wtorek, 19 stycznia 2016

Rozdział 19

          Wstałam jeszcze przed budzikiem. Tą wcześniejszą pobudkę oczywiście zafundował mi Robert, który obudził się po szóstej. Spojrzałam na blondyna, który wtulał się w moją granatową pościel, w dalszym ciągu przebywając w krainie snów. Uśmiechnęłam się pod nosem, a potem ruszyłam na spotkanie z synkiem, który już głośno upominał się o siebie.
          Po wyszykowaniu siebie, a także i małego, zeszłam z nim do kuchni, by go nakarmić. Potrzebowałam też porannej kawy, od której naprawdę się uzależniłam. Karmiąc Roberta, przegryzłam w przelocie kanapkę. Potem postawiłam synka na podłodze. Mały od razu ruszył na spotkanie z pingwinem, którego uwielbiał. Zaczął ciągnąć go po ziemi wędrując po salonie, tylko w wiadomym sobie celu. Z początku nie sądziłam, że mój synek wywinie mi jakiś numer. Mały Hemmings jednak zrobił doskonałą tajną akcję, która polegała na dorwaniu się do mojego notesu, którego używałam na zajęciach.
          Zdążyłam się odwrócić, a za plecami usłyszałam dźwięk rwanego papieru. Przez chwilę zamarłam, a potem raptownie spojrzałam w stronę małego rozrabiaki. Robert siedział na podłodze z moim zeszytem, przedzierając kolejną kartkę na pół. Musiał wziąć go sobie ze stołu.
- EJ! Nie wolno – powiedziałam, szybko podchodząc do niego. – To jest mamie potrzebne na zajęcia.
- Nie?
- Nie. Nie wolno.
- Molno.
- Nie wolno.
- Mama!
- Krzyczysz na mamę?
- Mama! Nie!
- Daj.
- Nie.
- Daj.
- Nie! – krzyknął głośniej, a potem rzucił zeszytem o podłogę.
- Robert! Nie wolno! Nu, nu… - Pomachałam palcem wskazującym.
- Nu, nu?
- Nu, nu – powtórzyłam, a Robert utkwił we mnie swoje błękitne oczy. Zauważyłam, jak zadrżała mu dolna warga.
- Nu, nu – jęknął, a potem rozpłakał się, jakbym wyrządziła mu największą krzywdę na świecie.
- Dobry Boże – wydusiłam z siebie, biorąc go na ręce. – Byłeś niegrzeczny, dlatego mama zrobiła nu, nu.
- Nie?- wydusił z siebie, a potem znów zaczął płakać.
- No, niegrzeczny.
- Mogę wiedzieć, dlaczego mój syn płacze?
          Odwróciłam się widząc zaspanego Hemmingsa. Zszedł po schodach, a potem zatrzymał się obok nas. Robert, jak tylko go zobaczył, wyciągnął w jego stronę ręce. Blondyn od razu przejął go, a on wtulił się w niego, jakby Luke był jego bohaterem, który ochroni go przed złym charakterem – w tym wypadku, to ja występowałam w tej roli. Wcisnął główkę w zagłębienie w jego szyi, chlipiąc cicho w szerokich ramionach swojego taty.
- Więc? – zapytał Luke, wpatrując się we mnie. – Mama na ciebie nakrzyczała?
- Tak. – Mały kłamca. Dobra, może lekko podniosłam głos, ale… Zresztą w tym wypadku było dwóch na jedną. Mieli siłę przebicia, więc i tak byłam na przegranej pozycji.
- Podarł mi zeszyt.
- Czyli byłeś niegrzeczny?
- Tak.
- Okej. Tata odkupi mamie zeszyt.- Uniosłam jedną brew do góry, a Luke wyszczerzył się do mnie w uśmiechu. – Już nie płaczemy  - dodał, gładząc go po pleckach. 
          Robert pociągnął nosem. Złapałam za pieluchę, leżącą na sofie i podeszłam do niego. Wytarłam mu buzię, a mały ciężko westchnął, wypuszczając z oczu kolejne drobne łzy. Podałam mu też smoczka, co zawsze pomagało w uspokajaniu go.
- Po kryzysie – powiedziałam, biorąc zeszyt. Wsunęłam go do torby.
- Kup sobie nowy zeszyt.
- No, co ty. Nie potrzebuję.
- To, co to za afera?
- Musi wiedzieć, że nie wolno niszczyć rzeczy.
- Lekcja życia.
- Pieprz się, Hemmings – syknęłam, kiedy zrobił udawaną poważną minę. Po moich słowach Luke roześmiał się, a potem nachylił w moją stronę.
- Z tobą zawsze. – Przekręciłam oczami i przeszłam do kuchni. Dopiłam kawę do końca. – Podrzucić cię na uczelnię?
- Nie.
- Standardowo – mruknął pod nosem, poprawiając małego, którego nadal trzymał w ramionach. Robert oparł się o niego, przejeżdżając palcem po jego kolczyku. Uśmiechnął się.
- Tata.
- Będziesz teraz grzeczny? – zapytał Luke.
- No.
- W porządku.
- Bardzo w porządku. Muszę iść – oznajmiłam. – Dasz mamie buziaka? – Robert roześmiał się, wypluwając smoczka, który spadł na podłogę. Zapomniał o niedawnym kryzysie z zeszytem. Wychylił się w moją stronę, a ja szybko cmoknęłam go na dowidzenia.
- A ja? – zapytał Luke, kiedy się wyprostowałam. Uśmiechnęłam się pod nosem, a potem złapałam go za policzki. Przyciągnęłam do siebie, sprzedając mu szybkiego całusa w usta. – Bosko.
- Bosko – powtórzyłam i tym razem to on się zaśmiał. – Bądźcie obaj grzeczni.
- Będziemy.
- Zagadaj go, bo muszę już wychodzić.

          Na uczelni znów miałam to dziwne uczucie, że wszyscy się na mnie patrzą. W dalszym ciągu ciężko mi to było ignorować. Nigdy jakoś nie zwracałam na siebie uwagi, a teraz przez to, że byłam matką dziecka TEGO Hemmingsa, wszystko wyglądało inaczej. Nieraz udawało mi się przekonać samą siebie, że to tylko wymysł mojej wybujałej wyobraźni, ale kiedy kilka dziewczyn pokazało na mnie palcem, zrozumiałam, że faktycznie jestem na językach osób, które znają i interesują się zespołem. To wcale nie polepszyło mojego samopoczucia.
- Hej – usłyszałam za plecami nieznany mi głos, gdy kupowałam w automacie wodę. Powoli odwróciłam się, widząc przed sobą dwie wysokie studentki.
- Hej – odpowiedziałam nieco zmieszana. Zupełnie nie wiedziałam, o co może im chodzić. Ale gdy tylko odezwała się druga, od razu spadło na mnie naznaczenie przez Hemmingsa.
- Ty jesteś tą tajemniczą dziewczyną Luke'a z 5 Seconds of Summer. 
          Przez chwilę nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć. W końcu ja i Hemmings nie byliśmy razem, choć wczoraj wyraźnie powiedział mi, co do mnie czuje. I choć ja kochałam go tak samo, to przecież żadne z nas się konkretnie nie określiło w tej kwestii.
- Macie razem synka – odezwała się pierwsza.
- Tak, mamy – potwierdziłam, bo na to łatwiej było mi odpowiedzieć.
- Możemy zrobić sobie z tobą zdjęcie?
- Co, proszę?
- Zdjęcie. Jako dowód, że cię poznałyśmy.
- Przykro mi, ale nie jestem osobą publiczną i nie robię sobie zdjęć z fanami chłopaków.
- Oh… No, tak… A możesz przekazać to Lukowi? – zapytała, podając mi dużą, białą kopertę.
- Bomby tam nie ma? – zapytałam z automatu, a one zaśmiały się. Odpowiedziałam tym samym, przez co atmosfera między nami nieco zelżała.
- Nie.
- Jasne, nie ma problemu.
- Serio?
- Serio. – Przejęłam od niej kopertę, a potem szybko włożyłam ją do torby.
- Dziękuję.
- Naprawdę, nie ma sprawy – rzuciłam, machając lekko ręką. -  A teraz przepraszam, ale muszę iść pilnie do biblioteki- skłamałam, by jak najszybciej zniknąć spod ich ciekawskiego wzroku. Dziewczyny uśmiechnęły się do mnie szeroko. Skinęłam im głową i ruszyłam w stronę korytarza, znajdującego się naprzeciwko nas.
          Ruszyłam tak szybkim tempem, że w połowie drogi prawie dostałam zadyszki. Byłam zestresowana i w jakiś sposób przerażona tym, co się stało. To drugie odczucie było dziwne, ale w pewien sposób czułam strach, przez to wszystko, co działo się wokół mnie. Czy od tego momentu będę ciągle pod obserwacją? Nie mam nic przeciwko fankom zespołu, ale naprawdę nie byłam przyzwyczajona do takiego zainteresowania moją osobą.
          Skręciłam w bok i wpadłam na kogoś. Odsunęłam się, a potem odetchnęłam z ulgą, spotykając uśmiechniętą twarz, którą tak dobrze znałam. Katie. Zupełnie zapomniałam, że i ona ma dzisiaj zajęcia w tym budynku.
- A ty co? – zapytała ze śmiechem. – Jesteś blada, jak ściana.
- Nic, ja tylko…
- Em przestań się migać i mów, o co chodzi.- Rozejrzałam się po korytarzu. – Co się dzieje? Ktoś cię zaczepia czy jak?
- Nie, po porostu – zaczęłam, ale trudno mi było dobrać odpowiednie słowa.
- Em weź głęboki oddech – powiedziała przyjaciółka, łapiąc mnie za ramiona. Tym sposobem sprawiła, że znów spojrzałam w jej spokojne zielone oczy. Wzięłam głęboki oddech tak, jak mi kazała. – A teraz powiedz mi, co się stało.
- Odbyłam krótką rozmowę z dziewczynami, które są fankami 5 Seconds of Summer – wydusiłam jednym tchem.
- Okej… Mówiły coś złego?
- Nie, nie… Nic złego nie powiedziały, tylko ja… Chyba trochę spanikowałam… Ale… Już jest okej.
- Okej. Dobra. Na pewno nic złego się nie stało?
- Nie, po porostu. Może na tym etapie nieco mnie to przerasta- odparłam, lekko drżącym głosem.
- Pamiętasz, że masz się nie przejmować komentarzami w sieci?
- Tak, wiem… One naprawdę nie zrobiły nic złego. W tym wypadku to ja zachowałam się, jak kretynka, bo prysłam stamtąd, jak dzikus.
- Emily przecież nikt nie każe ci rozmawiać z obcymi ludźmi na temat chłopaków. Ty nie jesteś częścią zespołu i nie musisz się publicznie uzewnętrzniać. – Kiwnęłam głową. – Wyluzuj. Chyba, że ktoś zacznie przeginać.
- Jasne. Masz rację.
- Zabrałabym cię na kawę, by cię nieco rozluźnić, ale muszę złapać profesora od Makroekonomii.
- Pewnie – rzuciłam, lekko się uśmiechając. Katie uściskała mnie, a następnie ruszyła w stronę otwartej sali. Wzięłam głęboki oddech. Muszę naprawdę wyluzować, bo inaczej trafię do na kozetkę do psychiatry.

***
          Emily położyła małego do łóżeczka, aby na spokojnie mógł odbyć popołudniową drzemkę. Zrobiła to zaraz po przyjściu z zajęć. Potem poleciała do swojej mamy, by odebrać od niej korespondencję, jaką tam zostawił dla niej listonosz. Luke został w jej domu, by znów pilnować małego. Do towarzystwa miał Caluma, który zjawił się na chwilę, by podrzucić mu zeszyt z piosenkami, który u niego zostawił.
          Hood zdążył wyjeść całą paczkę czekoladowych ciastek, którą znalazł w szafce, rozprawiając na temat nowej melodii do słów, które niedawno wspólnie napisali. Hemmings, co jakiś czas wtrącał swoje trzy grosze, choć pomysł z bardziej dynamiczną melodią do Broken Pieces mu się podobał.
- Refren by się zaczął mocniej i – ciągnął Calum, ale nagle przerwał, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
          Luke podniósł jednego palca, przepraszając na moment tym gestem przyjaciela. Wstał z krzesła, zostawiając Hooda w kuchni z kolejną paczką ciastek, do której już się dobierał. Podszedł do drzwi i szybko otworzył je. Uniósł lekko brwi do góry, widząc przed sobą Katie.
- O… Ty tutaj – rzuciła z lekkim uśmiechem. - Mogłam się domyślić.
           Lekko odepchnęła go, by móc wejść do środka. Blondyn przekręcił oczami, a potem pokręcił głową ze śmiechem. Cała ona. Dziewczyna zrobiła kilka kroków do przodu, ale raptownie zatrzymała się na widok osoby siedzącej przy kuchennym stole.
- Miłe spotkanie nie uważacie – rzucił rozbawiony Luke. 
          Calum machnął do niej ręką, posyłając jej jeden ze swoich słynnych uśmiechów. Ten jego mały gest wywołał u Katie rumieńce na twarzy. Hemmings miał ochotę ryknąć śmiechem, ale się powstrzymał. Nie chciał obudzić małego, a tym bardziej dostać od Hooda po głowie.
- Gdzie Emily?
- Poszła na chwilę do swojej mamy – odpowiedział Luke. – W sumie ta chwila się ciągnie już od godziny. Pewnie szybko nie wróci.
- No, kurwa. Chciałam od niej pożyczyć bluzkę i… pogadać.
- Pożyczyłaby ci ją?- zapytał z uśmiechem Luke.
- Się głupio pytasz, Hemmings – odparła, przekręcając oczami. – Pewnie, że tak.
- To idź i sama się obsłuż – rzucił, wracając do stolika.
- Jaki pan domu – mruknęła, kręcąc nosem.
- Przecież sam ci jej nie przyniosę, bo nawet nie wiem, o jaką ci chodzi – skomentował Luke. Katie machnęła na niego ręką, a potem ruszyła w stronę schodów. Po chwili zniknęła na górze. Blondyn spojrzał na swojego kumpla, który poruszał brwiami.
- Czy mi się zdaje, czy żeś ją czymś przykurzył? – wypalił Calum.
- Nie mam pojęcia. To Katie – odparł, wzruszając ramionami.
- Tak, nad nią nie nadążysz.
- Myślę jednak, że to twoja osoba wzbudza w niej agresję – pociągnął Hemmings, a Mulat warknął pod nosem, pokazując mu jednocześnie środkowy palec. Nie minęło pięć minut, a dziewczyna wróciła do salonu, wciskając do torebki białą koszulkę.
- Hemmings powiedz jej, że byłam i że wzięłam bluzkę. Oddam niedługo.
- Możesz na nią poczekać – powiedział Luke, sięgając po kubek.
- Nie mogę. Przed chwilą dostałam sms-a, że mam się zaraz zjawić w pracy, bo jedna dziewczyna się pochorowała i mam ją zastąpić.
- Jasne. W takim razie przekażę wszystko.
- Też będę się zbierał – powiedział Calum, wstając od stołu. – Popracujemy nad tą piosenką.
- Jasne. Myślę, że będzie dobrze z tymi zmianami.
- Też mi się tak wydaje – odpowiedział, a potem spojrzał na brunetkę. – Katie, podwieźć cię?
- Nie, dzięki. Wolę jechać sama.
- Co wy macie takie negatywne nastawienie do podwożenia was gdziekolwiek? – wyrzucił z siebie Luke, wlepiając w nią swoje błękitne tęczówki. Dziewczyna przekręciła oczami. – No, co?
- Nic. Ja po prostu nie chcę, by ktoś mnie z nim widział.
- O, wielkie dzięki, Katie. To milusie – skwitował Calum, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. – Byliśmy razem na imprezie i…
- To co innego – przerwała mu. – Nie chcę, by ktoś mnie z tobą widział sam na sam.
- Bo?
- Serio Hood? – warknęła, a on kiwnął jej głową. Wzięła głęboki oddech.- Nie chcę być na językach. Wystarczy, że Emily się z tym męczy.
- Co? – wydusił z siebie Hemmings, robiąc zaskoczoną minę. Calum spojrzał na nią zdezorientowany.
- Czytacie coś na swój temat w sieci? – rzuciła, patrząc na nich, jak na kretynów.
- Raczej nie. Chyba, że ktoś podrzuci nam, jakiś link. Co innego Facebook, Twitter i Instagram, ale tam jest tak dużo komentarzy, że nie wszystkie zdążę zobaczyć – odpowiedział Mulat.
- Co z Em? – dopytał się Luke, będąc już zniecierpliwionym. Katie spojrzała na zegarek, a potem ciężko westchnęła.
- Wklep sobie po porostu jedno hasło: Luke Hemmings jest ojcem. Poczytaj komentarze innych. A teraz wybaczcie, ale muszę spadać. – Zanim zdążyli się zorientować, odwróciła się na pięcie i wyszła z domu, zamykając za sobą cicho drzwi.
- Myślisz, że Emily ma przez nas jakieś problemy?
- Nie wiem, ale mam zamiar się dowiedzieć – powiedział Luke, podchodząc do czarnej torby, w której miał swojego laptopa.

***
          Weszłam do domu. Caluma już nie było, choć byłam pewna, że będzie w odwiedzinach dłużej. Zobaczyłam Luke'a siedzącego przy komputerze. Przykleiłam na twarz przepraszającą minę, bo naprawdę zasiedziałam się u mamy. Skusiłam się u niej na kawę i to wydłużyło moją wizytę. Dlatego nie było mnie grubo ponad godzinę.
- Minęłaś się z Katie.
- Nie poczekała?
- Spieszyła się. Zabrała jakąś białą bluzkę i poszła.
- A tak… Chciała ją pożyczyć- odparłam, odkładając na blat listy. Oparłam się o mebel. Luke w dalszym ciągu wpatrywał się w ekran czarnego laptopa. Po chwili jednak podniósł głowę, a jego błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie. – Przepraszam, że tak długo.
- Nic się nie stało. Mały śpi dalej.
- Dzięki, że z nim siedzisz – odparłam, widząc, że Luke jest zdenerwowany. Miałam nadzieję, że to nie przez to, że go tak wykorzystuje do niańczenia naszego wspólnego dziecka. Podeszłam do niego, obejmując go wokół karku. Blondyn przejechał dłonią po moim ramieniu. Nie zminimalizował okna, więc zauważyłam artykuł na temat tego, że jest ojcem.
- Co to?
- Musimy porozmawiać. 
          Po jego słowach, puściłam go i odsunęłam się. Blondyn powoli odwrócił się do mnie. Minę miał poważną. Zaczęłam się bać tego, co mogę usłyszeć. Zresztą zdanie musimy porozmawiać, rzadko kiedy wróży coś dobrego. Zatrzęsły mi się dłonie. Zauważył to. Szybko złapał mnie za rękę, przyciągając do siebie. Objął mnie w pasie, zmuszając tym gestem do tego, bym usiadła mu na kolanach. Znów poczułam na sobie jego błękitne oczy, więc i ja spojrzałam na niego.
- Co się stało? – zapytałam cicho.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? – odpowiedział, a jego palce wędrowały wzdłuż mojego ramienia, powodując przyjemne dreszcze.
- O czym?
- O tym, co wypisują o tobie w sieci.
- O tym…
- Dlaczego nie powiedziałaś, że to w jakiś sposób cię dotknęło?
- Bo to nie jest ważne…
- Jest ważne. Ty jesteś ważna dla mnie. Nie chcę, by działo się coś, co cię niepokoi i…
- Jest dobrze, Luke. Po prostu ludzie się od czasu do czasu na mnie pogapią, nieraz zaczepią, jak dzisiaj…
- Zaczepiali cię?
- Nie w złym sensie – powiedziałam, widząc, jak mocno zagryzł wargę. – Dwie dziewczyny mnie zagadały. Były naprawdę w porządku. – Wtedy też przypomniałam sobie o kopercie. – I poprosiły mnie o przekazanie ci czegoś.
- Nie zmieniaj tematu.
- Cały czas jesteśmy w jednym temacie, słońce.- Uśmiechnął się lekko, wyłapując to czułe słówko, które wypłynęło z moich ust. – Nic się nie dzieje. Nie wiem, co nagadała ci Katie, ale jest w porządku. Trochę mnie to przytłoczyło, bo to zainteresowanie pojawiło się nagle, ale… Będzie okej. Nie chcę się separować od ciebie, tylko dlatego, że kilka osób uważa mnie za dziwkę i za osobę, która złapała cię na dziecko. – Luke warknął pod nosem. – Tego nie zmienisz. Negatywne komentarze zawsze się pojawiają i będą pojawiać dalej.
- To nie są wtedy nasi prawdziwi fani.
- Nie wiadomo, czy to w ogóle są wasi fani. Obstawiam osoby, którym się po porostu nudziło.
- Racja – rzucił, a potem oparł głowę o moją klatkę piersiową. Oplotłam jego kark rękami, wtulając się w niego. – Mimo wszystko i tak przepraszam.
- Luke to nie jest twoja wina.
- Moja. Moja wina.
- Nie twoja. Nie masz na to wpływu.
- I tak czuję, że to moja wina.
- Jezu – rzuciłam, a potem złapałam go za brodę i zmusiłam, by znów na mnie spojrzał. Chciałam znowu zobaczyć te jego znane iskierki w oczach, których teraz mi tam brakowało. Musnęłam lekko ustami jego ciepłe wargi. – Przestań, proszę. Skończmy ten temat.
- Pod jednym warunkiem – wyszeptał, a jego gorący oddech owiał moją skórę. – Że gdy coś będzie się działo, to mi o tym po postu powiesz.
- Powiem, obiecuję.
- Na pewno?
- Na pewno – powiedziałam, wyraźnie akcentując każdą sylabę. 
          Luke uśmiechnął się delikatnie, a ja znów przybliżyłam się od niego, by skraść mu kolejnego całusa. Hemmings cicho zamruczał pod nosem, gdy wsunęłam mu dłoń pod koszulkę. Poczułam, jak przechodzi go pojedynczy szybki dreszcz. Uśmiechnęłam się do siebie, odrywając od niego, ale nadal pozostając blisko.
- Będziesz chciała wychodzić ze mną z domu?
- Nie widzę problemu, by gdzieś z tobą wychodzić.
- Mimo tego, że ludzie mogą o tym gadać?
- Mimo tego. 
- To czemu nie chcesz, bym woził cie na uczelnię?
- Bo wtedy trzeba by było specjalnie pakować Roberta do fotelika.
- To jedyny powód?
- Jedyny. 
          Luke spojrzał w moje ciemne oczy w taki sposób, że byłam pewna, że zaraz serce wyskoczy mi z klatki piersiowej. Uśmiechnął się, a potem dotknął moich policzków i połączył nas w długim i szybkim pocałunku. Nie protestowałam. Uwielbiałam, gdy był tak blisko. Kiedy całował mnie właśnie w ten sposób. Czułam się wtedy tak, jak dawniej. A teraz coraz częściej lubiłam wracać do tych chwil, dopasowując je do nowej rzeczywistości, którą udało nam się budować. 


***
Luke w końcu dowiedział się o tym, co dzieje się na jego i Emily temat w sieci. Na chwilę do historii wróciła także Katie. Teraz jednak czas Hemmo i Em jest ograniczony - wyjazd się zbliża - więc skupiamy się bardziej na tej dwójce, a raczej trójce, bo Robert też jest ich wspólną częścią :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu, choć nie działo się w nim nic nad wyraz odjazdowego :)

Dziękuję Wam również za wszystkie tak pozytywne komentarze!

Kolejny rozdział - klasycznie w następny wtorek.

Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Nie?
- Nie. Chyba, że się wygadasz.
- Nie.
- To w porządku.
- Nie.
- Jak nie? – rzucił ze śmiechem. – Idziemy.

***

- Dostanę, chociaż buziaka za tą małą niespodziankę?
- Oczywiście, że tak.

***

- Idziemy dalej? – zapytał Luke, po dłuższej chwil. Pokiwałam głową.
- Tata!
- Tak synek?
- Pa, pa… opa!

***

- A patrz, co ma wujek Calum – rzucił Hood, machając przed nim niebieską paczką z chrupkami. – Kupione specjalnie dla ciebie.
- Nie napychaj go – odezwał się Luke, kręcąc głową. – Bo nie zje nam…
- Przymknij się, zrzędo – powiedział Calum. – Jak sobie trochę poje to nic się mu nie stanie, gdy raz ominie mleko na noc. – Luke odwrócił się w moją stronę, szukając we mnie wsparcia.

***

- Jestem lepszy!
- Chciałbyś!
- Moje solówki są genialne i…
- Wal się, Clifford!

16 komentarzy:

  1. Genialny rozdział - jak zwykle ;-) Uwielbiam Em i Luke'a... no i oczywiście Roberta! Kocham tego malca, wspaniałe dziecko. Ma urok Hemmingsa, taka prawda (wybacz, Em).
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobał :) Hehe Em pewnie dalej by się upierała, że jednak ma urok po niej :D
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Czytałam już w nocy, ale nie miałam siły na komentarz. Dlatego przeczytałam jeszcze raz xd Super rozdział! Luke jest taki kochany. I tej sposób w jaki dba o Em i Roberta ♡ Moje serce się rozpływa. Coś czuję, że przy wyjeździe chłopaków będzie dużo emocji. Na pewno tęsknota się pojawi... Ale to tylko trzy tygodnie :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luke nieraz pokarze się ze strony odpowiedzialnego i troskliwego gościa :D Całkiem możliwe... ale ja klasycznie nic nie zdradzam :)

      Usuń
  3. Super rozdział!
    Luke jest taki opiekuńczy, uwielbiam go w tym wydaniu! z resztą od i Em świetnie wyglądają jako para choć na razie nie są ,ale kto wie, może kiedyś..<3 Ta sytuacja jest trochę komiczna przez to, że czują to samo a nie są razem.
    Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że i tobie przypasował odpowiedzialny i troskliwy Hemmo :) Pod tym względem są odrobinę dziwni fakt :) Ale może niedługo wszystko się wyjaśni.
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Tak dużo miłości normalnie Awww.. to jest takie SWEET jak Luke opiekuje się Em i Robertem *-* *-* Niby nie są razem ... ale jednak to wygląda troszeczke inaczej ♥ Wszystko takie cud miód i nutella ♥ hih
    Robert włancza aplikacje -rozrabiaka :) hah
    Calum i Katie (tam pomiedzy nimi jest tyle "miłości" ze szkoda gadac hhah) :D
    Ejjj bo mnie dalej ciekawi co jest w tej "paczce" od fanek dla Luka ... no co to nooo :)
    Hahh rozdział MEGAA ;D
    Czekam na nexta :)
    Dużo wenyy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie zrobię z nich słodkiej parki do zrzygania, bo chyba palnę sobie w łeb :P
      Calum i Katie to w ogóle są nie od ogarnięcia :D
      W sumie nawet się nie skupiłam na tej paczce od fanek, bo to był dla mnie mało istotny szczegół, ale powiedzmy, że w środku Luke dostał list i dwa fanarty (na jednym jest sam, na drugim cały zespół) - może być? :D
      Cieszę się, że Ci się podobał. Dziękuję za komentarz!

      Usuń
  5. Kocham ten rozdział <3 Jak skończyłam to było takie ehh już koniec ja chcę więcej! Cieszę się że Luke w końcu się dowiedział że każdy o niej gada <3 Robert to takim urwisem się zrobił (pewnie po tacie hihi). Luke i Em są tak świetną parą (?) niech w końcu powiedzą że się kochają i niech będą razem tak naprawdę :)
    Do następnego rozdziału powodzenia Paa <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, cieszę się, że się podoba! Może w końcu nastąpi ten przełomowy moment, w którym ta dwójka się w końcu na porządnie ogarnie ze sobą i swoimi uczuciami :)
      Dziękuję za tak miły komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Jezu Luke, jak można być tak słodkim i kochanym jednocześnie :) Podoba mi się ta jego odsłona troskliwego tatusia i głowy rodziny. Dobrze, że Hemmo w końcu się dowiedział, co na temat Em wypisują w sieci. I to nie jest jego wina - niech on nawet tak nie myśli.
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luke pewnie by ci odpowiedział na to, że to syndrom Hemmingsa XD
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń