wtorek, 24 listopada 2015

Rozdział 12

          Robert obudził się około siódmej. Wzięłam go do siebie, licząc na to, że syn pozwoli mi wyrwać jeszcze odrobinę snu. Z ozdobnych poduszek uformowałam zabezpieczenie, by mały nie zleciał z łóżka, a potem położyłam się z nim na materacu. Robert uwielbiał się przytulać, więc nic dziwnego, że jak tylko go objęłam, on wtulił się we mnie, mocniej zaciskając palce na miękkiej kołdrze. Dałam mu smoczek i pieluszkę, a on ułożył się wygodnie, wciskając głowę w moją szyję. Zamknęłam oczy.
         Oficjalna pobudka nastąpiła wpół do dziewiątej. Robert, który również musiał uciąć sobie dodatkową drzemkę  spałam na czujce, więc byłam pewna, że mały także wrócił do krainy snów  wdrapał się na mnie, a potem pociągnął za górę od mojej granatowej piżamy. Nachylił się, sprzedając mi soczystego buziaka w kącik ust.
 Mama!
 Hej, skarbie.
 Nu… no łu tu.
 Oczywiście.
 Mama!
 Już wstaję.
          Przetarłam palcami oczy. Chłopiec złapał za nie, by powtórzyć po mnie ten ruch, na co zareagowałam szerokim uśmiechem. Sturlałam go po pościeli, a on wybuchł gromkim nieco piskliwym śmiechem. Zakrył się kołdrą.
 Gdzie jest Robert?  powiedziałam, a potem ściągnęłam z niego kołdrę. Zaśmiał się po raz kolejny. Tym razem to ja złapałam za pościel i zasłoniłam sobie nią twarz.
 Mama!
 Gdzie mama?
 Bu!  rzucił, wyrywając mi kołdrę.
 A kuku!  Robert znów parsknął śmiechem, odchylając się do tyłu. Skutek tego był taki, że pacnął na pierzynę, zanosząc się jeszcze głośniejszym chichotem.  Starczy tego dobrego. Idziemy się ubrać i coś zjeść  zarządziłam, wstając z łóżka.

          Zeszłam cicho na dół, trzymając Roberta opartego o mój bok. Mały zainteresował się nadrukiem na swojej niebieskiej koszulce z dużym Kubusiem Puchatkiem, więc to dla tego z początku nie zauważył śpiącego na kanapie tatusia.
          Rzuciłam okiem na blondyna i uśmiechnęłam się pod nosem. Luke spał na boku, z twarzą przyciśniętą do poduszki. Był opatulony kocem. Jedna ręka zwisała mu poza sofę, na której był wyciągnięty na całej jej długości. Jego szczupłe palce lekko dotykały podłogi.
 O!
 Ciii… Niech tata jeszcze sobie pośpi – wyszeptałam.
– Mama, aja.
 Tak, tata śpi  powiedziałam, szybko robiąc mu mleko, a sobie kawę.
          Jako że cała kanapa była zajęta przez Hemmingsa, poszłam z małym do ogrodu. Postawiłam na drewnianym stole swój kubek z napojem bogów. Z kieszeni wyciągnęłam butelkę z mlekiem, a z ramienia ściągnęłam pieluchę. Grunt to dobra organizacja.
         Usiadłam na ławie. Na zewnątrz było przyjemnie ciepło, ale o tej porze po tej stronie ogrodu był jeszcze cień, co było naprawdę zbawienne. Szczególnie że Sydney w dalszym ciągu spowite było w gorącym słońcu. Zabrałam się za karmienie Roberta, co jakiś czas popijając ciepłą kawę z mlekiem.
          Zanim wróciłam do środka, odbyłam jeszcze dłuższą pogawędkę z Katie. W czasie tej rozmowy musiałam walczyć z synem, dla którego dobrą rozrywką stało się wyrywanie mi telefonu w momencie, kiedy najmniej się tego spodziewałam. Był z niego dobry spryciarz, bo kilka razy naprawdę mnie tym zaskoczył. W końcu jednak zabrałam się za robienie śniadania dla dorosłych.
          Dochodziła godzina dziesiąta, kiedy zaszyłam się w kuchni. Robert bawił się misiami, jednak co jakiś czas próbował dorwać się do śpiącego Hemmingsa, który w ogóle nie reagował na głośniejsze dźwięki, jakie się pojawiały w domu. Spał jak zabity. Czyżby opieka nad synem tak go zmęczyła?
          Po jakimś czasie, gdy kolorowe kanapki i dwie herbaty były gotowe, zarządziłam oficjalne budzenie tatusia. W tym celu wykorzystałam oczywiście Roberta, który nie mógł się doczekać tego, by Luke w końcu zwlókł się z kanapy.
 Obudź tatę  powiedziałam z uśmiechem.  Idź, obudź tatę.
           Robert roześmiał się i ruszył, raczkując w stronę blondyna. Przetrzymał się kanapy, by stanąć na nóżkach, a potem zaczął pukać rączką w ramię Hemmingsa. Widząc brak reakcji z jego strony, podniósł z ziemi miśka i bez większego zastanowienia się, trzepnął go w głowę. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.
 No!  krzyknął Robert, kiedy Luke poruszył się na kanapie. 
           Złapał go za rękę i za jej pomocą, chciał wdrapać się do niego. W momencie, kiedy zawisł, zerwałam się z krzesła. Już chciałam do niego podbiec, ale blondyn ocknął się i zręcznym ruchem złapał małego, gdy ten przechylił się do tyłu.
 Dzień dobry, synek  powiedział zaspanym głosem. Robert roześmiał się, a Luke postawił go jedną ręką z powrotem na podłodze.
 Jezu, ale masz dobry refleks  rzuciłam, wracając na miejsce.  Wstawaj. Zrobiłam śniadanie.
 Która godzina?
 Po dziesiątej.
 No… E, pa, pa, pa, opa!  odezwał się Robert, wyciągając rączki w stronę Hemmingsa. 
           Luke uśmiechnął się i podniósł go. Posadził chłopca na swoim brzuchu, a mały od razu wtulił się w niego, przyciskając policzek do jego klatki piersiowej.
 Coraz lepiej ci idzie  powiedział Luke, przejeżdżając palcem po jego nosie. Robert podniósł się i spojrzał na jego uśmiechniętą twarz.  Wczoraj też ci dobrze szło.
 Czy wam obojgu dobrze szło?  dopytałam ze śmiechem.
 Pewnie  powiedział, łapiąc małego za ręce.  Jesteśmy zgraną drużyną. O tak!  dodał głośniej, unosząc jego dłonie, a Robert znów zaczął się śmiać.  Gdzie mama?  - Mały od razu odwrócił główkę w moją stronę.  A powiedz: tata.
 Nie!
 Powiedz: tata.
 Nie!
 Uparciuch.
– Ma to po tobie – skwitowałam, biorąc pierwszą kanapkę. Luke prychnął pod nosem, ale i tak zauważyłam, że nadal się uśmiecha.
 Jak mama będzie niegrzeczna, to nie powiemy jej, co stało się wczoraj.
 Najpierw zadaj sobie pytanie, czy ja na pewno chcę to wiedzieć.
 Uwierz mi, że bardzo chcesz  powiedział Luke, odwracając się w moją stronę.
 Mama be  skwitował Robert.
 Bardzo be  odparł zadowolony blondyn, a ja zmrużyłam oczy.  Jest niegrzeczna.
 Nie.
 Jak nie. Tak.
 Nie.
 Myślałem, że się dogadaliśmy. Po czyjej ty jesteś stronie?  zapytał z uśmiechem Luke, a Robert parsknął śmiechem, gdy go połaskotał.
 Powiesz mi w końcu, co się wczoraj stało? – dopytałam, a blondyn znów na mnie spojrzał.
 Nie wiem, czy jesteś godna posiadania tej tajemnej wiedzy.
 Pieprz się, Hemmings.
 Nie przy dziecku!  warkną z udawanym oburzeniem, zasłaniając małemu uszy. Przekręciłam oczami, co wywołało u blondyna cichy chichot. Następnie odwrócił się do małego.  Powiemy mamie?
 No.
 I wszystko jasne. Chociaż, nie…
 Luke, no…
 Zamiast ci mówić, po prostu ci to pokażemy  powiedział z uśmiechem.
           Podniósł małego, wyciągając spod niego koc, a potem obaj wstali z kanapy. Nie odrywałam od nich oczu, nawet nie próbując ukrywać zaciekawienia, które we mnie buzowało. Miałam tylko nadzieję, że nie nauczył Roberta czegoś głupiego, bo będzie miał przekichane do czasu, aż mały nie skończy trzydziestki. Luke postawił syna na podłodze, a potem odszedł od niego kawałek dalej. Rozchyliłam lekko usta. Gdzieś w środku czułam, co mogę zobaczyć.
 Patrz uważnie  rzucił podekscytowany Luke.  Robert, chodź do taty!
            Mały roześmiał się i dziarsko ruszył przed siebie, kiwając się przy tym, jak kaczuszka. Zrobiłam wielkie oczy i uśmiechnęłam się szeroko. Robert doszedł do blondyna i padł w jego ramiona. Luke podniósł go i wystawił rękę w jego stronę.
 Piątka, mistrzu.  Robert podniósł dłoń tak samo, jak on, a Luke lekko przybił mu swoją. Odwrócił się w moją stronę rozpromieniony, a ja się zaśmiałam.
 Zaczął wczoraj?  zapytałam z ciekawością, kiedy Luke z małym usiadł przy stole.
 Tak. Sam byłem zdziwiony, bo się po prostu z nim bawiłem.
 Ale ekstra!
 Ekstra  rzucił Luke, stawiając małego na swoich udach.  Nasz syn jest ekstra.
            Po raz kolejny się uśmiechnęłam. Cieszył mnie nie tylko ten obrazek przed sobą. Cieszyłam się przede wszystkim z tego, że Luke miał coś swojego. Coś, co wiązało się z rozwojem jego dziecka i tylko on był tego świadkiem. Nie powiem, ale sama chciałabym być pierwsza, aby to zobaczyć. Jednak z drugiej strony wiedziałam, że ja takich wspomnień mam wiele  pierwszy uśmiech, słowo, raczkowanie i stawanie na nóżkach. On poznał Roberta, gdy ten już to wszystko umiał. Teraz zyskał coś tylko swojego. Coś, co będzie pamiętał na długo.
 Musimy go częściej zmuszać do chodzenia  powiedziałam, łapiąc za kubek z herbatą. Upiłam mały łyk.  By poruszał się pewniej.
 Da się zrobić  rzucił Luke, nie odrywając od niego wzroku.  Gdzie masz oczko?  Robert wskazał na swoje oko. – Brawo.  Zaklaskał w ręce, na co oboje się uśmiechnęliśmy.  A kto to?  zapytał Hemmings, pokazując na mnie.
 Mama  rzucił mały takim tonem, jakby to było oczywiste.
 A gdzie jest tata?  odparłam, włączając się do zabawy. Robert spojrzał na Luke'a, uśmiechnął się i wskazał na niego palcem.  To jest tata?
 No.
 Na pewno to tata?  Robert przyjrzał się mu uważnie, przejeżdżając palcem po kolczyku w jego dolnej wardze. Zaklaskał w ręce.
 No!  odpowiedział mały, a Luke się zaśmiał.
 To teraz, tatuśku, bierz się za śniadanie  powiedziałam, podsuwając mu talerz. Następnie spojrzałam na Roberta. Wyciągnęłam w jego stronę dłonie. – Chodź do mnie i daj tacie zjeść kanapki w spokoju.
 Nie!  rzucił Robert, od razu wtulając się w niego, bym na pewno go nie zabrała.
 I słusznie  skwitował blondyn.
 Luke, chyba zaczynam cię nie lubić  oznajmiłam mu, na co on zareagował śmiechem.  Łamiesz brutalnie stereotyp syneczka mamusi, który wyznawałam. To był syneczek mamusi.
 Już nie. Teraz to syneczek tatusia.
 Wal się  skwitowałam, co wywołało kolejny chichot ze strony Hemmingsa.
 Mama jest zazdrosna  powiedział Luke, przybliżając Roberta do swojej twarzy. 
              Mały ze śmiechem złapał go za policzki i poklepał po nich. Blondyn wziął kanapkę i ugryzł duży kawałek. Chłopiec z ciekawością mu się przyglądał. Wyciągnął rękę w stronę chleba. 
 Mogę dać mu gryza?
 Możesz.
 To wcinaj, mistrzu.  Podsunął mu kanapkę pod nos, a Robert ugryzł maleńki kawałek chleba, pomijając dodatki w postaci sera i szynki.  Zaraz się zbieram.
 Możesz zostać, jeśli chcesz  powiedziałam, sama wracając do śniadania.
 Daj  odezwał się Robert, zaciskając palce na dłoni blondyna. Luke znów podsunął mu kanapkę, a mały wygryzł się w nią, brudząc sobie buzie masłem.
 Muszę iść się, chociaż przebrać i wziąć prysznic. Spałem w ubraniach i czuję się, jak bym co najmniej przez tydzień się nie mył  skwitował z uśmiechem, a ja dla odmiany parsknęłam śmiechem. Spojrzał na Roberta.  Ale tata wróci.
 To dobrze  powiedziałam, zerkając na niego. Luke odwrócił się do mnie, a na jego twarzy ponownie zagościł uśmiech.  Chociaż, jak chcesz, mogę dać ci ubrania na zmianę. Mam też nową szczoteczkę do zębów.
 Myślisz, że wejdę w twoje ciuchy?  zakpił Luke.
 Myślę, że wejdziesz w swoje stare ciuchy  odpowiedziałam ciszej, skupiając wzrok na kanapce, którą miałam w ręku. 
             Sama nie byłam pewna, dlaczego w ogóle to powiedziałam. W tym momencie jakoś nie miałam odwagi, by na niego spojrzeć. Nie wiem czemu, ale zatrzymałam jego ubrania, które kiedyś u mnie zostawił, choć sama do końca nie wiedziałam dlaczego. Może chciałam mieć coś, co kiedyś należało do niego? Coś, czym mogłabym się dodatkowo katować za swój głupi pomysł, za każdym razem, gdy się na to natknę? Czarne dresy i biała koszulka z żółtym okrągłym uśmiechem, nadal była w moim posiadaniu. Przyszedł chyba czas, by wróciły do swojego właściciela.
 W takim razie po problemie  powiedział Hemmings, po dłuższej ciszy, jaka nastała.  Tata nigdzie nie idzie. 
            Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Luke uśmiechnął się, a ja lekko odwzajemniłam uśmiech. Zauważyłam, jak Robert znów łapie blondyna za dłoń, by dostać jeszcze kawałek kanapki. Kiedy jednak zauważył, że jego ojciec nie zwraca na niego uwagi, tylko dalej patrzy się na mnie, zrobił coś, co znów sprawiło, że uderzyła w nas duża rodzicielska duma.
 Tata!  krzyknął poirytowany malec.
             Wytrzeszczyłam oczy, patrząc na syna. Luke też raptownie odwrócił się w jego stronę. Rozchylił usta ze zdziwienia. Jego błękitne oczy zrobiły się duże jak spodki. Dostrzegłam też, że lekko się zaszkliły.
 Powiedział to…
 Powiedział  rzuciłam ze śmiechem, spoglądając na reakcję Hemmingsa.  Robert, kto to jest?
 Tata!
 Brawo!  powiedziałam, a malec klasnął w ręce.
 Em  zaczął Luke, a ja kiwnęłam głową, by mówił dalej  jak bardzo będziesz się ze mnie śmiać, jak zaraz się poryczę?
 Wcale nie będę się śmiać  odparłam, klepiąc go po ramieniu. Luke wytarł kąciki oczu, a potem odłożył kanapkę na talerz, by przytulić chłopca.
 Nasz mały kochany synek  powiedział ciszej, głaszcząc go po głowie. Uśmiechnęłam się szeroko.

             Luke dostał nową, zapakowaną szczoteczkę do zębów, która potencjalnie miała być moja. Dałam mu też jego stare ubranie, a on ze śmiechem powiedział, że od dawna szukał tej koszulki i myślał, że ją zgubił. Otrzymał nawet czyste i nieużywane bokserki z napisem: chodzą pogłoski, że jestem boski, które kupiłam Ashtonowi na urodziny. Ta bielizna miała być częścią prezentu. Chłopak jednak w końcu ich nie dostał, bo postawiłam na coś zupełnie innego. Z takim zestawem mógł zaszyć się w łazience i doprowadzić się do stanu używalności.
            Po południu zawitała do nas pozostała gromada członków 5 Seconds of Summer. Teraz mój dom wypełniony był facetami, a ja tworzyłam jedyną damską jednostkę. Dzięki nim poczułam się tak, jak za starych dobrych czasów. Jak wtedy, gdy tworzyliśmy naprawdę mocną i bliską paczkę przyjaciół. Choć nadal miałam z nimi doskonały kontakt, to jednak po rozstaniu z Lukiem i po tym, jak wyjechali do Anglii, ten kontakt był nieco rzadszy, niż wcześniej  oczywiście pomijając Ashtona. Znów jednak czułam się, jak dawniej, śmiejąc się i żartując. Rozluźniłam się i naprawdę zrozumiałam to, jak bardzo mi ich brakowało. Jak brakowało mi tego wspólnego spędzania czasu.
            Chłopaki  bez Luke'a – wyszli ode mnie wieczorem, a ja zabrałam się za szykowanie Roberta do spania. W połowie tego procesu, czynności te przejął Hemmings, który oczywiście zalał mi z małym pół łazienki, bo chlapanie wodą naprawdę było takie fajne i zabawne. Postanowiłam tego nie skomentować w żaden sposób, choć najchętniej za to trzepnęłabym tatuśka po głowie. Potem nakarmił małego mlekiem, które przyniosłam. Robert przysnął w połowie jedzenia.
            Kiedy Robert smacznie spał w łóżeczku, oboje zeszliśmy na dół. Luke dopakował swoje rzeczy, które zgromadził w siatce. Następnie usiadł przy stole, spoglądając na mnie. Uniosłam wzrok znad telefonu  właśnie zobaczyłam, że Ashton wrzucił na swojego Instagrama zdjęcie z naszym dzieckiem  i utkwiłam w nim ciemne oczy, czekając na to, aż się odezwie.
 Jest sprawa – powiedział powoli.
 Domyślam się – odpowiedziałam, blokując komórkę i odkładając ją na bok.
 W zasadzie dwie.
 Okej… Mów.
 Chcę zobaczyć jakieś stare zdjęcia Roberta. Chcę zobaczyć, jak kiedyś wyglądał. 
            Po jego słowach nagle mnie olśniło. Faktycznie, nigdy nie pokazywałam Luke'owi żadnych fotografii ani filmików. A miałam je przygotowane. Hemmings przypomniał mi o pewnym kartonie, który spoczywał na dnie mojej szafy.
 Poczekaj tu  powiedziałam, wstając z miejsca. Chłopak tylko kiwnął głową. 
            Minęłam go i ruszyłam w stronę schodów. Weszłam na górę, a potem cicho do sypialni, w której nadal w swoim starym łóżeczku spał Robert. Starając się robić, jak najmniej hałasu, podeszłam do dużej szafy. Z samego dołu wygrzebałam czarny karton po butach. Następnie razem z nim wróciłam na dół. Usiadłam z powrotem przy stole, przesuwając go w stronę blondyna.
 A to co?
 Dla ciebie  powiedziałam z lekkim uśmiechem.  Jego zawartość szykowana była, jeszcze za nim wszystko się wydało  dodałam nieco ciszej, zatrzymując wzrok na czarnym pudle. Luke otworzył go. Spojrzał na srebrny dysk zewnętrzny, a także kilka plików zdjęć, które wywołałam podwójnie z dziadkiem.  Pomyślałam, że coś takiego dobrze by było mieć, gdybyś w końcu się dowiedział. Zrobiłam kopie filmów i zdjęć, które masz na tym dysku. Niektóre z nich zostały wywołane i skompletowane w tych foliowych koszulkach. Powinnam ci to dać wcześniej, ale zupełnie o tym zapomniałam. Trochę tego jest.
 Dzięki  odparł z szerokim uśmiechem.  Czyli mogę sobie to wziąć?
 Jest twoje. Jaka była ta druga sprawa?
 Sprawa finansowa.
 Finansowa?  wydusiłam z siebie, unosząc brwi. Luke wlepił we mnie błękitne oczy i pokiwał głową. – W jakim sensie?
 Pomyślałem, że Robert powinien mieć osobne konto, na które raz w miesiącu przelewalibyśmy pieniądze. Wiesz… Tak w razie czego.
 Robert ma takie konto. Założyłam mu je od razu po urodzeniu.
 Prześlij mi jego numer sms-em.
 Jasne, nie ma sprawy.
 I jeszcze coś.
– Słucham?
 W dalszym ciągu kwestia finansowa  pociągnął powoli, a ja kiwnęłam głową.  Skoro i tak w dużej mierze, to ty będziesz się nim zajmować, to chcę ci to ułatwić…
 Luke, ja nie chcę twoich pieniędzy  przerwałam mu, krzywiąc się.
 Uczysz się i nie pracujesz, więc pewnie jedziesz na tym, co dają ci rodzice  skwitował i po części miał rację. Korzystałam też z zasobów konta w razie czego, które kiedyś też założyli mi rodzice.  Twoje studia kosztują, do tego dojdą opłaty za dom, zakupy i tak dalej… A ja chcę, byście mieli poczucie stabilizacji i finansowego bezpieczeństwa. Nie chcę, by czegokolwiek wam brakowało. Ani jemu, ani tobie.
 Naprawdę nie potrzebujemy pieniędzy  powiedziałam, akcentując dokładnie każde słowo.
 Jasne  mruknął, spoglądając na mnie.  I tak już za późno, bo złożyłem do banku wniosek o wydanie dodatkowej karty dla ciebie.
 Co?
 Wiedziałem, że nie będziesz chciała podać mi swojego numeru konta, bym mógł co miesiąc przelewać ci pieniądze, więc udostępniłem ci moje. Karta powinna do mnie przyjść na dniach i…
 Nie ma mowy  rzuciłam, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
 I masz z niej korzystać. Wybieraj tyle, ile ci potrzeba lub płać nią bezpośrednio  dokończył, ignorując to, że znowu mu przerwałam.
 Nie ma mowy  powtórzyłam, kręcąc głową.  Nie jestem twoją żoną, by mieć dostęp do twojego prywatnego konta bankowego…
 Dobra, możemy się pobrać choćby jutro, jeśli to ma cię przełamać  skwitował, wzruszając ramionami. Spojrzałam na niego jak na kosmitę.  Ja zdania nie zmienię i naprawdę się wkurzę, jeśli to olejesz.
 I co mi zrobisz?
 Nie chcesz wiedzieć... Mam za sobą media, więc mogę łatwo ogłosić jakiś mega wielki dramat, gdzie ja będę tym poszkodowanym, a ty tą złą  pociągnął ze złośliwym uśmieszkiem.
 To szantaż!
 Sama mnie do tego zmuszasz  oznajmił, po raz kolejny wzruszając ramionami. Zaśmiał się na widok mojej miny. W tym momencie miałam ochotę mu przyłożyć. Czymkolwiek…
 Jesteś uparty  mruknęłam.
 Nie bardziej, niż ty  odpowiedział. Przekręciłam oczami. – Więc, jak? I tak będę wiedział, czy się z tej umowy wywiązujesz, więc chyba nie masz wyboru.  Zazgrzytałam zębami, co wywołało z jego strony cichy śmiech.  Wyluzuj… To przecież nic wielkiego. Rozumiałbym twoje opory, gdyby nie było mnie na to stać. Ale nie oszukujmy się…
 Starczy tematu  zarządziłam, machając na niego ręką.
 Czyli będziesz korzystać?
 A mam wybór!  warknęłam, a Luke uśmiechnął się z triumfem.  Co nie zmienia faktu, że szantażowanie matki twojego dziecka jest poniżej pasa.
 Bez przesady. Musiało w końcu stanąć na moim, nie?
– Jak zawsze.
 Nie zawsze  poprawił mnie, a ja po raz kolejny przekręciłam oczami.  Będę już leciał. A ty przestań się wkurzać. Chcę dobrze.
 Wiem, wiem.
             Oboje wstaliśmy od stołu. Blondyn złapał za siatkę ze swoimi rzeczami. Zarzucił na siebie kurtkę. Odprowadziłam go do drzwi. Otworzyłam je. Hemmings jednak zatrzymał się na progu i się odwrócił. Znów na jego twarzy wymalował się uśmiech. Przez chwilę spoglądał na mnie, aż w końcu sama lekko się uśmiechnęłam.
 Wpadnę jutro.  Pokiwałam głową.  Do zobaczenia, Em.
             Zamarłam, gdy pochylił się i po prostu pocałował mnie przelotnie w usta, w taki sposób, jak to robił kiedyś, gdy się witaliśmy lub żegnaliśmy. Moje serce od razu zaczęło łupać w klatkę piersiową. Zrobiło mi się gorąco. Przez moment zapomniałam, jak się oddycha. Luke raptownie wyprostował się, robiąc wielkie oczy.
 Przepraszam- powiedział niepewnym tonem.  Chyba się trochę zapomniałem.
 Spoko – wydusiłam, choć czułam, że wcale spoko nie jest i nie będzie.
 Naprawdę przepraszam  powtórzył. Odwrócił się i ruszył w kierunku chodnika.
             Zamknęłam za nim drzwi, a potem oparłam się o nie, szybko oddychając. Z jednej strony bardzo żałowałam, że się zapomniał. Bo nagle tamte wspomnienia po raz kolejny zbombardowały mój mózg, nie pozwalając mi się od nich uwolnić. Zatrzęsły mi się dłonie, a kilka samotnych łez wypłynęło z moich oczu. Z drugiej jednak strony to było tak wspaniałe i cudowne uczucie znów poczuć go tak blisko siebie, że nie miałabym nic przeciwko temu, by zrobił to ponownie. Lekki i delikatny całus, który sprawiał, że wszystko we mnie krzyczało. Krzyczało z tęsknoty do niego, a jednocześnie z bólu, bo wiedziałam, że Luke już nie jest mój i pewnie nigdy nie będzie. Miałam swoją szansę bycia z nim, ale zawiodłam po całej linii. I nagle stojąc tak sama w pustym salonie, przełykając łzy, poczułam się niesamowicie samotna. A to wcale nie było przyjemne uczucie.


***
Po pierwsze nie mogłam się powstrzymać, by nie wrzucić tego gifa XD
Po drugie - Robert znów zaskoczył swojego tatuśka i to w pozytywny sposób :) W końcu pojawiło się jego pierwsze tata.
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Dziękuję wam za komentarze, a także życzenia urodzinowe, jakie od was dostałam :) WIELKIE OGROMNE DZIĘKI :) 

Kolejny rozdział klasycznie w następny wtorek.

Pozdrawiam!

#DwaPlusJedenFF


W następnym odcinku:

- Pytam się, czy między wami do czegoś doszło? Tak się do siebie uśmiechacie, jak… No, wiesz… Jak kiedyś.
- Doszło Katie, mamy razem dziecko. – Przyjaciółka skrzywiła się i przekręciła oczami. – Chcemy mieć normalne relacje. Z uwagi na…

***

- Powiedz mu, że nie wolno bić wujka Michaela. – Mały znów odwrócił się do Irwina.
- Nie.
- HA! – rzucił zadowolony Clifford.

***

- Byłam do tego przyzwyczajona.
- Na swoje własne życzenie – odparł, a ja zacisnęłam mocniej usta. Wyprostował się, zdając sobie sprawę z tego, co powiedział. Powoli odwrócił się w moją stronę. – Przepraszam.

***

- Em – powiedział lekko zachrypniętym głosem, a jego głos znów stał się jednym z piękniejszych dźwięków, jakim mógł mnie obdarzyć. – Przepraszam… Naprawdę nie chciałem doprowadzić cię do łez. Chcesz żebym już sobie poszedł?


6 komentarzy:

  1. Świetny rozdział !! Czekam na kolejny !
    -Pati

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! *-* czekam na następny :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham i czekam na kolejno część :) <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże kocham tego bloga ! ♥♡♥
    Zaczełam go niedawno czytać , i już jestem uzależniona *-* *-*
    Rozdział --- Cud, miód i jednorożce ♥♡
    Poprostu mega :* :* Robert już umie chodzić (brawo) :* no i duma Hemmo :* mały w końcu powiedział "tata" :* ♥
    Sam koniec rozdziału ... ten przelotny całus ... tyle znaczy .. a Em :* ( to nie moze tak byc , oni muszą do sb wrocić ... prosze *-*)
    A co do nexta ... boje się .. chyba ..
    No nic czekam do wtorku <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Luka i Roberta w jednych scenkach - się starszy Hemmo zdeczka zaciął, jak mu mały wywalił z tatą :D To było urocze- się biedny wzruszył :) Cudne!
    No, Luke nam dorastać zaczyna i robi się naprawdę odpowiedzialny - podoba mi się to, że myśli w miarę racjonalnie.
    Roxy - czy ty kurna planujesz jakąś dramę w następnym rozdziale? Weź błagam zostaw tych biednych ludzi w spokoju - niech się spikną i tworzą ładną rodzinkę, a nie płaczą po kontach. Hemmo jak wywaliłeś z czymś lub zrobiłeś coś co załamało Em to cię ukatrupię mimo tego, że cię lubię. Po prostu... ona i tak za dużo przeszła, on też, więc noo.... Nich tylko się nie kłócą błagam! I niech ona nie czuje się samotna - nie jest w końcu sama! Cały rozdział był naprawdę emocjonalny. Podoba mi się!
    Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń