po nim odziedziczył. Kiedy Luke przejechał palcem po jego nosie, malec roześmiał się. Złapał za karton i przysunął go bliżej siebie. Robert zabębnił w niego dłońmi, śmiejąc się. Potem zrobił to kolejny raz.
- Jeśli pójdziesz w ślady wujka Ashtona i zostaniesz perkusistą, to cię wydziedziczę – skwitował ze śmiechem, widząc, że mały znów uderza w karton. – Tylko gitara, jasne?
- Nie.
- Co jest złego w gitarze? – ciągnął dalej Luke. Nachylił się i cmoknął go w czubek głowy. – Tata żartuje.
- Nie! – rzucił niezadowolony Robert, kiedy Luke otworzył pudełko psując mu tymczasową zabawkę. – Tata! – Dolna warga małego zadrżała, a blondyn zrobił wielkie oczy.
- Nie, spokojnie… Tata wyciąga, tylko buty- powiedział szybko, pokazując mu wnętrze kartonu. – Zobacz, co tu jest?
- O! – Robert od razu zapomniał o swojej prowizorycznej perkusji, gdy Luke wcisnął mu czarnego trampka w dłonie.
- Mam miarkę. – Uśmiechnięta kobieta stanęła obok niego, a następnie kucnęła tuż przy małym. Położyła kolorową płaską miarkę na ziemi. – Może na spokojnie przymierzysz buty, a ja sprawdzę mu rozmiar stopy?
- Ja… Um… W porządku.
- Okej – rzuciła, przenosząc wzrok na małego. Przysunęła się do niego jeszcze bliżej. – Zmierzymy ci nóżkę – pociągnęła, a Robert spojrzał na nią z zaciekawieniem, rzucając dużego trampka na podłogę. Ściągnęła mu buta, a potem umieściła jego małą stópkę w miarce. Przesunęła wskaźnik, odczytując rozmiar. – I po problemie. Nosisz dwudziestkę. A teraz zakładamy buta na nowo. Masz łaskotki? 
           Przejechała palcami po jego stopie, a mały roześmiał się. Puścił Luke'a, by oprzeć się na pufie. Hemmings w ekspresowym tempie zmierzył nowe trampki. Chciał to zrobić, jak najszybciej byleby rudowłosa nie musiała zbyt długo bawić się w nianię dla jego syna.
- Są też takie czarne w rozmiarze cztery i pół? - Nie znał numeru stopy własnego dziecka, ale doskonale pamiętał rozmiar jego matki.
- Powinny być. Przynieść?
- Tak, razem z tymi dla małego. 
           Dziewczyna kiwnęła głową, a potem wstała. Zabrała miarkę i ponownie ruszyła w stronę zaplecza. Robert odprowadził ją wzrokiem, a następnie spojrzał na Luke'a, który wciskał do kartonu swoje buty. Chłopak uśmiechnął się do niego.
- Tata.
- Mistrzu?
- Tu. – Schylił się pokazując na swoją nogę.
- Też chcesz mierzyć buciki?
- Tu, no. – Zdążył to powiedzieć, a sprzedawczyni znów pojawiła się obok nich.
- To są te czarne, a tu dwa pudełka dziecięcych. Wzięłam je odrobinę większe - wyjaśniła, stawiając kartony na pufie obok blondyna.
- Dziękuję.
- Pomóc, w czymś jeszcze?
- Nie dziękuję, z resztą sobie poradzę - odpowiedział, biorąc małego na kolana. 
           Ściągnął mu buty, a potem otworzył pierwszy karton, z całymi czarnymi, wysokimi trampkami. Robert wysunął odrobinę język, będąc skoncentrowany na szybkich ruchach jego dłoni. Jego wzrok podążał za kolorowymi opaskami, które blondyn miał na nadgarstkach. Kiedy Luke wsunął na jego nogę pierwszego buta, dłonie syna zaatakowały, łapiąc go za silikonowe ozdoby.
- Złapałeś tatę - powiedział, wiążąc mu sznurówkę. – Poczekaj, bo muszę założyć ci drugiego trampka.
- Tu? - Mały pokazał na swoją stopę.
- Tu. Dawaj nogę. - Założył mu drugiego buta, a potem postawił go na podłodze. – I jak? Podobają się? – Robert zakołysał się, nie odrywając oczu od czarnych butów. – Chcesz takie?
- No!
- Dobra, to mierzymy następne. Chodź do taty. – Kiedy tylko to powiedział, chłopiec podskoczył, wpadając w jego nogi. Luke z powrotem usadził go na kolanach i szybko założył mu buty z Batmanem. – Te są czaderskie, prawda? Weźmiemy dwie pary.
- Miałeś kupić buty sobie, a nie jemu.
           Obaj odwrócili się na dźwięk znanego głosu. Emily podeszła do nich, a następnie usiadła na pufie obok, wkładając siatkę między nogi. Wiedział, że kupiła bluzkę, która wpadła jej w oko, więc nawet nie musiał się pytać, co znajduje się w środku. Robert poklepał ją po kolanie, by szybko pokazać nowe buciki, jakie miał na stopach. Em zerknęła na Luke'a.
- Co?
- On ma buty do chodzenia. Zresztą wyrasta z rzeczy tak szybko i…
- Biorę je – skwitował Hemmings. – Wygląda w nich super. Dla ciebie też wziąłem całe czarne.
- Co? Ale…
- Będziemy wszyscy mieli identyczne trampki, plus mały dostanie Batmany– rzucił z entuzjazmem Luke. Emily przekręciła oczami, ale i tak w końcu uśmiechnęła się. – Bez gadania. Przymierzaj.
            Zmienił szybko Robertowi buty, a następnie postawił małego na ziemi. Poczekał, aż Em zmierzy swoje trampki. Potem zgarnął zapakowane kartony, odwracając się w stronę kasy. Ruszył przed siebie, ale zaraz usłyszał za sobą małe kroczki. Zwolnił, by jego synek mógł się z nim zrównać. Podeszli razem do lady. Poczuł, jak drobne dłonie opierają mu się o nogę.
- Które mają być? – zapytała rudowłosa sprzedawczyni, która go wcześniej obsługiwała.
- Wszystkie – odpowiedział, przejeżdżając dłońmi po kieszeniach. W tym momencie zorientował się, że nie ma ze sobą portfela. Spojrzał na małego, który wlepiał w niego zaciekawiony wzrok. – Robert, idź do mamy i powiedz, że ma wyskoczyć z kasy. Pójdziesz?
           Robert odwrócił się, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Luke zrobił to samo. Emily już szła w ich stronę, wyciągając z torby skórzany fioletowy portfel. Zatrzymała się obok, biorąc małego na ręce. Bez zastanowienia zabrał jej portfel i otworzył go.
- Ta, obsłuż się.
- Zamierzam. Gdzie masz moją drugą kartę? Dobra… Widzę – powiedział szybko, wyciągając plastik. Podał go dziewczynie za ladą. Umieściła ją w terminalu, a potem Luke wpisał pin. Po chwili oddał Em portfel z kartą i złapał za zapakowane w czarne siatki buty. Podziękował za pomoc i miłą obsługę, a następnie cała ich trójka wyszła ze sklepu.

***
           Jak na prawdziwego faceta przystało, Luke wcisnął mi w dłonie siatki z butami, zabierając Roberta. Mały od razu wtulił się w ojca, a robił to za każdym razem, gdy znajdował się w jego ramionach. Widząc tą scenkę, zastanawiałam się, kto tu w kogo jest bardziej wpatrzony – mały w dużego Hemmingsa, czy odwrotnie. Ja, jako jedyna kobieta w tej naszej trójce spadałam na dalszy plan, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Dwa plus jeden nadal obowiązywało, ale tym razem, to ja byłam jedynką.
- Wejdziemy jeszcze tu? – zapytał Luke, kiedy znaleźliśmy się na parterze.
           Naprzeciwko dużego supermarketu, znajdował się sklep z koszulkami i bluzami. I tylko takie części garderoby można było w nim znaleźć. Z witryny wnioskowałam, że jest to doskonały sklep dla fanów muzyki, sportu, seriali i filmów, bo właśnie takie motywy tu królowały.
- Okupujesz się na wyjazd? – odparłam, kiedy blondyn złapał mnie za rękę, ciągnąc w stronę wejścia.
- Można tak powiedzieć. Może będą mieli coś fajnego.
           Weszliśmy do środka. Z boku znajdowała się długa biała lada, za którą stał młody chłopak, witając nam pogodnym i szybkim dzień dobry. Odpowiedziałam mu tym samym, a Luke skinął mu głową, już koncentrując wzrok na wieszakach. A było tego mnóstwo. Z jednej strony bluzy, z drugiej koszulki zarówno z krótkim, jak i długim rękawem, czy na cienkich i grubych ramiączkach. Nie wiedziałam, czy jest tu jakiś podział na damskie i męskie rzeczy, bo dla mnie wszystko wsiało w jednej kupie.
           Przejęłam małego od Hemmingsa, by ten mógł na spokojnie przejrzeć to, co go interesuje. Postawiłam Roberta na ziemi, trzymając za rękę. Blondyn przeszedł wzdłuż jednego wieszaka, dokładnie oglądając wiszące na nim koszulki z zespołami. Jeśli będzie chciał zobaczyć wszystko, co mają wystawione w sklepie, to cała wycieczka zmieni się w tygodniowy wyjazd na zakupy.
- Może zmienisz kolor – zaproponowałam, gdy Luke, wyciągnął jedną z koszulek. Zerknęłam na roześmianego Roberta, który przejechał dłonią po wiszących na samym dole materiałach i najwidoczniej mu się to spodobało, jak zafalowały pod wpływem ruchu, bo zaraz zrobił to raz jeszcze.
- Czarny, to też kolor – odpowiedział Hemmings.
- Ostatnio wszystko, co nosisz jest czarne – pociągnęłam, a on spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Moja mroczna strona duszy.
- Mroczna strona mózgu kucyka Pony – skwitowałam, a blondyn prychnął z niezadowoleniem.
- To jest fajne – powiedział, machając wieszakiem przed moimi oczami. Postawił na Blink-182. – Takiej jeszcze nie mam. – Przyłożył ją do ciała. – Pasuje. Wezmę ją.
- Nie przymierzasz?
- Koszulka, to koszulka. Będzie pasować. – Zostawiłam to bez komentarza. Jak on daje radę się ubierać, biorąc wszystko na oko? Postanowiłam, że nie będę wnikać.
- Mama – powiedział Robert, ciągnąc mnie za rękę. Wskazał na stojącego za ladą chłopaka, który pomachał do niego z szerokim uśmiechem.
- Pan cię zaczepia? – pociągnęłam, spoglądając na synka, który podskoczył w miejscu.
- Nie rozmawiaj z nieznajomymi – rzucił Luke, dalej buszując wśród wieszaków.
- Słusznie, ale to…
- To tyczy się też ciebie – dodał blondyn, a ja wytrzeszczyłam na niego oczy.
- Co, proszę? 
           Luke uśmiechnął się szeroko, co ewidentnie było znakiem, że mnie wkręca. Przekręciłam oczami. Ruszyłam się z miejsca, gdy Hemmings zmienił lokalizację. Teraz stanął w dziale dziecięcym. 
- On ma koszulki.
- Z których wyrasta. Sama to ciągle powtarzasz. Przyda mu się dodatkowa garderoba. Zobacz to – rzucił z nieukrywanym entuzjazmem, biorąc do ręki czarną koszulkę z The Rolling Stones. – Jest świetna! – Już otwierałam usta, ale blondyn odwrócił się do sprzedawcy. – Dostanę taką trochę większą? – Chłopak za ladą spojrzał na mnie. Pokręciłam głową, a on zaśmiał się. Parsknął głośniejszym śmiechem, gdy lekko zacisnęłam usta, zadając sobie sprawę z tego, że Luke to widział.  – Co jest złego w tej?
- Nic, Robert po porostu nie potrzebuje…
- No, przestań - rzucił, machając na mnie ręką. – Jest super, temu nie zaprzeczysz.
- Jest fajna, ale… Widziałeś cenę? – powiedziałam ciszej.
- To żaden problem – odpowiedział szybko, przerzucając kolejne dziecięce ubrania. – Zobacz, mają nawet takie z naszym zespołem! Kupimy mu taką białą i czarną. 
           Wlepiłam w niego ciemne oczy. Luke był pierwszy raz na zakupach, w których mógł buszować po działach dziecięcych, przebierając w ubraniach. Widziałam, że się nakręcił, bo jego błękitne oczy, aż błyszczały. Teraz ponownie zaczęłam żałować i winić się za podjętą kiedyś decyzję, separując go od tego wszystkiego.  
- No, weź.
- Co? Akurat koszulek ma dużo.
- Ale nie takich. O! Jest i Green Day!
- Czy ty znowu próbujesz ubierać go, jak siebie? Najpierw trampki, a teraz…
- Może tak, może nie - odpowiedział, ze swoim słynnym pewnym siebie uśmieszkiem. Wzięłam małego na ręce, bo Robert zaczął się niecierpliwić i co chwilę kopał mnie nogą w buta. – A zresztą kochanie… – Aż zamarłam, gdy to powiedział. Luke udał, że nic się nie stało i dalej ciągnął swój wywód. Nie powiem, że poczułam w tym momencie przyjemne ciepło, gdzieś w środku. Wcale bym się nie zdziwiła, gdybym oblała się rumieńcem. – To też mój syn i będę mu kupował, co chcę – dokończył tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Nie wygram?
- Nie ma mowy – powiedział z uśmiechem. – Zobacz, jak będzie w tym słodko wyglądał. – Zamachał mi koszulką z Green Day’em.
- Słodko?
- Jak tata - skwitował z dumą.
- Dobry Boże – wydusiłam, a Luke parsknął śmiechem, przybijając piątkę Robertowi. Faceci. 


***
Zakupy rodzinne - tak można to określić :) Mogę śmiało powiedzieć, że to są praktycznie jedne z ostatnich wspólnych chwil Luka i Roberta. Rozdział jednak wyszedł mi długi, więc część dwa będzie kontynuacją tego dnia, jak i początkiem drugiego - w którym niestety Hemmings nas opuści. 

Odliczanie trwa - do końca została tylko druga część powyższego rozdziału oraz dwa całe + epilog.

Ale pisze się już część druga. Niedługo też pojawi się zwiastun, który od jakiegoś czasu kisi mi się na dysku. Nie chcę jednak nim spoilerować zakończenia, więc dodam go później :) W ramach pocieszenia mogę Wam zaprezentować nową okładkę na Wattpada do Dwa Plus Jeden Part 2, którą zrobiła dla mnie Monia. Jest cudowna i mam nadzieję, że i Wam się spodoba :) Taki mały dowód rzeczowy, że druga część faktycznie będzie :)


Dla zainteresowanych informuję, że na innym blogu znajduje się już pierwszy rozdział z historii z Mukiem. Oczywiście zapraszam na tą wyzwaniową historię :) 


Przypominam również o możliwości zadawania mi pytań odnośnie opowiadań i bohaterów na Asku - link w kolumnie Menu :)

Pozdrawiam i do następnego wtorku!


W następnym odcinku:

- Przepraszam…
- Nie przepraszaj… Nie przepraszaj mnie za to, co czujesz.

***

- Tata – wymamrotał Robert, dalej zanosząc się płaczem.
- Już synek – usłyszałam cichy głos Luke'a, dochodzący z elektronicznej niani. – Jestem kochanie.

***

- Pomożesz?
- Nie możesz sam? 

***

- Idź do mamy – powiedział Luke smutnym głosem. W tym momencie bałam się nawet na niego spojrzeć, więc szybko zabrałam małego, unikając jego wzroku.

***

- Luke…
- Okej? Obiecaj mi to. Nie chcę dowiadywać się o wszystkim po czasie.
- Obiecuję. 

15 komentarzy:

  1. Uwielbiam tą rodzinkę! :) Zmykam czytać Pokochać Ciszę, a pada mi bateria także nie będę się rozpisywać.
    Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiedzmy to wprost: ten rozdział to mistrzostwo świata!!! :D
    Ich pierwsze wspólne, rodzinne zakupy! Trampki w Batmana- też chcę takie:) Wykorzystując mój dar przewidywania przyszłości (jestem do kitu wróżką;)) przewiduję, że (werble proszę) Robert zastanie perkusistą heheh z drugiej strony jest Hemmingsem, a z nimi to nigdy nic nie wiadomo.:’)
    I teraz zastanawia mnie jedna rzecz, a mianowicie jeżeli w następnym rozdziale jest kontynuacja tego dnia i początek następnego to co kryje się w tym ostatnim pełnym oraz w epilogu? Hmmm… rozwikłanie tej zagadki to zadanie dla prawdziwego Sherlock’a:’) Istnieje też inna możliwość czyli, któraś z hipotez pozostawionych przeze mnie w poprzednim komentarzu się spełni i mam nadzieję, że będzie to ta , w której Emi i Robert towarzyszą chłopakom w trasie koncertowej;).Jest chyba najmniej prawdopodobna skoro w następnym odcinku pojawia się fragment pożegnania, ale nie traćmy nadziei! Cóż pozostaje nam tylko czekać, na to co zgotowałaś bohaterom w następnym rozdziale! A tak serio, to mnie już skręca z ciekawości:).
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Cieszę się, że aż tak Ci się podoba :)
      Haha zobaczymy, co z Twojej wróżby wyniknie :)
      Hehe dobrze, że Cię zaciekawiłam - ale nie uchylę rąbka tajemnicy odnośnie dwóch ostatnich rozdziałów i epilogu, bo nie chcę popsuć nikomu czytania :) Zobaczysz, czy Twoje przypuszczenia się sprawdzą :)
      Dziękuję za tak fantastyczny komentarz, który cholernie miło się czytało :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ochy i Achy *-*
    Cud Miód i Ja Chce Wiecej Twoich Rozdziałów *-*
    Luke nie dość ze extra niańka , perfekcyjny pan domu to i na shoppingu sobie radzi :D ;) hah
    Te buty bluzki i jeszcze raz buty i bluzki koszulki t-shirty ;) Szalony on @.@

    Hah w tym rozdzisle Emi nie miała nic do gadania hah Hemings miał dziś władze rodzicielską :^

    Wgl tak mi sie smutno rb jak pomyśle że Hemmo wyjedzie ;) i o bedzie się działo pużniej ... nwm czm ale mam dziwne przeczucia że może być nie fajnie :/ :/ (oby moje przeczucia były błędne)

    Tak bardzo chce żeby im wyszło razem :) Taka fajna rodzinka :) mmm ♡

    No nic będe czekać ... ♥
    Na rozdział i na zwiastun do następnej części :)
    Pozdrawiam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, więcej to się nie da, bo zaraz koniec. Chyba, że w drugiej części to się da jakoś zrobić by było więcej taty i synka :D
      Hahaha dobre podsumowanie Hemmo :D
      Dziękuję za tak cudny komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Chciałabym na takie zakupy. Luke, Em i Robert to idealna rodzinka, uwielbiam ich. Luke po prostu zaszalał, a to podobno dziewczyny szaleją na zakupach. To bardzo urocze, że dla Roberta mógłby nawet cały sklep kupić. Smutno mi, że Hemmings wyjedzie, ale za trzy tygodnie ma wracać, więc to nie będzie aż tak długa rozłąka, choć nadal za długa..
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać, Hemmo czasami też szaleje w sklepie :D Ale to synek tatusia w końcu XD
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Ten rozdział był przesłodki! Uwielbiam Luka i Roberta, Em oczywiście też, ale i tak przoduje ojciec i synek :D Te sceny w tych dwóch sklepach były prost urocze :) Jak się Hemmo rozbrykał. Bo jeszcze wpadnie w zakupoholizm pod wpływem małego hahaha :D
    Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że druga część będzie smutna i z pewnością się poryczę, choć nie dam się tak łatwo :P
    Czekam z niecierpliwością na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało :) Lubię pisać o dwóch Hemmingsach, to całkiem szybko, płynnie i przyjemnie idzie :) Hahah może to mu grozić.
      A co do drugiej części - nic nie zdradzę :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Hej hej hej ;)
    Wpadłam na twojego bloga parę dni temu i patrzę, a ty już masz zamiar kończyć :(
    Ale dobrze, że przynajmniej napiszesz drugą część ;D
    Przyznam szczerze, że pierwszy raz spotykam się z fan fiction utrzymanym w klimacie gdy Luke ma już dziecko i zachowuje się tak wiesz...no... tak dorośle xD
    Tak czy inaczej piszesz cudnie. A i jeszcze Emily 'gra' Selena Gomez, więc masz u mnie za to ogromny plus!
    Całe opowiadanie jest wspaniałe i nic tego nie zmieni ;)
    Pozdrawiam:
    ~Alice in Wonderland

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba i mam nadzieję, że druga część również przypadnie Ci do gustu ;)
      Myślę,że postawa Luka jest całkiem zrozumiała, nie może sam zachowywać się, jak dzieciak (choć czasem mu się to zdarza :D), skoro ma małego syna pod opieką, więc musi wykrzesać z siebie odrobinę dorosłości i odpowiedzialności :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  7. Hej kochanie przepraszam że nie napisałam komentarza wcześniej ale w rodzinie mam sytuacje krytyczną i latam codziennie od szpitala do szpitala...
    Rozdział genialny ! Luke jako opiekuńczy tatuś matkoo jakie to było słodkie <3 Ja też pragnę takie zakupy żeby Luke kupił mi takie same buty co on ma :* To jest takie urocze !
    Kocham ten rozdział i Kocham Ciebie za to że tak wspaniale piszesz! :*
    Czekam na następny rozdział skarbie z niecierpliwością nie mogę się już doczekać :*
    Kocham Cię i życzę dużo weny powodzenia! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo! Cieszę się, że się podobało :)
      Może Luke powinien zorganizować grupowy wypad na zakupy :)
      Dzięki raz jeszcze za tak miłe słowa. Mam też nadzieję, że Twoja sytuacja prywatna szybko się poprawi - trzymam kciuki :)
      Pozdrawiam!

      Usuń