wtorek, 27 października 2015

Rozdział 6

           Nie mogłam oderwać od niego przerażonego wzroku. Zadrżały mi ręce. W ustach zrobiło się sucho, a na skórze pojawiła się gęsia skórka. Jedyne, o czym teraz marzyłam, to szybka ucieczka. Gdziekolwiek. Dokądkolwiek. Byle by nie widzieć tych błękitnych i zimnych oczu. Luke był wściekły.
          Wpatrywałam się w chłopaka, nie potrafiąc wydusić z siebie żadnego słowa. Przez moment byłam pewna, że z tego strasu zapomniałam, jak normalnie się oddycha. Moje palce mocniej zacisnęły się na niebieskim, puchatym kocyku, którym przykryty był Robert.
 Chyba masz mi coś do powiedzenia  powiedział Luke, siląc się na spokojniejszy ton. Znałam go na tyle, że doskonale widziałam, że jest zdenerwowany. Co chwilę zaciskał usta, nie odrywając ode mnie wzroku.
          Nadal nie potrafiłam wydusić z siebie czegokolwiek, więc tylko dosunęłam się od drzwi, wpuszczając go do środka. Luke wszedł do domu. Przez chwilę zastanawiałam się, skąd w ogóle wiedział, że tu mieszkam. Pod uwagę brałam dwie możliwości  albo Ashton się wygadał, albo Luke widział, do którego budynku wchodzę, kiedy dzisiaj przypadkowo się spotkaliśmy.
          Blondyn zamknął drzwi, a potem powoli się odwrócił. Miałam tak mocno ściśnięte mięśnie w całym ciele, że obawiałam się tego, że nie będę w stanie się poruszyć. Jakbym dostała jakiegoś pieprzonego paraliżu. Bałam się tego, co mogę usłyszeć, choć wiedziałam, że zasługuję na wiele gorzkich słów.
 Jak ma na imię mój syn?  zapytał, zupełnie mnie zaskakując. 
           Rozchyliłam lekko usta, nie będąc pewna, czy pyta poważnie. Widząc jednak jego surową minę, wiedziałam, że nie żartował.
 Co?
 Daj spokój, Emily  warknął, podnosząc głos. Potem jednak wrócił do cichszego tonu.  Starczy tych wszystkich kłamstw. On jest mój, prawda?  Pokiwałam tylko głową, czując, jak znów uderza we mnie fala gorąca. Włączała mi się panika.  Więc? Jak ma na imię mój syn?  zapytał rozdrażniony.
 Robert  odpowiedziałam cicho. Luke zrobił wielkie oczy. Chyba nie spodziewał się tego, że użyję jego drugiego imienia do nazwania naszej wspólnej pociechy.  Tak, dostał je po tobie  dodałam, aby go w tym utwierdzić, choć byłam pewna, że on połączył jedno z drugim. – Zaraz wrócę tylko… położę go do łóżeczka.
 Poczekaj  powiedział, robiąc krok w moją stronę.  Mogę go, chociaż zobaczyć?
            Wstrzymałam oddech, a potem lekko pokiwałam głową. Odwróciłam się bokiem, aby mógł go lepiej widzieć. Luke dokładnie śledził każdy mój ruch, kiedy odchyliłam kocyk, by pokazać mu syna. Mały dalej spał w najlepsze, a pojedyncze kosmyki blond włosów opadały mu na czoło. Usteczka wyginały się w niewielki dzióbek, gdy opierał się policzkiem o moje ramię.
           Ja jednak nie patrzyłam na Roberta. Ja nie odrywałam wzroku od Luke'a, który wpatrywał się w syna, dokładnie przyglądając się każdej najdrobniejszej cesze w jego wyglądzie. Wyłapałam cień uśmiechu, jaki przebiegł po jego twarzy. On jednak tak szybko zniknął, jak się pojawił, gdy błękitne oczy znów spojrzały na mnie.
 Zaraz wracam  powiedziałam, a on tylko kiwnął głową.
           Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę schodów. Weszłam szybko na górę, przechodząc do nieurządzonego jeszcze pokoju Roberta. Całe pomieszczenie było białe i nieco puste. Ja jednak chciałam, by jego pokój był idealny, więc w dalszym ciągu byłam na etapie oglądania i przeglądania katalogów, a także wymyślania swojej wizji.
          Odrzuciłam kocyk na przewijak, a następnie zbliżyłam się do drewnianego, ciemnego łóżeczka. Powoli położyłam małego, okrywając go lekką kołderką w kolorowe misie. Robert spał dalej. Zapaliłam lampkę, która odrobinę rozświetliła pomieszczenie. Teraz panował tu pół mrok.
           Włączyłam elektroniczną nianię. Głośnik znajdował się w salonie, więc na dole miałam dobry odsłuch tego, co dzieje się na górze. Raz jeszcze spojrzałam na synka, a moje dłonie mocno zacisnęły się na drewnianym łóżeczku. Mój oddech przyspieszył. Zwiesiłam głowę, starając się uspokoić. Bałam się zejść na dół. Bałam się zmierzyć z tym, co sama zrobiłam. Z tym, jak to wszystko pokomplikowałam.
           W końcu jednak wyszłam cicho z pokoju. Nie mogłam przecież siedzieć w nim w nieskończoność. Musiałam stawić czoła przeszłości. Schodząc po schodach, wiedziałam, że to będzie cholernie bolało.
          Luke stał nadal w tym samym miejscu, w którym go zostawiłam. Gdy tylko usłyszał moje kroki, podniósł głowę. Objęłam się ramionami, jakby to miało dodać mi siły, odwagi i otuchy. Zatrzymałam się przed chłopakiem, a on wlepił we mnie błękitne oczy, które nadal pozostawały chłodne.
– Jak mogłaś mi to zrobić, Emily?  wydusił, zanim zdążyłam się odezwać. – Jak mogłaś ukrywać przede mną moje własne dziecko?
 Byłam pewna… Byłam pewna, że…
 Że, co?! Że nie nadaję się na ojca?! Czy może byłaś przekonana o tym, że cię zostawię, więc ty postanowiłaś zrobić to pierwsza?!  warknął. Na szczęście nie krzyczał. On tylko podnosił odrobinę ton, choć nadal byłam pewna, że gdyby Roberta nie było w domu, rozdarłby się na całe gardło. Kontrolował się tylko dlatego, by go nie obudzić.
 Luke, ja…
 Dlaczego podjęłaś tę decyzję za mnie?! Myślisz, że byłbym w stanie odwrócić się od ciebie i od niego?!
 To nie tak…
 A, jak?! Wiesz, jak się czułem, gdy Michael…
 Michael?  odparłam zaskoczona.  Co ma do tego Michael?
 Bo on połączył to wszystko w jedną całość! Sądziłaś, że to Irwin się wygadał?  Kiwnęłam głową.  On tylko to potwierdził, choć nie całkiem świadomie.
 Naprawdę nie chciałam, by tak wyszło.
 Nie chciałaś?!  zakpił.  Takiego sekretu nie da się ukryć na zawsze, prawda? W końcu Robert pojawiłby się w moim życiu i mogę się założyć, że pierwsze, o co by mnie zapytał to o to, czemu go zostawiłem i czemu mnie przy nim nie było! Na to liczyłaś?!
 Nie, to zupełnie nie tak…
 Rozumiem, że przestałaś mnie kochać, ale co takiego zrobiłem, że zabrałaś mi także i jego?! 
            Nie wytrzymałam i rozpłakałam się, nie próbując tego nawet w żaden sposób kontrolować. Luke zamilkł, zerkając na mnie niepewnie. Chyba nie spodziewał się takiej reakcji.
 Zostawiłam cię tylko dlatego, że pojawił się Robert  wydusiłam, ocierając dłońmi mokre policzki.
 Co?
 Kłamałam. Wtedy kłamałam. 
           Luke spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Zacisnął usta i pokręcił głową. Wziął głęboki wdech, a potem powiedział coś, czego się spodziewałam, a co bolało dwa razy mocniej, niż to, co mówił wcześniej.
 Robisz z tego, jakąś konkurencję, czy jak?!- Podniosłam głowę, wlepiając w niego zapłakane oczy.  Zrobiłaś to po raz drugi! Po raz drugi rozpieprzyłaś wszystko! Po raz drugi mnie złamałaś!  A potem odwrócił się i wyszedł z domu, zatrzaskując za sobą drzwi.
            Oddychałam tak ciężko i szybko, jak topielec, który próbuje utrzymać się przy życiu. Od tego wszystkiego, aż zakręciło mi się w głowie. Podeszłam do sofy. Usiadłam na podłodze, opierając się o nią plecami. Podkurczyłam nogi, oplatając kolana ramionami. Po chwili wypuszczałam z oczu kolejne słone łzy. Luke miał rację… Złamałam mu serce po raz drugi.

~***~
          Pokonał drogę do domu w takim tempie, że pod koniec prawie dostał zadyszki. Wszystko w nim krzyczało, a on nie potrafił się w tym odnaleźć. Wszystko zaczęło się znów pieprzyć. Potrzebował chwili, by to ogarnąć, a przede wszystkim, by się uspokoić.
         Wszedł do domu, głośniej zamykając za sobą drzwi. Słyszał głosy rodziców, dochodzące z salonu. Zanim zdążył ściągnąć buty, na holu pojawiła się niewysoka blondynka z niebieskimi oczami. Barwą tylko przypominały jego tęczówki, bo on odziedziczył ten kolor po ojcu.
– Ale masz minę  powiedziała Karen, krzyżując ręce na klatce piersiowej i spoglądając na niego z szerokim uśmiechem.  Coś się stało?
 Stało  odpowiedział drżącym głosem. Nadal go nosiło, a ostatnią rzeczą, jaką chciał, to podniesienie głosu na własną matkę.
 Co się stało?  zapytała zaniepokojona, widząc, w jakim stanie był jej syn.
 Właśnie dowiedziałem się, że mam dziecko.
 Co?! Ale…
 Jesteście dziadkami. W sumie od jakiegoś czasu. Dowiedziałem się, czemu między innymi Emily ze mną zerwała.
 Luke…
 Bo zaszła w ciążę. Mam z nią syna  powiedział ciszej, zagryzając wargę.
– Luke, skarbie…
 Potem, okej? Ja… Potrzebuję chwili czasu… W samotności.
          Nie czekając na jakąkolwiek reakcję czy odpowiedź ze strony matki, odwrócił się i wbiegł na górę. Wpadł do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz. Zacisnął zęby, rozglądając się po tym jasnym pomieszczeniu. Miał ochotę coś rozwalić, by uwolnić te wszystkie emocje. Miał ochotę roztrzaskać to, co wpadnie mu w ręce. Niewiele myśląc, przejechał dłońmi po biurku, zwalając z niego książki, płyty, długopisy i papiery, które z głuchym łoskotem upadły na panele. Złapał za kubek i rzucił nim mocno przed siebie. Naczynie roztrzaskało się z hukiem, kiedy tylko spotkało się ze ścianą.
         Jego oddech przyspieszył jeszcze bardziej, kiedy zaczął wewnętrzną walkę ze sobą. Jego płuca pracowały tak ciężko, jakby przebiegł maraton. Miał wrażenie, że zaraz skończy mu się powietrze, a on nie będzie w stanie wziąć kolejnego wdechu. Zapiekły go oczy, a on zacisnął je, starając się nie rozsypać. Nie wyszło…
         Usiadł na podłodze, opierając się plecami o łóżko. Podciągnął nogi do góry, obejmując je ramionami. Przycisnął palce do kącików oczu, z których wypływały pojedyncze łzy. Uświadomił sobie, że Emily odebrała mu ten czas, w którym jego syn tak bardzo się zmieniał. Ten czas, w którym uczył się tak wielu rzeczy. W którym widoczne były nawet najmniejsze zmiany w jego wyglądzie, zachowaniu i umiejętnościach. Nie dopuściła go do niego, odcinając od tej małej istoty, która była częścią jego samego. I to tak cholernie bolało…
 Luke?!  Usłyszał głos za drzwiami.
– Zostaw mnie, mamo!  krzyknął, nie podnosząc głowy.
 Porozmawiaj ze mną…
 Daj mi chwilę…
 Luke…
 Potrzebuję dłuższej pieprzonej chwili!  warkną, ocierając palcami wilgotne oczy.
 Okej, ale potem…
 Tak, porozmawiamy.
 Okej…


***
Rozdział ten jest krótszy, ale następny będzie dłuższy. Mamy pełniejszą reakcję Luka na tego newsa, którego sprzedali mu chłopaki. Jak myślicie, co dalej zrobi Hemmo? No i w tle jest jeszcze Ash, który też na chwilę znalazł się na czarnej liście Luka - pogodzą się czy nie? - O tym oczywiście w następnym rozdziale! :)

Dziękuję wam za wasze komentarze, które UWIELBIAM! Tak, UWIELBIAM!!! BADZO MOCZNO - jakby powiedziała moja chrześnica :)

Kolejny rozdział wyjątkowo pojawi się w niedzielę, ponieważ w poniedziałek wyjeżdżam i wracam w środę wieczorem. Choć dostęp do internetu będzie, to jednak nie mam pewności, czy bym znalazła czas (bo niestety to wyjazd tak zwany służbowy, choć wolałabym, aby to były mini wakacje :D), na to by wrzucać go przez tableta - wole też nie ryzykować, że coś mi się porozjeżdża :)

Przy okazji zapraszam też na Pokochać ciszę, gdzie pojawił się rozdział 4 :)

Pozdrawiam!

#DwaPlusJedenFF

7 komentarzy:

  1. Luke się dowiedział - wreszcie. Moim zdaniem Emily bardzo źle zrobiła, że nie powiedziała Luke'owi o Robercie, ale w sumie to chciała dobrze i myślała, że robi dobrze. Luke stracił rok z życia swojego syna, ale mam nadzieję, że szybko się pozbiera.
    Rozdział genialny, cieszę się, że rozdziały na tym blogu i na Pokochać cieszę będą w niedzielę-im szybciej tym lepiej ;-)
    Czekam na następny rozdział ♥
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam depreche bo nie wiem co dalej, i wez tu czekaj do niedzieli XD mogłabyś robic cos takiego jak w 'pod jednym dachem' 'w następnym odc..'?

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham ten rozdział! *.* Kurcze, może nie jestem jakąś wielką fanką zespołu, ale ten blog, to opowiadanie jest takie cudowne ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG Luke się wkurzył - i to lekko powiedziane - szkoda mi się jej zrobiło, bo chciała dobrze. Źle jej z tym, co się stało i jeszcze Hemmo na swój sposób jej dowalił. Z drugiej strony było mi go żal i wcale się nie dziwiłam temu, że aż tak zareagował. Podobał mi się ten moment - BOSKO OPISANY - gdzie Luke pierwszy raz widzi synka. Dobra, przy tym rozdziale prawie się poryczałam - przyznaję. Nie mogę doczekać się następnego. Chcę BARDZO CHCĘ już niedzielę! Mam nadzieję, że relacja Luke - Emily nie będzie napięta i jakoś się dogadają, w końcu mają takiego słodziaka między sobą :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  5. Extra rozdział nie mogę doczekać się następnego. Szkoda mi Emily, bo Luke mógł dać jej się chociaż obronić a nie naskakiwać tak na nią. W sumie to mu się też nie dziwię, bo sama byłabym nieźle wkurzona na jego miejscu. Mam nadzieję, że nie będzie się tak wściekał na Ashtona i się pogodzą.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam, że tak późno!
    O rany, prawie się popłakałam na tym rozdziale, kiedy wyobrażałam sobie, jak Luke cierpi..
    A ja bardzo rzadko płaczę, więc to dla ciebie przeogromny plus, potrafisz wzbudzić takie emocje.
    Luke nie dał jej dojść do słowa, ale rozumiem go, był wściekły i rozżalony, miał powód. Mam jednak nadzieję, że sobie to wszystko przemyśli, poukłada i da to wytłumaczyć Emily.
    I liczę też na to, że chłopaki (Ash, Cal i Mikey) będą go wspierać, a on nie wyprze się syna czy coś w tym rodzaju, a będzie chciał się nim zaopiekować, jednocześnie będąc w zespole, choć będzie to niesamowicie trudne..
    Ale jednocześnie ta jego troskliwość o syna..
    Emily robiła dobrze dla niego, nie dla siebie i mam nadzieję, że to też weźmie pod uwagę, jak sobie to wszystko przemyśli.
    No i mój cudowny Ashtonek - niech nikt się na niego nie gniewa!
    Wszystkie rozdziały na tym blogu są absolutnie cudowne, ale ten jest zdecydowanie moim ulubieńcem. Cudowny, wzruszający i pełen emocji.
    Pozdrawiam i ponownie przepraszam za opóźnienie, ale ostatnio na nic nie mam czasu.
    itisnotourloveaiff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń