wtorek, 26 stycznia 2016

Rozdział 20

Minęły trzy dni. Przez te trzy dni Luke praktycznie nie opuszczał mojego domu. Ciągle był obok. Zawsze blisko. A to niesamowicie mi się podobało. I bardzo mi odpowiadało. Wiedziałam jednak, że to nie potrwa długo. Że w końcu spakuje walizki i zostawi mnie na prawie cały miesiąc. Mnie i naszego syna. I to bolało. Myśl o rozłące bolała najbardziej. Dlatego postanowiłam odepchnąć to jak najdalej, by cieszyć się każdą chwilą, którą mogłam z nim dzielić. Każdym najmniejszym szczegółem. Pojedynczym uśmiechem, dźwiękiem jego głosu, dotykiem i spojrzeniem. Na daną chwilę tylko to mi zostało.


~***~
Wpadł na ten pomysł tuż przed zaśnięciem. Postanowił dać Emily odrobinę relaksu. W tym celu odczekał, aż dziewczyna zaśnie, a potem złapał za elektroniczną nianię, by przestawić ją na swoją stronę łóżka. Chciał, by mogła porządnie odpocząć. Wiedział, że nic jej tak nie pomoże, jak normalny nieprzerywany sen. Dlatego, gdy Robert obudził się w środku nocy, szybko wyłączył nianię, a potem poszedł do syna. Z niewielkimi problemami, udało mu się na nowo sprawić, że mały znów pogrążył się we śnie. Rano również zerwał się na równe nogi, słysząc wołanie.
Idąc do pokoju syna, był z siebie naprawdę dumny, że odniósł ten mały sukces. Teraz przyszła pora na kolejny etap. Najpierw jednak musiał zająć się dzieckiem, które domagało się zmiany pieluszki i ciepłego mleka.
— Tata. — Robert podskoczył w łóżeczku, mocniej zaciskając paluszki na szczebelkach.
— Cześć, mistrzu.
Małe rączki natychmiast wyciągnęły się w jego kierunku. Blondyn uśmiechnął się szeroko, biorąc Roberta w ramiona. Chłopczyk od razu wtulił się w niego, by za chwilę sprzedać mu oślinionego buziaka w kącik ust. Przejechał paluszkiem po jego kolczyku, śmiejąc się cichutko. Luke cmoknął go szybko w czubek głowy, a następnie podszedł do przewijaka.
— Dobra, synek, znasz zasadę: tata zmienia pieluchę, a ty się nie ruszasz, by tego nie utrudniać, okej?
— Nie?
— No, mistrzu! Współpracuj ze mną — dodał ze śmiechem. — Musimy zrobić jeszcze małą niespodziankę dla mamy.
— Mama.
— Dla mamy — powtórzył Luke, kładąc go na przewijaku. — Trzymaj. Może być kaczuszka? — zapytał, podając mu żółtego pluszaka.
Robert niemalże natychmiast zaciekawił się zabawką, a blondyn mógł zająć się zmianą pampersa. Od razu złapał za pieluchomajtki, by nie bawić się z tymi cholernymi zapięciami na rzepy, które w dalszym ciągu potrafiły go porządnie wkurzyć. Mały na szczęście prawie w ogóle się nie ruszał, więc po chwili był nie tylko przewinięty, ale także przebrany.
— Chodź do taty — powiedział, a Robert od razu odrzucił na bok kaczkę, która upadła na podłogę. 
Ponownie wyciągnął w jego stronę małe rączki, a Luke od razu go podniósł. Tradycyjnie chłopiec wtulił się w jego klatkę piersiową, wywołując u swojego ojca przyjemne czucie ciepła.
Wyszedł na korytarz. Jeszcze na chwilę wszedł do sypialni, gdzie spała Emily, aby zabrać czarną koszulkę, dresy i świeżą bieliznę. Robert nie wydał z siebie żadnego dźwięku, jakby podświadomie wiedział, że powinien być teraz cicho. Gdy trafił do kuchni, przesunął krzesełko do karmienia bliżej blatu, by oboje mogli mieć na siebie oko. Aby mały się nie nudził, podał mu pluszowego pingwina, który stał się ulubioną zabawką Roberta. Gdy jego synek był zajęty maskotką, Luke zaczął przygotowywać mleko dla niego i kawę dla siebie.
Ze wcieleniem dalszego planu musiał nieco odczekać. W końcu Em miała się wyspać, więc nie mógł obudzić jej zaraz po pierwszym posiłku małego. Dlatego szybko się umył i ubrał, a potem zabrał Roberta do ogrodu. Chłopiec maszerował dziarsko po trawie, goniąc piankową, granatową piłkę, którą od czasu do czasu udało mu się kopnąć. Luke chodził za nim, niczym cień, co jakiś czas go dopingując.
W końcu, kiedy na zegarku dochodziła dziesiąta, Luke złapał małego, który niezbyt był zadowolony z tego, że przerwano mu zabawę. Skrzywił się, ale zaraz na jego buzi znów zagościł uśmiech, gdy Hemmings zaczął go łaskotać i lekko podrzucać. Śmiech chłopca wywoływał w nim ciepłe uczucia w stosunku do tej małej istoty, która była częścią jego. Częścią jego już na zawsze.
Weszli razem do kuchni. Luke znów posadził małego w krzesełku, dając mu do przegryzienia kukurydzianego chrupka. Potem pod czujnym okiem dziecka, zabrał się za przygotowywanie śniadania. Blondyn nie był zbyt dobrym kucharzem, ale tosty to coś, co udało mu się opanować. Dlatego postawił właśnie na to. W końcu miało to być zjadliwe. Wolał nie kombinować.
Kiedy zalał dwie herbaty, wpadł na dodatkowy genialny pomysł. Porwał Roberta z miejsca, a potem znów wyszedł do ogrodu. Zerknął na małego, który wlepiał w niego duże, błękitne oczy. Uśmiechnął się, klepiąc go po policzku.
— Musimy być teraz cicho — powiedział Luke.
— Ciii...
— Właśnie. Bardzo cicho. Wiesz, co zrobimy? — Robert zamrugał, nie spuszczając z niego wzroku. — Ukradniemy kwiatka sąsiadce. I nikt się o tym nie dowie.
— Nie?
— Nie. Chyba że się wygadasz.
— Nie.
— To w porządku.
— Nie.
— Jak nie? — rzucił ze śmiechem. — Idziemy.
Podszedł z nim do płotu od prawej strony. Sąsiadka Emily posadziła przy nim duże krzewy azalii, które teraz obsypane były ciemno-różowymi licznymi kwiatami. Robert od razu przejechał dłonią po ich płatkach, śmiejąc się. Luke zerknął na małego z uśmiechem. Najdrobniejsze rzeczy potrafiły cieszyć jego syna, a to niesamowicie mu się podobało.
Rozejrzał się, a potem sam wyciągnął rękę w stronę krzewu. Zerwał większą gałąź, a potem obaj szybko uciekli do wnętrza domu, jakby pani McGreen mogła w każdej chwili ich przyłapać na tym, co zrobili. Luke przyciął gałązkę, a potem położył ją na tacce, tuż przy dwóch ciepłych talerzach. Wsunął jeszcze picie małego do kieszeni dresów, a potem złapał za przygotowany posiłek. Miał nadzieję, że uda mu się donieść tackę i dziecko na górę, nie zwalając niczego po drodze.
Robert przywarł do niego mocniej, zaciekawiony tym, co znajduje się w rękach jego taty. Wyciągnął palec i dotknął ciepłego tosta, który polany był keczupem. Przyjrzał się uważniej temu, co zostało mu na opuszku, a następnie niewiele myśląc, włożył palec do buzi.
— Smakuje? — Robert zamlaskał, co wywołało u Hemmingsa kolejny szeroki uśmiech. — Oby mamie też smakowało.
Specjalne zostawił uchylone drzwi, by nie musieć męczyć się z klamką. W końcu przecież nie miał trzeciej ręki, którą mógłby się posłużyć. Pchnął nogą drzwi, które po chwili stanęły otworem. Wszedł do fioletowo-czarnej sypialni. Postawił tackę na biurku i spojrzał na śpiącą dziewczynę.
Emily wtulała się w poduszkę, a jej oddech był spokojny i równy. Ciemnobrązowe włosy lekko zachodziły jej na twarz. Ręką obejmowała kołdrę, spod której wydostawał się fragment niebieskiej piżamy. Luke uśmiechnął się po raz kolejny. Miał nadzieję, że być może Em pójdzie tą drogą, którą chciał utorować. By znów byli razem. By znów stworzyli coś pięknego i niesamowitego. Tym razem jednak nie we dwójkę, ale w trójkę. Takie ich wspólne dwa plus jeden. Kochał ją i kochał tego brzdąca. Nie zamieniłby ich na nikogo innego. Nie chciał kochać nikogo innego.
Mógłby tak na nią patrzeć przez długie godziny, ale Robert zaczął ze zniecierpliwieniem ciągnąć go za koszulkę. Luke oderwał wzrok od śpiącej, przenosząc błękitne oczy na małego. Pocałował go w czoło, a potem oboje podeszli do łóżka.
— Obudzisz mamę? — zapytał ze śmiechem, sadzając małego na materacu.


~***~
Pierwsze, co poczułam, to małe rączki na twarzy, które lekko stukały mnie po policzkach. Usłyszałam gromki śmiech starszego Hemmingsa. Potrzebowałam chwili, by ogarnąć tę całą sytuację, która miała tu miejsce. Luke musiał się obudzić pierwszy i zająć się Robertem, pozwalając mi dłużej pospać. Byłam mu za to wdzięczna, bo rzadko miałam ku temu okazje.
— Hej, skarbie — powiedziałam do synka, obejmując go szybko. Mały od razu wtulił się we mnie, wplatając mi palce we włosy.
— Dzień dobry, mamusiu — odezwał się Luke, a ja zaśmiałam się pod nosem na słowo, jakim mnie nazwał.
— Dzień dobry, tatusiu. — Razem z małym podniosłam się do pozycji siedzącej. Blondyn był już kompletnie ubrany, co tylko potwierdzało moje wcześniejsze przypuszczenia. — Od dawna nie śpicie?
— Od wpół do ósmej.
— To i tak nieźle — skomentowałam, bo Robert potrafił się budzić znacznie szybciej.
— Mamy coś dla ciebie.
— Co takiego?
— Zamknij oczy. 
Uśmiechnęłam się pod nosem, ale posłusznie zrobiłam to, o co mnie poprosił. Usłyszałam jego kroki, gdy wędrował po pokoju. Postawił coś na kołdrze, a potem zawołał chłopca. 
— Jeszcze chwilę... synek, daj to mamusi.
— Już?
— Już.
Otworzyłam oczy. Spojrzałam na małego, który ściskał w rączce gałązkę pięknych azalii. Po kolorze od razu zorientowałam się, skąd pochodzą i zaśmiałam się, wyobrażając sobie tę scenę, gdy Luke wybiera się na mały skok w celu zdobycia kwiatu.
— Dasz kwiatka mamusi? — powiedział blondyn, a Robert mocniej zamachnął się, uderzając mnie nimi w klatkę piersiową. Przejęłam je od niego.
— Dziękuję, są śliczne — odparłam, całując go w czoło.
— Si — rzucił Robert, klaszcząc w ręce.
Czując przyjemny zapach jedzenia, spojrzałam na to, co znajduje się kawałek dalej. Luke przyszykował śniadanie w postaci ciepłych tostów. Dopiero gdy je zobaczyłam, poczułam, jaka jestem głodna.
— Śniadanie do łóżka?
— Tak. Genialne, prawda? — rzucił dumnie.
— Z jakiej to okazji?
— Bez okazji. — Uniosłam jedną brew. — No co? — zaśmiał się, siadając na łóżku. Robert od razu mnie puścił, by popełznąć w stronę swojego taty. Blondyn wziął go na kolana.
— Bez okazji? — powtórzyłam. Hemmings pokiwał głową. — Dziękuję... Przyzwyczajaj mnie tak dalej.
— Od czasu do czasu mogę ci przecież umilić poranek.
— Możesz. I rób to jak najczęściej.
— A mi też umilisz poranek? — zapytał, poruszając dwuznacznie brwiami, co wywołało u mnie cichy śmiech.
— Może będzie ku temu okazja.
— Dostanę, chociaż buziaka za tę małą niespodziankę?
— Oczywiście, że tak.
Odgarnęłam kołdrę. Przysunęłam się do niego i delikatnie musnęłam ustami jego wargi. Od razu poczułam przyjemne ciepło, które od niego biło. Luke lekko przechylił głowę, by połączyć nas w spokojnym pocałunku. Dotknął mojego policzka. Szybki dreszcz przebiegł mi po plecach. Oderwałam się od niego, spoglądając w jego błękitne tęczówki, które miały w sobie te wesołe iskierki, które tak bardzo kochałam.
— Mama! — krzyknął Robert, łapiąc mnie za koszulkę.
— Tak, skarbie? — Mały dźwignął się na nóżki i asekurowany przez blondyna, złapał mnie za szyję, by sprzedać mi szybkiego całusa. — A tu też dostanę buziaka? — zapytałam, wskazując na swój policzek. Robert cmoknął mnie w niego, nieco go ośliniając. — A w drugi też dostanę buziaka? — Synek zaśmiał się, całując mnie we wskazane przeze mnie miejsce. — A tata też dostanie buziaka? — Robert raptownie się odwrócił. Luke przybliżył się, a mały od razu cmoknął go w kącik ust. — Brawo! — Zaklaskał w ręce, śmiejąc się głośno.
— Teraz śniadanie — zarządził Luke.
— Nie.
— Jak to nie? — odparł blondyn. Robert złapał go za koszulkę i cmoknął w brodę, co wywołało u nas śmiech. — Mój kochany synek — rzucił, obejmując małego.
Robert ponownie się zaśmiał, gdy blondyn połaskotał go swoimi włosami po twarzy. Wsunął małą dłoń w jego blond kosmyki, lekko ciągnąc za końcówki. Uśmiechnęłam się szeroko, podziwiając ten obrazek, który tak bardzo mi się podobał. Przed sobą miałam dwie najważniejsze osoby w moim życiu i w tym momencie byłam najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.


Postanowiliśmy dzisiaj nie siedzieć w domu. Na dworze przyjemnie świeciło słońce, wiec uznaliśmy, że warto skorzystać z tak ładnej pogody. Zapakowaliśmy się do samochodu Luke'a, by pojechać na pobliską plażę i odbyć spokojny spacer wzdłuż brzegu. Oprócz najpotrzebniejszych rzeczy — głównie dla Roberta — zabrałam ze sobą także aparat, by porobić zdjęcia chłopakom.
Luke zaproponował, abyśmy od razu przeszli na tę dziką część plaży. Była ona pusta, więc mieliśmy ją tylko dla siebie. To jak najbardziej mi odpowiadało, bo mogłam w jakiś sposób uciec od ciekawskich spojrzeń innych osób.
Poprawiłam aparat w dłoniach, koncentrując się na lekko zarośniętych wzniesieniach i złotym piachu, który mienił się, przedzierając się kolorem przez źdźbła trawy. Ujęłam także rosnące niedaleko ciemne drzewo. Zmieniłam kąt i zrobiłam jeszcze dwa zdjęcia.
Odwróciłam się w stronę dwójki Hemmingsów. Luke kucał niedaleko wody, trzymając małego na kolanach. O czymś mu opowiadał, wskazując na lekkie fale, które poruszały się leniwie po wodzie. Przez dłuższą chwilę spoglądałam na nich z uśmiechem, bo ten obrazek naprawdę mi się podobał. W końcu podniosłam aparat, by uwiecznić ten moment na zdjęciu.
Robert zsunął się z kolan blondyna. Chwycił go za palec, pozwalając poprowadzić się ojcu wzdłuż linii wody. Przeszli kawałek, a potem mały pochylił się, łapiąc w rączkę białą muszelkę. Luke od razu ukucnął obok niego.
— Ale ładne znalezisko — pochwalił go, poprawiając czapkę na jego główce. — Damy to mamie?
Na słowo mama Robert od razu rozejrzał się w poszukiwaniu mojej osoby. Gdy jego błękitne oczy natrafiły na mnie, wyciągnął w moją stronę rękę. Podeszłam do niego, odbierając muszelkę.
— Jest śliczna. Dziękuję — odparłam, cmokając go w czoło.
— Si! — pociągnął, kiwając głową. — O! — Wskazał paluszkiem na wodę. — Mama!
— Tyle wody?
— No!
Odwrócił się i powoli ruszył w stronę większej górki z piasku. Ja i Luke nie spuszczaliśmy z niego wzroku. Nagle zachwiał się i klapnął na pupę. Złapał w małe dłonie garść piasku, by po chwili wysypać go na swoje czarne spodnie. Usłyszałam cichy śmiech blondyna. Starszy Hemmings od razu podszedł do syna, pomagając mu wstać. Otrzepał go z piachu, a potem złapał za jego rączki, pokazując mu, jak powinien je sobie odrobinę oczyścić. Niewiele myśląc, zrobiłam im kolejne zdjęcie.
Luke odgarnął nieco piachu, a potem zaczął palcem coś na nim rysować. Robert zareagował śmiechem, a potem sam ukucnął. Zaczął naśladować swojego tatę, błądząc paluszkiem po złotych drobinach. Kolejny uwieczniony moment znalazł się w moim zestawie zdjęć rodzinnych.
— Idziemy dalej? — zapytał Luke po dłuższej chwili. Pokiwałam głową.
— Tata!
— Tak, synek?
— Pa, pa... opa!
Blondyn uśmiechnął się, a potem wziął go na ręce. Robert oplótł jego szyję ramionami, przysuwając policzek do jego policzka. Luke podszedł do mnie. Wyciągnął dłoń. Spojrzałam na nią, a potem na niego. Ponownie uśmiechnęłam się, chwytając za nią. Hemmings odpowiedział mi tym samym, prezentując swój znany uśmiech, który uwielbiałam. Jego palce mocniej zacisnęły się wokół mojej dłoni, a ja poczułam przyjemne ciepło, które dawała mi jego skóra. Całą trójką ruszyliśmy dalej.


Na plaży spędziliśmy ponad dwie godziny. Kiedy szykowaliśmy się na powrót do domu, zadzwonił do mnie Ashton, wyciągając naszą małą rodzinkę na spotkanie, które odbywało się u Caluma. Wyraźnie zaznaczyłam mu, że nie mogę się tam pojawić, bo ktoś musi zająć się małym. W odpowiedzi usłyszałam od Hooda — który wyrwał Irwinowi telefon — że mam się nie wydurniać i przywieść go ze sobą. Gdy Hemmings to usłyszał, od razu zapakował nas do samochodu, zawożąc całą naszą trójkę na spotkanie z przyjaciółmi.
Kiedy tylko minęłam próg garażu, od razu uśmiechnęłam się szeroko. Spotykaliśmy się tu tak wiele razy. Było to idealne miejsce dla naszej paczki. Nikt nie zawracał nam głowy, bo państwo Hood zawsze trzymali się z daleka, gdy w nim przesiadywaliśmy. My także im nie przeszkadzaliśmy, bo rzadko kręciliśmy się wtedy po domu. Miałam z tym miejscem tak wiele miłych i przyjemnych wspomnień, że na samą myśl, mój uśmiech jeszcze bardziej się powiększył.
Weszłam w głąb pomieszczenia, zauważając, że niewiele się tu zmieniło. Wszystko było niemalże takie samo jak kiedyś. Te same kolorowe dekoracje, te same fotele i sofy, nawet instrumenty chłopaków stały w dokładnie tych samych miejscach.
— Mi! — krzyknął Robert, gdy Luke postawił go na ziemi.
Mały rozpędził się, wlatując w nogi roześmianego Clifforda. Odbił się od nich, ale chłopak zdążył go złapać, zanim ten upadł na podłogę. Zaśmiał się, kiedy zielonowłosy wujek wziął go na kolana. Tradycyjnie Robert przejechał dłonią po jego czuprynie.
— Cześć, brzdącu — powiedział Michael, obejmując go. — Buziak dla wujka? — Mały niewiele myśląc, cmoknął go w kącik ust. — Tak, wuja się stęsknił! Też tęskniłeś za wujkiem?
— Tak!
— Dobra odpowiedź.
— Siadajcie — zarządził Calum, stawiając na stole dodatkowe puszki z napojami. Zerknął na mnie i uśmiechnął się szeroko.
— Co?
— Dawno cię tu nie było.
— Dawno — odparłam, siadając obok Asha, który próbował przywołać do siebie Roberta. Clifford jednak zaczął się z nim wygłupiać, więc mały był pochłonięty zabawą. W końcu jednak pokonany Irwin, spojrzał na mnie.
— Czuję się olany.
— Ja też, bo nawet się ze mną nie przywitałeś — powiedziałam, robiąc obrażoną minę.
— Cześć, moja naj, naj psiapsiółko — rzucił piskliwym głosem, zgarniając mnie w ramiona.
— Weź... Ashton! — warknęłam, odpychając go, gdy ścisnął mnie tak mocno, że aż zatrzeszczało mi w kościach. — Boże...
— Lubisz to — skwitował, machając na mnie palcem. Przekręciłam oczami, śmiejąc się cicho pod nosem. Ashton znów odwrócił się w stronę Michaela i Roberta. Widząc, że trochę się uspokoili, ponowił próbę zwrócenia na siebie uwagi. — Ej! A ze mną kto się przywita?
— Wu!
— No? Nie przywitasz się z wujkiem Ashem?
Clifford postawił małego na podłodze, gdy ten zaczął zsuwać się z jego kolan. Robert pospiesznie ominął stół, by po chwili zostać zgarniętym w szerokie ramiona Irwina. Mój syn zdecydowanie uwielbiał, gdy dorośli kręcili się wokół niego.
Robert zsunął bandanę z głowy wujka na jego oczy, a ten udał, że nic nie widzi. To rozbawiło małego jeszcze bardziej. Kiedy Ash zrobił klasyczne kuku, chłopiec znów parsknął śmiechem, a potem klepnął go w ramię.
— A patrz, co ma wujek Calum — rzucił Hood, machając przed nim niebieską paczką z chrupkami. — Kupione specjalnie dla ciebie.
— Nie napychaj go — odezwał się Luke, kręcąc głową. — Bo nie zje nam...
— Przymknij się, zrzędo — powiedział Hood. — Jak sobie trochę poje, to nic się mu nie stanie, gdy raz ominie mleko na noc. — Luke odwrócił się, szukając we mnie wsparcia.
— Może trochę zjeść.
— Trochę — rzucił Hemmings, znów wlepiając oczy w Hooda. — Trochę, słyszałeś! — Calum machnął na niego ręką, a potem porwał małego z kolan Irwina.
— Przywitasz się z wujkiem? — zapytał, wyciągając w jego kierunku rękę. Mały złapał go za palca, potrząsając nim lekko. — Otworzymy chrupki?
— No — odpowiedział chłopiec, klaszcząc w ręce.
— Widzisz — rzucił Cal, zerkając na blondyna. — On też chce ich trochę pojeść. — Hemmings przekręcił oczami, widząc, że i tak jest na przegranej pozycji.
Calum usiadł obok Michaela. Posadził Roberta na kolanach, a potem położył przy nim paczkę z chrupkami. Otworzył je. Po chwili on i Clifford byli karmieni przez małego, który co jakiś czas wsadzał jedzenie także i sobie do buzi.


Dość szybko w takcie rozmowy zeszliśmy na wspólne wspomnienia. Co rusz przypominaliśmy sobie najlepsze, najśmieszniejsze i najbardziej zwariowane rzeczy, jakie robiliśmy za czasów szkolnych. Kilka razy popłakałam się ze śmiechu, czując, jak od ciągłego śmiania się, boli mnie szczęka. Nasze wspominki przerwał Irwin, który zgarnął małego i ruszył z nim na zwiedzanie garażu. Robert zainteresował się stojącymi tam instrumentami. W końcu wujek Ash postanowił dać mu pierwszą lekcję gry na perkusji. Cała nasza czwórka ucięła rozmowy, wpatrując się w ten obrazek.
Ashton wziął go na kolana, siadając za perkusją. Podał mu pałeczki. Mały od razu zaczął w nie uderzać. Słysząc stukanie, roześmiał się, zerkając na Irwina, który go pochwalił. Potem złapał za jego dłonie i zbliżył je do bębnów. Razem z nim, wykonywał powolne ruchy, a gdy uderzył w talerze, zrobił wielkie oczy, a potem parsknął uroczym dziecięcym śmiechem.
— Będziesz perkusistą, ja to widzę — skwitował Ashton, szczerząc się do Luke'a złośliwie.
— Będzie muzykiem i będzie grał na gitarze — odbił piłeczkę Hemmings. — Tata go wszystkiego nauczy.
— Pierdolenie — rzucił Clifford, kręcąc głową. — To wujek Michael da mu dobre lekcje. Prawda, mały? W końcu wujek gra lepiej na gitarze od taty.
— Chyba cię powaliło!
— Ja tylko stwierdzam fakty!
— Pogrzało cię pod tą zieloną czupryną!
— Jestem lepszy!
— Chciałbyś!
— Moje solówki są genialne i...
— Wal się, Clifford!
— To perkusista! Mówię wam!
— No! — odezwał się Robert.
— Ha! Frajerzy! — zawołał zadowolony Ashton, a potem znów razem z Robertem zabębnił w perkusję.
— A prawda jest taka, że owszem Robert będzie grał na gitarze, ale wybierze bas — odezwał się zadowolony Calum, rozsiadając się w fotelu. — Mówię to wam i tobie też — rzucił, wskazując nas po kolei palcem. — Będzie basistą.
— Perkusistą!
— Basistą!
— Wybierze gitarę!
— Ale to ja będę go uczył!
— Dobry Boże — wydusiłam, kręcąc jednocześnie głową. — A jak zainteresuje się fotografią? — wtrąciłam.
— Z całym szacunkiem, Em, ale on ma we krwi bycie muzykiem — odpowiedział Irwin.
— A jak będzie chciał zostać zawodowym sportowcem? — pociągnęłam, starając się przerwać ich bezsensowną kłótnię.
— O! Tak! Piłkarz! — rzucił z entuzjazmem Calum. — To też dobra opcja. Piłkarz grający na basie!
— Żadnego, kurna, basu! Tylko gitara! — pociągnął Clifford, a Luke przekręcił oczami.
Nagle drzwi od garażu otworzyły się i do środka weszła uśmiechnięta mama Hooda. Dzięki temu chłopaki w końcu zamilkli, a w pomieszczeniu można było słyszeć tylko pojedyncze uderzania w perkusję, przy której dalej siedział Ashton z Robertem.
— Cześć, dzieciaki — rzuciła, zamykając za sobą drzwi. — Chciałam poznać waszego małego szkraba — pociągnęła, spoglądając na mnie i na Luke'a. Irwin podniósł się z miejsca, poprawiając Roberta na rękach, który w dalszym ciągu ściskał pałeczki.
— Jest super, nie? — powiedział Calum, wstając. Podszedł do swojej matki.
— Ale ty jesteś podobny do tatusia — odparła, przyglądając się małemu.
— Przywitasz się z panią Hood? — odezwał się Ashton, a chłopiec wyciągnął w jej stronę rękę. 
Kobieta podała mu dłoń, a on od razu nią potrząsnął. Dzięki tej krótkiej wizycie mamy Cala w garażu, chłopaki na dobre porzucili sprzeczanie się o przyszłość mojego dziecka. I ten stan przyjęłam z wyraźną ulgą.



***
Odliczanie do wyjazdu Luka trwa, a chłopakowi nie zostało zbyt dużo czasu. Na razie mają sielankę, choć Emi zaczyna powoli przeżywać zbliżającą się rozłąkę.
Ta część liczy 24 rozdziały + epilog, więc powoli zbliżamy się do końca. 
Jednak - nie pamiętam, czy już wspominałam czy nie - ale będzie kontynuacja tego opowiadania. Zwiastun pojawi się wkrótce :) 

Dziękuję Wam za tak cudowne komentarze :) Uwielbiam taką motywację!


Kolejny rozdział klasycznie w następny wtorek :)

Pozdrawiam!

#DwaPlusJedenFF


13 komentarzy:

  1. Kocham Roberta. Taki mały szkrab ♥ Luke zachował się wspaniale, że dał Em wypocząć - należy jej się to. Bardzo się cieszę, że będzie druga część tego opowiadania. Mam totalny zaciesz z tego powodu. Kocham to opowiadanie, jak każde twoje inne.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, cieszę się, że je lubisz :) Mam nadzieję, że dwójka też Ci się spodoba :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Matko Kocham Cię dziewczyno!
    Jeju wiesz jak się cieszę że napiszesz drugą część! <3
    To opowiadanie jest genialne !
    Kocham Luke'a, Roberta i Emi są idealni <3 Najlepsze w tym rozdziale było to jak Luke z Robertem ukradli kwiatka sąsiadce i uciekli z miejsca zdarzenia jak gdyby nic haha :') Tak się uśmiałam! Potem było genialne to jak chłopaki zaczęli się kłócić kim Robert zostanie w przyszłości :') Nie mogłam przestać się uśmiechać :* Ten moment jak we trójkę poszli na plażę i Emi zaczęła robić im zdjęcia od razu miałam wizję tych zdjęć *_*
    Kocham to opowiadanie i koniec i kropka haha :3
    Życzę Ci dużo dużo dużo WENY i czekam na następny rozdział z niecierpliwością do nexta kochana!
    CAŁUSKI! xoxoxo :* <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Wielkie dzięki!
      Cieszę się, że perspektywa drugiej części Cię nie odstrasza :)
      Dziękuję za tak fantastyczny komentarz, który mocno daje kopa do pracy ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. SUUUPE ROZDZIAŁ!!
    Jejku, Robert to taki słodki szkrab awwwww:3 I jak widzę Hemmo zdobywa kolejne punkty w oczach Em. Choć miałam nikłą nadzieję, że pani Green ich przyłapie i będzie mały przypał, ale to tylko takie… właściwie to nie wiem co to :) Dawna paczka powraca łiiiiiiii. Jeśli chodzi o mnie to jestem po stronie Ash ’a, mały powinien grać na perkusji :D Mam jakiś sentyment do tego instrumentu, sama nie wiem dlaczego… :’)
    Czekam na następny!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Robert też będzie mieć parcie na perkusję - czas pokaże :) Cieszę się, że rozdział się podobał :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Czytam drugi raz i mam te same odczucia! Uwielbiam ten rozdział. Mały Hemmings jest taki mega uroczy... Starszy też, ale to swoją drogą. A długo musimy czekać na jakąś deklarację ze strony Emi jeśli chodzi o związek z Lukiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się, aż tak podoba :) Nie, nie długo, bo w sumie za 4 rozdziały będzie koniec :) I ta deklaracja w końcu się pojawi, ale nie zdradzę dokładnie gdzie i kiedy :)

      Usuń
  5. Ale słodko :) Śniadanie do łóżka :) Też tak chce :) Em należało się chwilę spokoju i możliwość odespania. Dobrze, że Luke wpadł na ten pomysł. Buchnęłam śmiechem, kiedy czytałam o tych sprzeczkach na temat przyszłości Roberta XD Chłopaki się zaangażowali hahaha
    Chce by byli razem- innej opcji nie widzę, choć z tobą Roxy to nigdy nic nie wiadomo, bo możesz nam czytelnikom zawsze coś odwalić.
    Czekam na next :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo między nimi się wyjaśni - w końcu dobiegamy do końca tej historii, więc MUSI się wyjaśnić :) Ale nic nie zdradzę, co i jak :)
      Pozdrawiam!

      Usuń