wtorek, 13 października 2015

Rozdział 4

          Siedziałam na zajęciach, wpatrując się w wykładowcę, który mówił o tym, w jaki sposób będziemy zaliczać jego przedmiot. Potem podszedł do komputera, który był podłączony do rzutnika. Przed oczami pojawił nam się pokaźny spis książek, które mamy przeczytać, aby być stu procentowo przygotowani do egzaminu końcowego. Z początku chciałam zacząć to zapisywać, jak wszyscy inni, ale dość szybko skapitulowałam. Po prostu odczekałam, aż profesor przestanie się patrzeć na salę i zrobiłam zdjęcie telefonem.
          Usłyszałam cichy śmiech Lisy, z którą siedziałam na każdych zajęciach i spędzałam czas na przerwach. Spojrzałam na nią, a ona uniosła kciuk i po chwili ona też odłożyła długopis i zrobiła zdjęcie spisu.
           Już chciałam wsunąć komórkę z powrotem do kieszeni, kiedy ta zawibrowała mi w dłoni. Na szczęście miałam wyciszony dźwięk. Rzuciłam szybko okiem na profesora, który sam wlepiał wzrok w swój telefon, czekając, aż wszyscy przepiszą listę książek. Ławki były ustawione od góry do dołu tak, że jedni zasłaniali drugich, więc śmiało schowałam komórkę pod ławkę i odblokowałam ją. Uniosłam brwi, widząc osobę, która do mnie napisała.

Od Ashton Irwin:
Powinienem być na ciebie zły.

Do Ashton Irwin:
Bo? Co takiego się stało?

          Podniosłam głowę, by skontrolować sytuację na sali. Była niezmienna. Nie wiedziałam, o co może chodzić mojemu przyjacielowi, więc liczyłam na to, że szybko otrzymam odpowiedź. Po chwili telefon znów zatrząsł się w mojej dłoni.

Od Ashton Irwin:
A to się stało, że nic nie powiedziałaś, że wróciłaś na stałe do Sydney. Spotkałem twojego tatę przed domem i to od niego się dowiedziałem. Czuję się urażony :P

Do Ashton Irwin:
Przepraszam, wyleciało mi z głowy. Wynagrodzę ci to :)

Od Ashton Irwin:
Mam nadzieję. Spotkajmy się dzisiaj po południu. Stęskniłem się.

Do Ashton Irwin:
Dzisiaj nie mogę :(

         To było małe niewinne kłamstwo. Miałam czas, ale nie chciałam zabierać małego na spotkanie z Irwinem.  Wiedziałam też, że do rodziców wpadają dzisiaj znajomi, więc nie zamierzałam ich obciążać opieką nad wnukiem. Ashton musiał poczekać.

Od Ashton Irwin:
Daj spokój, Em. Masz randkę? Z tego, co wiem, z nikim się nie umawiasz. Wiem też, że dopiero zaczęłaś studia, więc nie wykręcisz się nauką ani niczym takim. Widzimy się dzisiaj o czwartej.

Do Ashton Irwin:
Naprawdę dzisiaj nie mogę. Przepraszam.

          Zablokowałam szybko komórkę, wsuwając ją do kieszeni. Wiedziałam, że Ashton szybko mi nie popuści. Musiałam się przygotować na telefoniczne starcie z przyjacielem, który zaraz zacznie rzucać mi podejrzenia, że mam jakiś problem, o którym nie chcę mu powiedzieć. Zacznie się martwić i nakręcać jeszcze bardziej. To cały Ashton. Ale nie mogłam mu tak otwarcie podać przyczyny mojego: nie mogę. Był moim bliskim przyjacielem i zasługiwał, chociaż na to, by dowiedzieć się o Robercie w rozmowie w cztery oczy, a nie za pomocą telefonu. Nie było szans udawać, że nie jestem matką, szczególnie że Calum już to wiedział. Chciałam jednak psychicznie się przygotować na to spotkanie z Irwinem, a żeby to zrobić, potrzebowałam odrobiny więcej czasu.

           Ashton nie popuścił. Maltretował mnie sms-ami, a potem także kilka razy dzwonił, ale ja siedziałam na kolejnych zajęciach i nie mogłam odebrać. Każda jego kolejna wiadomość, utwierdzała mnie w tym, że coraz bardziej niepokoję przyjaciela. Szczególnie że przeważnie mówiłam mu wszystko od razu. No… Poza tematem ciąży i dziecka. W końcu jednak odpuścił, a ja myślałam, że uzyskałam chwilowy spokój. Myliłam się.
          Pożegnałam się z mamą, która pędziła do domu, aby przygotować wszystko na spotkanie ze znajomymi, którzy mieli się za trzy godziny u nich zjawić. Po tym, jak wyszła, zrobiłam szybkie pranie. Robert w błyskawicznym tempie potrafił się brudzić, więc miałam już trochę zgromadzonych jego ubranek do wyprania. Potem odgrzałam mu zupkę. Posadziłam małego w foteliku i zabrałam się za karmienie.
          Kiedy skończyłam, ulokowałam go na podłodze wśród zabawek, a on od razu rzucił się w stronę maskotek, ignorując inne rzeczy. Umyłam jego łyżeczkę, a następnie sama zjadłam obiad, który składał się z chińskiej zupy. Nie chciało mi się gotować posiłku, tylko dla siebie, więc postawiłam na danie błyskawiczne. Posprzątałam też po sobie i weszłam do salonu.
           Zdążyłam rzucić okiem na Roberta, który z zainteresowaniem oglądał nos puchatego misia, kiedy rozległ się dzwonek. Uniosłam brwi. Nie byłam z nikim umówiona, więc nie bardzo wiedziałam, kto też się do mnie dobija. Podeszłam do drzwi, myśląc, że to Katie zrobiła mi niespodziewany nalot. Otworzyłam je i zamarłam. Na progu stał Ashton.
– Cześć, Em  rzucił z uśmiechem.  Niezłych rzeczy się dowiaduję.
 Co?  wydusiłam z siebie, bo nie byłam stanie powiedzieć nic więcej.
 Jest po szesnastej  powiedział, pukając palcem w zegarek, który miał na prawym nadgarstku.  Postanowiłem do ciebie wpaść, a twoja mama mówi, że ty już mieszkasz na swoim.  Rozejrzał się.  Ładny dom.
 Dzięki.
 Czemu nic nie powiedziałaś?
 Bo… Rodzice zrobili mi niespodziankę i sama dowiedziałam się niedawno.
 A może wyleciało ci to z głowy, jak twoje pojawienie się w Sydney?  wypalił, a ja zagryzłam wargę. Chłopak uśmiechnął się. Spojrzałam w jego brązowe oczy. – Daj spokój, Em, nie będę się przecież obrażał czy na ciebie krzyczał. Jesteśmy dorośli.
 Przepraszam.
– Wyluzuj  rzucił ze śmiechem.  Wpuścisz mnie czy będziemy tak tu rozmawiać? Chyba że masz coś do ukrycia?
 Nie, wybacz. Wchodź  powiedziałam, odsuwając się od drzwi. 
          Irwin uśmiechnął się po raz kolejny szeroko i wszedł do środka. Przymknęłam oczy. Zdecydowanie nie byłam gotowa na taki obrót spraw. Ani na to, co stało się niedługo po tym, jak mój przyjaciel znalazł się u mnie w domu.
 O  wydusił z siebie, a ja zamknęłam drzwi i odwróciłam się w jego kierunku.
          Podeszłam do chłopaka. Ashton wpatrywał się w Roberta z taką samą ciekawością, z jaką mały wpatrywał się w niego. Zagryzłam wargę po raz kolejny. Irwin powoli spojrzał na mnie, mrugając.
 Robisz za opiekunkę?
– Tak, to dwudziestoczterogodzinna praca  odpowiedziałam, patrząc na niego uważnie.  To mój syn.
 Żartujesz?!  Wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem. Pokręciłam głową.  Mój Boże, Em… Dlaczego nic mi nie powiedziałaś.
 Ja… Ja… Nie wiedziałam jak.
 Nie wiedziałaś?  zapytał, a ja usłyszałam nutę zawodu.  Co się dzieje, Em? Tyle tajemnic na raz…
– Tylko Robert był tajemnicą  odpowiedziałam, a Ashton nabrał powietrza w płuca.
 Robert? Ma na imię Robert?  Pokiwałam głową. – Okej.  Podszedł do małego.  Hej, Robert.  Mały wyciągnął w jego stronę zabawkę.  Dzięki. To chyba znak, że mnie polubił, co?
 On nie boi się ludzi  powiedziałam, przechodząc do kuchni.  Chcesz coś do picia lub jedzenia?
 Coś zimnego do picia.
            Wyciągnęłam z szafki dwie szklanki, a z lodówki wyjęłam napój. Ustawiłam je na stole i wróciłam po słodkie przekąski. Na szczęście coś po spotkaniu z Katie mi zostało. Ponownie weszłam do salonu. Irwin bawił się z małym, turlając w jego stronę piłkę, co bawiło mojego synka, bo okrągły przedmiot nie tak łatwo dawał się złapać. Usiadłam na sofie, wlepiając w niego oczy. 
           Ashton w końcu spojrzał na mnie. Po chwili znów zerknął na małego, by zaraz znowu przenieść na mnie swoje ciemne oczy. Wyglądał, jakby nad czymś się zastanawiał, a ja wiedziałam, że to, co powie, wcale mi się nie spodoba. Atmosfera zrobiła się dość napięta i on chyba też to czuł.
 Jego ojciec się z tobą kontaktuje? Czy ukrywałaś też to, że masz faceta?  Otworzyłam usta, ale nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego konkretnego słowa. Ashton przyjrzał mi się uważniej. Zacisnęłam ręce na koszulce.
 Nie kontaktuje  odpowiedziałam w końcu. Chłopak w dalszym ciągu wpatrywał się we mnie, a ja z każdą sekundą czułam się coraz gorzej.
 Wiem, że to głupio zabrzmi, ale on wygląda, jak mały Luke. Nawet oczy mają podobne.
           Irwin nie był głupi. Od razu zauważył moją nerwową reakcję, kiedy się odwróciłam. Zagryzłam wargę po raz kolejny, palcem wycierając samotną łzę, która spłynęła mi po policzku. Tak bardzo chciałam, by nikt o tym nie wiedział. Tak bardzo chciałam utrzymać to w tajemnicy. Przysięgłam sobie to, że nikt się nie dowie. Nie potrafiłam jednak kłamać Ashtonowi prosto w oczy. Nie jemu. Nie osobie, która w dalszym ciągu była mi tak bliska. Która zawsze była przy mnie.
 O mój Boże  powiedział powoli.  To syn Luke'a?
           Zacisnęłam powieki, czując, jak trzęsą mi się dłonie. Zrobiło mi się gorąco. Bałam się na niego spojrzeć. Bałam się zobaczyć jego miny. Poczułam, że jestem na granicy rozpadu i zaraz przestanę się kontrolować. Dlatego zasłoniłam rękami twarz i rozpłakałam się jak dziecko. Nastała cisza.
           Nagle poczułam, jak siada obok. Po chwili objął mnie, przyciągając do siebie. Czekał. Czekał, aż uspokoję się na tyle, by móc się odezwać. Zaszlochałam kolejny raz i wtedy usłyszałam, że i Robert zaczął płakać.
– Przepraszam  wydusiłam z siebie i szybko zerwałam się z miejsca.
          Wzięłam małego na ręce, a on wtulił się we mnie. Dałam mu smoczek i pieluszkę, co szybko pozwoliło mi go uspokoić. Następnie posadziłam go do kojca i zajęłam chwilę zabawkami, by odwrócić jego uwagę. Mały miał naprawdę niezły instynkt i szybko wyłapywał moje emocje. Po chwili na nowo zainteresował się swoimi misiami, a ja mogłam wrócić do Ashtona.
          Usiadłam obok, wycierając dłońmi mokre policzki. Irwin wpatrywał się we mnie dużymi oczami. Był zszokowany tym, czego się dowiedział, a ja wcale mu się nie dziwiłam. Znów między nami zapanowała cisza, ale on w końcu ją przerwał.
– Zerwałaś z nim, bo zaszłaś w ciążę.  To nie było pytanie, a stwierdzenie. Mimo tego Ash oczekiwał odpowiedzi. Szybko zaczął składać całą tę historię do kupy. Pokiwałam głową.  Domyślam się, że Luke nic nie wie.
 Nie wie. Nie mogłam mu powiedzieć  rzuciłam, wilgotnym głosem.
– Bo?
 Nie chciałam zepsuć jego marzeń. Szczególnie wtedy, gdy zaczęło się powoli coś dziać w tym kierunku. Gdyby wiedział, nie pojechałby w trasę z One Direction.
 Skąd wiesz?  Wzruszyłam ramionami.  Em, serio myślałaś, że to się nie wyda?
 Byłam pewna, że postępuje dobrze  jęknęłam, pozwalając, by kolejne łzy wypłynęły z moich oczu.
 Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?
 Bo nie chciałam, byś czuł się z tym źle.
 Co?
 Nie chciałam, abyś ty też musiał to ukrywać. A to nie jest mały sekret.
 Matko, Em…
 Naprawdę nie chciałam. Naprawdę nie chciałam cię okłamywać. Byłam pewna… Byłam pewna, że tak będzie lepiej. Że tak trzeba…
 Em  spojrzałam na niego, a on delikatnie złapał mnie za rękę.  Powinnaś w końcu przestać myśleć o innych i zacząć myśleć o sobie. Jak zrobisz się trochę samolubna, to świat na tym nie ucierpi. Chciałaś, by Luke był szczęśliwy, tak?  Pokiwałam głową.  A wyszło zupełnie coś innego.
 Jestem głupia…
 Nie, Em. Ty po prostu wtedy nieco się pogubiłaś.
 Obiecaj, że nic mu nie powiesz  poprosiłam błagalnym tonem.
 On powinien wiedzieć.
 Błagam cię, Ash, nic mu nie mów.
 Dobra, jak coś, ja nic nie wiem, ale powinnaś mu powiedzieć.
 Powiem… Powiem… Nie wiem jak, ale masz rację. Muszę to sobie, tylko wszystko poukładać na nowo.  Zacisnęłam powieki. Pozwoliłam na to, by kilka słonych łez znów wypłynęło z moich oczu.  Złamię mu serce po raz drugi  jęknęłam, kręcąc głową.  Chyba sobie pogratuluje to, jaką okropną osobą jestem.
 Daj spokój, Em. Nie jesteś złą osobą.
 On nigdy tego nie zrozumie.
 Warto spróbować, co? W końcu to jego syn. Powinnaś to też zrobić dla Roberta. Może dzięki temu odzyska ojca?
 Wątpię. Luke mnie znienawidzi jeszcze bardziej – powiedziałam i znów zaczęłam płakać.
 Ej, ej… Już jest okej  odparł, obejmując mnie.  Wyrzuciłaś to z siebie, wiec teraz może będzie ci lepiej.  Poczułam jego dłoń, która powoli przejechała przez moje plecy. Gest ten pomagał mi się uspokoić.  Robert…
 Co?  zapytałam, odrywając się od niego.  Co Robert?
 On ma jego imię  rzucił Ash, z lekkim uśmiechem.
 Co?
 Luke ma na drugie Robert. Dałaś mu jego imię.
 Tak… Myślę, że do niego pasuje.
 Pasuje  rzucił Irwin, nadal się uśmiechając. Pociągnęłam nosem, spoglądając na niego. Po chwili sama lekko się uśmiechnęłam.

           Po tym długim płaczu musiałam mieć chwilę, by się ogarnąć. By znów móc normalnie funkcjonować. Z drugiej strony, poczułam wielką ulgę. Ulgę, że Ashton już wie. W jakiś sposób mi to wybaczył te wszystkie kłamstwa i ukrywanie małego. Może gdzieś w środku czuł nutę goryczy, jednak nie dawał tego po sobie poznać. Byłam mu wdzięczna za całe to podejście do tej sprawy. Cieszyłam się, że mam kogoś takiego, jak on.
          Zerknęłam na Irwina, który pochylał się nad kojcem. Robert odwrócił się w jego stronę, a potem wspierając się na siatce, stanął na nogi, łapiąc się miękkiego brzegu. Wyciągnął palec w jego kierunku, a Ashton nachylił się jeszcze bardziej. Mały dotknął jego nosa. Oboje uśmiechnęli się.
 O!  powiedział Robert, znów dotykając go po nosie. Zaśmiał się, a Ashton odpowiedział tym samym. Uśmiechnęłam się, widząc tę scenkę. Czy mogło być lepiej? Mogło, oczywiście, że mogło, ale ja cieszyłam się tym, co miałam.
 Mogę go wziąć na ręce?  zapytał.
– Pewnie.
 Nie będzie płakał?
 Nie. On lubi, jak dorośli kręcą się wokół niego – rzuciłam ze śmiechem.  Ale jeśli cię polubi, to pewnie będzie płakał, jak będziesz wychodził.
 To chodź do wujka  powiedział Irwin, podnosząc chłopca. 
           Mały od razu oparł się o jego bark, spoglądając na Ashtona z ciekawością. Teraz miał okazję zobaczyć jego twarz z bliska. Małe rączki zacisnęły się na jego czarnej koszulce.
 No, Ash... Z dzieckiem ci do twarzy.
 Może go od ciebie pożyczę, jak będę szedł na podryw? Co ty na to, mały? Pójdziesz z wujkiem wyrywać laski?
 Nie  odpowiedział Robert.
 Jak to nie? Spodoba ci się!
 Ta… Mama…
 Nie, mamusi nie możemy wyrwać. Mamusia to przyjaciółka wujka, a twoja mama, więc też odpada.
 Serio, Ash?
 Serio, że nie mogę cię wyrwać czy serio, że chcę zabrać małego na łowy?
 To drugie. Zdecydowanie to drugie  odparłam, wstając z miejsca. Podeszłam do blatu i złapałam za butelkę z herbatą. Zbliżyłam się do Ashtona i Roberta.  Dasz mu pić?  Irwin zrobił wielkie oczy. Zaśmiałam się.  To nic trudnego. Trzymaj. Ważne tylko by nie nałykał się powietrza.
             Ściągnęłam osłonkę i wcisnęłam mu ją w wolną dłoń. Ash spojrzał na mnie, a ja zachęciłam go uśmiechem. Chłopak po raz kolejny zerknął na małego i pokazał mu picie. Przybliżył do niego butelkę, a Robert szybko ujął ją w swoje małe rączki. Przechylił butelkę, a ja palcem popchnęłam ją trochę wyżej. Potem uniosłam kciuk.
 I po sprawie  powiedziałam, kiedy Robert oderwał się od smoczka.
– Ten twój syn jest naprawdę super  rzucił Irwin.
 Dzięki. Ma dobre geny  skwitowałam, a Ashton zaśmiał się.


***
I teraz druga osoba wie o Robercie - i niestety nie był to Luke. Ash doznał tego zaszczytu, by dowiedzieć się prawdy. Jak myślicie? Puści parę z ust przy chłopakach czy będzie trzymał buzię na kłódkę i nie piśnie słowem? :) - zdradzę wam tylko to, że odpowiedź znajdziecie w kolejnym rozdziale (taka mała zachęta do przeczytania rozdziału nr 5 :)).
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Dziękuję wam za wasze mega super komentarze - są najlepszą metodą na tak zwanego "banana" na twarzy, gdy się czyta je w przerwie w pracy :) Dzięki wielkie za motywację!

Kolejny rozdział tradycyjnie w kolejny wtorek.

Pozdrawiam!

#DwaPlusJedenFF


9 komentarzy:

  1. Super rozdział nie mogę doczekać się następnego. Ciekawi mnie też jak Luke zareaguje na całą prawdę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, czekam z niecierpliwością na następny :) ♡

    OdpowiedzUsuń
  3. A wtorek dopiero za tydzień :c Będę czekać z niecierpliwością ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesli sie wygada, to tylko przez przypadek. Albo Calum cos zacznie gadac, a Ash dopowie. Jezu! Uwielbiam malego !!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ash wie !!!
    Bardzo się cieszę, że Ashton już wie i że zareagował tak, a nie inaczej. Mam nadzieję, że Luke dowie się prawdy w niedalekiej przyszłości.
    Kocham tego malca <3 Jest taki bystry jak na swój wiek no i ... uroczyyy !
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochamm to opowiadanie i czekam na dalszą akcje❤jejuuuupisz bo nie mogęsie doczekać

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG! Serio myślałam, że to Luke się pojawi, ale Ash też był zaskoczeniem - no i dowiedział się całej prawdy. Nie wiem co z tym faktem zrobi - z jednej strony pewnie chce być solidarny wobec przyjaciółki, ale z drugiej Luke to też jego przyjaciel. Irwin ma ciężki orzech do zgryzienia i sama jestem ciekawa, jak postąpi. Nie wiem czemu ale wydaje mi się, że chyba się nie wygada, chociaż nie wiem... Po tobie Roxy różnych rzeczy można się spodziewać XD
    Już chcę kolejny rozdział,a to zostało prawie tydzień do niego! Nie chcesz dodać go szybciej? :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  8. Ashton, Ashton, Ashton!! ♥
    Matko, ale mnie rozweseliłaś <3 Jestem Ci dozgonnie wdzięczna, oojejkuuu, ale się cieszę, że to był Ash <3
    Mój skarb się tak uroczo zachowywał, jeju, mam nadzieję, że nie puści pary przed chłopakami.
    W sumie, Ashton to przyjaciel Lukey'a i zachowałby się fair, gdyby o tym powiedział, ale z drugiej strony, to też przyjaciel Emily i zachowałby się wtedy nie fair do niej. Hmm..
    Wiedziałam, że Robert to po Luke'u! :D Jakby miał jeszcze na drugie Lucas, jej <3
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, u mnie nn:)
    itisnotourloveaiff.blogspot.com
    weny kochana i osobiście skopię tyłek Ashtonowi (obie wiemy, że to nie prawda, nie byłabym zdolna<3), jak będzie cicho, bo chcę żeby Luke się dowiedział! <3

    OdpowiedzUsuń