wtorek, 1 grudnia 2015

Rozdział 13

           Żadne z nas nie poruszało tematu tego szybkiego całusa, który miał miejsce kilka dni temu. Jednak za każdym razem, gdy zerkałam na Luke'a, czułam nagły przypływ emocji. Rozpamiętywałam to raz za razem, katując się tym w myślach, jakby nie pozostało mi nic innego do roboty. Było to jednocześnie fantastyczne i przyjemne, a także bolesne. Chyba byłam skazana na wieczne uczuciowe mordowanie się od środka. Choć z drugiej strony może po dłuższym okresie czasu wszystko znów wewnątrz mnie ucichnie i się uspokoi. A na to naprawdę liczyłam.
           Przyszedł w końcu tak długo wyczekiwany przez nas dzień. Mianowicie pierwsze urodziny Roberta. Przygotowania trwały niemalże od samego rana. Ja z mamą zaszyłyśmy się w kuchni, by szykować jedzenie. Małym zajmował się na zmianę Luke i dziadek, bo ten drugi został też zaangażowany w dostarczenie nam zakupów pierwszej potrzeby –napoi, przekąsek, o których żadna z nas wcześniej nie pomyślała i odebranie zamówionego tortu.
            Zjawił się też Ashton, dźwigając ze sobą olbrzymiego pluszowego misia, który był o wiele większy, niż nasz solenizant. Robert nie krył ekscytacji, gdy go zobaczył. Irwin zgodnie z danym mi słowem, zabrał się za dmuchanie balonów, robiąc to pod czujnym okiem roześmianego Roberta. Mały rozpłakał się tylko raz, a to tylko dlatego, że jeden z tych kolorowych balonów pękł z głośnym hukiem. Robert przestraszony – zresztą nie tylko on się wystraszył, bo Ashton prawie zleciał z kanapy - zaniósł się płaczem, ale szybko znalazł ukojenie i pocieszenie w szerokich ramionach swojego taty, który ku mojemu zdziwieniu bezproblemowo go uspokoił. Jak widać Hemmings zyskiwał coraz większą wprawę w obsłudze swojego dziecka. Potem odwrócił jego uwagę od dmuchanych balonów, bawiąc się z nim na podłodze tym olbrzymim miśkiem, którego dostał od wujka. Skutek tego był taki, że gdy Luke zagadał się z moją mamą, zmęczony Robert odpłynął w krainę snów, przyciśnięty do dużej maskotki. Po tym, jak uwieczniłam ten słodki obrazek za pomocą aparatu, Luke zaniósł go na górę do jego urządzonego pokoju, z którego już od jakiegoś czasu mógł korzystać.
             Robert zdążył się obudzić, zanim zaczęli schodzić się goście. W naszym domu zjawili się moi dziadkowie, a także rodzice blondyna. Nie zabrakło Caluma, Michaela i Katie. Oprócz tylu gości, którymi najbardziej interesował się mały, w jego łapki wpadły oczywiście kolorowe zabawki. Dostał jeszcze jednego mniejszego pluszaka, klocki i różne zabawki edukacyjne. Calum z Michaelem za to przeszli sami siebie, targając wielkie pudło z olbrzymim samochodem, na który najmniejszy Hemmings był jeszcze za mały. Mianowicie postawili na czerwone auto, które było zasilane na akumulator. Miałam tylko nadzieję, że jak Robert do niego podrośnie, to nie zacznie nim rozjeżdżać ludzi na ulicy. W razie czego, gdyby tak było to postanowiłam udawać, że to nie moje dziecko, tylko Clifforda lub Hooda i niech oni się tłumaczą poszkodowanym.
            Po odśpiewaniu głośnego sto lat, Robert z pomocą dziadka Chrisa zdmuchnął świeczki. Pokroiłam szybko tort, podając kawałek solenizantowi, który zajadał się nim rękami, co spowodowało, że po tym musiałam go nie tylko przebrać, ale także i porządnie umyć, bo kawałki ciasta miał nawet we włosach. Ja i dziadek Paul robiliśmy mnóstwo zdjęć z tej małej uroczystości, a Calum wcale nie był od nas gorszy, bo też biegał z telefonem, kręcąc filmiki i pstrykając fotki w momencie, kiedy reszta się najmniej tego spodziewała.
- Tata! – zawołał Robert, a potem rozpędził się w stronę Luke'a, który rozmawiał z naszymi mamami. Blondyn zdążył się odwrócić, w momencie, kiedy mały wpadł w jego nogi i odbił się od nich, spadając na pupę. Zaśmiał się, podnosząc głowę do góry.
- Co mistrzu? – zapytał Luke, biorąc go na ręce. –Ktoś tu jest już dużym chłopcem.
- Bardzo dużym chłopcem- powiedziała jego mama, gilgocząc małego. To wystarczyło, by Robert ze śmiechem wyciągnął w jej stronę ręce. Karen przejęła go.  – Jest uroczy.
- Nie ma co, wnuk nam się udał – skwitowała moja mama. Od dawna przysłuchiwałam się tej ich rozmowie, a teraz podniosłam głowę. Oczy moje i Hemmingsa spotkały się ze sobą i oboje uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Doszło między wami do czegoś? – zapytała niemalże szeptem Katie, która stała obok mnie, wcinając małe ciasteczka prosto z miski.
- Co?
- Pytam się, czy między wami do czegoś doszło? Tak się do siebie uśmiechacie, jak… No, wiesz… Jak kiedyś.
- Doszło Katie, mamy razem dziecko. – Przyjaciółka skrzywiła się i przekręciła oczami. – Chcemy mieć normalne relacje. Z uwagi na…
- Tak, wiem – przerwała mi, machając przed moimi oczami czekoladowym ciastkiem.
- A między wami do czegoś doszło? – zapytałam, ze złośliwym uśmiechem na twarzy. Katie prychnęła pod nosem i spojrzała na mnie, jak na wariatkę. Dobrze wiedziała, że mam namyśli Hooda.
- Pogrzało cię? Ja nie spotykam się z nim sam na sam. W sumie w ogóle się z nim nie spotkam. Calum, to skończona historia i…
-Tak, wiem – tym razem to ja jej przerwałam, a Katie skrzywiła się. Parsknęłam śmiechem na widok jej miny.
- Żałuję, że poruszyłam ten temat – odparła powoli, co sprawiło, że zaśmiałam się jeszcze bardziej. – Oj, przestań Walker! – Widok jej oburzonej miny wprowadził mnie w stan ostrej głupawki. Katie najpierw lekko się uśmiechnęła, a potem dołączyła do mnie. Tak, pod względem chłopaków obie byłyśmy zbyt skomplikowane.

            Robert był w swoim żywiole. Wokół siebie miał tak dużo dorosłych i każdy zwracał na niego uwagę, poświęcając mu trochę czasu. Choć mały potrafił się zająć sobą, bawiąc się zabawkami, to jednak najbardziej wolał mieć w tym towarzystwo. Ashton nie krył oburzenia, gdy wychodziło na to, że jego wujkowym pupilkiem staje się Michael. Szczególnie, że mały potrafił go wołać słowem Mi. No i miał te swoje zielone włosy, które tak bardzo przykuwały uwagę Roberta.
- To mnie powinieneś lubić najbardziej, bo znasz mnie dłużej – rzucił Irwin, kiedy maluch zszedł z jego kolan, by wdrapać się na siedzącego obok Clifforda, który dosłownie przed chwilą zajął miejsce obok nich. – Ty podła gnido – powiedział do kumpla, pukając go w ramię. – Przekabaciłeś go!
- Nu nu – odezwał się Robert do Ashtona, robiąc oburzoną minkę, gdy Michael udał, że zaczął płakać, po lekkim uderzeniu ze strony Irwina. – Nie. Nie…
             Przysunął się bliżej niego, klepiąc go po zielonych włosach, a potem obejmując go małymi ramionkami, by go pocieszyć. To wywołało śmiech ze strony osób obserwujących tą scenkę.
- Mi nie pa – pociągnął, dotykając jego policzków. Widząc na twarzy wujka szeroki uśmiech, sam się do niego uśmiechnął. Wytarłam mu buzię, gdy się obślinił, a on spojrzał na mnie z wyrzutem, że mu przeszkadzam.
- Wujek Ashton jest niegrzeczny.
- No, be.
- Powiedz mu, że nie wolno bić wujka Michaela. – Mały znów odwrócił się do Irwina.
- Nie.
- HA! – rzucił zadowolony Clifford.
- Dobra już nie będę – powiedział ze śmiechem Irwin. –A dostanę chociaż od ciebie buziaka? – Robert uśmiechnął się i wychylił w jego stronę, by złożyć mokrego całusa na policzku Ashtona. –Tak jest lepiej.
- Tak! – krzykną mały, klaszcząc w ręce. Uśmiechnęłam się szeroko. W końcu pierwszy raz powiedział je w pełnej formie. Luke przechodząc obok klepnął mnie w ramię.
- Postęp – rzucił dumny tatuś ze śmiechem.

             Jako, że Robert miał dzisiaj urodziny, pozwoliłam mu zostać z nami nieco dłużej. Mały dalej tryskał energią, a ja zastanawiałam się, kiedy te jego zapasy zaczną się kończyć. W końcu nasi goście powoli zaczęli wychodzić, a mnie czekało sprzątanie. Moja mama chciała zostać i mi pomóc, ale wtrącił się Luke, który uznał, że on się tym zajmie. Takim oto sposobem znowu zostaliśmy sami.
            Robert zasnął na ramieniu Luke'a, wciskając twarz w jego szyję. Blondyn podał mi go, a ja zabrałam małego na górę, by powoli go przebrać. Miałam nadzieję, że go nie obudzę, ale nasz synek był tak padnięty, że nic go nie ruszało. Kiedy smacznie spał w swoim nowym łóżeczku, ja wróciłam na dół. Zobaczyłam, jak Luke zbiera resztę brudnych talerzy. Pakował je do zmywarki. Nie ma to, jak męska pomoc domowa. Uśmiechnęłam się i weszłam do kuchni. Złapałam za ścierkę i przetarłam stół, który cały się kleił.
- Nie musiałeś zostawać – powiedziałam po chwili ciszy. – Dałabym sobie z tym radę sama.
- Ale chciałem. A zresztą, jak trochę ci w czymś pomogę, to korona mi z głowy nie spadnie. Z drugiej strony nie bądź taką samotną mamusią, która wszystko bierze na siebie. W końcu mogę pomóc w sprzątaniu po urodzinach mojego dziecka.
- Byłam do tego przyzwyczajona.
- Na swoje własne życzenie – odparł, a ja zacisnęłam mocniej usta. Wyprostował się, zdając sobie sprawę z tego, co powiedział. Powoli odwrócił się w moją stronę. – Przepraszam.
- W porządku – powiedziałam, choć w środku czułam pojawiające się poczucie winy. Byłam pewna, że będzie mi ono towarzyszyło jeszcze przez bardzo długi czas.
              Poprzekładałam pozostałe ciasto na jedną dużą blachę, a potem przykryłam je folią, by nie wyschły. Wpakowałam to do lodówki, choć z początku wątpiłam, czy tam coś jeszcze się zmieści. Wystarczyło, tylko trochę pokombinować z układem pozostałych produktów i nawet blacha znalazła tam swoje miejsce. Zamknęłam lodówkę i spojrzałam na Luke'a, który włożył do zmywarki ostatnią brudną szklankę. Znów spojrzał na mnie, lekko się przy tym uśmiechając.
- Co?
- Wiesz, że dzisiaj od bardzo długiego czasu znów nasza paczka spotkała się cała w komplecie – powiedział, a ja uśmiechnęłam się do niego, kiwając głową. 
             Miał rację. Wcześniej zawsze kogoś brakowało. Urodziny Roberta sprawiły, że znaleźliśmy się wszyscy w jednym miejscu. Być może faktycznie odbudujemy dawną grupę, choć mogłam się założyć, że gdyby do tego doszło, to i tak nigdy już nie będzie tak, jak kiedyś. Każdy z nas miał swoje życie, zajmował się swoimi sprawami, a przede wszystkim dorośliśmy i nie byliśmy już tymi samymi ludźmi, co kiedyś. Zmieniliśmy się, ale ta zmiana była nieubłagana, bo w końcu przestaliśmy mieć te naście lat, wiec i perspektywa patrzenia na świat nieco się zmieniła. Wtedy byliśmy pewni, że wszystko jest nasze, że mamy świat u swoich stóp, że możemy robić co chcemy, nie patrząc na konsekwencje. Teraz jednak zmienił nam się ten punkt widzenia, a my ucząc się na własnych doświadczeniach – tych dobrych i tych złych – dostrzegaliśmy więcej kolorów życia, które nie zawsze były ładne i proste, jak to się wydawało na początku.
- Zmieniliśmy się – odparłam, ponownie podchodząc do lodówki. W salonie i kuchni znów zapanował porządek.
- Wiesz, co się nie zmieniło? – zapytał, a ja znów spojrzałam na niego. Pokręciłam głową.- Nadal nie lubię sprzątać – rzucił, a ja parsknęłam śmiechem. Przeszedł do salonu i padł na kanapę, jakby zbieranie naczyń, tak mocno go wykończyło. Przejechał dłońmi po swojej twarzy.
               Wyjęłam z lodówki dwa piwa i otworzyłam je otwieraczem. Następnie poszłam w jego ślady i sama skierowałam się do salonu. Usiadłam na kanapie obok niego, wyciągając butelkę w jego stronę. Luke zerknął na mnie, a potem na piwo.
- Co? Myślisz, że rodzicom nie wypada się napić?
- Jestem samochodem.
- To wrócisz do domu piechotą.
- W sumie po jednym mogę wsiąść za… AŁA! – warknął, kiedy trzepnęłam go w ramię. – Przecież żartowałem!
- Głupi żart – skwitowałam, a on zaśmiał się.
- Zawsze to robiłaś – powiedział ciszej, przystawiając butelkę do ust.
              Upił łyk zimnego napoju. Zauważyłam, jak kąciki jego warg podjeżdżają do góry. Uśmiechał się lekko na to wspomnienie. Zrobiłam to samo. Między nami na chwilę zapanowała cisza. Podniosłam głowę, czując, jak Luke znów wpatruje się we mnie.
- Myślałem, że po tym, co się stało nie będę mógł normalnie z tobą rozmawiać – odparł cicho, przejeżdżając palcami po etykiecie na butelce. – Cieszę się jednak, że jest inaczej.
- Też się cieszę – odpowiedziałam, kiwając głową. – Wiem, że święta względem ciebie nie byłam. Byłam pewna, że znienawidzisz mnie po całości.
- Mimo tego, co się stało nigdy nie poczułem do ciebie nienawiści. Chyba po porostu nie potrafiłem tego zrobić. Chyba nigdy nie wyleczyłem się z ciebie tak do końca. – Odwrócił głowę, po raz kolejny przystawiając butelkę do ust.
- Dobrze wiedzieć, że nie jestem w tym sama – odpowiedziałam jeszcze ciszej, a Luke znów utkwił we mnie swoje błękitne oczy. – W moim przypadku było to trudne, bo Robert codziennie przypominał mi o tym wszystkim. Ale teraz… Teraz naprawdę się cieszę, że wyszło, jak wyszło. W jakiś sposób odzyskałam cię na nowo, choć wiem, że nigdy nie będzie tak, jak dawniej. I raz jeszcze przepraszam za wszystko…
- Daj spokój, Em – przerwał mi, kręcąc głową. Uśmiechnął się lekko. – Wybaczyłem ci.
- Co?
- Naprawdę. Chociaż nadal gdzieś czuję ten gorzki smak, to jednak wybaczyłem ci to wszystko. Ja powinienem cię przeprosić za to, co stało się przed twoim domem kilka dni temu…
- Już mnie za to przepraszałeś. – Kiwną głową, odstawiając swoje piwo na stół. – Dzień przepraszania?
- Przepraszamy się za rzeczy, za które wcześniej i tak już przeprosiliśmy. Coś z nami jest chyba nie tak – skwitował, a ja zaśmiałam się.
- Naprawdę wtedy się zapomniałeś?
- Tak, zrobiłem to kompletnie z automatu. Nie wiem, skąd mi się to wzięło. I wiesz, co… Ja wcale nie czułem się z tym źle. Faktycznie dużo rzeczy do mnie wróciło, te wszystkie wspólne chwile i tak dalej, ale to nie było, aż takie złe. – Zerknął na mnie. Zacisnęłam usta. - Po twojej minie widzę, że z tobą było odwrotnie.
- Wrócił do mnie gorzki smak porażki – wydusiłam z siebie. – Bo to ja zniszczyłam to, co było między nami, kłamiąc, że już nic do siebie nie czuję. – Luke, tylko kiwnął głową. – Z drugiej strony ten twój buziak na do widzenia był naprawdę miły – dodałam po chwili, a Hemmings znów lekko się uśmiechną.
- Ja tam po nim czułem się dobrze – skwitował ze śmiechem. Wyciągnął mi piwo z dłoni. Spojrzałam na niego zaskoczona, a potem wstrzymałam oddech, kiedy przybliżył się do mnie.- Nie miałbym nic przeciwko temu, by kolejny raz się zapomnieć.
- Na pewno chcesz to wszystko tak komplikować?
- Na daną chwilę mam to gdzieś – odparł, ujmując moją twarz w dłoniach. – I tak, teraz mam ochotę to wszystko totalnie skomplikować.
                Mój oddech odrobinę przyspieszył, gdy Luke zbliżył się do mnie jeszcze bardziej. Przez moment zapatrzyłam się na jego usta, nie za bardzo wiedząc, co zrobić. Pozwolić mu na to czy go odepchnąć. Ale kiedy jego wargi lekko dotknęły moich, znów wszystkie emocje we mnie huknęły, a ja poddałam się im, nie mogąc tego w żaden sposób kontrolować. Wiedziałam, że będzie to później bolało. Wiedziałam, że pojawią się konsekwencję, ale na dany moment starałam się o tym nie myśleć. Cała moja uwaga skupiona była na nim i na smaku jego ust, który tak bardzo uwielbiałam.
              Luke najpierw całował powoli i delikatnie, jakby sprawdzając moją reakcję, na tak nagłą bliskość w stosunku do mnie. Kiedy jednak oplotłam jego kark rękami, przysuwając go do siebie jeszcze bliżej, przyspieszył tempo. Nasz pocałunek zmienił się w bardziej zachłanny. Od tego wszystkiego, aż zaszumiało mi w uszach, a serce najpierw mocniej się ścisnęło, by potem zacząć bić jeszcze szybciej.
            Mimo tego, że siedział tuż obok mnie, prawie dotykając swoim udem mojego, chciałam się znaleźć o wiele bliżej niego. Luke musiał pomyśleć o tym samym, po pociągnął mnie w swoją stronę, a ja po chwili siedziałam na nim, mocniej dociskając swoje ciało do jego ciała, od którego biło przyjemne i znajome ciepło. Wróciło do mnie wszystko. Te wszystkie chwile, które przeżyliśmy razem będąc parą. Zacisnęłam powieki, starając się nie uronić, ani jednej łzy, ale i tak kilka z nich spłynęło mi po policzku.
             Zadrżałam od jego dotyku, gdy powoli wsunął mi dłonie pod koszulkę, lekko muskając palcami skórę tuż nad linią spodni. Naparłam na niego mocniej, czując, jak każdy skrawek mojego ciała krzyczy, by już nigdy więcej mnie nie zostawiał. Wiedziałam jednak, że nie jest to możliwe, bo Luke już nie był mój. Byłam w pewien sposób spragniona tej bliskości, która też tak bardzo bolała.
            Oderwał się ode mnie. Miałam wrażenie, jakby znalazł się jeszcze dalej, niż faktycznie był. Przełknęłam łzy, powoli otwierając oczy. Wpatrywał się we mnie tymi błękitnymi tęczówkami, które wręcz ubóstwiałam. Przygryzł lekko wargę, obserwując moją reakcję.
- Em – wyszeptał, po raz kolejny ujmując moją twarz w swoich dłoniach. Przez moje plecy przebiegł szybki dreszcz. – Dlaczego płaczesz?
            Pokręciłam tylko głową, zasłaniając usta ręką. Już chciałam zejść z jego nóg, ale Luke mocniej złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej. W tym momencie zabrakło mi odwagi na to, by znów na niego spojrzeć. Doszło do mnie silne ukłucie w sercu i nagle poczułam się tak, jak w dniu, gdy postanowiłam nas rozdzielić. Jakbym znów miała się rozpaść na miliony małych kawałków.
           Zacisnęłam mocniej zęby, próbując się pozbierać, ale Luke wcale mi tego nie ułatwiał. Jego dłoń przesunęła się w stronę mojego karku. Naparł na mnie mocniej, zmuszając do tego, bym jeszcze bardziej się pochyliła. Musnął swoimi wargami moje. Wypuściłam z oczu kolejne łzy, czując, jak serce łomocze mi w klatce piersiowej. Otarł mi je palcami, znów wpatrując się we mnie.
- Em – powiedział lekko zachrypniętym głosem, a jego głos znów stał się jednym z piękniejszych dźwięków, jakim mógł mnie obdarzyć. – Przepraszam… Naprawdę nie chciałem doprowadzić cię do łez. Chcesz żebym już sobie poszedł?
            Spojrzałam na niego. Wpatrywał się we mnie ze smutnym wyrazem twarzy, które mieszało się z niepokojem. I faktycznie przez krótki moment, naprawdę chciałam by mnie zostawił. Jednak gdzieś w środku, coś we mnie po raz kolejny krzyknęło i wiedziałam, że gdyby teraz wyszedł, ja doprowadziłabym się do kompletnej psychicznej rozsypki. Potrzebowałam go. W tym momencie potrzebowałam go, jak powietrza, bez którego nie da się przeżyć.
- Zostań – wyszeptałam, zaciskając palce na jego czarnej koszulce. – Proszę cię… Zostań ze mną.
            Luke kiwnął głową, odgarniając mi z twarzy moje ciemno brązowe włosy. Musnął ustami moje czoło, a potem przyciągnął do siebie. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej. Jego dłoń przejechała wzdłuż moich pleców. Wtuliłam się w niego jeszcze bardziej, wsłuchując się w równy rytm bicia jego serca, które uspakajało. Wypuściłam z oczu kolejne łzy, a gdy zadrżałam, Luke objął mnie jeszcze mocniej. Siedzieliśmy tak ze sobą przez naprawdę długi czas.

           Gdy w końcu udało mi się zebrać w sobie, oderwałam się od niego. Usiadłam obok, a potem przeprosiłam go za swoje zachowanie. Luke nie skomentował tego w żaden sposób, tylko objął mnie ramieniem. Dopiliśmy swoje otwarte piwa, a następnie poszliśmy wyszykować się do spania. Luke był przygotowany na taką sytuację, bo w samochodzie miał torbę ze swoimi rzeczami. Naprawdę cieszyłam się, że nie wrócił do siebie.
           Zostawiłam go na dole, ubranego w białe krótkie spodenki i szarą koszulkę bez rękawów. Zanim weszłam do siebie, usłyszałam, jak gasi światło i kładzie się na kanapie. Spuściłam głowę w dół zastanawiając się, czy faktycznie powinnam go tam zostawiać. Jego obecność w pewien sposób mnie blokowała przed rozsypką. Nie byłam pewna, czy jak położę się samotnie do łóżka, to nie zacznę znów rozpamiętywać tego wszystkiego na nowo.
           Niewiele myśląc odwróciłam się i zeszłam z powrotem na dół. Dotarłam po ciemku do sofy, na której leżał. Ukucnęłam obok niego, widząc zarys jego sylwetki. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, zobaczyłam, że i on na mnie spogląda.
- Co się dzieje, Emily?
- Chodź na górę – powiedziałam cicho, łapiąc go za rękę. Gdy to zrobiłam, poczułam przyjemny elektryzujący dreszcz, jaki wywołał dotyk jego skóry.
           Luke podniósł się z kanapy, a ja pociągnęłam go w stronę schodów. Weszliśmy razem na piętro, a potem oboje skierowaliśmy się do mojej sypialni. Bez zapalania światła, doszliśmy do łóżka. Położyłam się po lewej stronie, pamiętając o tym, że blondyn zawsze wolał spać po prawej. Luke stał jeszcze przez moment nade mną, a potem położył się obok. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie, a potem oboje zamknęliśmy oczy, czekając na sen.


***
Mały Hemmings skończył rok :D Pod koniec nie obeszło się bez małego zbliżenia i niewielkiej załamki ze strony Em. Ale jak widać wielkiego dramatu nie było :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Dziękuję wam za te cudne i megaśne komentarze! Uwielbiam je, naprawdę! Są też mocno motywujące! Dziękuję raz jeszcze :)

Kolejny rozdział klasycznie w następny wtorek. Będzie też odrobinę dłuższy - ale nie wiele :)

Również zapraszam na nową historię pt. Broken! Powoli będzie zastępować kończące się The Great Escape. Link do nowego opowiadania poniżej. Mam nadzieję, że spodoba wam się tak samo, jak inne historie. 


Pozdrawiam!


W następnym odcinku:

- Nie, dzięki.
- Okej… Wygląda na to, że albo tak bardzo lubisz komunikację miejską albo wstydzisz się ze mną pokazywać publicznie.

***

- Skądś znam tego dzieciaka – powiedziała Lisa. Oderwałam brązowe oczy od ekranu swojej komórki. Spojrzałam na nią. Dalej wpatrywała się w swój telefon.

***

- Bo? To chyba dobrze, że między wami znów coś zaczyna się dziać?
- Emily raczej chyba nie jest tym zachwycona.

***

- To przemoc w rodzinie – skwitował, podchodząc do drzwi od strony pasażera. Prychnęłam pod nosem.
- Nie zgrywaj przy swoich fankach takiego dżentelmena – odparłam, gdy otworzył mi drzwi.
- Zgrywam go przed tobą. Chcę nazbierać sobie punktów.

***

- Wiem, widziałem – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Nic się nie stało.
- Nic? Luke… Ludzie zaczną zadawać pytania. Co ja gadam… Już zadają i co wtedy zrobisz? Będziecie mówić, że to twój mały kuzyn, czy jak?

***

- Co to ma być?
- Pingwin – odpowiedział Luke, siadając obok mnie.
- To wiem – rzuciłam, przekręcając oczami.


6 komentarzy:

  1. Kocham ten rozdział! Dlaczego wtorek jest aż za tydzień? :( bardzo lubię sposób w jaki opisujesz emocje bohaterów, i ich zachowanie. Docenia to, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaa ! ♥♡♥
    Ale świetny rozdział *.* Uwielbiam go ♡♥♡
    Em i Luke *-* (stara miłość nigdy nie rdzewieje) ♥♡♥
    Dziewczyno uwielbiam to jak piszesz :* ♡♥♡ ciągle tylko czekam żeby po tym zakichanym poniedziałku nadszedł wtorek i zaczać czytac nowy rozdział ♡♥♡
    Niemoge się doczekać kolejnego rozdziału ♡♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Booooooski rozdział ^.^
    Uwielbiam Roberta, w przyszłości chciałabym mieć takie dziecko, jakim jest on. Emily i Luke są słodcy i mam nadzieję, że zejdą się jak najszybciej
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG!!! DZIĘKI CI, ŻEŚ NIE WYGONIŁA HEMMINGSA!!! Ten pocałunek - na którym trochę polecieli, ale podoba mi się ta akcja - był boooooski! Do kwadratu! Chcę ich jako parę. Stworzą idealną rodzinkę :) Luke mała prośba do ciebie blond chłopie - komplikuj to wszystko częściej i bardziej :D
    Nie mogę doczekać się kolejnej części!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Słodki rozdział ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń