piątek, 20 listopada 2015

Rozdział 11

          Szłam do domu, taszcząc siatki z zakupami. Musiałam je zrobić w miarę szybko, bo mama dzisiaj musiała się przygotować na ważne spotkanie, które ma się odbyć wieczorem. Było to spotkanie biznesowe z jedną z większych zaprzyjaźnionych firm. Na tym wieczorze mają się pojawić nie tylko moi rodzice, ale także i dziadkowie  w końcu to Paul założył tę firmę i wyniósł ją na szczyt. Dlatego spieszyłam się, bo Ashley była umówiona do fryzjera, a potem całą czwórką mieli pojechać do Gosford. To właśnie tam, w jednym z hoteli, ma się odbyć cała uroczystość. Czekała, więc ich ponad godzinna jazda.
           Zastanawiałam się, jak rozwiązać problem z opieką nad Robertem. Bo nie tylko moi rodzice i dziadkowie musieli dzisiaj wyjść. Ja miałam spotkanie ze swoją grupą z uczelni. Mieliśmy w końcu zabrać się za zlecony projekt. Nawet Lisa zdołała wyrwać się na ten dzień z roli matki i przekazać wszystkie obowiązki swojemu mężowi. Niestety, ja męża nie posiadałam, więc kompletnie nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Przez chwilę pomyślałam o Katie, ale szybko przypomniałam sobie, że przyjaciółka sama zakuwa do jakieś wejściówki, którą ma mieć jutro. Nie mogłam wcisnąć jej Roberta.
          Wpadłam do domu, zatopiona we własnych myślach, więc nic dziwnego, że z początku nie usłyszałam hałasów. Było po dwunastej, a ja w dalszym ciągu kombinowałam nad odpowiednim planem. Dopiero gdy coś mocniej huknęło, tak że podskoczyłam w miejscu, zrozumiałam, że coś dzieje się na górze.
           Uniosłam brwi, rozglądając się po salonie, ale ten był pusty. Nigdzie nie było widać mamy ani mojego dziecka. Podniosłam głowę, skupiając się na dźwiękach, które najwyraźniej dochodziły z pokoju małego. Odłożyłam torbę i zakupy na stół w kuchni i szybko weszłam na piętro.
           Otworzyłam drzwi, ale nie zdążyłam nawet rzucić okiem na to, co się dzieje, bo zostałam od razu wypchnięta z powrotem na korytarz. Spojrzałam z wyrzutem na Luke'a, który wyłonił się z pokoju i to on był sprawcą mojej nagłej i niespodziewanej ewakuacji z tamtego pomieszczenia. Na jego twarzy wymalowany był szeroki i zadowolony uśmiech.
 Co ty wyprawiasz?  zapytałam, próbując go wyminąć, by znów ponowić próbę wejścia do środka.
 Niespodzianka  odparł, obejmując mnie ramieniem. Naparł na mnie, zmuszając do tego, bym zeszła z nim po schodach na dół.
 Co robisz?
 Urządzam naszemu dziecku pokój.
 Co?!
 Pomyślałem, że pokaże nasze pomysły mamie. W końcu ona się zna na dekorowaniu wnętrz. Złączyła je w jedną wspólną całość i… To wygląda naprawdę ekstra! Taka niespodzianka ode mnie dla ciebie i Roberta.
– Ale…
 Wiem, wiem... Chciałaś to zrobić sama, ale w twoim tempie, to byś nie wyrobiła się do uzyskania przez Roberta pełnoletniości  skwitował, a ja warknęłam pod nosem.  Moja mama wzięła swoją ekipę i od rana pracują, by jak najszybciej skończyć. I w sumie nie dużo im zostało.  Spojrzałam na niego, zaciskając usta.  Em, nie wkurzaj się na mnie.
 Nie wkurzam. Jestem tylko ciekawa.
 Przykro mi, ale teraz nic nie zobaczysz  powiedział zadowolony, uśmiechając się szeroko.
 A gdzie Robert?
 Z twoją mamą u mojej mamy. Zresztą zaraz powinni tu być. Ashley mówiła, że gdzieś się później spieszy, więc powiedziałem, że jak nie zdążysz wrócić, to ja zajmę się małym.  Kiwnęłam tylko głową.  Em?
 Tak?
 Coś się stało?
 Nie, nic.
 Daj spokój, mi możesz powiedzieć. Jesteś jednak wkurzona o ten pokój?
 Nie, naprawdę. Mam inny problem, ale spoko  rzuciłam z uśmiechem.  I z tym sobie poradzę, w końcu nie raz musiałam kombinować.
             Złapałam za siatki i postawiłam je na blacie. Zaczęłam je rozpakowywać. Spojrzałam z niedowierzaniem na moje zakupy. Nie kupiłam zupki dla małego. Wzięłam wszystko, a zapomniałam o jego jedzeniu. Bosko. Drgnęłam jednak, czując na sobie badawcze spojrzenie Hemmingsa. Odwróciłam się w jego stronę. Miałam dobre wyczucie, bo Luke faktycznie nie odrywał ode mnie błękitnych oczu. Stał ze skrzyżowanymi rękami na klatce piersiowej.
 Co?
 Powiedz mi, co to za problem.
 Mam dzisiaj robić z moją grupą projekt na zajęcia. Moi rodzice i dziadkowie wychodzą, Katie się uczy i nie mam, z kim zostawić małego  powiedziałam jednym tchem.
 Też mi problem – skwitował Luke, wzruszając ramionami.  Ja się nim zajmę.
 Ale to nie będzie godzina. To może naprawdę potrwać.
 No i co? Dzisiaj i tak nie mam nic w planach, więc z chęcią z nim posiedzę.
 Sam?
 Sam. W razie czego zadzwonię do mamy.
 W razie czego masz dzwonić do mnie  poprawiłam go, a on się zaśmiał.
 Ponoć masz robić projekt. Czy w czasie takiej pracy nie potrzebujesz, nie wiem… skupienia się?  Przekręciłam oczami, co go rozbawiło. Tak, fantastycznie. Dobijaj mnie bardziej Hemmings.
 Naprawdę się nim zajmiesz?
 Naprawdę  odpowiedział, uśmiechając się szeroko.  W końcu to mój syn.
 Wielkie dzięki.
 Może wpadną też chłopaki…
 Mi to różnicy nie robi, w ilu będziecie go niańczyć  rzuciłam i machnęłam ręką.  Nie kupiłam mu zupy.
 Zupy?
 Na obiad.
 Dobra, to też da się załatwić  powiedział Luke ze śmiechem.  Coś jeszcze?
 Jak coś jeszcze?
 Bo chcę ci ogłosić radosną nowinę.
 Mów.
             Hemmings uśmiechnął się szeroko po raz kolejny, a potem podszedł do plecaka, który leżał na sofie. Nachylił się nad nim, a potem wyciągnął z niego białą teczkę. Wrócił do mnie i podał mi ją. Powoli otworzyłam teczkę. Zrobiłam wielkie oczy i się uśmiechnęłam.
 Załatwili to tak szybko?
 Też się zdziwiłem, że to poszło takim ekspresem. Wiedziałem, że to przyspieszą, ale nie, że aż tak. Teraz w końcu jestem już prawnie jego biologicznym ojcem. Pod spodem masz nowy akt urodzenia.
 Robert został oficjalnie Hemmingsem  powiedziałam, przekładając papiery. 
           Podniosłam głowę i znów utkwiłam ciemne oczy w chłopaku. Uśmiechał się do mnie szeroko. Był zadowolony i szczęśliwy. Odpowiedziałam mu tym samym.

            Mama przyprowadziła małego niedługo po tym, jak sama wpadłam do domu. Była w towarzystwie Karen, która poszła zobaczyć pracę nad pokojem wnuka. Potem obie kobiety wyszły, a nasza wesoła rodzinka została sama.
            Z uwagi na wizytę u babci Hemmings, popołudniowa drzemka Roberta nieco się przesunęła. Położyłam go spać w wózku na dole, bo na górze nadal trwały prace wykończeniowe. Korzystając z okazji, że mały śpi, rozpoczęłam instruowanie Luke'a w kwestii obsługi własnego dziecka.
 Jak się obudzi, podgrzejesz mu zupkę- powiedziałam, a on pokiwał głową.  Wieczorem przed spaniem dasz mu mleko. Sześć miarek…  Ale urwałam, widząc spojrzenie blondyna.  Może ci to lepiej zapisze na kartce.
 Tak będzie lepiej  odparł, kiwając głową.
 Okej.  Sięgnęłam do szuflady, wyciągając mały notes i długopis. Szybko zaczęłam pisać najpotrzebniejsze rzeczy.  Możesz mu dać do jedzenia trochę flipsów lub biszkopty. Nie napychaj go jednak za mocno, bo nie zje ci mleka.
 Nie opychać go, jasne.
 Do picia masz albo herbatkę, albo wodę, wedle uznania.  Luke znów pokiwał głową.  Jego ubrania są w tej szafce, którą wypchnęliście na korytarz, więc jak się czymś ochlapie, to obsłuż się sam. Bierz, co ci się podoba. Jego śpioszki do spania są w łóżeczku, więc po kąpaniu go w to ubierzesz. Starajcie się też nie zalać całej łazienki.
 Nie zalać łazienki, jasne. – Uniosłam brwi, a Luke zrobił niewinną minę. Do kogo ja kieruję prośbę o niezalewanie łazienki. Hemmings za każdym razem, jak brał gdziekolwiek prysznic, to po jego wyjściu wszystko w niej pływało.
 Szampon, żel do mycia i jego gąbkę masz przy wannie. Dobrze by było, gdyby był gotowy do spania o ósmej.
 Wiem.
 Pieluchy są w szafce pod przewijakiem. Jedne są zapinane na rzepy, a drugie w formie pieluchomajtek, więc użyjesz tego, co będzie ci wygodniej założyć. Jednak zanim wsuniesz mu na tyłek czystego pampersa, użyj kremu  biała tubka. Jeśli będzie miał zaczerwienioną pupę, użyj maści w szarym pudełeczku.
 Biała tubka lub szare pudełko. Załapałem.
 I chyba to wszystko. Jakieś pytania?
 Co jak nie będzie chciał spać?
 Nic. Robert albo zasypia przy jedzeniu, albo zasypia sam w łóżeczku. Po prostu kładziesz go, dajesz smoczka i pieluszkę, włączasz lampkę i elektroniczną nianię. Cmokasz na dobranoc i wychodzisz.
 I tyle?
 Tyle. Nauczony jest tak od małego. Postaram się wrócić jak najszybciej i…
 Em, nie spiesz się, dam sobie radę. W razie czego będę dzwonić  powiedział z uśmiechem. Spojrzałam na niego.  Chyba stresujesz się tym, że mam zostać z nim sam na tak długo. Nie bój się, nic mu się nie stanie.
 Nie boję się o niego tylko o ciebie.
 O mnie?
 A jak wrócę do domu i zastanę cię płaczącego w kącie? – Luke się roześmiał. Uśmiechnęłam się, a on poklepał mnie po plecach.
             Nagle z pokoju małego wyszli pracownicy Karen. Pożegnali się z nami, informując nas jednocześnie o skończonej robocie. Luke podziękował im i odprowadził ich do drzwi, zamykając je za nimi. Odwróciłam się szybko w jego stronę, a on znów się uśmiechnął.
 Idziemy zobaczyć?
 Pewnie, już nie mogę się do czekać.
            Blondyn wyciągnął w moją stronę rękę. Przez chwilę zapatrzyłam się na jego dłoń, a potem nieco niepewnie chwyciłam za nią. Hemmings pociągnął mnie w kierunku schodów. Oboje niemalże wbiegliśmy na górę. Już chciałam wejść do środka, ale Luke powstrzymał mnie.
 Ej, no!
 To ma być niespodzianka. Ja już widziałem, jak to mniej więcej wygląda.
 I?
 Niespodzianka  powiedział, stając za moimi plecami i zasłaniając mi dłońmi oczy. 
             Gdy tylko jego skóra otarła się o moją, drugi raz w tym dniu, poczułam przyjemny dreszcz, który przebiegł wzdłuż kręgosłupa. Zrobiło mi się przyjemnie ciepło.
            Usłyszałam, jak Luke otwiera drzwi, a potem lekko popycha mnie do przodu. Wyciągnęłam ręce, by na nic nie wpaść i niczym ślepiec, weszłam do pokoju naszego syna. Hemmings nachylił się, a ja zadrżałam, czując jego gorący oddech na szyi.
 Uwaga… Raz, dwa, trzy  powiedział ciszej, a potem zabrał ręce.
            Zrobiłam wielkie oczy, rozglądając się dookoła. Pomieszczenie pomalowano na błękitno-biały. Zmieniono też meble. Teraz Robert spać będzie w białym łóżeczku, a nad nim wisiało jego imię zrobione z drewnianych kwadratów, które wyglądem przypominały klocki dla dzieci. Niedaleko znajdował się biały przewijak. W rogu stawiono niebieskie, plastikowe pudełka na zabawki, a na samej górze siedział duży, brązowy miś. Była też mała lampka, a także okrągły żyrandol. Po drugiej stronie stała duża szafa i mniejsza komoda na ubrania. Do kompletu dorzucono okrągły, miękki dywan oraz rozkładany fotel.
 I jak?
 Matko, jest śliczny!
 Podoba się?
 Jeszcze jak!  Spojrzałam na blondyna, a on uśmiechnął się szeroko.
 Mówiłem, że moja mama ma do tego nosa.
 Ma, nawet nie będę zaprzeczać.
 Robert przez parę dni będzie musiał spać w twoim pokoju, bo tu trzeba porządnie wywietrzyć.
 Wiem. Jest naprawdę super. Myślę, że jemu też się spodoba.

~***~
          Emily w końcu wyszła z domu, aby udać się na spotkanie ze swoją grupą. Była umówiona w centrum Sydney, więc pognała na przystanek autobusowy, jakby się paliło, choć Luke zaproponował, że zamówi jej taksówkę. Ona jednak odmówiła. Robert nadal spał, ale blondyn wiedział, że jego drzemka niedługo dobiegnie końca.
          Miał nadzieję, że Ashton kupi odpowiednie jedzenie dla małego, bo inaczej Luke będzie musiał zaimprowizować w kwestii obiadu. Sam nie wiedział, czy dobrze zrobił, powierzając to zadanie chłopakom. Wytłumaczył im jednak przez telefon, co dokładnie mają kupić  wedle instrukcji otrzymanych od Emily. Liczył na to, że zjawią się u niego, zanim Robert się obudzi.
           Siedział na kanapie, grając w jedną z gier na telefonie. Nagle usłyszał ruch, który dochodził z wózka. Odczekał chwilę. Jednak zaraz dostrzegł małe rączki zaciskające się na oparciu. Robert podniósł się do pozycji siedzącej. Wypluł smoczek, który spadł na jego nóżki i spojrzał wprost na niego. Zamrugał.
 A kto to się obudził?  odezwał się Luke.
           Wstał z kanapy i podszedł do syna. Mały ziewnął, a potem obdarzył go szerokim uśmiechem. Hemmings odetchnął z ulgą. Przynajmniej nie zaczął mu płakać. Odpiął pasy, a potem wziął chłopca na ręce. Robert wtulił się w jego szyję, obejmując go ciasno. Luke uśmiechnął się pod nosem.
           Już chciał ruszyć na górę, by zmienić mu pieluchę, ale nagle drzwi otworzyły się i do środka wpadła pozostała część 5 Seconds of Summer. Robert spojrzał z ciekawością na chłopaków, a potem po raz kolejny się uśmiechnął.
 Hej, szkrabie  powiedział Calum, podchodząc do małego.  Przed chwilą wstał?
 Właśnie się obudził.
 To go zostawię, niech dojdzie do siebie po drzemce.
 Kupiliśmy jedzenie. Dla nas i dla niego  powiedział Michael. 
           Luke spojrzał na siatki, które mieli w rękach. Uniósł brwi, by znów utkwić wzrok w kumplach, których chyba nieco poniosło.
– Aż tyle?
– Stary, wiesz, ile tego jest  pociągnął Clifford.  Można od tych słoiczków dostać oczopląsu. Wzięliśmy wszystkiego po trochu.
 Mieliście kupić jedną zupę  odparł Hemmings, patrząc na nich z niedowierzaniem.
 To pozostałe dziewiętnaście dań obiadowych zje kiedy indziej  skwitował Ashton.  Mamy też deserki. I wiesz co… Robią też takie śniadanka, rozumiesz to? Śniadanko ze słoika. Boże… Niedługo matki będą mogły kupić wszystko ze słoika lub z proszku.
 Już mogą  wtrącił Calum.  
 Przynajmniej wyposażyliśmy twojego syna w żarcie na prawie bity miesiąc, więc się nie ciskaj. Zresztą nigdy tego nie robiliśmy, więc się nie dziw, że trochę nas to przerosło  dodał Ash.
– Jest okej  rzucił Luke.
 O! Mi!  krzyknął Robert, wskazując palcem Michaela.
 Tak, jest wujek Michael i jego czaderskie włosy  powiedział Clifford ze śmiechem.
 Co za żarcie kupiliście dla nas?
 W sumie same przekąski  odpowiedział Ashton.  A ja w drodze tutaj zamówiłem pizze.
 Spoko. Dajcie mi chwilę, pójdę go przebrać.
 Robiłeś to już?  zapytał Calum ze śmiechem.
 Nie. Ale to chyba nie może być, aż tak trudne, nie?
 To muszę to zobaczyć  skwitował Hood.
 Zostań na dole  powiedział Ashton, szarpiąc go za ramię.  Nie stresuj go dodatkowo.  Calum zrobił niezadowoloną minę.

           Przebieranie dziecka jednak nie należało do prostych rzeczy, a przynajmniej nie było to proste dla Luke'a. Darował sobie pampersy na rzepy, bo za cholerę nie mógł jednego z nich zapiąć, więc wziął te drugie, które wystarczyło wciągnąć, jak zwykłą bieliznę. Większym problemem okazało się rozpięcie tych przeklętych bodów. Te zatrzaski tak mocno się trzymały, że chłopak w końcu skapitulował. Pociągnął za materiał z taką siłą, że wyrwał je z ubranka. Wbił sobie do głowy to, że musi poznać technikę rozpracowywania tego ustrojstwa. Jak Em to robiła? Na szczęście Robert był po jego stronie i grzecznie czekał, aż on skończy ten cały proces.
           Kiedy pielucha była w końcu zmieniona, przeszedł do pokoju Em. Z szafki wyciągnął drugie body i przebrał małego. Na szczęście te zapięcia chciały z nim współpracować. Wrócił do salonu całkiem zadowolony z siebie, choć postanowił nie mówić nic chłopakom o jego wojnie z garderobą Roberta.
           Michael zaczął bawić się z małym, a blondyn poszedł przyszykować mu obiad. To było znacznie łatwiejsze. Wystarczyło wziąć odpowiedni słoik, odkręcić go i wrzucić na minutę do mikrofali. Bum! Obiad gotowy! Podano do stołu! Hemmings sam chciał go nakarmić, ale Calum niemalże powalił go na podłogę, wyrywając się do tego zadania. Przejął od niego łyżeczkę z dinozaurem i usiadł obok krzesełka do karmienia, w którym Robert już czekał na swój posiłek.
           Po czynnościach, które narzuciła mu w odpowiedniej kolejności Emily, przyszła pora na luz i zabawę. Robert miał do dyspozycji nie tylko tatę, ale także wujków, więc był zadowolony z tego, że ich uwaga w dużej mierze skupiona jest na nim. Dodatkowo Ashton biegał za chłopcem ze swoim telefonem, co rusz robiąc mu zdjęcia. Potem wziął małego na kolana i oboje przeglądali wykonane fotki. Robert śmiał się głośno, widząc siebie na zdjęciach i sam nawet próbował przesuwać te kolorowe obrazki, które pojawiały się na ekranie.
            Luke był dopiero początkującym rodzicem, ale i tak uważał, że jak na pierwszy raz, to całkiem nieźle sobie radzi. Wiedział jednak, że przed nim jeszcze odbębnienie kąpania, przygotowanie mleka i położenie małego spać, co mogło być znacznie większym wyzwaniem, niż zmiana pampersa i zrobienie obiadu ze słoiczka. Miał jednak nadzieję, że i z tym jakoś sobie poradzi.

~***~
           Starałam się skupić na projekcie, który szykowaliśmy. Miałam wrażenie, że czas ciągnie mi się niesamowicie wolno. Na szczęście widoczne były postępy w naszej pracy.  Mimo wszystko moje myśli wciąż uciekały w stronę domu i tego, co tam może się dziać. Nie będę nawet zaprzeczać, że się nie denerwowałam. Co prawda Luke nie zadzwonił ani razu, ale to nie oznaczało, że wszystko odbywa się bez problemów. Pierwszy raz został na tak długi czas sam z Robertem, bez pomocy swojej mamy i beze mnie.
           Chciałam wiedzieć, jak sobie radzi, więc kiedy nasza grupa zrobiła sobie przerwę  większość osób poszła na papierosa, a druga skierowała się do toalety bądź baru, by zamówić kolejną kawę  przy stoliku zostałam tylko z Lisą. Wyciągnęłam telefon i szybko odnalazłam numer do Hemmingsa.
 Chcesz kawy?  zapytała dziewczyna.
 Nie, jeszcze mam, dzięki.
           Zobaczyłam, jak odwraca się w stronę Bena, który był z nami w grupie. Coś mu powiedziała, a on ruszył w kierunku kumpla, który już stał w kolejce. W sumie było nas dziesięć osób, więc całkiem sporo. 
           Spojrzałam na ekran. Zastanawiałam się, czy powinnam skontrolować go telefonicznie. Popukałam się palcem po dolnej wardze. Podniosłam głowę, czując wzrok Lisy na sobie. Uniosłam brwi, a dziewczyna się zaśmiała.
 Zostawiłaś z kimś dziecko, kto robi to pierwszy raz?  wypaliła.
 Aż tak to widać?
– Wyglądałam tak samo, gdy mój mężuś zajmował się Kelly po raz pierwszy. Zadzwoń i przekonaj się, że naprawdę jest wszystko w porządku. Wtedy wyluzujesz.
 W sumie racja  powiedziałam, kiwając głową.
 Z kim został?
 Co?
 Z kim został Robert?
 Ze swoim ojcem.
 Pierwszy raz sam na sam z tatusiem?
 Tak, raczej wcześniej nie było ku temu okazji  powiedziałam, omijając szczegóły.  Często jest poza Australią.
 Kijowo.
 Taka praca  odpowiedziałam, a potem nacisnęłam zieloną słuchawkę. 
             Raz się żyje. Najwyżej usłyszę płaczącego i błagającego o mój powrót Hemmingsa. Najpierw dotarł do mnie pierwszy sygnał, a potem drugi. W końcu Luke odebrał.
 Hej, Em.  Dobra, nie płakał. Raczej nie miał zbyt styranego głosu. Brzmiał… Normalnie.
 U was wszystko w porządku?
 Tak. Odwiedzili go wujkowie, więc Robert miał się z kim bawić. Niedawno poszli. Niedługo idę go wykąpać.
 To dobrze…
 Chyba się nie martwisz?  zapytał ze śmiechem.
 Nie, pewnie, że nie. Tak tylko chciałam…
 Sprawdzić, czy żyjemy?
 Coś w tym stylu.
 Żyjemy. Co prawda był jeden kłopot…
 Jaki kłopot?  zapytałam od razu.
 Rozwaliłem mu body  odpowiedział, a ja parsknęłam śmiechem.  Tak… Zabawne. Robią tak chujowe zapięcia, że nie mogłem tego odpiąć. Ale wiesz, co?
 Co?
 Kupiłem mu nowe. Takie na wypasie.
 Co?
 Weszliśmy z chłopakami na taką stronę z dziecięcymi ubraniami. Nawet nie wiedziałem, że tego tyle jest  powiedział podekscytowany, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.  Nie mogliśmy się zdecydować na jakieś konkretne, więc wzięliśmy ich więcej.
 Jakie?
– Na przykład z Nirvaną i Green Day’em.  Przekręciłam oczami. Typowe.  No i musieliśmy koniecznie kupić białe i czarne z logo naszego zespołu.
 Dobraliście, chociaż odpowiedni rozmiar?
 Tak, Ashton i Michael zmierzyli go linijką. No i wzięliśmy je trochę większe  powiedział, a ja miałam ochotę uderzyć się otwartą dłonią w czoło. Ale w końcu dali radę, więc to się liczy.  Co byś chciał?  Usłyszałam, jak zwraca się do Roberta.
 Dobra, to ja ci nie przeszkadzam.
 Przeszkadzasz sobie. Rób ten projekt, a nie wisisz na telefonie.
 Jasne. Do zobaczenia później.
 Do później  rzucił ze śmiechem i się rozłączył. Schowałam telefon do kieszeni i spojrzałam na Lisę, która chichotała pod nosem.
 Żyją?
 Żyją.
 Co takiego zrobił tatusiek Roberta?
 W sumie wszystko idzie dobrze. Zepsuł mu tylko body  odparłam z uśmiechem.
 To wracamy do projektu.

~***~
           Niedługo zbliżała się godzina zero, a mianowicie pora kąpania Roberta. Luke chciał jednak przeciągnąć nieco ten moment, więc dalej bawił się z małym. Pomyślał, że jak może bardziej go zmęczy, to jego syn łatwiej mu zaśnie.
 Gdzie masz pieska? – zapytał, siedząc po turecku na podłodze. Robert stanął na nogi, opierając się o kanapę.
 Nie.
 Nie ma go?
 Nie.
 Jak nie ma  powiedział ze śmiechem.  Tata go ma. Zobacz.  Wyciągnął przed siebie maskotkę i poruszał nią. Mały pisnął z uśmiechem.  No, chodź. Dam ci go.
          Robert odwrócił się, puszczając się jednocześnie kanapy. Luke był pewny, że jego syn zaraz klapnie na cztery litery, jak to zazwyczaj robił. Siedział kawałek dalej i z ciekawością go obserwował, bo chłopiec od dłuższego czasu po prostu stał w miejscu, uśmiechając się do niego szeroko.
          I nagle ruszył przed siebie. Hemmings wytrzeszczył oczy, gdy Robert nieco chwiejnym krokiem zbliżał się w jego stronę. Rozchylił lekko wargi, nie mogąc uwierzyć w to, że jest świadkiem tego, jak jego syn stawia samodzielnie pierwsze kroki. Uśmiechnął się, nie mogąc oderwać od niego oczu. W końcu roześmiał się, gdy maluch padł w jego ramiona, dodatkowo obejmując ciasno misia.
 Ej, mistrzu!  zawołał, podnosząc go.  Jesteś wielki!
 Au-au!
 No i złapałeś pieska!  Przytulił go do siebie.  Mój genialny synek!  Robert spojrzał na niego i sam się uśmiechnął.  Brawo.  Gdy to powiedział, mały zaklaskał, co jeszcze bardziej ucieszyło Luke'a.  Pójdziesz jeszcze raz?
          Wstał z nim z podłogi. Postawił go. Robert zachwiał się, ale i tak utrzymał równowagę. Luke odszedł kawałek dalej, a potem ukucnął. Wyciągnął ręce w jego stronę, czekając na ten moment. Chciał to zobaczyć raz jeszcze.
 Robert, chodź do taty  powiedział z uśmiechem. Chłopiec wyciągnął palca z buzi.  Chodź do taty.
          Uśmiechnął się do niego, wypowiadając kilka słów po swojemu, a potem ruszył w jego kierunku. W tym momencie Luke poczuł się niesamowicie dumny. Ogarnęło go jedno z tych uczuć, których jeszcze nie miał możliwości doświadczyć. Wielka ojcowska duma, którą dopiero teraz poczuł na własnej skórze. Zacisnął usta, mając wrażenie, że zaraz najnormalniej w świecie rozpłacze się, jak małe dziecko. W końcu jego syn padł mu ramiona, a on podniósł go.
– Brawo  powtórzył, a Robert ponownie zaklaskał.  Mój kochany synek  rzucił, całując go czule w czoło.  Jestem z ciebie taki dumny.
– Ta.
 Bardzo. Przytulisz się do taty?  Robert kiwnął głową, a potem przywarł do niego, obejmując jego szyję małymi rączkami.  Mój Skarbek.
 Mu…
 Mój  powtórzył Hemmings. Robert wyprostował się, a potem złapał za jego policzki. Poklepał go, śmiejąc się wesoło. – A powiesz: tata?
 Mu…
 Tata.
 Nie.
 Jak, nie? Jestem twoim tatą.
 Ta…
 Powiedz: tata.
 Mu…
– Twój tata?  Robert pokiwał głową. Pochylił się, opierając czoło o jego policzek.  To mi wystarczy  skwitował z uśmiechem Hemmings. W tym momencie miał wrażenie, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

           Kąpanie Roberta nie było, aż tak straszne, jak się tego spodziewał. Co prawda mały raz zapłakał, a to tylko dlatego, że Luke nie zauważył, jak szampon dostaje się do jego lewego oka. Szybko jednak go uspokoił i pozbył się problemu. Potem oboje zeszli na dół.
          Jako że mały był po kąpaniu, Luke uznał, że powinien go dodatkowo czymś okryć. Nie wiedział, czy Robert dysponuje szlafrokiem, więc użył do tego jego kocyka. Owinął go szczelnie, a potem zabrał się za szykowanie mleka. Dokładnie postępując wedle instrukcji wypisanej przez Em  sześć miarek, plus dwieście mililitrów wody  przygotował mleko. Razem z nim i małym na ręku, wrócił na górę.
           Wszedł do czarno-fioletowej sypialni Em. Zapalił światło. Wziął z łóżeczka pieluszkę i usiadł z Robertem na łóżku. Zaczął go karmić, nie odrywając wzroku od tej małej istoty, która była tak bardzo podobna do niego. Uśmiechnął się i pocałował go delikatnie w czoło. Kochał go.
           Luke był pewny, że chłopiec zaśnie mu w czasie jedzenia. Jednak mały postanowił, że przedłuży tę chwilę. Przedłuży i to bardzo. Bo nawet wtedy, jak wsadził go do łóżeczka, dał smoczka i pieluszkę, jego syn od razu podniósł się, stając na nogi i opierając się rączkami o szczebelki. Luke ponowił kilka razy próbę położenia małego, ale jak tylko się odwracał, on od razu wstawał. Po jego reakcji widział, że Roberta niesamowicie to bawiło, bo co rusz wybuchał słodkim dziecięcym śmiechem, a Luke wiedział, że ten dźwięk będzie dla niego najpiękniejszym dźwiękiem, jaki mógłby kiedykolwiek usłyszeć.
          W końcu postanowił zastosować metodę Emily. Zapalił lampkę i zgasił światło. Włączył elektroniczną nianię. Spojrzał na małego, który nie odrywał od niego błękitnych oczu. Położył go po raz kolejny, a potem wyszedł z pokoju, zamykając drzwi. Skutkiem tego było to, że Robert głośno się rozpłakał.
 Ej, nic się nie dzieje  powiedział, wracając szybko do pokoju. 
             Robert zaniósł się kolejnym szlochem, wyciągając rączki z pieluszką w jego stronę. Wziął go, a mały od razu wtulił się w niego, dalej wylewając łzy. 
 Bosko  skomentował Luke, przekręcając oczami.  Jak twoja mama to robi? Synek, nie płacz. Już jest okej  pociągnął, gładząc go po pleckach.  Tata nigdzie nie idzie. 
           Pokołysał go w ramionach, aż w końcu Robert przestał płakać. W dalszym ciągu jednak obejmował go ciasno, jakby Luke znów miał go zostawić. Blondyn zagryzł wargę. Nie przychodziło mu nic innego do głowy, jak tylko zabrać małego z powrotem na dół.
           Złapał za koc, a potem wyłączył elektroniczną nianię i lampkę, która stała przy łóżku. Wyszedł na korytarz i zszedł do salonu. Robert dalej wciskał się w niego, a on słyszał, jak jego przyspieszony od płaczu oddech powoli się normuje. Usiadł z nim na kanapie, przełączając program w telewizji. Właśnie leciała powtórka wiadomości sportowych.
           Spojrzał na małego i szybko wytarł mu mokrą od łez buzię. Następnie okrył go kocem i położył się z nim na kanapie, obejmując go ramieniem. Skoro Robert nie chciał iść spać, to poczeka z tym na powrót Em.

~***~
           Podziękowałam Benowi za podwiezienie pod sam dom. Zresztą nie ukrywałam tego, że było mi to na rękę, bo było grubo po dziesiątej. A ja nie chciałam przeciągać struny i cierpliwości Hemmingsa. Plusem tego było tylko to, że nasz projekt był tak dopieszczony pod każdym względem, że jeśli profesor nam tego nie zaliczy, to zginie z naszych rąk w dużych męczarniach. Naprawdę odwaliliśmy kawał dobrej roboty, dodatkowo wyrabiając się w czasie, bo praca została wysłana do niego przed północą  czyli przed godziną zero.
           Weszłam cicho do domu. Od razu usłyszałam grający w tle telewizor. Zamknęłam za sobą drzwi i spojrzałam na męską część załogi. Załogi, która odpłynęła w daleką krainę snów. Zaśmiałam się cicho pod nosem, podchodząc bliżej. Wyciągnęłam telefon i zrobiłam zdjęcie, bo musiałam mieć koniecznie uwiecznioną tę słodką scenę.
            Luke spał na plecach, z jedną ręką zarzuconą na brzuchu. Jego twarz była spokojna, a ja miałam wrażenie, że wyłapałam tę krótką chwilę, w której lekko się uśmiechnął, jakby śniło mu się coś przyjemnego. Prawym ramieniem obejmował Roberta, który zawinięty w puszysty kocyk, wtulał się w bok swojego ojca. Obaj oddychali tak samo  równo i miarowo.
            Odłożyłam torbę i zgasiłam telewizor. Znów do nich podeszłam. Powoli i jak najdelikatniej potrafiłam, wzięłam Roberta na ręce, przyciskając go do siebie. Na szczęście się nie przebudził. Poszłam na piętro. Weszłam do pokoju, a potem włożyłam go do łóżeczka. Mały poruszył się. Przysunęłam do jego policzka pieluszkę. Przykryłam go kołderką. Spał dalej.
            Gdy miałam pewność, że na pewno mi się teraz nie przebudzi, podeszłam do szafy i wyjęłam z niego duży koc. Razem z nim zeszłam na dół. Przykryłam śpiącego tatusia. Postanowiłam, że nie będę go budzić. W końcu nic się nie stanie, jak prześpi się u mnie na kanapie. Zgasiłam światło i wróciłam na górę, aby samej przyszykować się do snu.



***
I mamy pierwszy raz Hemmo w roli niani. Chyba sobie dobrze poradził, jak na pierwszy raz, czyż nie? :D
Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał. Choć jestem zawsze dość krytycznie nastawiona do swojego pisania, to muszę przyznać, że tą część naprawdę lubię :)

Aby ta dwójka zamieszkała razem, najpierw by musiała się ze sobą zejść. A czas pokaże, czy to w ogóle nastąpi. Zobaczymy :)

Dziękuję wam za wasze cud, miód komentarze, które ubóstwiam! Wiecie, jak sprawić, by cieszyła mi się do ekranu micha :D Dziękuję!

Kolejny rozdział tradycyjnie będzie we wtorek.

Z powodu mojego małego święta, zapraszam was też na pozostałe blogi, na których z tej okazji pojawiły się nowe rozdziały. Liczę, że i one się wam spodobają :) 

Pozdrawiam!

#DwaPlusJedenFF


W następnym odcinku:

- Mama!
- Gdzie mama?
- Bu! – rzucił, wyrywając mi kołdrę.

***

- Jak mama będzie nie grzeczna, to nie powiemy jej, co się wczoraj stało.
- Najpierw zadaj sobie to pytanie, czy ja na pewno chcę to wiedzieć.
- Uwierz mi, że bardzo chcesz – powiedział Luke, odwracając się w moją stronę.

***

- Em – zaczął Luke, a ja kiwnęłam głową, by mówił dalej – jak bardzo będziesz się ze mnie śmiać, jak zaraz się poryczę?
- Wcale nie będę się śmiać – odparłam, klepiąc go po ramieniu. 

***

- Nie ma mowy – powtórzyłam, kręcąc głową.- Nie jestem twoją żoną, by mieć dostęp do twojego prywatnego konta bankowego…
- Dobra, możemy się pobrać, choćby jutro, jeśli to ma cię przełamać – skwitował, wzruszając ramionami. Spojrzałam na niego, jak na kosmitę. – Ja zdania nie zmienię i naprawdę się wkurzę, jeśli to olejesz. 

5 komentarzy:

  1. Aww! To takie urocze ;3 super się czytało rozdział. Teraz idę czytać nowe rozdziały Twoich pozostałych opowiadań.

    OdpowiedzUsuń
  2. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ROXY!!!
    Boże, ty chcesz bym padła z powodu tego rozdziału. Był po prostu NIEZIEMSKI!!! Tak się cieszę, że Robert zaczął stawiać pierwsze kroki przy Hemmo. Przez cały czas miałam mega zaciesz na twarzy! Nie powiem, ale Luke w roli samotnego opiekuna dał sobie radę, choć kilka razy nie mogłam ze śmiechu - a chłopaki i ich zakupy hahahaha popłynęli! Ten widok śpiącego tatusia z synkiem musiał być naprawdę cudowny i jak sobie to wyobrażam to od razu mam banana na twarzy!
    Czy Luke będzie płakał w następnym rozdziale, czy mi się zdaje? Ale chyba nie stało się nic złego? Oczywiście,że ich zejście się nastąpi, bo ja innego wyjścia nie widzę!
    Nie mogę doczekać się wtorku!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. 100 lat, 100 lat, niech żyje, żyje nam!
    100 lat, 100 lat, niech żyje, żyje nam!
    Jeszcze raz, jeszcze raz, niech żyje, żyje nam!
    Niech żyje naaam !
    Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń, uśmiechu na twarzy, wszystkiego czego sobie tylko zapragniesz Roxy ♥
    Rozdział wspaniały, niesamowity, fenomenalny ! ( jak wszystkie twoje )
    Podczas czytania go, znowu miałam banana na twarzy. Gdy sobie wyobrażam Luke'a z Robertem to momentalnie się rozpływam, a widok ich śpiących musiał być przeeeuroczy <3 Chciałabym to zobaczyć
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^
    I jeszcze raz, w tym roku już ostatni raz, wszystkiego najlepszego! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego najlepszego Roxy!!!
    Życzę Ci wszystkiego co najlepsze, zdrowia, szczęścia, pomyślności sukcesu, spełnienia marzeń i uśmiechu na twarzy:) i tak BARDZO Cię przepraszam, że życzenia składam już po twoim święcie , ale mój komputer stwierdził, że nie będzie współpracował i dopiero dziś wpadł mój kolega żeby zrobić te swoje czary-mary...
    Rozdział naprawdę niesamowity , chciałbym zobaczyć minę Luka kiedy obudzi się w nie swoim domu hihi <3
    Lecę czytać pozostałe rozdziały twoich opowiadań:)
    Pozdrawiam , jeszcze raz przepraszam i życzę weny ^-^

    OdpowiedzUsuń