wtorek, 20 października 2015

Rozdział 5

        Minęło kilka dni od czasu, gdy Ashton dowiedział się całej prawdy. Musiałam to przed sobą przyznać, że teraz było mi o wiele lepiej. Lepiej z tym, że mój najlepszy przyjaciel wie wszystko, a ja nie musiałam karmić go kolejnymi wymówkami i kłamstwami. Nienawidziłam tego robić. Byłam mu wdzięczna za to, że w jakiś sposób to zrozumiał i nie odwrócił się ode mnie. Że był przy mnie nadal, mimo tego, co się stało.

        Jedzenie Roberta znikało w zastraszającym tempie. Nic dziwnego, że co kilka dni trzeba było robić zapasy. Jak na razie nie mogłam narzekać na to, że mały nie chce jeść, choć pewnie i taki etap u niego się pojawi. Zadzwoniłam do mamy i uprzedziłam ją o tym, że w drodze z uczelni zahaczę o sklep.
        Mając koszyk w ręku, szybko krążyłam po supermarkecie, zabierając z półek najpotrzebniejsze rzeczy. Nie chciałam przedłużać tej wizyty. Musiałam w końcu zwolnić mamę z posterunku. Od rana siedziała z Robertem, kiedy ja uważnie (czasem i nie) słuchałam głosów wykładowców. Do tego czekała mnie pierwsza praca pisemna do oddania i chciałam ją wykonać jak najszybciej.
        Kolejne produkty znalazły się w koszyku. Większość z nich i tak stanowiły rzeczy dla małego. W końcu mając wszystko, mogłam śmiało ruszyć w stronę kas. Stanęłam w kolejce, odpisując na sms-a od Ashtona. Po długich minutach przyszła moja kolej, a ja mogłam zakończyć zakupy i wrócić do domu.
         Szłam chodnikiem, trzymając telefon przed oczami. Szybko stukałam w ekran kciukiem. Słyszałam, jak siatki ocierają się o siebie, a jedzenie dla Roberta wydaje od czasu do czasu lekkie brzdęknięcia. Uśmiechnęłam się do komórki, kiedy Irwin snuł plany o kawale, który w przyszłości chce wywinąć chłopakom z zespołu.
         Skręciłam w swoją ulicę i nagle wleciałam w kogoś. Pewnie zobaczyłabym go szybciej, gdyby nie to, że w dalszym ciągu byłam pogrążona w pisaniu kolejnych wiadomości do przyjaciela. Odbiłam się od wysokiego chłopaka, widząc tylko czubki jego czarnych trampek. Złapał mnie za rękę, pomagając wrócić do pionu.
 Jezu, przepraszam…  wydusiłam.
         Podniosłam głowę i zamarłam. Przede mną stał Luke Hemmings. Ten Luke Hemmings. Ojciec mojego dziecka, o którym nie miał pojęcia. Przełknęłam ślinę, wpatrując się w jego błękitne oczy, które były identyczne, jak u Roberta. Blond włosy ukryte były pod czapką, ale kilka kosmyków i tak wydostało się na zewnątrz, opadając mu delikatnie na czoło. Zauważyłam w dolnej wardze kolczyk, który zrobił w wieku siedemnastu lat.
 Spoko, zdarza się  odpowiedział, zerkając na mnie. Powoli robiło się niezręcznie i sztywnie. Ale czemu ja się dziwiłam? Byłam ostatnią osobą, którą chciałby oglądać.  Co… Co u ciebie?
 W porządku. Przy okazji gratuluję zdobycia nagrody za najlepszą piosenkę podczas imprezy MTV.
 Dzięki. Dalej fotografujesz?
 Amatorsko, tak. Teraz zaczęłam studia.
 Dopiero?  zapytał ze zdziwieniem.
 Dopiero  odpowiedziałam, kiwając głową. 
           Naprawdę chciałam stamtąd iść, a z drugiej strony miałam ochotę tam stać, jak najdłużej. Luke spojrzał na moje zakupy, zapakowane w przezroczyste reklamówki.
 Powiększyła ci się rodzina?
 Co?  Wskazał na siatki.  A to… Mam syna.
          Blondyn uniósł brwi. Widziałam, że był zaskoczony, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że zszokowany tą wiadomością. Obiecałam Irwinowi, że w końcu powiem wszystko Hemmingsowi, ale akurat teraz nie był to najlepszy moment ani tym bardziej miejsce.
 Syna?
 Małego  odparłam, wymijająco.  Muszę iść. Zostawiłam go z mamą w domu.
 Ja-jasne.
 Na razie, Luke.
 Cześć  odpowiedział na odchodnym.
          Spuściłam głowę i wyminęłam go. Luke mieszkał na sąsiednim osiedlu, więc wnioskowałam, że musiał być u Irwina lub tak, jak ja, szedł do większego sklepu. Ruszyłam w stronę domu. Dotarłam do drzwi i zerknęłam przez ramię. Blondyn odwrócił się, by ostatni raz rzucić na mnie okiem, a potem poszedł przed siebie, tylko w znanym sobie kierunku.
         Weszłam do środka, zamykając za sobą drzwi. Zdążyłam się odwrócić, a Robert już był blisko moich nóg, pokonując dzielący nas dystans, raczkując. Zrobiłam kilka kroków do przodu, a potem wzięłam go na ręce. Z automatu spojrzałam w jego oczy. Były takie same jak u Hemmingsa.
 Mama  powiedział, wtulając się we mnie.
 Cześć, skarbie  odpowiedziałam, całując go w czółko.  Byłeś grzeczny?
 Był  rzuciła mama z kuchni.
 Nie kłam.
 Nie kłamię.
         Weszłam do kuchni, stawiając siatki na stole. Przełożyłam Roberta na drugi bok. Jego palce zawinęły się wokół moich włosów, a ja uśmiechnęłam się do chłopca. Przybliżył się, lekko śliniąc mi koszulkę.
 O której jadł?
 Z jakieś pół godziny temu.  Mama spojrzała na mnie uważniej.  Co ty masz taką minę?
 Co?
 Jesteś blada, jak ściana i wyglądasz, jakbyś miała zaraz zejść na zawał. Dobrze się czujesz?
 Tak. Nic mi nie jest  skłamałam. 
         Nie chciałam jej powiedzieć o przypadkowym spotkaniu z Lukiem. Mama nie była zadowolona z mojego wymyślonego planu. Potem jednak przeszła z nim na porządek dzienny i jakoś zaakceptowała moją decyzję, choć zupełnie się z nią nie zgadzała. Nie poruszałam z nią tematu Hemmingsa. Nigdy. To zawsze ona zaczynała mówić o nim pierwsza, a ja nie chciałam tego zmienić. Niech nie wie… Niech nie wie, że znów się pojawił.

         Robert nie wymagał tego, by się z nim cały czas bawić. Umiał sam zająć się sobą, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Wystarczyło mu dać kolorowe zabawki, a najlepiej maskotki, z którymi mógł się turlać po podłodze, kłaść się na nie i przygniatać. Co prawda zawsze mógł czuć na sobie uważne spojrzenie swojej matki, która na szczęście miała podzielność uwagi.
         Tym razem mały również skupił się na pluszaku. Nie byle jakim pluszaku, bo na gadającym, kolorowym psie, którego dostał dwa dni temu od Ashtona. Wystarczyło, że psu lekko nacisnęło się na łapkę, brzuszek, nosek, by ten zaczął śpiewać lub mówić, jakąś rymowankę. Robert pod tym względem miał niesamowitą frajdę. Ja za to mogłam skupić się na niedługim wypracowaniu z historii fotografii, które nam zadali.
         Nagle usłyszałam znaną melodię, która wydobywała się z komórki. Robert od razu odwrócił się w stronę nowego dźwięku. Zanim zdążyłam się zorientować, zbliżył się do mnie. Chwyciłam za telefon i odebrałam, podtrzymując wolną ręką dziecko, które zaczęło wspinać mi się po nogach, by po chwili na nich stanąć. Odebrałam.
 Tak?
 Oświeć mnie  usłyszałam po drugiej stronie głos Lisy.  Czy musimy do tego pseudo badziewnego wypracowania dodać bibliografię?
– Tak, musimy.
 Co za szajs  mruknęła, a ja się uśmiechnęłam.  Zrobiłaś to, jesteś w trakcie czy nawet nie zaczęłaś?
 To drugie  rzuciłam, biorąc małego na kolana. Robert od razu chciał złapać za telefon.  Nie wolno.
 Co?  A po chwili doszedł do mnie jej podniesiony głos.  Odłóż to, Kelly! Nie wolno bawić się książkami mamusi!  warknęła pod nosem.  Oszaleję. Na czym stanęłyśmy?
 Na etapie, na którym mamy pracę.
 Ile tego masz?
 Wydusiłam dopiero czwarty akapit.
 Jestem lepsza  rzuciła ze śmiechem.  Mam pięć!
 Mama!  krzyknął głośniej Robert, znów próbując złapać za telefon. Przekręciłam oczami.
 My to się nie możemy nudzić – skwitowała Lisa ze śmiechem, która najwidoczniej musiała usłyszeć małego.
 Zdecydowanie nie  odpowiedziałam i po chwili obie zaczęłyśmy się śmiać.


~***~
         Wszedł do garażu Caluma, który znał, jak własną kieszeń. Będąc u niego, to właśnie tu najczęściej przesiadywali, grając i pisząc, a także przegadując wiele godzin. Hood zamienił to w niemalże idealne miejsce dla nich. Na ścianach wisiały plakaty ich ulubionych zespołów. Z sufitu leniwie zwisały płyty kompaktowe, które odbijały od siebie światło. Dwie kanapy i trzy fotele stały naokoło okrągłego, drewnianego stolika. W rogu ustawiono biurko, na którym przeważnie Mulat stawiał komputer. Teraz panował tu pół mrok, bo włączono tylko dwie lampy, które wisiały na ścianach.
        Luke podszedł do czarnej kanapy i rzucił się na nią, wyciągając telefon. Mimo tego, że czuł na sobie zaciekawione spojrzenie pozostałych członków zespołu, nie odrywał oczu od ekranu komórki. Wszedł na Facebooka, aby raz jeszcze zerkać na twarz swojej byłej. Prawie w ogóle się nie zmieniła. Wiedział, że nie powinien tego robić. Nie powinien wracać do przeszłości.
 Nie powiem, ale dziwnie się czułem, gdy nie widziałem tych waszych mord przez kilka dni  skwitował Clifford, rozkładając się na fotelu i opierając stopy o stolik.
 Jaki milusi  rzucił Ashton, mrużąc na niego oczy. Michael wzruszył ramionami.
 Jak widzę, cała uwaga Hemmo skierowana jest na nasze skromne osoby  odezwał się Calum, popijając napój prosto z puszki.
 Co?  odezwał się blondyn.
 Co się stało?  zapytał Hood.
 Nic się nie stało. Co niby miałoby się stać?  wypalił, chowając szybko telefon do kieszeni.
 Może ty nam to powiedz  pociągnął Michael, a Luke przekręcił oczami. 
            Skupił się na skrawku czarnej koszulki, w którą był ubrany. Zaczął delikatnie ją skubać, mając nadzieję, że kumple odpuszczą mu przesłuchanie.
 Przestań, Luke  warknął w końcu Irwin, a wszyscy spojrzeli na niego.  Widać, że coś cię gryzie. Wyduś to z siebie i będzie po sprawie. Nie umiemy czytać ci w pieprzonych myślach.
 Wpadłem dzisiaj na Emily  rzucił, a Ashton zrobił zaskoczoną minę, że tak szybko mu poszło. Że Hemmings od razu przeszedł do sprawy, która go męczyła. On i reszta wymienili spojrzenia.
 Też na nią wpadłem. Jakiś czas temu  odezwał się Calum.
 Ma już swoją rodzinę  dodał powoli Luke, lekko się przy tym krzywiąc.
 Rodzinę?  zainteresował się Clifford, podciągając się na fotelu.  Jak rodzinę?
 Ma syna  odpowiedział Calum.  Widziałem go.
 Widziałeś?  odparł Luke.
 W sklepie. Była razem z Katie na zakupach. Na rękach trzymała małego chłopca.
 Wiedziałeś o tym?  zapytał Michael, odwracając się w stronę Irwina.
          Chłopak przełknął ślinę. Obiecał Em, że nic nie powie. Że będzie siedział cicho. Skoro oni jednak już wiedzieli  no, może nie wszystko  to mógł udać, że wie tyle, co oni. Wolał jednak, by chłopaki skończyli ten temat. Przeklną się w myślach za to, że sam sprowokował Luke'a, do tej rozmowy. Z drugiej jednak strony, skąd mógł wiedzieć, że wyleci z czymś takim.
 Dowiedziałem się kilka dni temu  odpowiedział, siląc się na neutralny ton.
 Myślicie, że ma męża albo narzeczonego?  pociągnął dalej Clifford. Luke zagryzł wargę, zerkając na perkusistę. Ashton miał ochotę strzelić sobie w łeb.
 Jest samotną matką  powiedział w końcu, a oni wytrzeszczyli oczy.
 Co?! Bez jaj… Nie mów, że koleś uciekł pod tym, jak zaliczył wpadkę!  warknął Calum.  To niepoważne!
– To ona go rzuciła, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży  odpowiedział powoli Ashton, starając się mówić, jak najbardziej ogólnikowo.
 No, nieźle… Cała Em. Zawsze potrafiła mnie zaskoczyć  stwierdził Michael.
         W garażu Caluma zapanowała cisza. Każdy na swój sposób przetrawiał te informacje, które wyszły na jaw. Luke poprawił pozycję, w jakiej leżał, wlepiając oczy w czarny sufit. Była samotną matką… Sama zerwała z facetem, ojcem swojego dziecka. Zastanawiał się, czy dalej ma z nim kontakt. Czy się widują? Wiedział, że nie powinien o niej rozmyślać, szczególnie po tym wszystkim, co przeżył. Jednak dziewczyna w dalszym ciągu wzbudzała w nim uczucia. Wtedy był w niej zakochany po uszy, a ona odeszła tak nagle, rozwalając mu serce na miliony małych kawałków, których on nie potrafił do tej pory porządnie złożyć do kupy. Mimo wszystko jej osoba nadal emocjonalnie wpływała na niego, choć Luke był pewny, że całkowicie mu przeszło. Przeszło… Dopóki znów jej nie zobaczył.
– Calum, jak wygląda ten mały?  odezwał się Michael, przerywając ciszę.
 Stary  rzucił Irwin, kręcąc głową. Zerknął na Luke'a.
 Spoko, możecie o niej rozmawiać  powiedział Hemmings, nie patrząc na nich.  W końcu to wasza koleżanka. Jest spoko, naprawdę.
          Tyle że Ashton nie chciał, by dalej brnęli w ten temat. Szczególnie że miał wrażenie, że zaraz z pozoru stabilny grunt usunie mu się spod nóg, a on pogrąży nie tylko siebie, ale także i Em. Miał dochować tajemnicy, ale jak miał to zrobić, gdy jego kumple zaczęli analizować jej życie.
 W sumie…
 Pewnie, jak każde małe dziecko  wtrącił się ze śmiechem Michael.  Łyse i wiecznie śpiące.
 Nie jest, aż taki mały  pociągnął Calum.  Może ma z rok. Może odrobinę mniej.
 Myślałem, że to taki… noworodek.
 Nie, jest całkiem spory  kontynuował Hood.  Fajnie się uśmiecha. Ma dołeczki w policzkach. Ash, wiesz coś więcej na ten temat?
 Nie  skłamał Irwin, kręcąc szybko głową.  Też go widziałem i tyle. Nie… Nie rozmawialiśmy zbyt długo na jego temat.
 Jestem zaskoczony  powiedział Michael.
 Nie ty jeden. Też byłem zaskoczony, gdy powiedziała, że to jej syn. Zupełnie nie jest do niej podobny.
 Zamknij się, Calum, błagam cię  pomyślał perkusista, mocniej zaciskając palce na puszce z napojem.
 Pewnie jest podobny do tego chłoptasia, którego rzuciła  pociągnął Michael.
 W sumie… W sumie ten mały wygląda, jak miniaturowy Luke  zażartował Calum. Hemmings zerknął na niego, zgrzytając zębami.  Może Em ma słabość do blondynów z niebieskimi oczami? Nie krzyw się tak, sam powiedziałeś, że jest spoko i że…
 Mam to gdzieś  mruknął Luke, znów przenosząc oczy na sufit.
 Poczekaj, poczekaj  powiedział szybko Michael, prostując się i ściągając nogi ze stolika.  Mówiłeś, że ma około roku?
 No, chyba… Nie wiem, kurwa, nie znam się na dzieciach!
 Co ty kombinujesz, Michael?  wydusił Irwin, który przyglądał się mu z niepokojem.
 Próbuję ułożyć historię na nowo  skwitował zielonowłosy.  Załóżmy to, że ten mały ma rok. Czyli dwanaście miesięcy. Ciąża trwa dziewięć.  Teraz już wszyscy, łącznie z Lukiem wpatrywali się w niego, gdy ten tworzył równanie. – To daje nam dwadzieścia jeden miesięcy.
 Co w związku z tym?  zapytał Hemmings.
 To prawie dwa lata  odparł Clifford.  Wy rozstaliście się półtora roku temu.  Rozejrzał się po twarzach pozostałych.  Kurwa, bez jaj! Nie widzicie tego!
 Kurwa  syknął Calum, rozszerzając ciemne oczy.  To… Matko… To całkiem możliwe. Do tego powiedziałeś  pociągnął Hood, spoglądając na Ashtona  że rzuciła tego kolesia, gdy była już w ciąży.
 Co? Wy chyba nie sugerujecie, że…  zaczął Luke, zrywając się z miejsca.
 To ci sugerujemy. Może ten jej syn, jest także twoim synem  odpowiedział Michael.
           I nagle wszystkie trzy pary oczu, skierowały się w stronę Ashtona. Chłopak wstrzymał oddech. Starał się przybrać normalny wyraz twarzy albo zrobić jakąkolwiek inną minę, która by go w żaden sposób nie zdradziła. Było jednak za późno.
 Ty wiesz  powiedział cicho Calum, nie odrywając od niego wzroku.
 Nic nie wiem  odparł Irwin, robiąc jeden błąd. Błąd, który przesądził o wszystkim. Po prostu za szybko zerknął na Luke'a, a on po jego minie i oczach już wiedział.
           Wystarczył moment, by Hemmings do niego doskoczył. Złapał go za koszulkę i pociągnął do pionu. Jego twarz znalazła się tak blisko twarzy Ashtona, że doskonale widział, jak mocno zaciska szczękę i mięśnie. Był wściekły i rozgoryczony. Przez chwilę był nawet pewny, że Luke zaraz go uderzy.
 Hej, hej, Hemmo!  krzyknął Calum, odciągając go.  Bez takich!
– Wiedziałeś o wszystkim!  warknął Luke, patrząc na perkusistę z niedowierzaniem. W dalszym ciągu Hood trzymał go za ramiona, by ten nie wykorzystał okazji do tego, by znów naskoczyć na przyjaciela.  Kurwa, jak mogłeś mi to zrobić, Irwin!
 Ja… Dowiedziałem się niedawno  wydusił Ash.
 Pieprz się!  wysyczał blondyn. 
            Zrzucił dłonie Caluma z ramion. Odwrócił się na pięcie i wyszedł z garażu, trzaskając drzwiami.
          Ashton opadł na kanapę, ciężko wzdychając. Spierdolił wszystko. Nie tak to powinno wyglądać. To Em miała z nim rozmawiać. Dlaczego musieli poruszyć ten temat?
 Naprawdę nie wiedziałeś wcześniej?  zapytał ciszej Clifford. Irwin pokręcił głową, a potem oparł ją na ręku.
 To ona miała mu to powiedzieć  powiedział, nawet na nich nie patrząc.  Sam ją do tego namówiłem. Luke powinien wiedzieć, a ona chciała dalej trzymać ten sekret. Nie spodziewałem się jednak, że wyjdzie z tego taka akcja.

~***~
            Poprawiłam małego, który zasnął mi na rękach. Jego główka opierała się o moje ramię, a rączki zwisały bezwiednie wzdłuż drobnego ciałka. Odpłynął przy karmieniu, a ja co jakiś czas musiałam go lekko dobudzać, by zjadł, chociaż połowę mleka. Otuliłam chłopca kocem i już chciałam ruszyć z nim na górę, gdy usłyszałam dźwięk telefonu. Szybko złapałam za komórkę. Robert spał dalej. Odebrałam.
 Tak?
 Podrzucisz nam jutro małego? W południe zapowiedziała się u mnie moja koleżanka na kawie.
 Mamo, jak nie możesz…
 Daj spokój, z chęcią go popilnuję! Zresztą Robert będzie mieć dodatkową nianię  powiedziała, a ja wyczułam, że się uśmiecha.
 Zabiorę go od razu po zajęciach…
 Em, spokojnie. Nie spiesz się.
          Nagle usłyszałam pukanie. Zerknęłam zdziwiona w stronę drzwi. Nie spodziewałam się nikogo. Być może to Ashton lub Katie. W końcu oboje wiedzieli, o której kładę małego spać. Ktoś zapukał po raz kolejny.
 Dzięki, mamo. Pogadamy rano. Muszę kończyć.
 Jasne. Pa, słonko.
         Rozłączyłam się, odkładając telefon na blat. Poprawiłam koc, którym owinięty był Robert, a potem podeszłam do drzwi. Ktoś najwidoczniej się niecierpliwił, bo zanim do nich dotarłam, osoba za nimi zapukała po raz trzeci. Przekręciłam oczami.
         Złapałam za klamkę i z pewnością otworzyłam drzwi. Zamarłam, czując, jak serce podchodzi mi do gardła. Moje ręce zadrżały. To nie była Katie. To nie był Ashton. Przede mną stał Luke.


***
I mamy ten moment, na który wszyscy czekali. Luke w końcu dowiedział się prawdy. Ash tak jakby się wygadał i nie wygadał, choć mózgiem matematycznym został Michael :) Jak myślicie, co teraz zrobi Hemmings? Wkurzy się na nią, czy może zacznie spokojnie rozmowę? Wiem, że skończyłam tą część w koszmarnym momencie, ale mam nadzieję, że mi to wybaczycie :)

Zamiast iść się kąpać, ja siedzę przy kompie - wrzucając kolejny rozdział, jednocześnie sprawdzając charakteryzację na Halloween (czy będzie się trzymać do rana :D). Bosko, obym do pracy nie zaspała - ale starczy o mnie. Dziękuję wam za wszystkie komentarze! UWIELBIAM JE! Jesteście najlepsze! I mocno motywujecie!

Kolejny rozdział tradycyjnie we wtorek. 

Pozdrawiam!

#DwaPlusJedenFF


11 komentarzy:

  1. Bardzo fajny Rozdział czekam na więcej szkoda że co wtorek...

    OdpowiedzUsuń
  2. Błagam, dodaj kolejny szybciej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeeeju, jaki ten Luke groźny :o Mam nadzieję, że nie będzie się długo na Ashtona gniewał, w końcu Ash nie chciał tego przed nim ukrywać.
    Jestem ciekawa jak potoczy się rozmowa Emily i Luke'a. Oby nasz uroczy blondynek się nie rozkrzyczał i nie obwiniał Em za bóg wie za co. Przecież ona chciała dobrze!
    Pozdrawiam cieplutko! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Liczę na następny rozdział. Ciekawi mnie jak to wszystko się potoczy!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak mogłaś w takim momencie??? Ehhh...
    Michael i Calum tacy mądrzy, tak szybką łączą fakty. Ashton zresztą też szybko odkrył prawdę. Jakie bystrzaki ^^
    Hemmo jest wściekły i nie dziwie mu się, w końcu nie wiedział, że ma syna, ale mam nadzieję, że nie będzie się długo na Ash'a gniewał, bo on chciał dobrze :-).
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^
    ~ Oliwia xDD

    OdpowiedzUsuń
  6. No to zaczyna się robić coraz ciekawiej. Z przyjemnością czytam ten blog i straszne podoba mi się historia. Bardzo się ciesze że Luke już wie o Robercie. Życzę weny i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. W takim momencie? ;oo A wtorek aż za tydzień! :<

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlaczego w tym momencie?!?! Naprawdę genialny rozdział i ten moment w którym Michael rozwala system<3
    Pozdrawiam i życzę powodzenia na Halloween!

    OdpowiedzUsuń
  9. Roxy kurdeeeeeeeeeeee jak mogłaś skończyć to właśnie TAK! Tak się nieeee rooooobi! Chcę kolejną część już, teraz i natychmiast, bo naprawdę mega mnie ciekawi, co zrobi Luke. Mam nadzieję, że pójdzie z nią porozmawiać na spokojnie, bo nie chcę by ta dwójka się kłóciła - szczególnie, że mają takiego fajnego synka, z którym powinni bawić się w dom. Ash był uroczy - szkoda mi go i mam nadzieję, że Hemmo się nie będzie długo na niego gniewał. No, Michael nasz geniuszu - rozgryzłeś to!
    Naprawdę nie mogę doczekać się kolejnej części.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  10. Jezus, Jezus, Jezus.
    Doskonały rozdział, trzymający w napięciu i bez jaj, każdy się wygadał, ale to dobrze, bo Luke się skapnął, tak jakby, że to jego dzieciak i awww, poszedł do niej, ale ona pewnie zaprzeczy i.. :(
    Tyle emocji ♥
    Michael geniusz matematyczny, haha ♥ Kochany ^-^
    Ej, Lukey, masz się nie gniewać na Ash'a, no co jest :(
    On chciał dobrze, powinien go zrozumieć. Meh :(
    Co będzie dalej? *-* Jak Em na to zareaguje, omg ♥
    Kocham <3
    u mnie new.
    itisnotourloveaiff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń