poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 1

        Poruszyłam się, powoli odrywając się od snu, w którym miałam piękne i idealne życie. A ten sen, od jakiegoś czasu mnie nawiedzał i za nic nie chciał puścić. Po chwili jednak zorientowałam się co, a raczej kto, był przyczyną mojej pobudki. Ktoś, kogo kochałam ponad wszystko. Ktoś, kto sprawiał, że każdy dzień był tym cudownym dniem.
        Małe rączki uderzyły w mój policzek. Otworzyłam szybko oczy, spoglądając na uśmiechniętą twarzyczkę mojego jedenastomiesięcznego synka. Gdy tylko spostrzegł, że się obudziłam, roześmiał się radośnie. Uśmiechnęłam się, a on rzucił się w moje ramiona, by go przytulić. A Robert uwielbiał to robić.
 Kto to mnie budzi?  odparłam, przeczesując mu jasne włosy.
 Mama  powiedział, chwytając mnie za koszulkę. Spojrzałam w jego radosne oczy.  Baba.
– Tak, babcia musiała obudzić mamę, bo dziś wracacie do Sydney – usłyszałam głos mojej babci, która stała tuż przy łóżku.  Co nam się w ogóle nie podoba.
 Babciu  jęknęłam, siadając na łóżku. Robert zaczął pełzać po materacu i w tym momencie najzabawniejszą dla niego rzeczą było to, że w tak dużej kołdrze można się całkiem nieźle zakopać.  Rozmawialiśmy już na ten temat.
 Wiem, Emily  rzuciła, machając ręką.  Ale bez was będzie tu strasznie cicho i smutno i…
 Jeszcze będziesz się cieszyć, że masz ten swój spokój  odpowiedziałam, a babcia Rosemary zrobiła oburzoną minę.  Będziemy przyjeżdżać, a wy będziecie przyjeżdżać do nas. I to obowiązkowo.
 Najchętniej w ogóle bym cię nie puszczała na te studia…
 To dobry moment. Robert jest już na tyle duży, że mogę w końcu wrócić do nauki  pociągnęłam, wstając z łóżka. 
            Wzięłam małego na ręce. Robert zrobił niezadowoloną minę. Chciał jeszcze dłużej pobawić się w tej wielkiej pierzynie, która dla niego nie miała końca.
 Wiem, wiem  odparła ponownie.  Zresztą rozumiem, że chcesz się dalej rozwijać i jestem z ciebie naprawdę dumna. Ty też w końcu musisz zacząć myśleć o sobie. Choć to dla mnie i dla dziadka jest trudne, że wracasz do Sydney.
 Tam mam za to rodziców  powiedziałam, a babcia ciężko westchnęła.
 Już zaczynam tęsknić  odparła.  Zrobiłam śniadanie. Dziadek pewnie niedługo wróci.
 Jasne, zaraz zejdę.
 Wziąć go?
 Nie, niech zostanie.  Spojrzałam na chłopca i lekko przejechałam palcem po jego małym nosku.  Babcia też musi mieć przerwę.
– Tyle że babcia nie chce  pociągnęła kobieta, a ja przekręciłam oczami. 
         Uśmiechnęłam się do niej, a ona odpowiedziała tym samym. Wygoniłam ją gestem, a ona roześmiała się i wyszła z pokoju. Wzięłam głęboki wdech, wpatrując się w synka, który teraz zaczął bawić się moimi długimi, ciemnobrązowymi włosami. Ten czas tak szybko zleciał, a ja znów wracałam do swojego rodzinnego miasta. Miasta, w którym wszystko się zaczęło i skończyło. Ale w końcu musiałam to zrobić. Nie tylko dla siebie, ale także i dla niego.

         Zaszłam w ciążę, mając osiemnaście lat. Było to w tym momencie, gdy skończyłam szkołę i myślałam o wybieraniu kierunku studiów. Od zawsze pasjonowałam się fotografią  miałam to po dziadku  i to właśnie z tym wiązałam swoją przyszłość. Był to czas luzu, pewnej swobody, gdzie młody człowiek dopiero powoli wkracza w dorosłe i odpowiedzialne życie. Mnie ta dorosłość zaskoczyła nagle i niespodziewanie. Właśnie w chwili, gdy dowiedziałam się, że zostanę matką.
        Pamiętam ten dzień, w którym uprawiałam seks bez zabezpieczenia. Wystarczyła jedna impreza i chwila zapomnienia, by do tego doszło. Na szczęście nie zrobiłam tego z przypadkową osobą, a ze swoim chłopakiem, z którym byłam od dwóch lat. Dlatego wiedziałam, kim jest ojciec Roberta.
         Właśnie wtedy skończył się nasz szczęśliwy czas. Nie byłam jednak tą biedną dziewczyną w ciąży, przed którą uciekł nieodpowiedzialny chłopak. To ja zostawiłam go niedługo po tym, jak dowiedziałam się o dziecku. Dlaczego to zrobiłam? Ponieważ mój chłopak i paczka jego kumpli mieli marzenia. Marzenia związane z muzyką i koncertowaniem. Wkładali w to dużo pracy i wysiłku, co poskutkowało tym, że w końcu trafiła im się olbrzymia okazja do tego, by powoli zacząć osiągać ten cel. I w końcu go zdobyli.
          Zataiłam informację o dziecku, dając mu szansę na to życie, do którego go ciągnęło. Z biegiem czasu jednak zrozumiałam, jak wielki popełniłam błąd. Wtedy nie wiedziałam, że nie mówiąc mu prawdy, krzywdzę mojego syna, zabierając mu ojca. Wtedy liczył się on, ten uroczy chłopak, w którym byłam zakochana po uszy i do którego nadal coś czuję. Tą decyzją złamałam serce nie tylko jemu, ale także i sobie. Choć tak bardzo wierzyłam w to, że postępuje słusznie. Myliłam się…
          Doskonale pamiętałam ten dzień, w którym go zostawiłam. W momencie, kiedy był tak szczęśliwy. Wtedy, kiedy wszystko powoli zaczynało się kręcić, a 5 Seconds of Summer dostało wielką szansę, którą wykorzystali w stu procentach. Pamiętam dokładnie te gorzkie słowa, które nie były prawdziwe. Pamiętam, jak bardzo musiałam się kontrolować, by nie zacząć płakać, gdy mówiłam mu, że nic już do niego nie czuję. Choć były t same kłamstwa, on nigdy nie dowiedział się prawdy. Nigdy nawet nie próbowałam bardziej wytłumaczyć mu tej decyzji, która pojawiła się tak nagle. Urwałam całkowicie kontakt, licząc na to, że tak będzie lepiej. W tym dniu wylewałam z siebie morze łez, wpajając sobie to, że tak trzeba było.
          Zaraz po tym spakowałam się i wyjechałam do dziadków do Gosford. Chciałam, by moja tajemnica utrzymała się, jak najdłużej. Oprócz rodziny wiedziała o tym moja najlepsza przyjaciółka, którą traktowałam, jak siostrę. Nie pisnęłam o tym nic mojemu najlepszemu przyjacielowi, który był częścią zespołu. Była to zbyt wielka tajemnica, a ja nie chciałam, by czuł się przez nią przytłoczony. On też zasługiwał na wolne, bezproblemowe spełnianie swojego, a raczej ich wspólnego marzenia.
          Nastał jednak ten czas, w którym postanowiłam wrócić do Sydney i zacząć powoli realizować swoje plany, o których rozmyślałam po szkole średniej. Minęło w końcu tyle czasu, a ja liczyłam na to, że dam radę odnaleźć się w moim rodzinnym mieście, które uwielbiałam. Nigdy nie wstydziłam się tego, że jestem matką. Po prostu robiłam wszystko, by nie dowiedziała się o tym ta jedna konkretna osoba. On…
          Robert był dzieckiem kochanym od samego początku. Był oczkiem w głowie nie tylko moich rodziców, ale także babci i dziadka. W szczególności dziadka, który poza małym świata nie widział. Po jego narodzinach byłam pewna, że nie dam sobie rady. Jednak z każdym dniem, z każdym momentem, gdy trzymałam go w ramionach, te obawy znikały. Cieszyłam się każdą najdrobniejszą chwilą, każdym najdrobniejszym postępem w jego rozwoju. Był zdrowym i szczęśliwym chłopcem pełnym energii.
         Przypominał mi także o tej pięknej miłości, którą przeżyłam. Choć w środku, to nadal bolało. Przypominał o tym chłopaku, szczególnie że był tak bardzo do niego podobny. Odziedziczył po nim niemalże wszystko w swoim wyglądzie. Duże błękitne oczy i jasne blond włosy, które lekko opadały mu na czoło, nieco zadarty nos i wyraźnie zarysowane wargi. Miał też nawet identyczne znamię na tylnej części uda, co on. Jedyne, co miał po mnie, to okrągłą twarz, ale i ona mogła się w każdej chwili zmienić, by jeszcze bardziej upodobnić go do ojca. Ojca, który na jego akcie urodzenia widniał jako nieznany. Dlatego też mój syn nosił moje nazwisko  Walker.

         Mama przytuliła mnie do siebie, a potem spojrzała w moje ciemnobrązowe oczy. Wiedziałam, że cieszy się z tego, że w końcu wracam do domu. Do mojego rodzinnego domu, w którym się wychowałam i który znałam od podszewki.
 Wszystko spakowane?  zapytała, odgarniając na bok rude włosy.
 Tak, wszystko mam  powiedziałam, biorąc od babci Roberta. Roześmiałam się, widząc, jak dziadek Paul robi smutną i niezadowoloną minę.  Bo zaraz się popłaczę, jak nie przestaniesz  rzuciłam w stronę mężczyzny, a on się uśmiechnął.
 Będzie mi was tu bardzo brakować  odezwał się Paul, a babcia pokiwała głową.
 Sydney nie jest, aż tak daleko. Tylko godzina drogi, więc nie macie wymówki, by nie przyjeżdżać  powiedziałam, machając w ich stronę palcem. Robert złapał za niego, mocno ściskając go w małej dłoni.
 Musimy jechać, bo Chris nie może się doczekać, aż was przywiozę  pociągnęła mama, a potem spojrzała na teściów.  I też chce, byście częściej nas odwiedzali.
 No, to dodatkowy argument, by was do tego zmusić  odparłam, a oni zaśmiali się.
          Podeszłam do babci i dziadka, by się z nimi pożegnać. Wyszeptałam też szybkie podziękowania za to, że mogłam przez ten czas u nich mieszkać. Dziadek kazał mi się nie wygłupiać, zaznaczając, że jestem ich jedyną i najukochańszą wnuczką i to była sama przyjemność. Uściskałam ich po raz kolejny, a potem razem z mamą podeszłam do samochodu. Wsadziłam Roberta do fotelika, przypinając go pasami. Machnęłam babci i dziadkowi raz jeszcze, a następnie usiadłam obok małego. Mama zajęła miejsce za kierownicą. Po chwili odpaliła silnik. Wracałam… Wracałam do domu.

         Siedzieliśmy w salonie. Robert bawił się z moim tatą kolorowymi, miękkimi piłeczkami. Mama, co rusz zerkała na nich, uśmiechając się pod nosem. Popijałam kawę, przeglądając papiery, które musiałam dostarczyć jutro na uczelnię.
         Nagle tata spojrzał na mnie. Drgnęłam, powoli odwracając się w jego stronę. Tak, jak Robert był podobny do swojego ojca, tak ja byłam podobna do mojego. Oboje mieliśmy ciemne oczy, choć i tęczówki mojej mamy były brązowe, ale nieco jaśniejsze, niż nasze. Oprócz tego podobny odcień włosów i przybliżone rysy twarzy.
 Ashley, powiedziałaś już jej?  zapytał, w dalszym ciągu mnie obserwując.
 O czym?  zaciekawiłam się, patrząc to na jednego, to na drugiego rodzica.
 Jeszcze nie – odpowiedziała tajemnico mama. Tata już otwierał buzię.  Nie, Chris… To ma być niespodzianka.
 Bosko, teraz mam żyć w niepewności? – wtrąciłam się.
 Myślałem, że mama coś ci powiedziała.
– Jak widać nie. To, co to jest?
 Niespodzianka. Zobaczysz jutro.
 Jutro? – jęknęłam, patrząc na ojca z niedowierzaniem. – Dopiero jutro?
 Jutro  powiedziała mama ze śmiechem.
 To niesprawiedliwe.
 Ale wiem jedno  rzucił tata, wskazując na mnie palcem.  Na pewno ci się spodoba. I tobie też, koleżko  dodał, biorąc małego na ręce. Robert dotknął jego twarzy. Stróżka śliny wypłynęła z jego ust.
 Trzymaj  powiedziałam, rzucając w jego stronę pieluchą.  Wychodzą mu zęby i ślini się na potęgę.
– Każdy się tak ślinił  odparł tata, wpatrując się w chłopca. Wytarł mu buzię. – Więc nie przejmuj się, koleżko. Przejdzie ci. Chociaż muszę ci powiedzieć, że nawet dorośli się ślinią. Na przykład po alkoholu…
 Chris!
 No, co… Wprowadzam małego w realia prawdziwego życia, bo mamusia pewnie na razie nic nie mówiła o piciu alkoholu  pociągnął, zerkając na mnie. Przekręciłam oczami.  Jak będziesz starszy, to porozmawiamy na temat ich gatunków.  Parsknęłam śmiechem.  Dziadek wszystko ci wytłumaczy. Powiedz: dziadek.
 Dzia!
 No, pięknie. Wiem, że się starasz  powiedział, łapiąc go za rączki i klaszcząc razem z nim. – A mama?  Robert odwrócił głowę w moją stronę.  Tak, tam siedzi. Powiedz: mama.
 Mama.
 Pięknie! Kochasz dziadka?
 Nie!  rzucił Robert, a potem zaśmiał się radośnie, przyciskając twarz do nosa mojego taty.
 Ej! Nie gryziemy dziadka w nos. Kochasz dziadka?
 Nie!
 A może tak? Powiedz: tak.
 Ta  odparł mały, a potem złapał za pieluchę i wsadził jej kawałek do buzi.
 Smacznego  skwitował Chris ze śmiechem.
  


***
Pierwszy rozdział za nami. Na razie krótko, bo to wprowadzenie w historię :) Późniejsze rozdziały będą dłuższe - o ile dobrze pamiętam :D

Wattpad w końcu chciał ze mną współpracować i dziś Dwa Plus Jeden trafiło też i tam :)

Cieszę się, że udało mi się was zainteresować. Mam nadzieję, że ta historia przypadnie wam do gustu.
Dziękuję za wasze tak bardzo pozytywne komentarze :) Wiecie, jak mocno zmotywować mnie do pracy! Uwielbiam was!

Kolejny rozdział pojawi się w piątek. Postanowiłam, że i ten blog będzie miał publikację raz w tygodniu, a że wszystko przeważnie dodaję w piątki, to będzie piątek :D

Oliwia - tak planuję jeszcze jednego bloga. Jest już on co prawda założony - by zaklepać sobie adres- ale nie jestem pewna kiedy z nim ruszę :) Możliwe, że w październiku - na początku, w środku lub na końcu - o ile wszystko pójdzie zgodnie z planem :)

Pozdrawiam!

#DwaPlusJedenFF


13 komentarzy:

  1. UGH!!!! Przez swoją głupotę, muszę napisać komentarz od nowa .

    Zacznę od tego, że miałam jakąś intuicję wchodząc na tego bloga. No bo popatrz: Odszukałam sobie szybko adres tego bloga, bo chciałam zobaczyć, czy czasami nie napisałaś gdzieś, w które dni będą się pojawiać kolejne rozdziały. Nawet chciałam napisać to w komentarzu, ale to taki szczegół. Przesuwam stronę na sam dół, a gdy już dostrzegłam ostatnie linijki tego postu, przed oczami mignęło mi coś tam o dziadku. Myślę sobie; kurczę, dlaczego tego nie pamiętam i dlaczego tak sporo musiałam przesuwać stronę, żeby dojść na sam dół. No to wracam na samą górę, a tam zamiast Prolog, jest napisane Rozdział 1!!! O co kaman?! Odświeżam szybko bloggera i wyskakuje mi, że 2 minuty temu dodałaś nowy rozdział! Miałam przeczucie, no nie?

    Rozdział jest fajny, spokojny i zawiera w sobie wszystko to, co trzeba. Nic mu nie brakuje, ale Ty o tym wiesz, gdyż bardzo lubię Twoje prace i zgadzam się całkowicie z koleżanką Magdą; te opowiadania i Twój talent zasługują na książkę. Ale z drugiej strony, ta opcja posiada również dla nas minusy. Dlaczego? Bo zanim powstanie cała książka, minie sporo czasu, zanim ona trafi do sprzedaży, również trochę minie, a gdy ją dostaniemy w swoje łapki, to zapewne większość z nas przeczyta ją w całości w ciągu kilku godzin i będzie po przyjemności i znowu trzeba będzie czekać na ewentualną dalszą część. A jak się jeszcze okaże, że będziesz chciała przenieść tego, czy owego bloga na książkę, jak inna bloggerka? To trzeba będzie zmienić imiona, nazwiska chłopców, nazwę ich ewentualnego zespołu, a to już nie będzie to samo. Nie chcę, żebyś to jakoś negatywnie odebrała, bo naprawdę Ci życzę, byś w przyszłości wydała książki, ale proszę... nie przenoś wtedy tych historii na papier.

    Na sam koniec.
    Jeśli można, to chciałabym poruszyć jeszcze temat powiadania się kolejnych rozdziałów. Czy byłaby może taka szansa, by zastanowić się nad innym dniem publikacji? Bo w sumie mamy już dwa, a czasami nawet i trzy rozdziały na jeden dzień w odstępstwie kilku godzin, a później jeszcze w tygodniu pojawia się jeden rozdział o Rose i Hemmingsie i czekamy dalej. Może to opowiadanie mogłoby się pojawiać właśnie w tym środku tygodnia, gdy dodajesz opowiadanie "Pod jednym dachem"? Przeważnie, to jest jakoś środa/czwartek, więc może udałoby się jakoś tak wtedy publikować? A może jakiś inny dzień? Nie wiem, co powiedzą na to inne czytelniczki, ale może też przystałyby na tę propozycję? Nie zmuszam i nie nalegam, a jedynie z czystej ciekawości pytam.

    Trzymaj się, zdrowiej dalej z partnerem i czekam niecierpliwie na kolejne rozdziały.

    P.S. Rozdziały na Wattpadzie dodałam również do mojej biblioteczki, a jak znajdziesz kiedyś wolną chwilkę, to również zapraszam na mój profil, gdzie sama zaczynam tworzyć swoją historię. Zapraszam i pozdrawiam KamiPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurna!
      Przepraszam, że się tak rozpisałam :/

      Usuń
    2. Kami ty zawsze potrafisz mnie swoimi komentarzami wcisnąć w fotel :D Nad książką się na razie zastanawiam, a że pisze na razie czysto hobbystycznie to jest to na razie temat rzeka :D myślę jednak, że gdyby to faktycznie miała powstać jakaś książka, to raczej chyba poszłabym w nową historię.- dziękuję ci za tak miłe słowa - micha mi się cieszy do ekranu :D
      Co do pojawiania się nowych rozdziałów. Pewnie, jak wam pasuje może to być inny dzień - możecie go wybrać :) Ustalcie - nie wiem, zagłosujcie, po prostu dajcie znać :) Tak tylko napisałam, że piątek, bo wtedy wszystko mogłabym załatwić na raz. Jednak nigdy jakoś nie miałam problemów z tym by się dostosować- więc równie dobrze to mogą być poniedziałki, wtorki czy środy :) Jestem otwarta na propozycje :)

      Usuń
    3. Nie ma za co ;)
      Polecam się na przyszłość :p

      A co do tych terminów, to ja również otwieram się na propozycję, dlatego w tej sprawie zdaję się bardziej na Ciebie :D W końcu to Ty wiesz najlepiej, kiedy masz na tyle wolnego czasu, by zasiąść przed monitorem i klawiaturą. Każdy z nas posiada swoje prywatne życie, dlatego może spróbuj nam w przyszłym rozdziale coś zaproponować, a my wtedy spróbujemy się na coś zdecydować. Jeśli jednak wolisz ten piątek, to nie musisz na siłę nic zmieniać. Pamiętaj - ja nie rozkazuję :P

      Dziękuję Ci również za skomentowanie mojego rozdziału. Od razu Ci mogę napisać, że początkowo moja historia szła w bardzo zbliżonym kierunku, co to Twoje, ale z racji iż pierwsza wystartowałaś z opublikowaniem tego tematu, to usunęłam swoje i zaczęłam pisać od nowa, modyfikując całkowicie bieg historii. Jedyny element, jaki pozostawiłam to Dziecko-Hemmings. Nie chciałam, żebyś Ty, albo któryś z Twoich czytelników później ścigał mnie za to, że niby kopiuję, czy coś w tym stylu. Także ten... obiecuję, że nasze historie będą nieco podobne, choć całkowicie różne, gdyż ja mogę zrobić coś, co u Cb już się nie uda ;p

      Usuń
    4. No ja większego problemu nie widzę, bo jak tylko mam wolny wieczór to i tak ląduje przy kompie :D Jestem uzależniona hahah Ale pomyślimy nad tą zmianą dnia :)
      Spoko Kami :) Nawet nie pomyślałam o tym, że to mogłaby być kopia :) Haha w sumie racja. Jestem więc ciekawa, jak twoja historia się potoczy, bo swoją już znam od początku do końca, a nawet mam zarys części numer dwa :)
      Powodzenia w pisaniu i dużo weny życzę :)

      Usuń
    5. Dziękować tym razem nie będę, bo to przynosi pecha, ale również życzę dużo weny na wszystkie Twoje opowiadania ;)

      P.S. U mnie na razie są dwie wersje końca, ale na którą się zdecyduję, to już tylko czas pokaże :D

      Usuń
  2. Rozdział BOOOOSKI!!! Ma wszystko czego chciałam się z początku dowiedzieć. Szkoda mi Emily, choć ona wierzyła w to, że robi dobrze. Nie mogę doczekać się momentu, aż Luke się dowie - choć coś czuję, że kolorowo nie będzie. Ciekawi mnie niespodzianka rodziców? Nie mam pojęcia co to może być.
    Zgadzam się z Kami - dała dobry pomysł. Nowe rozdziały na tym blogu by mogły być wrzucane na przykład we wtorki lub środy :) Skoro Pod jednym dachem jest ruchome,a reszta jest w piątki to może to opowiadanie by było na początku tygodnia?
    Czekam z niecierpliwością na kolejną część.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa :)
      Dobra - wezmę pod uwagę wtorki lub środy :) Zobaczymy co z tego wyjdzie. Może faktycznie obie macie racje, by nie rzucać wszystkiego w jeden dzień :)

      Usuń
  3. Oooo...jak ty to robisz ze piszesz takie cudowne zeczy? ♡ po prostu kocham twoje blogi, jest mi bardzo smutno ze rozdziały beda pojawiac sie tak zadko ale bede wytrwale czekać ;) tak po za tym jestem za WTORKIEM
    Pozdrawiam i czekam na next ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dobrze, że zajrzałam na ten blog, bo jeju, zapowiada się świetnie :)
    Pierwszy rozdział ma wszystko, co powinien mieć, jest taki miły i spokojny :)
    Robert jest taki uroczyy *-* Mini Lukey ♥ *-*
    Tak w ogóle, to Emily jest bardzo rozsądna i nie ma w sobie chyba nawet 0,1 % egoizmu, skoro myślała o karierze Luke'a, a nie o sobie samej.
    Mi serce pękłoby na milion kawałków, jakbym miała zerwać z którymś SOSem!
    Co piątki? Idealnie! :) Będę czekać z niecierpliwością *.*
    Mam nadzieję, że Lukey dowie się o mini-Lukey'u <33
    No nieważne, świetnie się zapowiada, jeju *_*
    Ściiskam i życzę weny,
    itisnotourloveaiff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nowy rozdział, bardzo przepraszam za spam.!

      Usuń
  5. Genialne !!!Fantastyczny rozdział, muszę przyznać, że zaintrygowałaś mnie niespodzianką rodziców ( nie mogę się doczekać co z tego wyjdzie):) Nie wiem skąd ty bierzesz te pomysły, ale jesteś po prostu BOSKA +popieram propozycję Mileny dotyczącą pojawiania się rozdziałów:)
    Pozdrawiam i życzę weny<3

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapowiada sie kolejny niesamowity fanfiction ktory z przyjemnoscia bede czytala. :-)

    OdpowiedzUsuń