czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział 8

         Po wczorajszej spokojnej rozmowie z Lukiem czułam się naprawdę w wyśmienitym humorze. Liczyłam na to, że ten stan utrzyma się na długo i że w końcu problemy trochę mi odpuszczą. Zresztą nigdy nie zaprzeczałam temu, że te kłopoty związane z całą tą dużą tajemnicą, nie są moją winą. Wiedziałam, że sama wszystko pokomplikowałam. Teraz jednak wszystko wychodziło na odpowiedni tor, co niesamowicie mnie cieszyło. Kontakt z Hemmingsem przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, bo byłam pewna, że nie będzie tak kolorowo. My jednak potrafiliśmy normalnie ze sobą funkcjonować. Kto wie, może nasza paczka znów się połączy, jak za starych dobrych czasów?
           Byłam na zajęciach. Mały był pod opieką babci Rosemary, która i tak musiała przyjechać dzisiaj do Sydney, aby po południu załatwić kilka spraw na mieście. Od razu przejęła opiekę nad Robertem, bo jak to powiedziała  bardzo się za nim stęskniła.
           Odłączyłam się od Lisy, idąc do łazienki. Kiedy skorzystałam z toalety i umyłam, a także wysuszyłam ręce, poczułam wibrację w kieszeni. Miałam wyciszony dźwięk, więc odbyło się bez głośnej i znanej melodii. Wyciągnęłam komórkę, spoglądając na ekran. Dzwonił Ashton. Odebrałam od razu.
 Hej  rzuciłam, poprawiając torbę, którą miałam na ramieniu.
 Po tonie głosu wnioskuję, że masz przerwę albo nie jesteś na uczelni.
 Jestem, ale tak, mam przerwę  odpowiedziałam, wychodząc na korytarz. Irwin zamilkł.  Ash?
 Chcę cię przeprosić.
 Co? Za co?
 Za to, że… Stało się, jak się stało. Nie wiem jak, ale Luke sam domyślił się prawdy i…
 Ash  zaczęłam ze śmiechem.  Nie jestem na ciebie zła. W sumie dobrze się stało. Myślałam, że będzie katastrofa, a jest naprawdę w porządku.
 Super, to chciałem usłyszeć  powiedział, a ja wyczułam, że się uśmiechnął.  Czyli nie jesteś zła na swojego ulubionego, najfajniejszego, najukochańszego i najwspanialszego przyjaciela pod słońcem?
 Nie, nie jestem zła  rzuciłam ze śmiechem.  Przyznam się, że nawet mi to przez myśl nie przeszło, by włączyć cię do tego kryzysu.
 Czyli kryzys jest?
– Nie, nie ma. Naprawdę… Dogadałam się z Lukiem. Jest w porządku. Jesteśmy na dobrej, kumpelskiej drodze.
 Cieszę się. Wpadnę dzisiaj. Stęskniłem się…
 Ja też się za tobą stęskniłam…
 Za małym.
 Świetnie  mruknęłam, udając niezadowoloną, co rozbawiło chłopaka.
 Za tobą też, łobuzie.  Uśmiechnęłam się pod nosem.  Wpadnę po południu.
 Jasne, zapraszam.
 Do zobaczenia, Em.
 Do zobaczenia, mój ulubiony kumplu  rzuciłam, a Irwin się zaśmiał.

~***~
           Szedł chodnikiem, czując, jak ciepłe promienie słońca ogrzewają mu plecy. Od kilku dni w Sydney panowała idealna pogoda, która zachęcała do wychodzenia na zewnątrz. Głównie zadowoleni byli wczasowicze, którzy urlopowali się w mieście. Mogli w końcu bez obaw wylegiwać się na gorącym piasku, nie bojąc się o to, że nagle lunie deszcz.
           Hemmings w czasie wędrówki rozmyślał nad tym, jak to wszystko teraz będzie wyglądało. Teraz był w Australii. Co jednak będzie dalej, gdy w końcu on i chłopaki będą musieli wrócić do pracy i koncertowania? Będzie tak daleko od syna, którego pokochał. Zawsze zastanawiał się, jak to jest, że rodzice od razu obdarzają tym wielkim uczuciem swoje dziecko. Ale po prostu to siedzi, gdzieś w środku człowieka i wybucha, gdy trzyma się tę małą istotę w ramionach. Mózg przełącza się i jedyną najważniejszą rzeczą jest sprawienie, by to cudo przeszło przez życie radośnie i bez problemów. Oddajesz mu całego siebie, a każda najmniejsza zrobiona przez niego rzecz, sprawia, że i ty czujesz ogromne szczęście.
           Nie skupiał się na drodze, którą podążał. Nogi same prowadziły go do tego jednego konkretnego domu.  W końcu zatrzymał się przed drzwiami. Wyciągną rękę i zapukał. Odczekał chwilę, obserwując parkującego na podjeździe sąsiada Emily, który chyba miał problem z odróżnieniem biegów, bo raz posuwał auto do przodu, by po chwili znów wrzucić wsteczny.
           Nagle drzwi otworzyły się, a Luke spojrzał na starszą kobietę, którą dobrze znał. Rosemary najpierw zrobiła zaskoczoną minę, a potem uśmiechnęła się szeroko. Odpowiedział jej tym samym.
 Jest Em?
 Ma zajęcia.  Luke zawahał się przez chwilę.  Emily nieco zarysowała mi całą sytuację. Wchodź. Robert jest w domu.
          Blondyn uśmiechnął się, a następnie wszedł do środka. Rosemary zamknęła za nim drzwi. Jego błękitne oczy od razu skupiły się na chłopcu, który bawił się misiem, którego dostał od niego wczoraj. Dopiero po chwili, gdy Robert usłyszał kroki, odwrócił się i spojrzał wprost na ojca. Na jego okrągłej, małej buzi, pojawił się szeroki uśmiech. Odrzucił pluszaka na bok i ruszył w stronę Luke'a, raczkując w dość szybkim tempie.
 Hej, synek  powiedział, biorąc go na ręce.
 Baba!  krzyknął mały, patrząc na kobietę i wskazując Hemmingsa palcem.
 Przyszedł do ciebie tata?
 No!
 Przytulisz tatę na przywitanie?  zapytała Rosemary. 
           Chłopiec roześmiał się, a potem objął Luke'a małymi rączkami, wtulając głowę w jego szyję. Blondyn mocniej owinął ramiona wokół niego, czując bijące od syna przyjemne ciepło. Uśmiechnął się szeroko.
 Napijesz się kawy?
– Chętnie. Kiedy wraca Em?
– Za jakąś godzinę kończy ostatni wykład.  Kobieta przyjrzała się mu ważniej, a potem na jej twarzy znów wyrysował się szeroki uśmiech, który nieco pogłębił jej zmarszczki mimiczne.  Między tobą a Emily jest w porządku?
 Jest. Myślę, że kryzysy mamy za sobą.
 Cieszy mnie to  odpowiedziała, idąc do kuchni.  Robert powinien mieć ojca. A zresztą cudownie razem wyglądacie.
           Hemmings uśmiechnął się, wpatrując się w chłopca, który wyciągnął rączkę, by po raz kolejny lekko dotknąć kolczyka w jego dolnej wardze. Rozpromienił się, a potem zaśmiał, gdy Luke udał, że chce go ugryźć. Wtulił się w niego po raz kolejny, przejeżdżając paluszkami po jego szyi, a blondyn znów uśmiechnął się szeroko. Robert skutecznie potrafił wprowadzić go w stan zadowolenia. Był tą małą iskierką, dla której Luke mógłby zrobić wszystko, choć tak krótko go znał. Był jednak częścią jego samego.

~***~
           Z domu na uczelnię i z powrotem poruszałam się komunikacją miejską. Nie dorobiłam się jeszcze własnego samochodu i pewne jeszcze trochę mi zejdzie, zanim będę mogła sobie jakiś sprawić. Na szczęście od czasu do czasu mogłam pożyczać auto mamy, która nie zawsze jeździła nim do pracy. Zresztą często pracowała w domu. Jako prawa ręka szefa  czyli mojego taty  mogła sobie na to pozwolić, bo przeważnie do jej obowiązków należało przygotowywanie i sprawdzanie pism. A takie rzeczy mogła robić na domowym komputerze.
           Z daleka dostrzegłam mój dom. Przyspieszyłam kroku. Chciałam, jak najszybciej zwolnić babcię z opieki nad małym, bo wiedziałam, że ma kilka rzeczy do załatwienia. A ja miałam lekką obsuwę czasową przez to, że spóźnił mi się autobus. Do tego zaliczyłam długi postój, stojąc razem z innymi pasażerami w korku. Uroki centrum Sydney.
           Dotarłam do domu, lekko dysząc. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Uniosłam brwi, a potem uśmiechnęłam się szeroko, widząc obrazek przed sobą. Luke siedział z Robertem na kanapie, a mały spał wciśnięty w jego klatkę piersiową. Blondyn z początku w ogóle mnie nie zauważył. Jego uwagę pochłaniał telefon, który trzymał w dłoni. Dopiero kiedy zamknęłam za sobą drzwi, Luke podniósł głowę i uśmiechnął się z ulgą.
 Co się dzieje?
 Nie wiem, co mam zrobić. Zasnął mi na rękach, a nie chcę go obudzić.  Zacisnęłam usta, starając się nie roześmiać. Podeszłam do nich, odkładając torbę na bok.
 Gdzie moja babcia?
 Musiała już wyjść, więc powiedziałem, że ja się nim zajmę, w końcu zaraz miałaś przyjść. Powiedziała, że mam włożyć małego do wózka i trochę go powozić, to zaśnie, bo zbliża się czas jego popołudniowej drzemki. Siedziałem z nim przez chwilę, a potem on po prostu odpłynął mi na rękach  wyrzucił przejęty.  To źle?
 Nie  powiedziałam ze śmiechem. 
            Nie byłam zdziwiona tym, że Luke tak reagował. W końcu pierwszy raz był z nim sam. Moja babcia jednak chyba zapomniała o tym, że blondyn nie ma jeszcze takiej wprawy w opiece nad Robertem i wrzuciła go na dość głęboką wodę.
 Co teraz?
 Połóż go do łóżeczka.
 Ja?
 Ty. Będę cię nadzorować.  Luke kiwnął głową.  Jak długo już śpi?
– Nie wiem… Z pół godziny.
 I siedziałeś z nim tak przez tyle czasu?  Hemmings spojrzał na mnie, unosząc jedną brew.  No, dobra. Chodź.
            Luke powoli podniósł się, mocniej obejmując małego. Widziałam, jak rączka Roberta zacisnęła się na jego koszulce. Podeszłam do blatu. Chwyciłam za niebieski smoczek, a następnie wróciłam do Hemmingsa. Skinęłam mu głową i oboje ruszyliśmy na górę.
            Weszliśmy do pokoju, a Luke rozejrzał się z ciekawością dookoła. Pokój chłopca nie był jeszcze urządzony i był w stanie dość surowym i mało ciekawym jak na miejsce dla takiego malucha. Puknęłam blondyna w ramię.
 Włóż go do łóżeczka  powiedziałam cicho. Luke nachylił się nad meblem, by położyć Roberta.  Ściągnij mu buty i spodenki.
 Nie obudzi się?
 W razie czego, masz  powiedziałam, wciskając mu w rękę smoczek.  Dasz mu też pieluchę i powinno być w porządku.
 Powinno?
 Będzie w porządku  poprawiłam się z uśmiechem. 
           Blondyn kiwnął głową, a potem znów odwrócił się w stronę dziecka. Powoli ściągnął mu buty. Podał mi je. Następnie wziął głęboki wdech i jak najdelikatniej potrafił, zsunął z niego granatowe spodenki. Robert poruszył się, a Luke dla odmiany wyprostował, skupiając na nim błękitne oczy. Mały przekręcił się na bok i zamruczał pod nosem, trąc rączką powiekę.
 Daj mu smoczka i pieluszkę  podpowiedziałam tatusiowi.
 I to wystarczy?
 Zrób to szybko, bo się obudzi.
            Luke złapał za smoczek i podsunął go małemu. Potem podał mu pieluszkę. Robert od razu wtulił się w nią. Przez chwilę oboje staliśmy i spoglądaliśmy na małego, upewniając się, że wrócił do krain snów. W końcu blondyn przykrył go kołderką i odwrócił się w moją stronę. Uniosłam kciuk, a on się uśmiechnął. Włączyłam elektroniczną nianię.
 Chyba tak trudno nie było?  zapytałam, kiedy wyszliśmy z pokoju.
 Daj spokój, to było stresujące. Byłem pewny, że jednak się obudzi.
 Przejdzie ci  skwitowałam, wzruszając ramionami.  Początki zawsze są stresujące, ale się przyzwyczaisz.
 Żebym tylko miał czas, by się do tego przyzwyczajać  mruknął, wyprzedzając mnie. 
           Wiedziałam, że ma na myśli to, że ciągle jest w rozjazdach i rzadko bywa w Sydney. Przemilczałam jego uwagę, bo nie chciałam go w żaden sposób dołować. W końcu miał teraz dłuższy urlop i powinien skupiać się na tych przyjemniejszych rzeczach.
 Myślałaś o tym, by urządzić mu pokój?  zapytał nagle, a ja znów spojrzałam na niego.
 Myślę nad tym, tylko nie mogę się zdecydować.
 Może… Może ja ci pomogę?  odparł niepewnie.
 Pewnie, czemu nie.  Luke od razu się uśmiechnął.  Kawy?
 Możesz mi zrobić jeszcze jedną  odpowiedział, siadając przy stole.
 Jesteś głodny?
 Nie.
            Kiwnęłam głową i zabrałam się za robienie napoju bogów. Sięgając po mleko, zauważyłam, że babcia zaopatrzyła mnie w pokaźną ilość ciasta domowej roboty. Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam je. Przełożyłam łakocie na większy talerz, a potem postawiłam go przed blondynem. Dodałam do tego dwa mniejsze talerzyki i widelczyki.
 Em.
 Tak?  Odwróciłam się, trzymając w dłoni czajnik. Właśnie miałam zalać kubki z kawą.
 Moi rodzice chcą poznać małego  powiedział powoli, dokładnie śledząc moją reakcję.
 Pewnie. Kiedy chcesz go zabrać?
 Zabrać?
 Mówiłeś, że chcą go poznać  odparłam, zalewając naczynia, a potem odkładając czajnik na miejsce. 
            Zamieszałam w kubkach. Razem z nimi wróciłam do Luke'a. Usiadłam obok, czując, jak mi się przygląda. Znowu spojrzałam na niego, a on lekko przygryzł wargę.
 Zapraszają na kolację- pociągnął, a ja ponownie pokiwałam głową.  Ciebie i jego.
 Mnie?
            Nie wiem, czy byłam gotowa na spotkanie z rodzicami Luke'a, po tym wszystkim, co zrobiłam. Choć zawsze bardzo lubiłam Davida i Karen, teraz jednak odczuwałam pewien lęk przed spotkaniem z nimi.
– Pojutrze  dodał Hemmings.  Mam nadzieję, że przyjdziesz. Wiedzą, że mały chodzi spać około ósmej, więc będzie to wczesna kolacja.
             Zamrugałam, a potem skupiłam się na białym kubku, który miałam w ręku. Zauważyłam, jak zadrżała mi dłoń, gdy ścisnęłam mocniej parujące naczynie. Nie do końca wiedziałam, co powinnam zrobić. Bałam się tego, co mogę tam usłyszeć, choć nadal poczuwałam się do winy i powinnam wziąć to na przysłowiową klatę. Nie powinnam być tchórzem.
 Em  podniosłam głowę, gdy wypowiedział moje imię.  Ty nie chcesz tam iść, prawda?
 To nie tak, Luke…
 Moi rodzice nie zamierzają cię tam torturować. Obiecali, że nie urządzą ci przesłuchania, o to, co się stało. Chcą tylko poznać wnuka. Robert nie zna mnie jeszcze na tyle, żebym mógł sam go zabrać. Będę czuł się pewniej, gdy ty będziesz tam razem z nim. Zresztą moja mama zawsze cię uwielbiała…
 Tak, uwielbiała… Ale to było dawno, zanim nie wywinęłam ci tego numeru i nie złamałam serca.
 Zależy mi na tym, być tam przyszła  powiedział powoli.  Naprawdę.
 Okej… Przyjdę  odparłam, a Luke uśmiechnął się szeroko.  Przy okazji zaproszę ich na urodziny Roberta.
 To niedługo.
 Właśnie.
 Chcesz je wyprawić tutaj czy u swoich rodziców?
 Tutaj.
 Pomóc ci w przygotowaniach?
 Nie, nie trzeba  odparłam, a on tylko pokiwał głową.  Możesz pomóc mi w innej sprawie.
 Jakiej?
 Zresztą już się na to zgodziłeś  pociągnęłam ze śmiechem.  Pokój Roberta. 
              Luke uśmiechnął się szeroko, a ja przesunęłam w jego stronę katalogi z zaznaczonymi rzeczami, które mi się podobają. Blondyn przysunął się bliżej, a potem oboje zaczęliśmy przebierać w kolorach, dodatkach i meblach.

            Robert uciął sobie półtoragodzinną drzemkę. Po przebudzeniu wsunął obiad. Potem Luke zabrał małego, by się z nim bawić. Skończyło się na tym, że obaj chodzili po salonie, a mały kopał piankową piłkę, asekurowany przez blondyna. Poprosiłam, by złapał go za koszulkę, aby Robert uczył się utrzymywania równowagi, bo do tej pory był prowadzony przez niego za obie ręce. Metoda za koszulkę się sprawdzała, bo mały coraz łatwiej utrzymywał pion.
             Kiedy Luke zajmował się synem, ja zabrałam się za robienie obiadu dla nas. Postawiłam na sos i makaron, bo to będzie ta najszybsza opcja. Zresztą spaghetti nie robi się, nie wiadomo jak długo. Właśnie wrzucałam do wrzątku makaron, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Domyśliłam się, kto to może być, bo w końcu Ash już wcześniej zapowiedział się, że wpadnie.
           Wsypałam makaron do końca. Spojrzałam szybko na zegarek, a następnie ruszyłam w stronę drzwi, by wpuścić przyjaciela. Luke w tym momencie podniósł i podrzucił Roberta, a on uraczył go gromkim śmiechem i wypływającą z ust śliną. Zgarnęłam po drodze pieluchę, rzucając nią w Hemmingsa. Kolorowy materiał pacnął go w klatkę piersiową.
 Ej! – odparł ze śmiechem. Wytarł małemu buzię.
           Otworzyłam drzwi i zrobiłam wielkie oczy. Na progu stał nie tylko Ashton, ale także Calum i Michael. Cała trójka uśmiechała się szeroko. Nawet nie próbowałam ukryć tego, że byłam zaskoczona tym licznym najściem. Spojrzałam na Clifforda, który chyba niedawno zmienił kolor włosów. Ostatnio, jak widziałam go w telewizji były brązowo-bordowe. Teraz na jego głowie znajdowała się mocna zieleń.
 Chyba kogoś przytkało  skomentował Michael ze śmiechem.
 Ciebie też dobrze widzieć, Em  pociągnął Hood.
 Chcieli też przyjść, więc nic nie mogłem na to poradzić  rzucił przepraszającym tonem Ash.
 Spoko  odpowiedziałam, uśmiechając się. Tak dawno ich nie widziałam. Poczułam, że najnormalniej w świecie stęskniłam się za tą dwójką.  Wchodźcie i się rozgośćcie.
           Przepuściłam ich, a oni weszli do środka. Gdy tylko to zrobili, spojrzeli na Luke'a, który dalej wygłupiał się z małym. Chłopak odwrócił się w ich stronę, a po chwili to samo zrobił roześmiany Robert. Nasz syn od razu zainteresował się gośćmi.
 Hej, malutki  powiedział Ashton, pochodząc do nich. 
             Robert już go znał, więc nic dziwnego, że uśmiechnął się szeroko, wyciągając do niego ręce. Luke podał go przyjacielowi. Mały poklepał Irwina po policzku.
 O!  odparł, odwracając się do swojego taty i wskazując na Ashtona.
 Wujek Ash powrócił  skomentowałam, a potem spojrzałam na Caluma i Michaela.  Nie stójcie jak te dwa kołki. Siadajcie.
 Nie będzie płakać, jak do niego podejdę?  zapytał niepewnie Clifford.
 Nie.
 Na mój widok nie płakał  odparł z uśmiechem Calum, a potem z rozbawieniem zmierzył kumpla wzrokiem.  Ale ty… Ty odbiegasz od normy.
 Wal się  syknął Michael.
 Chcecie coś do picia?  Pokiwali głowami, podchodząc do reszty.  W sumie macie dobre wyczucie czasu. Zaraz będzie obiad. Na szczęście zrobiłam tego więcej, więc…
 Co zrobiłaś?  zainteresował się Ashton.
 Spaghetti.
 Bosko  odparł. Robert odwrócił się, a potem wyciągnął ręce w stronę Luke'a.  Dobra, widzę, że wujek Ash spadł na drugą pozycję i to tata jest numerem jeden.
 I słusznie – skwitował zadowolony Hemmings.
 Cześć, Robert  powiedział Calum, wyciągając w jego stronę rękę. Mały złapał go za palca i potrząsnął nim.  Jest super, nie?  rzucił do Michaela. 
             Clifford uśmiechnął się i podszedł jeszcze bliżej, widząc, że Robert jest otwartym dzieckiem i nie boi się obcych. Gdy tylko to zrobił, mały rozszerzył oczy i rozchylił lekko usta.
 Chyba spodobały mu się twoje włosy  rzucił ze śmiechem Irwin, bo Robert nie odrywał błękitnych tęczówek od jego kolorowej czupryny.
 Bez kitu, on wygląda, jak twoja mała kopia  zwrócił się do Luke'a z uśmiechem.  Hej, Robert.  Michael tak samo, jak Calum, wyciągnął rękę w jego stronę, a on złapał go za palec i po raz kolejny potrząsnął dłonią.  Fajne mam włosy? 
            Uśmiechnął się i pokiwał głową w odpowiedzi. Michael nachylił się, a mały przesunął ręką po jego zielonych kosmykach. Roześmiał się, pukając swojego tatę w klatkę piersiową.
 Pójdziesz do wujka Michaela?  rzucił Luke, uśmiechając się złośliwie do przyjaciela.
 Bez takich  powiedział szybko Clifford.  Będzie płakał.
 Nie będzie  odparłam z kuchni, skąd miałam dobry widok na tę scenę, która rozgrywała się w salonie.
 Pójdziesz do wujka?  ponowił pytanie Luke, a Robert kiwnął głową.  Trzymaj go.
 Ale…
 No, trzymaj  rzucił rozbawionych Hemmings.
            Michael niepewnie wyciągnął dłonie, a mały od razu przechylił się w jego stronę. Clifford wziął go na ręce. Robert spojrzał w jego zielone oczy, a potem znów przeniósł swój wzrok na kolorowe włosy wujka.
 O!  powiedział, wskazując je palcem.
– Zdecydowanie mu się podobają  oznajmił Michael z uśmiechem.  Jezu, jaki ty jesteś leciutki.
 Nie.
 Nie jesteś leciutki? Jesteś. I do tego taki malutki.
 Też chcę go potrzymać  odezwał się Calum.
 Spadaj, teraz moja kolej  rzucił Michael, odwracając się od niego.
 No, weź… Daj mi go!
 Nie ma mowy. Zostaniesz z wujkiem Michaelem, nie?
 Eta no  odparł Robert, zaciskając paluszki na materiale koszulki zielonowłosego.
 Widzisz  skwitował Clifford, a Calum zrobił nadąsaną minę.
 Boże, wy sami jesteście, jak dzieci  mruknął Irwin, kręcąc głową.
 Daj mi go potrzymać.  Hood ponowił próbę przejęcia dziecka.
 Odwal się  rzucił Clifford. Luke i Ashton wymienili spojrzenia.
 No, weź… Michael!
 Mi!  krzyknął Robert, a chłopaki zareagowali śmiechem.
 Mały zdecydowanie jest po mojej stronie, więc się wal  powiedział zadowolony Michael.
 A pójdziesz do wujka Caluma?  zapytał Hood, wyciągając ręce w stronę Roberta. Mały wychylił się. Mulat wziął go, a potem pokazał Michaelowi język.
 Współczuje ci, Robert, że masz za wujków takich idiotów  skomentował Ash, siadając z Lukiem na sofie. Michael i Calum spojrzeli na niego z oburzeniem.
 Dobra, potrzymałeś go chwilę, więc teraz mi go oddaj  odezwał się Clifford.
 Wal się, Mikey!
 Mi!  krzyknął rozbawiony Robert, a ci się zaśmiali.
 Może po prostu usiądźcie z nim na podłodze, bo zaraz się pobijecie – powiedział Ashton.
           Spór między tą dwójką rozstrzygnął jednak sam Robert. Jak tylko Calum odwrócił się z nim w stronę pozostałych, mały dostrzegł siedzącego na kanapie Luke'a. Zawołał go po swojemu, wciągając jednocześnie rączki w jego stronę. Hood niechętnie przekazał mu małego. Tak, zdecydowanie Luke zdobył miano numeru jeden w oczach Roberta.


***
I reszta chłopaków poznała małego Roberta - ogólnie lubię moment z Michaelem - choć zawsze jestem bardzo krytyczna do tego, co piszę to akurat ta scenka z wujem Cliffordem o dziwo mi się podoba :) Mam nadzieję, że wam też. 
Szykuje nam się też odwiedziny u dziadków Hemmingsów. Jak myślicie Em zostanie tam mocno poturbowana czy kolacja przebiegnie łagodnie? 

Naprawdę cieszę się, że podoba wam się to opowiadanie. Mam wielkiego "banana" za każdym razem, gdy czytam komentarze od was :) Dzięki wielkie za to! Uwielbiam was!

Kolejny rozdział pojawi się we wtorek - czyli wracamy do starego systemu dodawania rozdziałów :)

O ile dobrze pamiętam, dwa rozdziały temu - choć to dziwnie brzmi :D - pojawiła się prośba, by umieszczać tu coś takiego, jak na Pod Jednym Dachem, a mianowicie małe spoilery w postaci - w następnym odcinku. Postanowiłam to wprowadzić - ale ci co nie chcą znać dalszego ciągu, oczywiście mogą to pominąć. Tradycyjnie znajdować się to będzie na samym końcu. Oczywiście jeśli większość z was nie będzie tego chciała - dajcie znać :) - zawsze można to zlikwidować :)

Pozdrawiam!

#DwaPlusJedenFF


W następnym odcinku:

- Jezu… To jest jakiś koszmar – mruknęłam do szafy, patrząc na nią tak, jakby miała mi zaraz wypluć odpowiedni strój na tą okazję.
- Denerwujesz się.
- A dziwisz się?

***

- Bo to Katie – rzuciłam ze śmiechem, chowając picie w butelce do wózka. – Przyszedłeś na kontrolę?
- Chciałem się upewnić, że jednak nie stchórzysz. – Skrzywiłam się, co go rozbawiło.

***

- O rany – pociągnęła Karen, podchodząc do swojego syna i wnuka. – On wygląda dosłownie, jak ty! Cześć, malutki. – Robert uśmiechnął się do niej, co wywołało jeszcze szerszy uśmiech u kobiety. – Jestem twoją babcią.

***

- Skrzywdziłaś też siebie.
- To już nie istotne. 

***

- Luke? – zapytałam cicho, biorąc małego. Blondyn od razu spojrzał w moją stronę. – Chcesz o czymś porozmawiać?
- Dwie sprawy. 

6 komentarzy:

  1. Genialny rozdział *.*
    Wszyscy już poznali Roberta i każdy go uwielbia... Nie dziwię im się ja też uwielbiam tego małego brzdąca <3 Em zaproszona na kolacje do rodziców Luke'a - już nie mogę się doczekać!
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Niesamowity rozdział!!<3
    Teraz już cały zespół zna Roberta i zgodnie z przewidywaniami wszyscy od razu go pokochali<3
    Jejku, tak strasznie się ciesze, że wprowadziłaś w następnym odcinku, choć teraz jestem jeszcze bardziej niż zazwyczaj zjadana od środka przez ciekawość...
    Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że w następnym będzie jakieś BUUM???
    Pozdrawiam i życzę weny:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, jak ja kocham to FanFiction, jak sobie wyobrażam Luke'a tatusia i w ogóle chłopaków z Robertem to dosłownie uśmiech na całą twarz <3
    To było takie słodkie, jedno wielkie awwwww, inaczej nie mogę tego określić! ♥ :)
    Hahaha, kłótnia Michaela i Caluma o Roberta, najlepsza <3 :D
    Uwielbiam to opowiadanie, choć początek był dosyć, no, emocjonujący, to teraz jest po prostu tak ciepło, uroczo, od razu się uśmiecham :)
    O rany, kocham Cię za "w następnym odcinku"! ♥♥♥
    Nie mogę się po prostu doczekać:)
    Pozdrawiam serdecznie i całuję ♥
    PS. Boże, Ashton na tym gifie (znaczy, wszyscy, no ale wiesz, moja Irwinowa obsesja daje o sobie znać:')) totalnie mnie rozkojarzył <3 :D
    itisnotourloveaiff.blogspot.com
    devilorangells.blogspot.com
    nowe rozdziały na obu blogach:)

    xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział boski normalnie arcydzieło napisałaś. Nie mogę się doczekać tej kolacji u rodziców Luke'a!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne opowiadanie
    Czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Luke i mały Robert to jest to! Nie dziwię się czemu wszyscy kochają i uwielbiają tego malucha.Nie dość, że ma swój dziecięcy słodziakowaty urok, to jeszcze pewnie co nie co odziedziczył po tatusiu. HAHA CAL I MIKEY ! - Nie mogłam z nich. Mały już przyciągnął wujków do siebie :) Byli genialni w tej swojej kłótni.
    Chcę już kolejną część - boo.... kolacja u Hemmingsów. Trzymam za nią kciuki już teraz, by nie wyszedł z tego kwas. Liczę na to, że będzie miło, a nie dramatycznie.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń