wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 17

          Otworzyłam powoli oczy. Zamrugałam kilka razy, czekając na to, by wyostrzył mi się obraz. Luke poruszył się, a jego palce lekko dotknęły moich pleców. Od razu przeszedł mnie znajomy przyjemny dreszcz. Zerknęłam na zegarek. Była po dziesiątej. Już nie pamiętałam, kiedy ostatni raz mogłam pospać do takiej godziny.
          Przekręciłam się w stronę śpiącego Hemmingsa. Jego twarz przyciśnięta była do poduszki. Spał na brzuchu, z jedną ręką na kołdrze. Druga znajdowała się pod nią i to ta, dotykała mojego ciała. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie zamierzałam go budzić, ale tak bardzo chciałam znaleźć się znów bliżej niego. Dlatego lekko złapałam go za dłoń, przesuwając ją w jego stronę. To pozwoliło mi zmniejszyć odległość między nami. Luke poruszył się po raz kolejny, a ja wstrzymałam oddech. Po chwili jego błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie.
- Przepraszam – powiedziałam cicho.
- Wybaczam. Chcesz do mnie?
- Bardzo chcę do ciebie.
          Uśmiechnął się szeroko. Uniósł nieco kołdrę, bym mogła się przysunąć. Po chwili wtulałam się w jego klatkę piersiową, obejmując go ciasno w pasie. Oparł brodę o moją głowę, a ja wsłuchiwałam się w jego spokojny i powolny oddech. Jego palce, co jakiś czas muskały moją skórę na plecach. Ten dotyk wywoływał na mojej twarzy delikatny uśmiech.
- O której twoja mama przyprowadzi Roberta?
- Mam do niej zadzwonić, jak się ogarnę.
- Idealnie - wyszeptał, przywierając do mnie jeszcze mocniej. 
          Teraz miałam wrażenie, że nasze ciała stykają się ze sobą w każdym milimetrze. Nie chciałam tego zmieniać. To w jakiś sposób mnie pobudzało. Pobudzało na nowo. Przejechałam ustami po jego klatce piersiowej, a on mruknął pod nosem.
- Masz kaca? – zapytałam ze śmiechem, lekko przejeżdżając dłonią po jego ramieniu.
- Nie. Czuję się świetnie. A ty?
- Czuję się świetnie – powtórzyłam za nim, co wywołało z jego strony kolejny cichy śmiech. – Co powiesz na naleśniki na śniadanie?
- Jestem, jak najbardziej za.
- Teraz?
- Później – powiedział, unosząc się na łokciu. Przekręciłam się na plecy, by móc znów na niego spojrzeć. Przybliżył się do mnie i pocałował powoli i bez pośpiechu. Moje serce od razu przyspieszyło. Objęłam jego kark rękami.
- Naleśniki z czekoladą?
- Jesteś najlepsza, ale to za chwilę. Bo teraz mam ochotę na coś zupełnie innego…
- Luke – wydusiłam z siebie, gdy odgarnął kołdrę, by zawisnąć tuż nade mną. Uśmiechnął się, robiąc minę niewiniątka. Zaśmiałam się pod nosem. – Naprawdę dobrze się stało, że wyszliśmy z tej imprezy szybciej.
- Też jestem tego samego zdania – wyszeptał, a ja poczułam jego usta na swojej szyi. Westchnęłam głośniej. Wsunęłam mu palce we włosy, a Luke naparł na mnie mocniej.
- Chcesz powtórki?
- Bardzo chcę powtórki. – Uniósł się, spoglądając na mnie. Kiwnął głową, czekając na moją odpowiedź. Uśmiechnęłam się po raz kolejny.
- Też chcę powtórki.
          Gdy tylko to powiedziałam, jego usta znów odnalazły moje. Luke przyspieszył nieco tempo, zmieniając nasz pocałunek z delikatniejszego na bardziej szybszy i zachłanny. Poczułam przyjemną fale ciepła, która wypełniała mnie całą. Do tego doszedł długi przyjemny dreszcz, który przebiegł przez mój kręgosłup.
          Nagle usłyszałam dzwoniący telefon. Luke jęknął niezadowolony, gdy lekko go od siebie odepchnęłam. Zerknęłam na niego, a on musnął ustami mój nos. Wychylił się za łóżko. Podniósł moje spodnie, a potem wygrzebał z kieszeni dzwoniącą komórkę. Podał mi ją.
- Co jest, Katie?
- Obudziłam cię?
- Już nie spałam – powiedziałam, zerkając na blondyna, który wpatrywał się we mnie z tym lekkim uśmieszkiem, który tak ubóstwiałam. Przejechałam palcami po jego szyi. Kąciki jego ust podciągnęły się jeszcze wyżej, obdarowując mnie jeszcze szerszym uśmiechem.
- Czuje się potwornie – rzuciła, a ja próbowałam skupić się na tym, co mówi. Nie było to łatwe, bo Luke postanowił nieco mi to utrudnić. Poczułam dłonie chłopaka na swojej tali. Powoli wędrowały ku górze.
- Co się stało?
- Przespałam się z Calumem – odpowiedziała z zawodem.
- Tak myślałam – rzuciłam, kiwając głową, choć ona nie mogła tego widzieć. 
           Luke znów zawisł nade mną. Pocałował mój policzek, a potem kącik ust. Próbowałam go z siebie zepchnąć, ale to nie wiele dało. Hemmings roześmiał się bezdźwięcznie, a ja mimo wszystko uśmiechnęłam się do niego. Uwielbiałam sposób, w jaki się śmiał. Nawet, jeśli robił to po cichu. Uwielbiałam go całego. Z jego wadami i zaletami.
- Jestem idiotką, tak? Nie powinnam włazić mu do łóżka…
- Katie jesteś dorosła i możesz robić, co chcesz. Problem tylko polega na tym, że dostajesz jakiś potwornych wyrzutów sumienia – pociągnęłam, a potem wstrzymałam oddech, gdy ciepłe wargi Luke'a ponownie znalazły się na mojej szyi, zostawiając tam po sobie wilgotne ślady. – Uważam, że niepotrzebnie. Traktuj to po porostu, jak element dobrej zabawy z wczoraj. Chyba, że dalej coś do niego czujesz, bo to już wtedy inna bajka.
- Nic do niego nie czuję – odparła, a ja przekręciłam oczami. Jasne… Takiej ściemy nie kupuję. Trzepnęłam Luke'a w ramię, gdy lekko przygryzł mi skórę na obojczyku. Podniósł się i roześmiał. Tym razem jednak na głos.
- Jesteś z kimś?
- Co?
- Jesteś z kimś?
- Ja… - zawahałam się. Zanim zdążyłam się zorientować, Luke przechwycił mój telefon, a potem włączył na głośnomówiący.
- Cześć Katie.
- Kurwa! Hemmings!
- Musiałeś? Ja tu rozmawiam i… - zaczęłam, ale blondyn szybko mi przerwał.
- Możecie dokończyć później. Katie wybaczysz nam, prawda?
- Co? Ale… Co wy? Jakieś problemy z małym czy jak?
- Nic się nie dzieje – odpowiedziałam, zerkając na Hemmingsa. Czułam, że zaraz palnie coś głupiego i wcale się nie pomyliłam.
- Jesteśmy zajęci, czymś innym. Nie przejmuj się tym szybkim numerkiem z Hoodem…
- Kurwa! Słyszałeś?!
- Wybacz, byłem blisko – powiedział, uśmiechając się do mnie. – W sumie nadal jestem.
- Luke – warknęłam, a on zaśmiał się.
- Katie głowa do góry i bez załamki. A teraz przepraszamy, ale jesteśmy zajęci. Wybacz to Em. Przypilnuję, by do ciebie oddzwoniła, jak tylko skończy zajmować się mną. Trzymaj się, pa! – I rozłączył się.
- Zgłupiałeś?! – jęknęłam z niedowierzaniem. Luke zaśmiał się, odkładając telefon na szafkę. – Powaliło cię zupełnie i… - Ale nie dokończyłam, bo blondyn zamknął mi usta pocałunkiem. To mi wystarczyło, by wrócić do tego momentu, w którym nam przerwano.

          Po wstaniu z łóżka, poszłam doprowadzić się do tak zwanego stanu używalności. Miałam nieco rozmazany makijaż i rozczochrane włosy do granic możliwości, ale i tak myślałam, że jak spojrzę w lustro, to dostanę zawału na swój widok. Nie było jednak tak źle, bo można prezentować się znacznie gorzej. Potem do łazienki wkroczył Luke, który pojawił się na górze ze swoją torbą, którą zostawił w samochodzie, który nadal stał pod moim domem. Takim o to sposobem Hemmings miał czyste ubrania na zmianę i inne rzeczy, z których korzystał z rana.
          Kiedy on się ogarniał, ja pozbierałam nasze porozrzucane ubrania. Na szczęście większość z nich znajdowała się w sypialni. Udało mi się też znaleźć wszystkie guziki od mojej koszuli, którą rozwalił mi blondyn. Po posprzątaniu tego niewielkiego bałaganu, zadzwoniłam szybko do mamy, a potem poszłam robić nam śniadanie, wisząc na telefonie z Katie, która dalej użalała się nad sobą z przyczyny bardzo bliskiego kontaktu z Hoodem. W tym momencie nie byłam idealną osobą do pouczania. Sama poszłam do łóżka z byłym facetem, ale mogłam ją jedynie pocieszyć, zapewniając - siebie także - że przecież nic takiego wielkiego się nie stało. Wiedziałam jednak, że to co zrobiłyśmy i tak prędzej czy później zbierze żniwa. W przypadku Katie chyba już zbierało, wpędzając ją w poczucie winy. Ja na swoje wyrzuty sumienie najwidoczniej musiałam jeszcze trochę poczekać, bo jak na razie mój stan uniesienia i szczęścia nadal się utrzymywał.
          Posmarowałam kolejnego naleśnika czekoladą, składając go w tak zwaną kopertę. Miałam nadzieję, że Luke w końcu przestanie się pindrzyć i w końcu zejdzie na śniadanie zanim wszystko zdąży ostygnąć. Zdążyłam o tym tylko pomyśleć, gdy nagle poczułam jego ciepłe ramiona owijające się wokół mnie. Na usta od razu wypłynął mi szeroki uśmiech, którego nawet nie próbowałam ukryć. Przysunął twarz bliżej mojego policzka, by po chwili uraczyć mnie szybkim całusem. Od razu poczułam przyjemne łaskotanie w brzuchu.
- Głodny?
- Jeszcze jak. Daj mi jeść – zajęczał, a ja zaśmiałam się pod nosem. Chwyciłam za przygotowany dla niego talerz, a potem wcisnęłam mu go w ręce. – Pachnie, pycha. Zawsze uwielbiałem twoją kuchnię.
- Bo raczej nie miałeś zbyt wielkich wymagań.
- Nadal nie mam – rzucił ze śmiechem, trącając palcem mój nos. – Przez żołądek do serca, jak to mówią.
          Pokręciłam z uśmiechem głową. Luke usiadł przy stole, niemalże od razu zabierając się za jedzenie naleśników z czekoladą. Przez chwilę obserwowałam go, nie mogąc przestać się uśmiechać. Miałam wrażenie, że w tym momencie jestem, jakby zawieszona w przeszłości, kiedy to jeszcze byliśmy razem. Szczęśliwi i zapatrzeni w siebie. Kiedy w końcu Luke zerknął na mnie, usiadłam do stołu, zajmując miejsce tuż obok niego. Przysunęłam pod nos kubek z kawą, wypijając z niego niewielki łyk. Następnie sama zajęłam się swoim śniadaniem.

          Zabrałam się za sprzątanie po śniadaniu. Na szczęście nie było tego dużo. Dopijając kawę, umyłam ostatni talerz. Luke w międzyczasie wyszedł do ogrodu, rozmawiając z Michaelem, który do niego zadzwonił. Przemyłam nasze kubki, by zaparzyć nowy napój bogów. W tym momencie usłyszałam otwierające się drzwi. Wytarłam ręce w ścierkę i wyszłam na spotkanie mamie, która przyprowadziła Roberta.
- Mama! – krzyknął mały, od razu wyciągając rączki w moją stronę. Przejęłam malca, przytulając go do siebie. Robert sprzedał mi mokrego całusa w usta, śmiejąc się przy tym, jakby nie widział mnie, co najmniej z dwa tygodnie.
- Byłeś grzeczny?
- Był – odparła rodzicielka, odkładając jego rzeczy na sofę. Jej wzrok na dłużej zatrzymał się na torbie Luke'a, ale na szczęście nie skomentowała tego w żaden sposób. Udałam, że nic się nie wydarzyło, dalej przyciskając do piersi swojego syna.
- Dziękuję mamo, że się nim zajęłaś – powiedziałam jednym tchem.
- Daj spokój Em, od tego są babcie – odparła z uśmiechem.
- Może masz ochotę na naleśniki z czekoladą?
- Nie, jesteśmy po jedzeniu, ale kawą nie pogardzę – pociągnęła, a ja pokiwałam głową.
          Wróciłam do kuchni, opierając o bok Roberta, który z zaciekawieniem przyglądał się temu, co robię. Dostawiłam jeszcze jeden kubek, a następnie nastawiłam wodę. Gdy się odwróciłam, do salonu wrócił Luke.
- Dzień dobry – rzucił z uśmiechem w stronę mojej mamy, która tradycyjnie usiadła przy stole. Zauważyłam, że ten stół stał się głównym miejscem do rozmów w tym domu.
- Cześć Luke.
- Tata! – krzyknął z entuzjazmem Robert, od razu wyrywając się w stronę Hemmingsa.
- Hej, mistrzu – odpowiedział Luke, przejmując swojego syna. Delikatnie objął go, a mały zacisnął rączki wokół jego szyi, wtulając się w niego. – Byłeś u babci i dziadka?
- Ciii – wyrzucił z siebie mały Hemmings.
- O, jak widzę to tajemnica, co się tam działo. Ale tacie nie powiesz?
- Ciii – powtórzył Robert.
- Chris go tego nauczył – poinformowała nas mama z uśmiechem. – To nasz mały geniusz. Szybko wszystko łapie.
- Po mamusi – skwitowałam ze śmiechem, zalewając kawy.
- Chciałabyś – odparł Luke. – To czysty tatuś.
- Znowu zaczynasz? – mruknęłam, przekręcając oczami.
- Ty pierwsza zaczęłaś – powiedział Luke z pewnością w głosie.
- Ty! – rzucił Robert.
- No, widzisz – pociągnął blondyn. Skapitulowałam. Dwóch na jedną. To gwarantowało mi przegraną pozycję.

          Luke umówił się na popołudnie z chłopakami, którzy chcieli trochę pograć. Pozbierał swoje rzeczy, a potem oboje wyszliśmy na zewnątrz. Mama zagadała małego, dzięki czemu blondyn mógł opuścić dom bez histerii ze strony syna. Zamknęłam za nami drzwi, by zyskać trochę prywatność spod czujnego słuchu mojej rodzicielki, która pewnie zastanawiała się, co Luke od rana robił u mnie w domu.
          Hemmings odwrócił się. Jego błękitne tęczówki spojrzały wprost w moje ciemne oczy. Takie spojrzenia zawsze powodowały u mnie nagły przypływ ciepła. Luke w dalszym ciągu na mnie działał, a ja już przestałam temu zaprzeczać. Z jego twarzy nie znikał uśmiech, więc po chwili i ja uśmiechnęłam się lekko.
- Mogę wpaść jutro?
- Głupie pytanie. Musisz wpaść jutro.
- To, co się stało po imprezie…
- Jest okej, Luke – przerwałam mu. – Było…
- Fantastycznie?
- Tak – powiedziałam ze śmiechem, a on znów się uśmiechnął. –  Jak kiedyś.
- Jak kiedyś. Myślisz, że może tak zostać?
- Nie mam pojęcia – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. 
          Czułam, że nigdy nie przestałam go kochać i to uczucie mocno dawało o sobie znać. Jednak teraz byliśmy w innych miejscach. Ja byłam matką-studentką, a on robił karierę w muzyce. Ja byłam tu, a on przeważnie siedział za granicami Australii. Nie byłam pewna, czy będziemy wstanie połączyć te dwa światy.
- W porządku. Nie musimy się na razie otwarcie deklarować. Pasuje?
- Jak najbardziej.
          Kiwnął mi głową i odwrócił się. Zrobił kilka kroków w stronę samochodu i nagle zatrzymał się. Uniosłam lekko brwi do góry, zastanawiając się, czy chce powiedzieć mi coś jeszcze. Luke jednak znów spojrzał w moją stronę. Wstrzymałam oddech, gdy wrócił. Rzucił torbę tuż przy naszych nogach, a potem ujął moją twarz w dłonie i pocałował mnie, bez cienia zawahania. Zacisnęłam palce na jego czarnej koszulce, czując przyjemny dreszcz, który przebiegł mi po plecach. Blondyn pogłębił pocałunek, a ja miałam wrażenie, że świat na moment się zatrzymał. 
- Do zobaczenia, Emi – rzucił z uśmiechem, dotykając swoim nosem mojego nosa.
- Do zobaczenia.

          Usiadłam na krześle, w dalszym ciągu czując jego ciepłe usta na swoich. Potrzebowałam chwili, by wrócić do rzeczywistości. Dopiero, kiedy Robert uderzył mnie misiem po nogach, oderwałam myśli od blondyna.
- Mama!
- Ale masz pluszaka – powiedziałam, spoglądając na kota w jego rączce. – A gdzie masz pingwinka? Poszukasz pingwinka?
          Robert dziarsko ruszył przed siebie, kierując się w stronę swoich zabawek. Uśmiechnęłam się szeroko, a potem spojrzałam na mamę, która wpatrywała się we mnie z zaciekawieniem. Zmarszczyłam lekko czoło.
- Co?
- Ty mi powiedz – powiedziała rozbawiona. – Więc Luke… Był tu od rana?
- Od wczoraj, bo zaliczyliśmy ekscytującą łóżkową zabawę. W sumie dwie, biorąc pod uwagę poranny szybki numerek – pomyślałam, ale nie mogłam tego powiedzieć na głos. Moja matula nie musiała znać, aż takich szczegółów z mojego życia.
- Odprowadził mnie po imprezie do domu – zaczęłam, ważąc każde słowo, by stworzyć jakąś dobrą w miarę grzeczną bajeczkę.- A potem tak nas pochłonęła rozmowa na temat Roberta, że było prawie jasno.
- Rozmowa? – zapytała, unosząc jedną brew do góry.
- Rozmowa. Głównie próbowałam go zapewniać o tym, że obcy facet, czyli mój przyszły jakiś tam mąż, nie zastąpi Robertowi ojca, ale Luke chyba nie dał się do końca przekonać- powiedziałam, po części ujawniając prawdę, bo taka rozmowa miała miejsce w klubie. Mama przestała się uśmiechać, lekko kiwając głową. – Było już naprawdę późno, więc zaproponowałam mu kanapę do spania. I dlatego Luke był tu od rana. To tyle.
- To przykre. Mam nadzieję, że Luke wybije sobie te obawy z głowy.
- Ja też mamo… Ja też- rzuciłam, upijając łyk zimnej już kawy.
- Ale nie powiem… Ładnie razem w trójkę wyglądacie…
- Mamo! – rzuciłam ze śmiechem.
- Nic nie sugeruję!
- Och, jasne – prychnęłam, co ją rozbawiło.
- Mama!
          Odwróciłam się w stronę małego i prawie doznałam zawału i ataku serca w jednym. Podczas, gdy my rozprawiałyśmy o starszym Hemmingsie, jego mała kopia wdrapała się na schody i teraz uśmiechała się szeroko z czwartego stopnia. Miałam już wizję, jak moje dziecko rozwala sobie głowę, nie utrzymując równowagi i spadając w dół.
- O mój Boże! – krzyknęła mama.
          Obie poderwałyśmy się ze swoich miejsc i rzuciłyśmy się w kierunku roześmianego malucha, który najwyraźniej dobrze się bawił, bo zaśmiał się jeszcze głośniej. Mama prawie się przewróciła o rozrzucone zabawki Roberta. Niemalże natychmiast znalazłam się obok synka, którego od razu porwałam w ramiona, tuląc do siebie, jakby faktycznie zaraz miałaby mu się stać krzywda.
- Jezu, skarbie – wydusiłam z siebie. – Nigdy więcej tego nie rób.
- Emily – powiedziała mama z powagą. – Chyba przyszedł czas na zamontowanie na schodach bramek.
- Tak… Ta sytuacje ewidentnie to pokazała.

***
          Z początku faktycznie próbowali ćwiczyć nowy kawałek, nad którym pracowali. Jednak wczorajsza impreza udzielała się wszystkim i po dwóch godzinach odpuścili totalnie. Luke rozłożył się na kanapie w garażu Caluma, myślami wracając do wspólnych chwil spędzonych z Emily. Już nawet nie próbował udawać, że mu na niej nie zależy. Już nawet nie próbował udawać, że to dawne uczucie nie odżyło. Było w nim nadal, a on odczuwał je ze zdwojoną mocą.
          Był zaskoczony tym, że wczoraj Emily sama przejęła inicjatywę. To zawsze on, w jakiś sposób próbował ją sprowokować. To zawsze on zaczynał. Na plaży było inaczej. Tym razem to ona chciała być bliżej niego, a on nawet przez moment nie pomyślał o tym, by zaprotestować. Nie spodziewał się jednak tego, że to doprowadzi ich do sypialni, a potem do tak cudownych chwil i momentów, które przeciągnęły się, aż do poranka i śniadania. To, co było kiedyś odeszło w zapomnienie, a Luke znów ją kochał. Kochał ją nawet bardziej, niż wtedy. Ale tak cholernie bał się ją stracić ponownie…
- Co jest stary? – zapytał Irwin, wciskając się na miejsce po drugiej stronie kanapy. Zepchnął jego nogi z mebla. Zrobił to tak mocno, że Luke prawie sturlał się na podłogę.
- Nic nie jest.
- Daj spokój, szczerzysz się, jak nienormalny – pociągnął Ashton, popijając energetyka.
- Może też zaliczył noc pełną wrażeń, jak nasz Calum – rzucił ze śmiechem Michael. Luke wyszczerzył się do niego jeszcze bardziej. – No, kurwa!
- A Em… Co z Em? – zapytał od razu Irwin.
- Nic. Jest okej. Myślę, że jesteśmy na właściwej drodze ku… czemuś – pociągnął blondyn.
- No, chłopie, to chciałem usłyszeć – rzucił Clifford. – Calum – zwrócił się do Mulata, który okupował fotel.  – Czy ty i Katie też jesteście na właściwej drodze ku czemuś?
- Zwariowałeś? – odpowiedział ze śmiechem Hood. – Jesteśmy dobrymi kumplami.
- Łóżkowymi kumplami? – zakpił Ashton.
- Imprezowymi łóżkowymi kumplami? – pociągnął Michael, a Calum tylko przekręcił oczami. – No, co?
- Nic. Po prostu między nami nie ma już tego, co jeszcze Luke i Em mają – skwitował Mulat. – My rozstaliśmy się nieco szybciej, niż oni. Przestaliśmy się dogadywać i wątpię, by na tej płaszczyźnie coś się zmieniło. Nadal potrafimy działać sobie na nerwy. Nie wrócimy do siebie. Zresztą oboje się z siebie w stu procentach wyleczyliśmy. A rozstanie było naszą wspólną decyzją.
- Okej, myślę, że to zakodowaliśmy – powiedział powoli Irwin.
- Ale nie zaprzeczę, że noc była fajna – rzucił Calum ze śmiechem. 


***
Luke i Em dalej mieszają między sobą. Teraz też wiecie, co nie co o Calu i Katie, którzy raczej idą zupełnie inną drogą, niż główna dwójka bohaterów :)
I wrócił Robert, który dzisiaj chciał przyprawić obie panie Walker o zawał :)

Mam nadzieję, że rozdział się podobał :)

Klasycznie też dziękuję Wam za te cud miód komentarze, które uwielbiam! Jesteście najlepsze, ale to wiecie. Zresztą nie piszę w tym miejscu nic odkrywczego. Wiadomo, jak jest - moje motywatory :)

Kolejny - we wtorek.

Pozdrawiam!



W następnym odcinku:

- Pozwoliłaś mu wejść na schody?!
- Raczej zrobił to bez mojego pozwolenia. – Luke spojrzał na mnie z niedowierzaniem. – Zdarza się…
- Zdarza się? – prychnął. – Tatusiowi się nie zdarzy.
- Zaraz cię walnę – wyrzuciłam z siebie.

***

- No i fani chłopaków pokochali od razu tego twojego synka. Ma urok Hemmingsa.
- Jezu, ty tez – mruknęłam, przekręcając oczami. W dalszym ciągu uważałam, że Luke pod tym względem przesadza, bo Robert miał ten urok po mnie. I kropka! 

***

- To Hemmings! – powiedział głośniej, a ja przekręciłam oczami.
- To Walker.
- Przykro mi słoneczko, ale się mylisz – pociągnął. 

***

- Co ty robisz? – zapytałam ze śmiechem, widząc, jak Luke dokładnie zamiata podłogę.
- Zbiłem słoik.- Uniosłam brwi do góry. – W sumie trzy. Włożyłem małego do kojca, by się przypadkiem nie pokaleczył.

***

- Emi?
- Tak?
- Coś się stało?
- Nie – skłamałam, przejeżdżając dłonią przez jego plecy. – Jestem tylko zmęczona. 

17 komentarzy:

  1. O tak, są na bardzo dobrej drodze ku czemuś :D Ciekawi mnie co Katie musiała sobie pomyśleć po tym co usłyszała haha. Dlaczego to aż za tydzień? :C Jakby rozdziały miałyby się pojawiać tak jak chcę to nie nadążyłabyś z pisaniem XD Do następnego! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jej mina przypominała coś takiego O_o hahaha Zobaczymy, jak długo Luke i Em będą na dobrej drodze ku czemuś :)
      Heheh pewnie musiałabym nie odchodzić od kompa :)

      Usuń
  2. Haha ale Katie musiała mieć minę, jak Luke wywalił z tym tekstem XD Hemmo wygrałeś! Em i Luke z pewnością są na dobrej drodze ku czemuś i mam nadzieję, że to coś zmieni się w wieeeeeelkie uczucie :) Jest i Robert, mały smyk, który zaczął się wspinać po schodach. Em teraz musi jeszcze bardziej na niego uważać.
    Naprawdę chcę by Luke i Emily byli razem! Jak ich nie połączysz to ci chyba strajk pod blokiem zrobię :P
    Czekam na kolejną część :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luka trochę poniosło hahaha :) Czy ty mi właśnie w tym momencie grozisz? Eee... Strajk... Okej... Ciekawe, co na to moi sąsiedzi? O! Ale może będę w TV! :D

      Usuń
  3. Hahahahaha, genialny rozdział!
    jejku, prawie umarłam ze śmiech czytając rozmowę Luka z Katie, Hemmings rozwala system!!!:D Lu i Emi są coraz lepiej się 'dogadują' i nie ukrywam baaardzo mnie to cieszy. Po tej akcji ze schodami już nikt nie ma wątpliwości, że Robert to syn Hemmo, dziedziczne zdolności do autodestrukcji XD
    Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał :) No, Luka trochę poniosło hahaha Blondyn sam się upiera, że Robert to czysty Hemmings, więc... ma to co zmajstrował :D

      Usuń
  4. Em i Luke są na prawdę na bardzo dobrej drodze ku czemuś! A ta rozmowa Luke'a z Katie po prostu bezcenna! Z całą pewnością po napisaniu komentarza przeczytam to ponownie i to nie raz ♥ Rozdział wspaniały!
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobał :) Widzę, że jesteś kolejną osobą, która zaznacza w komentarzu rozmowę Luka z Katie :D Super, że udało mi się was tak rozbawić :)

      Usuń
  5. Haha rozdział wspaniały! A ten numerek numer 2 mnie bardzo zaskoczył w pozytywnym sensie :D Najlepsza rozmowa Luke'a i Emi :D Jak się zgasiła dziewczyna :') nie mogłam przestać się śmiać czytałam to samo 5 razy haha :') Ten pocałunek na końcu był taki jdvwivdubdj awww! Wow! <3 Kocham najbardziej na świecie ich trójkę <3 Jak zobaczyłam gifa to myślałam że dostanę zawału ze śmiechu! :') Kocham to opowiadanie nie mogę doczekać się następnego rozdziału życzę dużo dużo weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie :) Cieszę się, że Ci się podobało :) No, trochę ją przytkało hehe - dobrze, że udało mi się Cię rozbawić. A gifa po porostu musiałam tu wrzucić, bo też mnie rozbraja hahah :)
      Dzięki za wenę - przyjmuję w każdej ilości :)

      Usuń
  6. Aaaaaaaaaaaaaaaaaa! ;) ;) Ale zajebisty rozdział ;) :* no cud miod i abrakanabra *-* *-*
    Jak ja sie ciesze że Em i Luke są na drodze ku CZEMUŚ ♥♡♥ oni są tacy mega sweet :* :* To musi dojść do czegoś !! Musii :)
    Haahh chciała bym widziec mine Katie ;) musiała być bezcenna ... a co lepsze co ona sb pomyslala (Luke juz od rana u Em hahh nawet na noc :* hih :))
    Hahh mały Hemmings odkrył schody !! :* :) takk czuje że bedzie ciekawie :) pozniej odkryje gniazdko ?? :o :) :*
    No nic w kazdym razie bardzo bardzo bardzo fajny rozdział !! :* czekam na nexta :* :) :) DUZOO WENY ZYCZE ♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się okaże czy dojdzie między nimi do CZEGOŚ - i nie mam na myśli łóżka, bo to już zaliczyli XD No, Katie to miała lekkie zdziwko - i to delikatnie powiedziane :)
      Gniazdko? Uuu dzięki za dobry pomysł hahahah :D
      Cieszę się, że Ci się podobało - bierem wenę ona zawsze się przydaje :)

      Usuń
  7. Trafilam tu przypadkiem i zostalam na dluzej. Przeczytalam wszystkie rozdzialy i czekam na wiecej. Suuper ze Em i Luke sa prawie razem :p od poczatku im kibicuje :D ale cos czuje ze ta sielanka sie skonczy i gdy beda razem cos sie stanie ze sie posprzeczaja badz cos sie wydarzy taak mysle i mam nadzieje ze tak bedzie bo nie lubie za duzo slodkosci tylko jak cos sie dzieje i to serio sie dzieje. Pozdrawiam Ruda i czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw to oni w ogóle muszą być ze sobą, a do tego trochę im zostało, bo główna bohaterka jakaś taka niezdecydowana. Gdyby faktycznie mieli być razem to tak, sielankę im kiedyś zepsuję - nadal jednak się zastanawiam, co zrobić dalej z tą historią :)
      Dzięki za komentarz! Mam nadzieję, że się nudzić nie będziesz:)

      Usuń