niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 7

           Zatrzymał się przed znanym mu domem. Zacisnął lekko usta, spoglądając na drzwi. Przez chwilę się wahał. Na podjeździe nie stał żaden samochód, a on wnioskował, że państwo Irwin są w pracy. Nie zastanawiając się dłużej, złapał za klamkę i nacisnął ją. Drzwi ustąpiły. Wszedł do środka tak jak zawsze. Nikt z nich nigdy nie pukał i ich rodzice byli do tego przyzwyczajeni. Już nawet nie dziwili się temu, że nagle w środku pojawia się ktoś z ich paczki.
          W środku panowała cisza. Luke jednak wiedział, że Ashton musi być w domu. W końcu drzwi były otwarte. Zrobił kilka kroków w głąb białego pomieszczenia. Nagle usłyszał muzykę dochodzącą z góry. Wyłapał słowa jednego z utworów Blink-182. Niewiele myśląc, od razu skierował się w stronę schodów.
          Wszedł na piętro i zatrzymał się przed drzwiami. Przez chwilę wpatrywał się w pomalowane na biało drewno. Wiedział, że wczoraj zareagował zbyt ostro w stosunku do Ashtona, nie dając mu możliwości nawet wytłumaczenia tego, dlaczego to wszystko przed nim ukrywał. Zamiast tego rzucił się na niego, jak zwierze, prawie tracąc nad sobą kontrolę. Wolał nie wiedzieć, co by się stało, gdyby Calum nie zareagował tak szybko, odciągając go od przyjaciela.
           W końcu zapukał do drzwi, a następnie otworzył je. Był pewny, że Irwin może go nie słyszeć i wcale się nie pomylił. Ashton leżał na łóżku. Pod głową miał trzy poduszki, a na kolanach laptopa. Muzyka była jeszcze głośniejsza niż na holu. Wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi, które uderzyły o framugę z lekkim trzaskiem. To sprawiło, że chłopak oderwał brązowe oczy od ekranu i spojrzał na niego.
           Muzyka ucichła, gdy Irwin szybko ją wyłączył. Następnie odłożył laptopa na bok i dźwignął się do pozycji siedzącej. Luke przez chwilę wpatrywał się w niego, zastanawiając się, co mu powiedzieć najpierw. Między nimi panowała cisza, ale to nie blondyn a Ash pierwszy ją przerwał.
 Wyglądasz, jak gówno  skomentował, wskazując na niego. 
           Hemmings lekko się uśmiechnął. Ten tekst dowodził tylko tego, że jego przyjaciel nie jest, aż tak mocno wkurzony o to, co stało się wczoraj. Irwin usiadł po turecku, kiedy Luke podszedł do biurka. Odsunął krzesło i opadł na nie ciężko.
 Kiepsko spałem, chociaż nie jestem pewien, czy w ogóle spałem  odpowiedział, a Ashton zmierzył go wzrokiem. – Ale mniejsza z tym. Chcę cię przeprosić za moje wczorajsze zachowanie. Rzuciłem się na ciebie jak kretyn.
 Daj spokój, stary. Wcale ci się nie dziwię, że tak zareagowałeś. Ja pewnie zachowałbym się podobnie albo nawet i gorzej.
 Naprawdę nie wiedziałeś wcześniej?  zapytał ciszej Hemmings.
 Nie. Dowiedziałem się kilka dni temu. Pewnie dalej bym nic nie wiedział, gdybym nie zrobił jej niespodziewanego nalotu. Chyba że Calum by coś powiedział. I sam z początku nie domyśliłem się prawdy, ale potem coś mnie tknęło. Em też nic nie mówiła, ale jak tylko napomknąłem o tobie… Po jej reakcji wszystko stało się jasne.
 Czemu nic nie powiedziałeś?
 Obiecałem, że nic nie powiem. To ona miała z tobą pogadać. Dała mi słowo, że powie ci prawdę, ale… Wszystko wyszło nie tak, jak powinno.
 Czyli wyszło, jak zawsze  skwitował Luke z nutą goryczy.
 Tak, odkładnie prawdy na później, zawsze nie wychodzi.
 Między nami wszystko okej?
 Jest okej, stary  rzucił z uśmiechem Ashton. Blondyn pokiwał głową.  No, wyduś to z siebie, bo widzę, że coś jeszcze ci leży na serduchu.
 Nie potrzebnie wczoraj do niej poszedłem  odpowiedział cicho Luke, a perkusista wytrzeszczył oczy.
 Byłeś u niej?  Hemmings kiwnął głową.  Ale ona nie mieszka z rodzicami…
 Domyśliłem się tego, jak spotkaliśmy się wcześniej. Wracała z zakupów. Wtedy też powiedziała, że ma dziecko. Widziałem, do którego domu wchodzi i zaryzykowałem, idąc tam.
 Rozmawiałeś z nią?
 Ciężko to było nazwać rozmową  rzucił blondyn, kręcąc głową.  Byłem wkurwiony i praktycznie nie dopuściłem jej do słowa.
 No to klops.
 Ta…
 Widziałeś Roberta?  zapytał nagle Ashton, a Luke mimo wszystko się uśmiechnął.
 Przez chwilę. Spał jej na rękach.
 To lepiej zobacz go, jak nie będzie spał. Jest słodkim dzieciakiem. I naprawdę jest podobny do ciebie. Szczególnie oczy… Ma identyczne oczy jak ty. W sumie chyba większość cech odziedziczył po tobie. Taka miniatura Hemmo  powiedział ze śmiechem Irwin, a blondyn ponownie się uśmiechnął.  Co z tym zrobisz?
 Co?
 Co teraz zrobisz? Masz w końcu dziecko i…
– Chcę być jego ojcem  odpowiedział szybko, a Ashton uśmiechnął się lekko, kiwając głową.  I zrobię wszystko, by być częścią jego życia. A nawet jeśli Em…
 Myślisz, że będzie chciała odseparować cię od własnego syna?
 Już raz to zrobiła, prawda? Teraz jednak nie pójdzie jej tak łatwo.
 Luke?
 Co?
 Może najpierw załatw to na spokojnie.
 Załatwię  powiedział, a potem sięgnął do kieszeni, gdy poczuł wibrację. Krótki dźwięk dzwonka rozniósł się po pokoju. Luke odblokował telefon i spojrzał na ekran, wczytując się w wiadomość od ojca.  Muszę spadać.
 Coś pilnego?
 Tak. Bardzo pilnego.  Wstał z miejsca.  Jesteśmy na łączach, stary.
– Jasna sprawa.
 Jeszcze raz przepraszam.
 Ja też. Za to, że nie powiedziałem ci prawdy. 
           Blondyn tylko kiwnął głową, a potem wyszedł z pokoju. Jak najszybciej chciał znaleźć się w domu, aby odebrać maila, na którego czekał od rana. 

~***~
            Byłam prawie mistrzynią w maskowaniu ciężkich i trudnych nocy. W końcu jako samotna matka nieraz zarwałam nie jedną z nich, a potem musiałam dać radę funkcjonować i jakoś wyglądać w ciągu dnia, by nie straszyć ludzi. Moim patentem były krople nawilżające do oczu i staranny makijaż, zakrywający oznaki bezsenności. Dzięki temu prezentowałam się normalnie i nie wzbudzałam niepotrzebnych podejrzeń.
           Dzisiaj kończyłam zajęcia równo o dwunastej. Mama pożyczyła mi samochód, więc skróciłam sobie drogę na uczelnię i z powrotem. Dzięki temu szybciej wróciłam i mogłam zwolnić mamę i jej koleżankę z niańczenia mojego dziecka.
           Spakowałam rzeczy Roberta do czarno-niebieskiego wózka. Mama wsadziła małego do środka i zapięła go pasami. Sprawdziłam, czy wszystko mam.
 O której jadł?
 Z jakąś godzinę temu dałam mu deserek.
 Okej. Jeszcze raz wielkie dzięki, mamo.
 Od tego jest babcia, by zajmować się wnukiem  powiedziała z uśmiechem, muskając palcami policzek Roberta. Mały zaśmiał się, chcąc złapać ją za palec.
 No!  krzyknął, kiedy mu się to nie udawało.  Baba! No!
 Kto to się denerwuje na babcię?
 Nie!
– Dla ciebie wszystko jest na nie?
 Nie!  zawołał zadowolony, uderzając rączkami w barierkę zabezpieczającą.
 Będziesz tęsknić za babcią?
 No! Moo nooo.  Mama spojrzała na mnie, a ja wzruszyłam ramionami.  Nie! No!
 Dobrze wiedzieć  odpowiedziała ze śmiechem.  Myślisz już nad urodzinami? Niedługo Robert skończy rok.
– Tak. Chcę je zorganizować u siebie.
 Jak coś, to dzwoń. Pomogę ci.
 Dzięki  odpowiedziałam z uśmiechem.  Dobra idę. I jeszcze raz dzięki.  Mama podeszła bliżej i cmoknęła mnie w policzek, a ja przez chwilę poczułam się znów, jak mała dziewczynka.
 Do zobaczenia.
 Do zobaczenia  powiedziałam, a potem spojrzałam na małego.  Zrobisz babci pa, pa?
 Pa, pa  odezwał się, wyciągając rączkę i zginając palce.
 Pa, pa, kruszyno  zaświergotała mama, a następnie otworzyła mi drzwi, bym mogła wyjechać wózkiem na zewnątrz.  Jak coś to dzwoń!
 Tak, wiem! Dzięki!  zawołałam z uśmiechem.

            Choć droga do domu była dość krótka, mały zdążył w jej czasie zasnąć. Weszłam do środka, wciągając za sobą wózek. Odłożyłam torbę na sofę i podeszłam do śpiącego. Powoli odpięłam mu pasy, a następnie delikatnie wzięłam Roberta na ręce. Złapałam za pieluchę, kiedy zaczął się kręcić. Przyłożyłam mu ją do jego policzka. Od razu się uspokoił i znów pogrążył się we śnie.
           Weszłam na górę, a następnie położyłam go do łóżeczka. Starając się robić to powoli, ściągnęłam mu spodenki. Westchnął pod noskiem, rozchylając lekko powieki. Podałam mu smoczka. Przykryłam chłopca kołderką. Zacisnął mocniej rączki wokół białej pieluchy. Przez chwilę obserwowałam go, ale mały zasnął z powrotem.
           Zeszłam na dół. Złapałam za wózek, ustawiając go w kącie, tuż przy wyjściu do ogrodu. Rozpakowałam go, a następnie znów ruszyłam na górę, by nastawić pralkę. Zdążyłam wrócić do salonu, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Nie zastanawiając się nad tym, kto to może być, podeszłam do nich i otworzyłam je. Uniosłam brwi, lekko zaciskając usta. Na progu stał Luke. Czyżby szykowała się powtórka z wczoraj?
 Możemy porozmawiać?  zapytał od razu, zanim w ogóle zdążyłam cokolwiek z siebie wydusić. 
           Kiwnęłam głową, odsuwając się od drzwi. Wszedł do środka, a ja zauważyłam, że na jego ramieniu zwisa czarny plecak. Przyjrzałam się mu uważniej. Najwidoczniej nie tylko ja miałam kiepską noc, bo Luke nie prezentował się, jakby był w najwyższej energetycznej formie.
 Napijesz się czegoś?
 Mocnej kawy.
 Jasne. Rozgość się.
          Byłam pewna, że szykuje się dłuższa pogadanka. Przeszłam do kuchni. Usłyszałam, jak Luke siada na krześle. Zerknęłam na niego przez ramię. Oparł plecak na kolanach i wyciągnął z niego białą teczkę. Potem odłożył plecak na podłogę. Kiedy podniósł głowę i spojrzał na mnie, odwróciłam się w stronę blatu, kontynuując przygotowywanie kawy.
           W końcu postawiłam przed nim parujący biały kubek. Usiadłam naprzeciwko, biorąc łyk kawy. Luke utkwił we mnie błękitne oczy, które były takie same, jak oczy naszego syna. Przez chwilę miałam wrażenie, że blondyn zacznie znów na mnie wrzeszczeć, ale on tylko ciężko westchnął.
 Przepraszam cię za wczoraj.
– Co?  wydusiłam zupełnie zaskoczona.
 Nie powinienem przychodzić do ciebie od razu, jak tylko się dowiedziałem. Powinienem trochę ochłonąć. To delikatna sprawa, a ja wyżyłem się na tobie, nie pozwalając ci dojść do słowa.
 Luke  powiedziałam stanowczo, a on znów spojrzał na mnie. – Jesteś ostatnią osobą, która powinna mnie przepraszać, więc nie rób tego. To wszystko moja wina. Należało mi się… – Blondyn pokręcił głową.  Przestań, naprawdę. Jednak pewnie nie o tym chciałeś rozmawiać.
 Chcę porozmawiać o Robercie  odparł powoli, a potem rozejrzał się z nadzieją w oczach.
 Mały niedawno zasnął.
 Och… Okej. To może nawet i lepiej. Oboje będziemy mogli skupić się na tym, co chcę ci powiedzieć.  Pokiwałam głową.  Jest zdrowy?
 Co? A… Tak… Jest zdrowym i pogodnym dzieckiem.  Luke uśmiechnął się lekko. Może ta rozmowa wcale nie będzie tak tragiczna, jak to zakładałam na początku. Upiłam łyk kawy i Hemmings zrobił to samo. Między nami zapanowała chwila ciszy.
 Dlaczego to w ogóle zrobiłaś?  zapytał, znów skupiając na mnie wzrok. 
             Zagryzłam wargę. Przez chwilę myślałam, że znów się rozkleję, ale ostatkiem sił zdobyłam się na to, by ponownie spojrzeć w jego błękitne oczy. Samotna łza spłynęła mi po policzku, ale pozbyłam się jej szybko, wycierając ją dłonią.
 Bo chciałam, byś mógł spełniać swoje marzenia.  Blondyn uniósł brwi. – Byłam pewna, że gdy dowiesz się o ciąży, to nie pojedziesz w trasę koncertową, która była dla was dużą szansą. Dla ciebie i dla chłopaków. I wykorzystaliście ją…
 Podjęłaś decyzję za mnie.
 Przepraszam. Wtedy… Wtedy byłam przekonana o tym, że postępuję właściwie. Nie wiem, czemu tak mocno chwyciłam się tego głupiego pomysłu, wierząc w to, że tak właśnie trzeba. A potem… Potem było już za późno, więc brnęłam w to dalej. Przez ten cały czas sytuacja pogarszała się i… W końcu doszło do tego, co stało się wczoraj. Nie tak miałeś się dowiedzieć  powiedziałam, pozwalając, by kolejne łzy wypłynęły z moich oczu.
 Z początku pewnie miałaś nadzieję, że nigdy się nie dowiem  stwierdził cicho, a ja skrzywiłam się. Niepewnie kiwnęłam głową.  Świetnie…
 Przepraszam. To nigdy nie powinno się wydarzyć. Powinieneś wiedzieć od początku   pociągnęłam, po raz kolejny wycierając dłonią wilgotne policzki.  Pojechałbyś, gdybyś wiedział?
 Nie wiem. Wiem na pewno jedno, że nigdy bym cię nie zostawił. Ani ciebie, ani jego. Nawet gdybym pojechał, pewnie wisiałbym ciągle na telefonie, upewniając się, że wszystko z wami w porządku…
 Powinieneś skupić się na tym, co robisz…
 Daj spokój, Em  mruknął, kręcąc głową.  Co może być ważniejszego od mojego własnego dziecka?
 Przepraszam.
 Em, nie płacz. Nigdy nie lubiłem patrzeć, jak płaczesz. 
           Ponownie kiwnęłam głową, starając się pozbierać. Wzięłam głęboki wdech, a potem upiłam kolejny łyk kawy. Ciepło rozniosło się po moim ciele, a ja poczułam się odrobinę lepiej. Nagle zerknęłam na białą teczkę leżącą na stole.
 Co to?
 To  rzucił, pukając w nią palcem.  Główny powód, dla którego tu przyszedłem. Nie chcę się z tobą kłócić. Nie chcę też, byś separowała mnie od własnego dziecka.  Spięłam mięśnie, bo nagle przestraszyłam się tego, że Hemmings będzie chciał mi go odebrać. Że będzie chciał zabrać mi Roberta. A tego bym nie przeżyła. On chyba jednak zauważył moją nerwową reakcję.  Ej, nie chcę zrobić niczego złego, naprawdę. Chcę być po prostu ojcem dla mojego syna. Wiem, że często przebywam poza Australią, ale chcę, by wiedział, że zawsze może na mnie liczyć. Nie chcę być ojcem, który będzie miał gdzieś to, co dzieje się z jego dzieckiem. Chcę brać udział w jego życiu, chcę podejmować z tobą najważniejsze decyzje w jego sprawie. Mam nadzieję, że mi na to pozwolisz…
 Luke  przerwałam mu.  Nie zamierzam ograniczać w żaden sposób twoich kontaktów z Robertem. Możesz odwiedzać go, kiedy tylko będziesz chciał. Możesz zabierać go, gdziekolwiek chcesz i kiedy chcesz. Nie chcę stawać między tobą a nim. Jeśli chcesz, to będziesz mieć swój wkład w jego wychowanie.
 Na to liczyłem  odpowiedział i lekko się uśmiechnął. Poczułam się lepiej, widząc ten uśmiech, który uwielbiałam.
            Podskoczyłam, słysząc dźwięk telefonu. Przeprosiłam Luke'a i wstałam z miejsca. Podeszłam do torby, która leżała na sofie. Wygrzebałam z niej komórkę i spojrzałam na wyświetlacz. Dzwoniła Katie. Odebrałam.
 Nie mogę za bardzo rozmawiać, więc się streszczaj  powiedziałam, spoglądając na plecy blondyna.
 Uuu… Te… Poczekaj… Co to za głos?
 Co?
 Coś się stało?  zapytała Katie. Znała mnie za dobrze i od razu po głosie wyczuła, że coś się dzieje.
 Nic się nie stało.
 Coś z małym?
 Nie. Po prostu… Jestem zajęta.
 Zaczynam się martwić.
 Niepotrzebnie.
 Gdzie jesteś?
 W domu.
 Zaraz tam będę i wszystko mi opowiesz…
 Nie  powiedziałam szybko.
 Nie?
 Nie. Nie teraz. Może nawet nie dzisiaj.
 Em, co jest?  zapytała stanowczo Katie.
 Rozmawiam właśnie z Lukiem.
 A to spoko… Co kurwa?! Lukiem?! Tym… Tym Lukiem?! Lukiem Hemmingsem?!
 Tak.
 Kurwa, to faktycznie nie przeszkadzam. Powodzenia i trzymaj się. 
            Rozłączyła się, zanim zdążyłam cokolwiek jej odpowiedzieć. Odłożyłam telefon na stół, a potem wróciłam do kuchni. Znów usiadłam naprzeciwko blondyna. Upiłam kolejny łyk kawy.
 Wracając do tematu, co masz w tej teczce?  zapytałam, a głos mimo wszystko lekko mi zadrżał.
 Jeszcze jedno pytanie.
 Tak?
 Czy… Czy w jego akcie urodzenia podałaś ojca?
 Nie  odpowiedziałam cicho, spuszczając wzrok na biały kubek w swoich dłoniach. Po chwili zerknęłam na niego. Luke właśnie ciężko westchnął pod nosem.  Przepraszam.  
 Tak myślałem. Na szczęście to da się naprawić  powiedział i w końcu zapał za tą przeklętą teczkę, która mnie tak przerażała. Otworzył ją, a potem przeniósł na mnie błękitne oczy.  Nie denerwuj się, przecież powiedziałem, że nie chcę zrobić niczego złego. Chcę po prostu naprawić to…
 Co zepsułam  wtrąciłam się, a on lekko zacisnął usta.
 Nie zamierzam go zabierać ani w żaden sposób komplikować ci życia.  Kiwnęłam głową, skupiając wzrok na jego wolnych ruchach. Wyciągnął plik papierów.  Jesteśmy jego rodzicami, więc mam nadzieję, że uda nam się mieć normalne relacje między sobą. Nie chcę, by Robert dorastał w jakieś toksycznej rodzinie.
– Tak, ja też mam taką nadzieję  powiedziałam i tym razem to ja uśmiechnęłam się do niego. Luke odpowiedział tym samym. Nie mogłam nadziwić się temu, jak się zmienił. Teraz zachowywał się, jak odpowiedzialny dorosły, co niesamowicie mi się podobało.
 Długo rozmawiałem o tym wszystkim z rodzicami  zaczął, a ja kiwnęłam głową.  Tata w tym celu skontaktował się ze swoim kumplem, który jest prawnikiem.  Kiedy to powiedział, zatrzęsła mi się ręka. Luke zerknął na nią, a potem znów spojrzał na mnie.
 Kontynuuj.
 Przysłał mi standardowe pisma, które wysyła się do sądu w celu uznania ojcostwa. Chciałem na początku wypełnić to sam, ale nie mam danych Roberta  pokiwałam głową. Przesunął pismo w moją stronę.  Po ich rozpatrzeniu, sąd wystawi do urzędu wniosek o wydanie nowego aktu urodzenia dla Roberta. Będę tam w końcu widniał jako jego biologiczny ojciec.
 Masz to może na mailu?
 Tak.
 Prześlij mi to, a zaraz się tym zajmę.
 Musimy oboje się podpisać na dole. No i ty też musisz podać swoje dane.
 Jasne.
 Jeszcze jedno. Mam nadzieję, że też się na to zgodzisz. Naprawdę mi na tym zależy.
 Mów  powiedziałam, odrywając wzrok od pisma, który był pełen tych sztywnych, sądowych formułek.
 Chcę, by Robert nosił moje nazwisko. 
            Luke wpatrywał się we mnie, oczekując odpowiedzi. Wiedziałam, że tak powinno być. Tak powinno być od samego początku. Nawet nie musiałam się długo nad tym zastanawiać.
 Jasne. Na to też masz pismo?  Uśmiechnął się i pokiwał głową. Podsunął mi kolejną kartkę pod nos.  Ile to wszystko trwa?
 Kumpel ojca powiedział, że zna sędzinę i jest w stanie nieco to wszystko przyspieszyć, jak załatwię dla jego córki naszą płytę deluxe z podpisami.
– Nie wysoka cena  powiedziałam, nadal się uśmiechając.  Coś jeszcze?
 W sumie tylko to…
 Okej. Skorzystajmy z tego, że mały jeszcze śpi. Zaraz odpalę komputer i wypełnimy te pisemka. W sumie nie jest tego dużo.
 Em?
 Tak.
 Opowiesz mi trochę o nim?
 Co chcesz wiedzieć?
 No… wszystko  rzucił, dopijając kawę. 
           Uśmiechnęliśmy się do siebie po raz kolejny. Nigdy bym nie przypuszczała, że po tym wszystkim, co zrobiłam, Luke będzie w stanie jeszcze to robić. Byłam pewna, że nie będzie chciał mieć ze mną nic wspólnego, ale jak widać, moje założenia były błędne. Wznieśliśmy się odrobinę ponad przeszłość, dając radę normalnie ze sobą funkcjonować i nawet się do siebie uśmiechać. Postęp… To był ewidentny postęp.

           Wypełniając na komputerze przygotowane pisma, opowiadałam Luke'owi o naszym synu. Starałam się niczego nie pominąć, choć było to prawie niemożliwe, bo blondyn zasypywał mnie licznymi pytaniami, strzelając z nich, niczym z karabinu. W końcu, kiedy wszystko było gotowe, wydrukowałam pisma, a potem oboje podpisaliśmy je. Jedną kopię dostałam ja, jedną on, a trzecia spoczęła w białej teczce, którą bezpiecznie schował do plecaka. Wszystko to nie trwało, aż tak długo, jak tego oczekiwałam.
          Zrobiłam po jeszcze jednej kawie, wiedząc, że niedługo obudzi się Robert. W południe maksymalnie spał dwie godziny. Teraz powoli właśnie mijał ten czas, więc byłam pewna, że niedługo się o siebie upomni.
– Czyli po zerwaniu  pociągnął Luke, a ja skrzywiłam się.  Przeprowadziłaś się od razu do dziadków.
 Tak, ale przyjeżdżałam od czasu do czasu do Sydney.
 Zmieniłaś numer telefonu?  zapytał nagle, a ja uniosłam brwi.
 Nie.
 Ale i tak wtedy nie odpisywałaś na moje sms-y.
 Przepraszam  powiedziałam po raz kolejny tego dnia. Dzisiaj ciągle przepraszałam. To słowo tak często wypływało z moich ust, że coraz łatwiej było mi je wypowiadać i kierować do niego.  Byłam pewna, że jak cię zignoruję, to w końcu odpuścisz. I tak się stało.
 Czyli wróciłaś do Sydney, by zacząć studia.
 Dokładnie.
 A raczej wrócić do swoich marzeń.
 Dokładnie  powtórzyłam ze śmiechem.
           Zdążyłam upić łyk kawy, gdy odezwał się znany mi głos, dochodzący z elektronicznej niani. Robert bardzo rzadko budził się w południe z płaczem. Przeważnie krzyczał po swojemu i nawoływał lub już zaczynał rozrabiać, waląc miśkami w drewniane szczebelki. Teraz było tak samo. Najpierw usłyszałam głośne mama, a potem serię dziwnych słów, które rozumiał tylko on. Zauważyłam, jak Luke uśmiechnął się szeroko do urządzenia.
 Zaraz wracam  powiedziałam, upijając na szybko kolejny łyk kawy. Odłożyłam kubek na stół i wstałam z miejsca. Ruszyłam na górę, a blondyn odprowadził mnie wzrokiem.
           Weszłam do pokoju Roberta, wyłączając nianię. Mały stał oparty o szczebelki. Kiedy się uśmiechnęłam, podskoczył ze śmiechem, lekko się przy tym chwiejąc. Wyciągnął rączki.
 Mama!  krzyknął zniecierpliwiony.
 Kto to się obudził?
 No. 
             Zauważyłam, że od kilku dni nadużywa tego słowa. Nadal jednak próbowałam go nauczyć, by wybierał formę tak, ale najwidoczniej jego no bardziej mu pasowało do każdej sytuacji.
           Wzięłam chłopca na ręce, a następnie położyłam na przewijak. Zmieniłam mu pieluchę, a potem założyłam spodenki i buciki. Żeby go czymś zająć, dałam mu do zabawy chusteczki nawilżające i skutek tego był taki, że prawie połowa paczki wylądowała poza nią. Posadziłam go na podłodze, a mały od razu poraczkował w stronę kolorowej piłki, która leżała kawałek dalej. Szybko schowałam chusteczki i wsunęłam je do szuflady pod przewijakiem.
           Nie chciałam przedłużać tego całego momentu. Po reakcji Luke'a wiedziałam, że nie może się doczekać, by w końcu normalnie i oficjalnie poznać swojego syna. Dlatego złapałam małego i wzięłam go na ręce. Piłka z powrotem wylądowała na ziemi, bo Robert nagle zainteresował się moją koszulką, ciągnąc za nią.
– Ej! Nie wolno  powiedziałam, a on zaśmiał się i oparł czoło o moje usta.  Rozciągniesz mamusi bluzkę.
 No!
 Bawi cię to?  rzuciłam, łaskocząc go.
 No! Mama!
 Mamusię to nie bawi, bo mamusia lubi tę bluzkę.
 Lu no!
 No, tak  odpowiedziałam, wychodząc z pokoju.
            Skierowałam się na schody, a Robert znów pociągnął mnie za bluzkę, sprawdzając moją reakcję. Pokiwałam palcem, a on zaśmiał się. Zeszłam na dół. Będąc w połowie drogi, podniosłam głowę i spojrzałam na Luke'a. Wpatrywał się w nas z uśmiechem.
 Robert, zobacz, kto przyszedł  powiedziałam, wyswobadzając z jego rączki materiał mojej bluzki. Mały, niereformowalny uparciuch. Tak… Ma to po Hemmingsie. 
           Robert na moje słowa odwrócił się, spoglądając na blondyna. Zatrzymałam się obok. Luke nie odrywał wzroku od małego. Jego syn z taką samą ciekawością patrzył na niego. Po chwili uśmiechnął się, a Luke rozpromienił się jeszcze bardziej. Sama nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam to samo, co oni.
 Przyszedł tata  odparłam powoli, a Robert spojrzał na mnie, a po chwili jego błękitne oczy znów spoczęły na Hemmingsie.
 Cześć, Robert  odezwał się Luke, wyciągając rękę w jego stronę. 
            Mały niewiele myśląc, złapał go za palca i potrząsną ręką, jakby faktycznie się z nim witał. Uniosłam brwi, będąc lekko zaskoczona. Tego go nie uczyłam, ale mogła to być szkoła moich rodziców. Luke zaśmiał się, a Robert zrobił to samo.
 Weźmiesz go? Podgrzeję mu zupę…
– Co?
 No, bierz go. W końcu to twoje dziecko  rzuciłam ze śmiechem.
 Nie będzie, nie wiem… Płakał?
 Nie. Chociaż ty wyglądasz, jakbyś miał się zaraz popłakać – powiedziałam z uśmiechem, a Luke przekręcił oczami. 
              Po chwili też się uśmiechnął. Zobaczyłam w jego oczach te wesołe iskierki, które zawsze miał, gdy był zadowolony. Teraz byłam pewna, że wszystko jakoś się ułoży. Zrobiło mi się cieplej na sercu. Nie sądziłam, że tak szybko się dogadamy i przejdziemy na normalny tor naszej relacji.
 Pójdziesz do taty?
             Mały kiwnął głową, spoglądając na Luke'a, który najwidoczniej był dla niego naprawdę ciekawą osobą. Hemmings wyciągnął ręce, a Robert od razu się wychylił. Wziął go, obejmując delikatnie jego drobne ciałko. Synek wyciągnął rączkę w stronę jego ust, a potem dotknął lekko jego kolczyka w dolnej wardze.
 O!  powiedział, patrząc na mnie.
 Tata ma kolczyk  odpowiedziałam z uśmiechem.  Zjemy zupkę?
 No.
 Mówi się tak.
– No.
 Ta  mruknęłam, idąc do kuchni. 
           Luke poszedł za mną. Oparł się o blat. Mały w dalszym ciągu spoglądał na niego z ciekawością, a najbardziej jednak interesował go ten kolczyk, bo co rusz lekko muskał go palcem.
 Podoba ci się?  zapytał Hemmings.
 No  odpowiedział Robert.
 Mówi się tak  rzuciłam, otwierając słoiczek.
 Mama… no… o… nuuu… nie! O!  Znów odwrócił się do Luke'a i uśmiechnął się do niego.  O!
 Jesteś słodziak  powiedział blondyn, kiedy mały dla odmiany złapał go za koszulkę.  Jezu, Em… On jest idealny.
 Cieszę się, że ci się podoba to, co w połowie sam zmajstrowałeś  odpowiedziałam, a Luke się roześmiał. Robert podłapał to i też zaczął się śmiać, klepiąc go po ręku, by blondyn znów na niego spojrzał.
 Tak, synek?
 Nu… lu me ata tu. Mama ama!
 Tak, mama szykuje ci jedzenie. A właśnie tata ma coś dla ciebie…
 Nie rozpędzaj się tak. Pokaż mu to po jedzeniu  poprosiłam, bo wiedziałam, że jak Robert skupi się na nowej zabawce, to nic nie zje.
 Okej, to potem.
 Daj  rzucił Robert, a Luke zaśmiał się.  No! Daj!
 Później. Mama powiedziała, że później.
 Nie.
 Będziesz się jeszcze stawiał?  odparł Luke, łaskocząc go. 
            Mały roześmiał się, opierając głowę o jego ramię. Kiedy blondyn przestał, Robert spojrzał na niego, a stróżka śliny wypłynęła z jego ust. Złapałam za pieluchę i wytarłam mu buzię.
 Nie obślinił cię?
– A czy to ważne?  rzucił, wzruszając ramionami.  Bo ktoś tu się stawia mamusi  pociągnął Luke, wpatrując się w Roberta. 
             Przybliżył do niego rękę, machając palcami, a mały zaśmiał się, znów kładąc się na niego, by uchronić się od łaskotek. Kiedy Luke tego nie zrobił, zerknął na niego.
 E, no!
 Chcesz jeszcze?
 Ta!
            A potem znów usłyszałam, jak oboje się śmieją, gdy Luke go połaskotał. Zerknęłam na blondyna. Był rozpromieniony i szeroko uśmiechnięty. Robert też był zadowolony. Ten obrazek naprawdę mi się podobał. Niewiele myśląc, podeszłam do stołu i złapałam za telefon. Ta chwila była warta tego, by ją upamiętnić. Wróciłam z komórką do kuchni. Chłopaki dalej byli zajęci sobą. Podniosłam telefon i zrobiłam im zdjęcie w momencie, kiedy oboje uśmiechali się do siebie.
 Mama zrobiła nam zdjęcie z zaskoczenia.
 Mama  rzucił Robert.  Nu, nie, ta… ama.
 Zaraz dostaniesz jeść.  Spojrzałam na blondyna.  Włożysz go do krzesełka?
            Pokiwał głową. Ściągnęłam tackę, a Luke posadził małego, przypinając go pasami. Nałożyłam nakładkę, a Robert zabębnił rękami w plastik. Zawiązałam mu niebieski śliniak. Wyciągnęłam zupkę z mikrofali i zamieszałam ją łyżeczką z dinozaurem na rączce. Hemmings usiadł na krześle obok syna, który wyciągnął w jego stronę rękę, starając się go złapać za kolorowe opaski, które miał na nadgarstkach.
 Podobają się?  zapytał, a mały pokiwał głową.  To masz jedną.  Ściągnął żółtą z nich i podał mu. Robert przyjrzał się jej uważnie.  Trzeba ją założyć na rękę. Daj.  Mały oddał mu ją, a potem pozwolił, by Luke wciągnął mu ją na nadgarstek. Była o wiele za duża, ale chłopiec i tak miał z tego radochę.
 Dasz mu jeść?  Spojrzał na mnie lekko zaskoczony.  Pomyślałam, że go nakarmisz, a ja zrobię nam obiad. Chyba że nie…
 Pewnie, że go nakarmię  odparł, przejmując ode mnie słoiczek i łyżeczkę.
 Tylko nie pozwól mu się tym bawić. Te zupki tak barwią ubrania, że nie mogę ich później doprać.
 Nie uważasz, że powinien uczyć się jeść?
 Uczy się, ale nie tym.
 Twarde zasady mamusi  zaśmiał się Luke, odwracając się do Roberta, który oglądał z zaciekawieniem żółtą opaskę.
 Więc ich nie podważaj, tatuśku  mruknęłam ze śmiechem.  Rozumiem, że zostaniesz na obiedzie?
 Jeśli nie masz nic przeciwko.
 Pewnie, że nie mam – rzuciłam, odwracając się do blatu.

           Po zjedzeniu zupki Luke wyciągnął z plecaka pluszaka, którego Robert od razu od niego przejął. Uwielbiał maskotki, a teraz miał kolejnego brązowego misia do kolekcji. Kiedy mały był zajęty zabawą ze swoim nowym kumplem, my zjedliśmy w miarę spokojny obiad. W miarę, bo jak się okazało, Robert pod koniec posiłku znów zainteresował się swoim tatą, przeszkadzając mu jeść. Luke'owi najwidoczniej wcale to nie przeszkadzało, bo od razu wziął go na kolana i pozwolił, aby mały zabrał mu widelec, by go karmić. Zaśmiałam się na widok tej scenki, gdy młody rozrzucając dookoła ziemniaki, starał się trafić widelcem do ust blondyna.
 Mama  powiedział Robert, wskazując na Luke'a palcem. – Ama.
 Tata robi ama?
 No… pa… ama!
– Brawo  rzuciłam, a Robert zaklaskał w ręce, co spowodowało, że ziemniaki poleciały na Luke'a. 
            Blondyn szybko je zebrał i wrzucił na talerz. Uśmiechnął się szeroko i cmoknął syna w czoło, a ja myślałam, że znowu się rozpłacze. Tak, taka scenka szybko mnie wzruszyła. Było widać, jak na dłoni, że Luke pokochał małego od pierwszego wejrzenia. Teraz tym bardziej nie rozumiałam, jak mogłam być tak głupia, by mu go odebrać na tak długo.

            Robert wcale nie był zadowolony, gdy oznajmiłam mu, że przyszła pora na kąpanie, a potem na spanie. Choć nigdy wcześniej nie miałam problemów z tym, by włożyć go do wanny. Teraz jednak płakał, bo oderwałam go od Luke'a, z którym siedział na kanapie. Najwidoczniej nasz syn też od razu pokochał tatusia. Aby złagodzić nieco sytuację, Luke był zmuszony iść z nami do łazienki. Bawił się z nim w wannie, a potem odprowadził go do łóżeczka. Mały po zjedzeniu prawie całej butelki mleka padł, a my mogliśmy zejść na dół.
 Będę się zbierać  powiedział Luke, zapinając czarny plecak.  Mogę wpaść jutro?
 Musisz wpaść jutro  poprawiłam go z uśmiechem, a on odpowiedział tym samym.
 Calum miał rację, mówiąc, że Robert jest do mnie podobny.  Zarzucił plecak na ramię.  Ma nawet takie samo znamię, co ja.
 Wykapany tatuś.
 Zazdrosna?
– I to jeszcze jak – odpowiedziałam, a on zaśmiał się.
 Do zobaczenia.
 Do zobaczenia, Luke  powiedziałam, odprowadzając go do drzwi. 
           Otworzył je i wyszedł na zewnątrz. Raz jeszcze uśmiechnął się, a ja machnęłam mu ręką. Odmachał, a potem ruszył w stronę chodnika.


***
Jak widać Luke i Ash, jak na dobrych kumpli przystało nie wkurzają się na siebie zbyt długo. Między Hemmo i Em też jest już w porządku :)

Dziękuję wam za wszystkie komentarze i miłe słowa! Uwielbiam je czytać i zawsze dodatkowo motywują - ale to już wiecie :) Dzięki wielkie raz jeszcze!

Ola - myślę, że takie małe zapowiedzi mogą tu wyjść, ale nie wiem na, jak długo. Co prawda mam napisanych kilka rozdziałów do przodu, ale może się tak zdarzyć, że części będą pisane na bieżąco. Pomyślę nad tym, czy także i tu zrobić - w następnym odcinku :) 

Kolejny rozdział pojawi się w czwartek, aby nie robić zbyt dużej przerwy. Potem wszystko wróci do starego systemu "wtorkowego" :)

Pozdrawiam!

#DwaPlusJedenFF



6 komentarzy:

  1. Obiecuję, że wrócę z treściwym komentarzem jutro, bo dziś jak zwykle nie mam na nic czasu, piszę z telefonu, ale przeczytałam rozdział.
    PS. Jak słucham "Broken Home" 5SOS i czytam znowu 6 rozdział to mam łzy w oczach, znowu.. Ta piosenka jest taka smutna i taka odpowiednia do tego FF.
    itisnotourloveaiff.blogspot.com
    devilorangells.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten rozdział jest naprawdę niesamowity!!!Czuję jak od środka zżera mnie ciekawość; co bedzię w następnym?+Dzisiaj uświadomiłam sobie, że jestem uzależniana od tego FF, bo w oczekiwaniu na następny rozdział weszłam na tę stronę kilkanaście razy...i może, dlatego tak straaasznie się cieszę ,że następny rozdział już w czwartek<3
    A wracając do rozdziału to dosłownie czułam jak robi mi się ciepło w sercu, kiedy czytałam jak świetnie Luke dogaduje się ze swoim synkiem:)

    Pozdrawiam i życze udanego wyjazdu!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoje wszystkie opowiadania są niesamowite! Mam zamiar przeczytać wszystkie i być na bieżąco. Pokochać ciszę, właśnie dwaplusjeden i jestem w połowie Pod jednym dachem :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały rozdział ;-)
    Jestem dumna z Luke'a. Bardzo dojrzale się zakochał. Od razu pojawiła się jakaś więź między nim, a Robertem... ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. TAAAAAK!!!! Luke taki zakochany w synku! Normalnie - cudnie mi się to czytało. Cieszę się, że ta dwója doszła do porozumienia. W końcu mają takiego śliczniastego szkraba, więc dla niego powinni się ogarnąć :) Matko - Luke z Robertem są uroczy :) Nie mogę doczekać się więcej takich wspólnych scenek :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń